poniedziałek, 16 września 2013

Czego uczy Historia?

Historia uczy tylko jednego: że nikogo, nigdy, nigdzie i niczego jeszcze nie nauczyła!

Przy czym, w gruncie rzeczy, to tak naprawdę - nawet i tego trudno być pewnym... No bo sami Państwo powiedzcie: był czy nie był pokojowy, "samoograniczający się" (jak to zwykł pisać tzw. "Salon") ruch "Solidarności" z lat 80-tych ubiegłego wieku jakimś wyciągnięciem wniosków z tej tragicznej komedii omyłek, jaką jest historia Polski ostatnich 200 lat?


A skądże nam to wiedzieć, kiedy coraz więcej wychodzi na jaw dowodów na niespontaniczność tego przedsięwzięcia, reżyserowanego przez generała Kiszczaka..?

Być może wyciągnęli z Historii jakieś wnioski, nauczyli się czegoś - pracownicy rosyjskich/sowieckich służb, którzy w ostatecznej instancji pociągali tu za sznurki? Koniec końców, nie da się ukryć, że poradzili sobie z Polską w latach 80-tych XX wieku LEPIEJ, niż wychodziło to ich poprzednikom za czasów carskich!

No tak: z Polską sobie poradzili - ale jednak Związek Sowiecki szlag trafił i mimo putinowego prężenia muskułów - Dyabli wiedzą, czy przypadkiem i Rosji wkrótce nie czeka to samo..? Nie byli wcale zatem tacy przezorni i przygotowani, jak by to się mogło wydawać...

Nie, proszę Państwa! Nie ma mowy o czymś takim, jak "wyciąganie wniosków z historii".

Chcecie maszerować na Warszawę i obalać Tuska, jak deklaruje na "Nowym Ekranie" Pan Podporucznik - sami musicie we własnym sumieniu osądzić czy warto to robić i w jaki sposób. Umarli Wam w tej kalkukacji nie pomogą. Z definicji - nie mają już głosu...


W każdym razie, jeśli rację ma Profesor Bobola i "materiał ludzki" w Polsce jest po prostu podły - no to ja, osobiście, sensu w zabieganiu o to, by na ten przykład Tuska obalać, specjalnie nie widzę. Po co? Przecież z tak marnym "materiałem ludzkim" i tak NIC ZROBIĆ SIĘ NIE DA.

Można co najwyżej przez czas dłuższy lub krótszy pozażywać przyjemności władzy: jak ów przysłowiowy Cygan nażreć się słoniny, ukraść coś i uciec albo też - jak pewnie wolałby Pan Profesor, ponapawać się przez czas jakiś posłuchem wśród podludzi, porozstawiać ich po kątach, do roboty zagnać - i liczyć na to, że idylla ta potrwa na tyle długo, iż "lepsze" geny rządzącej elity, propagowane wśród ludu dzięki deflorowaniu tubylczych, mniej wartościowych genetycznie, ale przecież nie pozbawionych pewnego uroku dziewic - z czasem podniosą jakość "materiału ludzkiego"...


Czegoś Wam to rozumowanie przypadkiem nie przypomina..?

Zaznaczym przy okazji, iż z tego co piszę WCALE NIE WYNIKA, iż skoro elitę mieliśmy i mamy dalej parszywą do bólu - to lud nasz prosty, na zasadzie przeciwieństwa, zaraz jest jasnym, świetlanym i kryształowym..!

Takie zwidy to mogą nocami nawiedzać tych, chorych umysłowo, a wcale licznych fantastów, którym się jakieś "cywilizacje polskie" śnią, czy temu podobne dyrdymały.

Z przywództwem w ludzkim stadzie jest jak z wystawianiem stopni w szwedzkiej szkole. Opowiadała nam o tym zaprzyjaźniona anglistka, które zdarzyło się tamże funkcjonować. Otóż - stopnie się tam wystawia metodą "course oriented". To znaczy, jak mamy klasę i ta klasa pisze jakiś test na ten przykład - to oceniany jest on nie wedle skali bezwzględnej, tylko WZGLĘDNEJ.

20% uczniów POWINNO dostać ocenę najwyższą - i dokładnie tylu taką dostaje. Niezależnie od tego, czy rozwiązali test prawidłowo w 99%, czy w 30%...

Oczywiście w prawdziwym życiu to nie ma prawa funkcjonować - ale ludzie nie myszy, ani nie świnie, nie taką brednię łykną! Selekcja naturalna w bardzo niskim stopniu dotyka obecnie nasz gatunek. Dzięki temu jak najbardziej MOŻE istnieć społeczność ludzka o IQ poniżej na ten przykład 90 punktów. Taka społeczność TEŻ będzie miała swoją elitę (zresztą, wcale niekoniecznie rekrutującą się WYŁĄCZNIE spośród osobników o najwyższej inteligencji - miałem kiedyś na ten temat długą dyskusję z kolegą J-23 i wciąż twierdzę, że JAKAŚ korelacja istnieć powinna - ale zgadzam się, że to na pewno nie jest czynnik jedyny...).

Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z grupą członków Mensy, czy z pacjentami oddziału dla łagodnych wariatów - przywództwo w każdej z tych grup będzie się kształtowało podobnie i wedle tych samych reguł.


To oznacza, że obecne elity NIE MAJĄ Z CZEGO BYĆ DUMNE. Fakt bowiem, że po "odstrzeleniu" elit poprzednich ustroiły się w garnitury (a od święta nawet i we fraki - choć pewnie wciąż kiepsko na nich leżą...) - wcale nie dowodzi, że tacy są świetni i doskonali. Po prostu: było puste miejsce i ktoś, dokładnie jak w tej szwedzkiej szkole, MUSIAŁ je zająć.

Przy tak licznych zbiorach osobników jak społeczności ludzkie - prawie że nie ma granicy tych "podmianek"...

Powtórzę raz jeszcze, co napisałem niedawno (link): istnienie w społeczności ludzkiej władzy jest faktem BIOLOGICZNYM. Z rozumem (a więc i na ten przykład - z wyciąganiem wniosków z przeszłości...) samo w sobie niewiele ma to wspólnego.

To, czy "krążenie elit" powinno być szybkie, czy raczej powolne i czy elita winna być raczej zamknięta, czy też otwarta na nuworyszy - to są próżne dywagacje, z których nic w praktyce nie wynika, albowiem i tak - dzieje się to samo, RACZEJ bez czyjejkolwiek kontroli (no bo kto niby miałby kontrolować "proces elitotwórczy"..? Jakaś "nadelita"..? To chyba, że w kolonii... Ups..! Ale mi się wymknęło...).

Każda elita zawsze dąży do tego, aby "zamknąć się" i zająć wszystkie pozycje dające stosowne frukta, nie dopuszczając "ludzi nowych" (o tym dużo ongiś pisałem - link). Czasem jej się to udaje, czasem nie.

Z drugiej strony, elita zasiedziała miewa tendencję do poddawania się własnej propagandzie. Tak bynajmniej było z tzw. "etosem rycerskim": zespół wartości, który pierwotnie istniał tylko w pieśniach, kronikach i legendach - zostaje przyswojony i w rosnącym z pokolenia na pokolenie stopniu wcielany bywa w życie. Z różnym skutkiem zresztą, boż tworząc ów pierwotnie czysto teoretyczny zespół wartości raczej mało kto zastanawia się nad jego praktycznością - chodzi o to, aby uzasadnić prawo elity do elitarności, a nie dawać jakieś funkcjonalne rozwiązania życia codziennego...

Ponieważ taki "etos" elitarny z definicji przedstawia świat piękniejszym niż jest - ów mechanizm jego internalizacji jest podstawową korzyścią z posiadania elity zasiedziałej. Oczywiście - z punktu widzenia "prostego ludu", który może się wówczas wprawdzie spodziewać, że będzie się nań patrzyło z góry - ale za to: może nie będą tak od razu wysyłać do gazu, ani też - zdzierać ostatnich gaci razem z genitaliami..?


Elity świeże, jako że dowodnie widać, iż "godniej", "lepiej" od prostego ludu, z którego się wywodzą wcale się nie prowadzą na co dzień - skazane są na stosowanie brutalniejszych metod. Dobrym uzasadnieniem dla sprawowania władzy może być podbój. Wtedy nie tylko groza świeżego gwałtu chroni nowych panów przed lenistwem czy złośliwością poddanych - ale też, łacniej jest twierdzić, że owi panowie, jako nosiciele "lepszych genotypów", z natury przeznaczeni są do panowania.

Żeby elita niemal jawnie, jak to zwykł pan Michalkiewicz pisać, "kompradorska", więc wywodząca się z nadania metropolitarnej "nadelity" - tego właśnie argumentu miała używać: o tym wcześniej nie słyszałem... No ale - cóż..?

Chciałem dziś właściwie zakończyć rozpoczęte w zeszłym tygodniu rozważania o II wojnie światowej, inspirowane artykułami blogera Pilastra - i nawet początek tego wpisu miał był mi pierwotnie służyć za wstęp. Ale, jak widać - "popłynąłem"... No cóż: do następnego razu. W tym tygodniu ma padać, poza pieleniem i porządkowaniem ogródka pewnie nic i tak w gospodarstwie zrobić się nie da (dziś, o ile padać będzie umiarkowanie, czeka nas tylko wizyta Pana Doktora...) - będzie jeszcze okazja, aby to pociągnąć...

19 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ Panie Profesorze! Te obawy odnośnie braku oddziaływania doboru na ludzi jakie Pan podziela z profesorem Bobolą również dostały się na warsztat blogera Pilastra.

    http://pilaster.blog.onet.pl/2013/08/29/dobor-nie-umarl-chyba-tylko-w-fim/

    Przytoczę najważniejszą tezę z artykułu, aby nie trzeba było szukać. Wśród ludzi dobór naturalny odbywa się głównie w momencie wyboru partnera seksualnego, a tutaj nic się nie zmieniło, kobiety nadal promują pięknych, zdrowych, inteligentnych i zaradnych.

    Od siebie dodam, że obecnie kobiety mają więcej opcji wyboru i rezygnacji z partnera, a nawet wyboru czasu na rozmnażanie się, niż 100 lat temu, zatem obecnie dobór naturalny zdaje się działać lepiej niż kiedykolwiek. Oprócz tego, dobór naturalny odbywa się też na etapie odchowu młodych, a dzieci z rodzin niepełnych i nieszczęśliwych wykazują bardzo dużo tendencji samobójczych, w porównaniu tych z rodzin pełnych i szczęśliwych.

    Nie wierzę również w możliwość wyodrębnienia się nowego gatunku z obecnych elit. W końcu władcy zawsze cieszyli się dużym powodzeniem wśród poddanych (o czym Pan stale przypomina) i nie tylko przykład "płynie" z góry.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety promują najpiękniejszych, najzdrowszych, najinteligentniejszych i najbardziej zaradnych SPOŚRÓD DOSTĘPNYCH KANDYDATÓW.

      Czyli znowu - ocena jest "course oriented", względna!

      Ale to nie jest takie istotne. Podobnie jak, ani przez moment nie miałem zamiaru stawiać tezy, że możliwe jest jakieś "genetyczne" wyodrębnienie się elity.

      To jest raczej teza Profesora Boboli. Z którą się nie zgadzam. AŻ TAK ŹLE napisałem ten tekst, że w ogóle nie sposób odróżnić, które z cytowanych poglądów zwalczam..?

      Usuń
    2. Ma pan rację, ale trzeba na to też patrzeć w funkcji czasowej. Najlepsi partnerzy zostają zaklepani bardzo szybko, bo nie wolno takiemu pozwolić uciec. Natomiast przeciętni bardzo długo się dobierają, mając nadzieję usidlić kogoś lepszego. W efekcie, ponieważ kobiety mają dzisiaj bezprecedensową władzę w doborze partnerów, grymaszą tak do późnej 30-stki, późnej 40-stki, wyraźnie szanse na swoją reprodukcję, jak i pomoc dzieciom przy wnukach ograniczając.

      Raczej napisał Pan tekst AŻ TAK DOBRZE, bo tu się z Panem w pełni zgodziłem, choć powinienem wyraźniej zaznaczyć czyjego autorstwa jest teza o genetycznym wyodrębnianiu elit.

      Usuń
  3. Związek sowiecki szlag trafił, powiadasz? Otóż patrząc na odsetek byłych, emerytowanych pracowników FSB/KGB/NKWD pośród najwyższych urzędników państwowych matiuszki Rosji, oraz pośród tamtejszych biznesmenów, oligarchów, i mafiozów(Bóg raczy wiedzieć jak ich rozróżnić od siebie) to władzy w sowietach te dzieci Krwawego Feliksa nie tylko nie oddały, ale wręcz ją umocniły. A jeszcze są tacy współpracownicy których przynależność do FSB/KGB/NKWD nie jest ujawniona. Polska była próbą generalną, To w Rosji miało się odbyć główne przedstawienie.
    Operacja Trust, podczas której bolszewicy organizują we Francji pośród Białej emigracji organizacje antybolszewicką, pozwalają jej rosnąć, a gdy wyrasta na główną siłę, paraliżują całkowicie jej działanie.
    Piąta Komenda WIN. Gdzie analogicznie na czele tej organizacji, nie było już nikogo kto nie byłby agentem Urzędu Bezpieczeństwa.
    Czy to trudno było utorować swoim ludziom drogę na szczyt organizacji opozycyjnej? Raczej dziecinnie proste. Konkurentów do władz związku wystarczyło aresztować, zastraszyć, pobić, zaszantażować, przekupić, czy puścić na jej temat plotkę, że współpracuje z Bezpieką. Owszem, to jest teoria spiskowa, ale jakoś coraz to nowe dowody raczej ją potwierdzają.
    W UB nie pracowali sami idioci, owszem, tacy byli też potrzebni, ktoś musiał wyrywać paznokcie i rozstrzeliwać. Ale nie góra, która musiała analizować różne warianty zakończenia systemy, i tylko idiota nie skorzystał by z okazji do przeskoczenia na inny wózek historii.
    Zwłaszcza że jako jedyni zdawali sobie sprawę jak "naprawdę" wygląda sytuacja ekonomiczna dziesiątej potęgi gospodarczej świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałbym, że dla część nomenklatury zmiana ideologii była bardzo na rękę.

      Choćby dlatego, że ciągłe powtarzanie ideologii komunistycznej (w myśl zasady "stopniowej internalizacji głoszonych zasad...") godziło w życiowy komfort i codzienne interesy panujących. Choćby tym, że zawsze mogła się pojawić w łonie partii jakaś "lewicowa opozycja", złożona z ludzi, którzy uwierzyli w te brednie NAPRAWDĘ.

      Taki problem mają teraz w Chinach...

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Naprawdę się starałem...

      Usuń
    2. Czy to może jest ta Lepsza połowa, bo jak tak to gratuluje.

      Usuń
    3. Lepsza Połowa jest duuużo lepsza..!

      Usuń
  5. W sensie doboru naturalnego próba obalania Tuska jest sensowna - przetrwają najlepiej przystosowani.Niepokojące jest tylko to co oznacza w polskiej polityce "lepiej przystosowany" - skuteczniej grający na emocjach, lepiej dzielący na swoich i obcych, obiecujacy jeszcze więcej, majacy jeszcze więcej znajomych i krewnych?
    A poza tym: Idee mają konsekwencje... "Elita" - elitą, "Ciemny lud" - ciemnym ludem, ale w układance jest co najmniej jeszcze jeden czynnik. I tu już ciężko o analogie ze świata zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  6. Teoria aureoli, a właściwie braku aureoli nad głowami elity, podważa utrzymujący się wciąż stereotyp postrzegania władzy, Naturalną konsekwencją ewentualnego przyjęcia takiej tezy za prawdziwą, musiałaby być ciemność, coś w rodzaju "ciemność widzę" (efekt braku aureoli). Mam nadzieję, że prof. Bobola obali do cna ten pogląd. Brak wiary w istnienie aureoli, z punktu widzenia fizyka musi budzić kontrowersje. Biologia zacna nauka, ale kto wie, czy zdobycze fizyki, chociażby noktowizja bierna, nie byłyby dzisiaj bardziej pomocne w ustaleniu, jak to jest naprawdę z tą aureolą.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Jacek Kobus:

    Prof. Bobola to w ogóle ciekawe zjawisko; jeśli mnie pamięć nie myli, jakiś czas temu podsumował on ludzi z mieszanym pochodzeniem etnicznym jako "biednych mieszańców". Z jednej strony, jestem w 1/4 Ukraińcem, w 1/8 Niemcem i w 1/8 Żydem (choć żaden wywiad pieniędzy mi nie dawał- dlaczego?; z drugiej, IQ mam dość wysokie a z twarzy i karnacji przypominam tego pana http://en.wikipedia.org/wiki/Karl_von_M%C3%BCller . I co teraz?

    OdpowiedzUsuń
  8. @Gospodarz

    Niech Pan odpuści sobie te nagie Kobiety, bo młodsi Czytelnicy skupić się nie mogą....

    OdpowiedzUsuń
  9. @Gospodarz,

    Przeczytałem dwa pańskie podlinkowane teksty.
    Muszę przyznać, że ma Pan jeszcze mniej złudzeń ode Mnie - rzadkie:).
    Jak będę miał czas to poczytam więcej.
    Dobrej nocy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteśmy w trakce usuwania skutków katastrofy żywiołowej pt. "chińska jakość". Konkretnie - chińska jakość armatury łazienkowej.

    Lepsza Połowa ranna w ramię.

    Chatka zalana.

    Woda odcięta.

    Włączyłem kompa tylko na chwilkę, bo muszę poczekać, aż się sklepy otworzą. Tak, że o szczegółach opowiem ewentualnie, o ile uda się awarię opanować - wieczorkiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam!

    Mam nadzieję, że katastrofa opanowana.

    Krążąc w ostatnim czasie w około spraw poruszonych w "Pomniku Becka" doszedłem do jakiś roboczych spostrzeżeń a z drugiej strony wyszła na jaw moja niewiedza z tego zakresu którą próbuję tutaj uzupełnić.
    Mam nadzieję, że gospodarz mi wybaczy, że do tego próbuję wykorzystać to miejsce mimo, że zdaję sobie sprawę, że jestem późno na przyjęciu i zakres poruszonych tematów jest szeroki.

    Po pierwsze bardzo mi się spodobała teza, że Polska wyszła dobrze na DWŚ zawarta we wpisie "Pomnik Becka". Kłóciła się co prawda z moim odczuciem ale była sympatyczna.
    Po poszperaniu okazało się jednak, że pierwsze odczucia są jednak, chyba, właściwe.
    Polska wcale nie wyszła na DWŚ lepiej niż przegrane Niemcy. Nie wiem co Pilaster definiuje jako potencjał więc jako wskaźnik użyłem PKB i wtedy wyszło mi około 7,5:1 w 1939 i w 2011 (lata które autor wpisu wybrał do porównania). Było to i tak lepiej dla Polski niż się spodziewałem ale nadal nie do końca zgodne z moimi wyobrażeniami. Do tej pory słyszałem o powojennym cudzie ekonomiczyn w Niemczech a brakowało mi podobnego zjawiska w Polsce, czy byłby to okres 1989-2004 czy też mam złe dane i ten stosunek wtedy i teraz jest inny?

    Druga sprawa, wpis profesora Boboli o przyczynach klęski wrześniowej. Pierwsza reakcja to, że lepiej mieć armię owiec dowodzoną przez lwa niż armię lwów dowodzonych przez osła. Druga reakcja to ocena polskich pracowników przez polskich i zagranicznych przełożonych w adekwatnych krajach. Jak to jest, że w jednym przypadku mamy doczynienia z pijanym, leniwym i głupim a w drugim z pracowity, zdyscyplinowanym i kreatywnym? Czyżby przyczyna leżała jednak w przełożonym lub szerzej, w warunkach zewnętrznych?

    Sprawa trzecia, czy spiski mają wpływ na rzeczywistość czy też ich wpływ nawzajem się znosi? W dużej skali ich wpływ faktycznie może się znosić ale im głębiej schodzimy do szczegóły tym wieksza szansa, że będzie on w zakresie zainteresowania tylko jednego spisku i wtedy ma ten spisek duze prawdopodobieństwo wpływania na rzeczywistość.
    Z drugiej strony, wyobrażam sobie, że siły stojące za spiskiem mają określoną siłę i pewien poziom celów które chcą osiągnąć, poniżej tego poziomu ogólności może im być obojętne jakimi sposobami wygrają. Stąd moja wątpliwość, jeżeli nie spotkają na swojej drodze wystarczająco dużej przeszkody w postaci innych spisków czy organizacji jawnych to w zasadzie co stoi na przeszkodzie żęby osiągnęły swoje cele? Przy czym oczywiście pamiętam, że kluczowe są tu oczywiście "wystarczające siły".

    Antyetatysta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nie wiem, na jakich danych oparł się Pilaster. Proszę się Jego pytać.

      2. Takich paradoksów jest więcej. Niektóre wyjaśnić łatwo, a przynajmniej, tak się wydaje (Polki na Wyspach Mglistych mają dzieci, bo to się opłaca...) - inne: wymagają dla wyjaśnienia nader skomplikowanych opisów (chłopi z Galicji woleli emigrować do Ameryki, niż przenosić się np. na drugą stronę Wisły - bo było im "nie honor" ziemię wśród nielubianych sąsiadów kupować...).

      3. Ja bym raczej zauważył, że im jakiś spisek jest potężniejszy i bardziej, by tak rzec "rozgałęziony" - tym większe prawdopodobieństwo, że zostanie ujawniony i spali na panewce, a także - tym większa PREMIA dla tego ze spiskowców, który spalić swych towarzyszy postanowi! Widzimy to przecież jasno po dziejach naszych, "niepodległościowych" spisków - i, generalnie, jak chodzi o organizacje terrorystyczne i spiski polityczne, to bez co najmniej życzliwej tolerancji (a bardzo często - bez inspiracji wręcz...) ze strony jakichś "legalnych" służb państwowych - są one niemalże niemożliwe...

      Usuń
    2. Pilaster opiera się na danych z Maddison Project.
      http://www.ggdc.net/maddison/maddison-project/home.htm

      A jego wyliczenia opierały się na samym PKB, ale na PKB pc.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...