sobota, 7 września 2013

Fakty i mity

Widzę po raporcie Bloggera, że istotne rozważania gospodarskie i hodowlane Państwa nie interesują. Zdjęcia naszych koni - też entuzjazmu P.T. Publiczności nie budzą. Za to, kiedy mam chandrę i trochę żółci powylewam - licznik tak szybko nowe wejścia nabija, że ostatnich cyferek nie widać..!

W takim razie, dla podgrzania atmosfery, zajmiemy się dzisiaj lekkim, łatwym i przyjemnym de-konstruowaniem narodowych i bogoojczyźnianych mitów.

Proszę bardzo: oto mit.


O faktach można sobie przeczytać chociażby na Wikipedii, nie będę przecież tego powtarzał. Proszę bardzo: kampania wrześniowa 1939 i kampania majowa 1940 roku.

Dość podsumować jeden tylko fakt: we wrześniu łączne straty "Osi" (Niemiec, Słowacji i Sowietów razem) nie przekraczały 60 tysięcy zabitych i rannych - kosztem prawie 200 tysięcy zabitych i rannych po stronie polskiej.

W 1940 roku Niemcy stracili prawie 160 tysięcy zabitych i rannych, kosztem 360 tysięcy zabitych i rannych Francuzów, Brytyjczyków i Polaków.

Nie wiem jak autor tego zestawienia wyliczył, że "rozbicie polskiej dywizji w 1939 roku kosztowało Niemców trzy razy więcej niż alianckiej w 1940" - ale z samego tylko zestawienia strat NIC takiego nie wynika.

Z całą pewnością bzdurą jest stwierdzenie o "trzykrotnej przewadze aliantów" w 1940 roku. Jeśli liczyć tylko "siłę żywą" - panowała niemal idealna równowaga. Francuzi i Anglicy mieli przewagę w artylerii i liczbie czołgów (ale o wiele gorszą doktrynę ich użycia...) - ale za to niemal dwukrotnie ustępowali Niemcom w powietrzu.

W 1940 roku Niemcy stracili z całą pewnością więcej czołgów i samolotów niż w 1939.

Z całą pewnością nieprawdą jest, że walki powietrzne nad Warszawą przekraczały swoją intensywnością i rozmachem choćby to, co się działo nad Beneluxem w maju 1940 roku.

Nie wiem skąd mniemanie autora wyżej ukazanego zestawienia, jakoby 1 i 2 września Polacy nie stracili ani jednego samolotu na ziemi. Oczywiście - nie były to straty porównywalne z sowieckimi z 1941 roku (ale z tym trudno COKOLWIEK porównać...). Ale takie straty, mimo wszystko - były.

Wehrmacht w 1940 roku był niemal dwukrotnie liczniejszy i posiadał wyższe stany w każdej z istotnych kategorii uzbrojenia niż w 1939. Nieprawdą jest zatem, że do ataku na Francję poszli Niemcy tylko z takimi samymi siłami, jakie mieli w Polsce...

Prawdą jest, że termin ataku na Zachód był kilkukrotnie przekładany. Wynikało to głównie z braku amunicji - rzeczywiście w dużym stopniu wystrzelanej w Polsce.

A teraz fakty:
  1. Kampania wrześniowa 1939 roku była wydarzeniem bez precedensu w historii wojen tylko pod jednym względem. NIGDY WCZEŚNIEJ TAK WIELKA ARMIA NIE ZOSTAŁA ZNISZCZONA TAK SZYBKO. W realiach roku 1914 czy 1920 - Polska, dysponując niemal milionową armią, nawet otoczona z czterech stron, powinna się bronić co najmniej kilka miesięcy. Zadając przeciwnikowi znacznie większe straty niż sama by ponosiła.
  2. Tak szybkie zniszczenie Wojska Polskiego i szokujący zupełnie fakt, że strona atakująca poniosła przy tym ponad trzykrotnie mniejsze straty niż strona broniąca się, to przede wszystkim efekt PRZEWAGI NIEMATERIALNEJ po stronie Niemieckiej. Mianowicie: LEPSZEJ DOKTRYNY WOJENNEJ.
  3. Oczywiście, to się dało w pełni ocenić dopiero po klęsce Francji. Wcześniej, choć zapewne wielu wojskowych i niektórzy politycy alianccy przeczuwali o co tu chodzi (m.in. - należy podziwiać przenikliwość brytyjskiego premiera, Nevila Chamberlaina który SŁUSZNIE ustąpił Hitlerowi w Monachium: biorąc pod uwagę to co się działo później, ewentualna wojna z Niemcami już w 1938 - mogła wyglądać JESZCZE GORZEJ...) - klęskę wrześniową opinia publiczna na Zachodzie odebrała jednoznacznie jako kompromitację Polski. Coś tak niebywałego nie mieściło się ludziom w głowach! Tylko totalnie skorumpowany, nieefektywny i przeżarty zdradą na najwyższych szczeblach reżim mógł zmarnować milion wcale nieźle uzbrojonych żołnierzy w 5 tygodni...
  4. W tej sytuacji należy się cieszyć, że Francuzi pozwolili sformować Sikorskiemu "rząd" polski, a nie jakiś "komitet narodowy polski", jak w czasie I wojny światowej - bo spora część francuskiej elity uważała, że tak nieefektywnego i pozbawionego wartości sojusznika lepiej jest spuścić za burtę...
Wspominałem już kiedyś o pewnych mitach tyczących się naszego nieszczęsnego września. Także - trochę w odpowiedzi na zwyczajowo, co roku podnoszony głos Profesora Boboli.

Pewnie, że Polacy nie mają się czego za wrzesień 1939 roku wstydzić (oczywiście, całą masę rzeczy można było zrobić lepiej - i to jest temat na osobne rozważania...). Ale czy koniecznie trzeba w tym celu opowiadać bajki..?

18 komentarzy:

  1. "Widzę po raporcie Bloggera, że istotne rozważania gospodarskie i hodowlane Państwa nie interesują. Zdjęcia naszych koni - też entuzjazmu P.T. Publiczności nie budzą."

    Czyli kolejny mit o "polskiej duszy kawalerzysty" obalony. ;)
    Za to mit że "w każdym Polaku drzemie wybitny autorytet polityczny", potwierdzony. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy z przyjemnością czyta i ogląda żywinę, a że komentarzy nie ma(?) to i cóż. Można sobie tylko westchnąć z zazdrości, że tak można( znając oczywiście różne "okoliczności przyrody"). A że blogger gupio raportuje to i czym się przejmować.

    OdpowiedzUsuń
  3. >> Widzę po raporcie Bloggera, że istotne rozważania gospodarskie i hodowlane Państwa nie interesują.

    Tak właśnie jest. Natomiast o historii pisze Pan arcyciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze jedno. Jeśli interesuje Pana oglądalność, to właśnie takie demistyfikatorskie artykuły mogą ją podnieść. Tych rzeczy nikt nie dowie się w szkole (zwłaszcza obecnej) a szczegółowe materiały znaleźć trudno komuś kto nie "siedzi" w historii. Wikipedia tu nie wystarczy, trzeba mieć jednak szerszą perspektywę.

    Kolejny temat jaki napęczniał mitami to rozbiory a zwłaszcza tzw. potop szwedzki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też wydawały mi się zawyżone te niemieckie straty w samolotach i czołgach, a zwłaszcza w pojazdach mechanicznych. Do tych ostatnich zaliczano chyba nawet rowery.

    Jednak na angielskiej wiki nie zauważyłem niemieckich strat (poza ludzkimi) w kampanii wrześniowej. W takim razie ile zniszczyliśmy tych samolotów i czołgów?

    Pozdrawiam,
    Kikoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. To znaczy, jak bym bardzo chciał, to zapewne doszedłbym do jakiejś w miarę wiarygodnej liczby (takie dane są trudniejsze nawet do ustalenia, niż straty ludzkie - choć i z tymi bywa prawdziwa męka zliczać...). Tylko po co?

      Usuń
    2. A choćby dla porównania z Francuzami czy oceny jak wielkie oczy ma mit. Chociaż oczywiście nie to jest najważniejsze.

      Swoją drogą opowiadanie takich bajek ma swoje uzasadnienie. Jeśli przeciętny człowiek uświadomi sobie rozmiar klęski jaki poniosła Polska w II wojnie światowej i fakt, że może się coś podobnego powtórzyć, to dla zachowania zdrowia psychicznego potrzebuje takiej pokrzepiającej dawki mitologii. Niestety jeśli z nią przesadzić, to ryzyko popełnienia kolejnego wielkiego błędu politycznego gwałtownie rośnie.

      Co do kampanii francuskiej - jak to możliwe, że przegrali równie szybko jak my? W końcu oni już doskonale wiedzieli na czym polega niemiecki blitzkrieg.

      Usuń
    3. Już Sun Zi zauważył, że "wiedzieć jak zwyciężyć, a móc to zrobić - to dwie różne sprawy".

      Alianci podeszli do kampanii 1940 roku z maksymalną ostrożnością. Niewiele jednak mogli poradzić na niemiecką przewagę w powietrzu. No i dali się zaskoczyć atakiem przez Ardeny - co pozwoliło Niemcom wyeliminować Brytyjczyków i najlepszą, najbardziej mobilną część armii francuskiej oraz otworzyć drogę na Paryż.

      Oczywiście - powstaje pytanie co by było, gdyby Francuzi bili się dalej..?

      Hitler, jak zwykle, postawił wszystko na jedną kartę: Niemcy mieli zapas paliwa i amunicji na JEDNĄ bitwę. Tę bitwę rozegrali perfekcyjnie i wygrali. Ale co, gdyby musieli potem, po przekroczeniu Mozy i zajęciu Paryża, bić się też i o sforsowanie Loary czy wejście na Masyw Centralny..?

      Zauważmy, że z dostępnych statystyk wynika, iż Wojsko Polskie w kampanii wrześniowej zostało wręcz zmasakrowane: zginął lub odniósł rany 1 na 5 zmobilizowanych. To bardzo dużo (nie dając się wciągnąć w porównania z Sowietami, rzecz jasna...).

      W kampanii 1940 roku straty krwawe Aliantów to mniej - więcej 1 na 10 zmobilizowanych - i to kosztem dużo wyższych strat niemieckich.

      Najprawdopodobniej ta różnica wynikła z tego, iż:
      1) Alianci jednak dysponowali lepszym sprzętem, więc skuteczniej się Niemcom "odgryzali",
      2) Mieli lepsze rozeznanie w nowej taktyce wroga, więc unikali takich katastrof jak np. to, co spotkało część Armii Prusy (której zgrupowanie piotrkowskie zostało dosłownie stratowane przez niemieckie czołgi...),
      3) Francuzi jednak nie walczyli do końca.

      Francuzi nie walczyli do końca - i chyba nie da się w tej chwili ocenić skutków tej decyzji. Z jednej strony - jak napisałem, Niemcom mogła się skończyć amunicja, a Mussolini nie Stalin, nie skończyłby sprawy za Hitlera.

      Z drugiej strony jednak - to, co pozostało z armii francuskiej po katastrofie majowej - walczyłoby z Niemcami prawie że bagnetami i pięściami. Czyli jak Polacy w końcówce swojej kampanii. Bardzo łatwo mogli wówczas Francuzi "doszlusować" do stanu wykrwawienia, jaki stał się naszym udziałem..!

      Usuń
  6. Żołnierzy to my mieliśmy nie najgorszych. Ale dowództwo? A Beck? Tego sku..syna to żywą nienawiścią po wieczny czas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee tam... Tak się unosić po tylu latach..? Tak naprawdę to żadnej super dobrej opcji dyplomatycznej nie było.

      Usuń
    2. Jasne, ale danie odpowiedzi, w ważącej na losach całego narodu sprawie, z nonszalancją bez zastanowienia, między jednym a drugim strzepnięciem papierosa, to nie jest żadna opcja dyplomatyczna. To pokazanie: "Mam w dupie mój kraj". To co się dziwić, innym, że mieli nas w dupie, skoro sami tak się zachowywaliśmy?

      Usuń
  7. Rozważania historyczne to mocna strona tego bloga. Mnie właśnie to tutaj przyciągnęło. Już chyba gdzieś wspomniałam, że szczególnie odnoszenie się do mitów i ich obalanie (albo potwierdzanie części) mi się podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dodam, że zdjęcia też lubię obejrzeć i poczytać inne przemyślenia. Nawet takie z którymi się nie zgadzam. Autor z własnej woli sporo pokazuje i sporo zdradza ze swojego życia. I to pod własnym nazwiskiem to wszystko pisze! I właśnie dla tego mam pewien podziw. Na początku jak tutaj wchodziłam wydawało mi się to szalone. Wtedy nie było jeszcze nazwiska, ale nazwa miejscowości i zdjęcie. Kto go znał i kto chciał wiedzieć ten wiedział kto to. Dziwiło tym bardziej, że tutaj nawet nie jest jakoś, hmmm... dyplomatycznie, ale i za bardzo na serio na jakieś wygłupy dzięki którym można zdobyć jakąś większą sławę (w sensie, że ktoś chce być znany tylko z tego, że szokuje ludzi). Tak się zastanawiałam po co to wszystko. Teraz myślę, że może i mi by się przydało więcej akurat takiej swobody i odwagi. Jak ktoś pyta o coś dotyczącego mnie to ja się zastanawiam po co mu ta wiedza i czy mówić czy nie. A w sumie można mieć to gdzieś. Autor wrzuca sporo o sobie na bloga i się nie przejmuje. Kto chce może czytać. Ja bym tak nie udostępniała mojego prywatnego czasu. Żeby inni oglądali moje zdjęcia, moich zwierząt i mieli rozrywkę. Nie. To za mało. Jednak widzę, że sporo osób tak robi, wrzuca i się przy tym świetnie bawi. Na portalach społecznościowych też jest sporo zdjęć. Może jest w tym jakaś metoda i przyjemność.

      Usuń
  8. Tu pojawia się na przykład kwestia definicji zniszczonego czołgu- nie taka prosta sprawa. Kwestia- wyłaczenia z walki- wystarczy zerwanie gąsienicy, jesli załoga będzie miała osłonę ognia sama naprawi w 1 h. I tak mozna stopniować do kompletnego spalenia- gdzie jest to strata całkowita. Tych kompletnie spalonych było kilkadziesiąt- stokilkadziesiąt. Reszta w mniejszym lub wiekszym stopniu się nadawała do remontu- polowego, warsztów dywyzyjmych, fabrycznego. Ogółem wyłaczonych z walki czasowo na pewno ponad 1000. Dobry wynik.
    Tak samo dyskusyjne są straty piechoty niemieckiej- znan sprawa- eksterminacja pacjentów szpitali psychiatrycznych w paźdzerniku 39- moim zdaniem aby zwolnić miejsce dla rannych żołnierzy, tak samo w dywizjach zaniżano straty do bezpowrotnych, zwykli ranni nie byli raportowani- to ma sensowne uzasadnieniw źródłach- ale znów kwestia definicji rannego (zmarłyy to chyba jeszcze jasne...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczba 16.334 zabitych w kampanii wrześniowej Niemców to, o ile mi wiadomo, efekt mrówczej pracy całego stada głównie polskich historyków. Do trudności o których piszesz (wiadomo, każdy stara się przed przełożonym wypaść jak najlepiej...) dochodził typowy dla państwa totalitarnego burdel: Wehrmacht nienawidził się z SS i wzajemnie, do tego dochodziła cała masa różnych innych uzbrojonych i umundurowanych formacji, z których każda raportowała do innego resortu - i, co gorsza, wedle innych standardów.

      Komunikatom OKH nie należy wierzyć ani na słowo - przekazywały ludności Niemiec i okupowanej Europy to, co władze chciały, aby ta ludność wiedziała.

      Raportom wewnętrznym różnych dykasterii rozbudowanej biurokracji Rzeszy czasem można wierzyć, ale z wielką ostrożnością.

      O ile wiem (a problem ten był dyskutowany na forum historycy.org), do wspomnianej na początku liczby udało się dojść dzień po dniu analizując dzienniki działań bojowych poszczególnych jednostek niemieckich (od najniższego szczebla, gdzie taki dziennik się prowadzi) - i konfrontując to ze zewidencjonowanymi cmentarzami wojennymi, które Niemcy w tym czasie zakładali.

      O tyle jest to liczba pewna (oczywiście że nie co do sztuki...).

      Z rannymi jest już o wiele gorzej.

      A jak chodzi o sprzęt, to rzecz ma się właśnie tak, jak to Kolega przedstawia...

      Usuń
  9. Inny znakomity bloger, pilaster, wysunął śmiałą tezę. Jeśli porównamy naszą sytuację sprzed wojny i obecną w relacji do krajów ościennych, potencjalne realizacje różnych scenariuszy, to nasuwa się wniosek, że albo mieliśmy genialnych dowódców, albo Opatrzność nad nami czuwa!

    http://pilaster.blog.onet.pl/2012/10/17/pomnik-becka-cz-i/
    http://pilaster.blog.onet.pl/2012/10/17/pomnik-becka-cz-ii/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawe rozważania. W większości mogę się nawet z nimi zgodzić...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...