piątek, 13 września 2013

Łaska Koby

Historia jest snem pijanego idioty. Państwo, doszukując się w niej głębszego sensu (choćby nawet tym sensem miał być jakiś upiorny spisek judeo-plutokracji z Wall Street...) oszukujecie sami siebie. Zamykacie się w mentalnym więzieniu!

Dokładnie tak jak bohaterowie znakomitej powieści Andrzeja Ziemiańskiego "Miecz Orientu". Kto nie czytał - ten trąba..!

NIE WIADOMO, dlaczego obecna Polska ma takie granice, jakie ma.

Zawdzięczamy to łasce Koby - i, w gruncie rzeczy: bardzo trudno jest dojść tu jakichś "głębszych", "bardziej fundamentalnych", "systemowych" przyczyn.

Oczywistą oczywistością jest, że Stalin wytyczając nam takie, a nie inne granice - kierował się co do zasady metodą obmyśloną już przez Sazonowa. To znaczy - kombinował, jak tu skłócić na wiek wieków Polaków z Niemcami. O tym już zresztą pisałem.

Tyle tylko, że aby to zrobić wcale nie musiał nam dawać Szczecina (a pewnie i Wrocławia...). Z drugiej strony - tak samo bez większej różnicy dla ogólnego efektu, mógł nam dać i więcej. Chociażby Królewiec, którego zagarnięcie bezpośrednio przez Rosję było niekonsekwencją (i może się jeszcze w przyszłości Rosji czkawką odbić - o tym zresztą będzie niżej...). Kto wciąż wierzy w "niezamarzający port", niech sobie popatrzy na te bojery na Zalewie Wiślanym (do którego PÓŁNOCNO - WSCHODNIEGO, najzimniejszego jak raz końca - wpada Pregoła, nad którą leży Królewiec):



Możemy co najwyżej z grubsza zidentyfikować podstawowe przesłanki, jakie ZAPEWNE stały za tokiem myślenia Stalina.

Po pierwsze - i najważniejsze - w 1945 roku Stalin JUŻ NIE GRAŁ O POLSKĘ. Polskę miał "zagwarantowaną" co najmniej od Teheranu - i tylko kwestią techniczno - estetyczną było, w jaki sposób swoją zdobycz skonsumuje.

Stalin w 1945 roku grał o Niemcy.

Żadne z ustaleń międzysojuszniczych do tej pory nie precyzowało, co się stanie po wojnie z Niemcami (poza tym, że mowy nie ma o żadnym "rozejmie", jak w 1918 roku, a Niemcy mają skapitulować i być okupowane...). Okupacja jednak, z samej swej natury, nie jest "rozwiązaniem docelowym". 

Co mogło być takim "rozwiązaniem docelowym"..? No cóż: zjednoczone (Stalin jak raz zdecydowanie przeciwstawiał się pomysłom Morgentaua parcelacji i deindustrializacji Niemiec choć - sam chyba najwięcej maszyn w Niemczech zrabował...) i tzw. "demokratyczne" (a więc - z udziałem sterowanych przez Stalina komunistów, bo tak właśnie w realiach połowy lat 40-tych wyglądała "demokracja"...) Niemcy.

Które po spodziewanym, rychłym wycofaniu sił okupacyjnych - wpadną w ręce Stalina jak dojrzała śliwka...

Problem polega na tym, że Zachód tym razem NIE DAŁ SIĘ OSZWABIĆ. Jak podaje niezawodna Wikipedia, już 12 maja 1945 roku czujny jak czapla Churchill użył po raz pierwszy znamiennego terminu "żelazna kurtyna". Tego samego terminu użył 16 sierpnia 1945 roku w Izbie Gmin. Zaś 5 marca 1946 roku miała miejsce jego słynna przemowa w Westminster College, którą można uznać za początek "Zimnej Wojny".


Co najważniejsze: Amerykanie, przeciwnie niż po I wojnie światowej, tym razem nie zamierzali szybko wracać do domu.

Wprost przeciwnie: zaangażowali się materialnie w toczone od 1945 roku przez Brytyjczyków lub z brytyjskim udziałem wojny przeciw komunistycznym partyzantkom w Grecji i na Malajach.

Stalin zatem pierwszą rundę "gry o Niemcy" - przegrał. Z gry jednak nie zrezygnował. Dopiero widząc, że mocarstwa Zachodu "normalizują" funkcjonowanie swoich stref okupacyjnych w Niemczech - ogłosił powstanie NRD (7 października 1949 roku) jako swoistego "komunistycznego Piemontu", od którego miała się zacząć w przyszłości "sowietyzacja Niemiec".

To, że Stalin po wojnie nie przyłączył "wyzwolonych" krajów Europy Wschodniej do ZSRR, tylko utworzył "obóz demokracji ludowej" - było PRAWIE NA PEWNO funkcją jego "gry o Niemcy". Jak tylko owa "gra" zakończyłaby się sukcesem - zaraz by się okazało, gdzie leży "ojczyzna wszystkich prawdziwych komunistów" (jak raczył się swego czasu wyrazić nie kto inny, jak generał Mieczysław Moczar - potem strojący się w piórka "narodowego komunisty"...).

Zresztą - naprawdę: nie należy przywiązywać wagi do granic pomiędzy "krajami socjalistycznymi". Już w okresie międzywojennym bolszewicy utworzyli kilka mniej lub bardziej efemerycznych państw i państewek (jak chociażby "Republika Dalekiego Wschodu", "Republika Tuwy") - które, gdy "sytuacja dojrzała" - "prosiły o włączenie w skład ZSRR".

Poza tym: jakie to miało w praktyce znaczenie, że Polska, czy NRD nie są formalnie częściami ZSRR? Czy to w jakimkolwiek stopniu zmniejszało władzę Stalina nad tymi krajami? Czy przeszkadzało działać KGB i GRU jak w domu? Stacjonować wojska w dowolnym miejscu - na koszt lokalnej populacji..?


I tu dochodzimy do DRUGIEGO prawdopodobnego motywu działania Stalina w kwestii polskich granic. Otóż - całkiem spokojnie mógł uznać ten problem za drugorzędny.

Odstąpił od oryginalnego "planu Sazonowa" w dwóch punktach. Po pierwsze - dokonał masowych przesiedleń ludności.

Co prawda - to akurat była NORMALNA PRAKTYKA tzw. "polityki narodowościowej" ZSRR. Nawet tzw. "konstytucja stalinowska" zastrzegała kompetencje w zakresie przesiedleń ludności dla władz związkowych (wyobrażacie sobie taki zapis konstytucyjny w jakimkolwiek innym kraju..?).

Dbano zwykle o to, aby republiki, kraje i obwody związkowe lub autonomiczne NIE BYŁY jednolite narodowościowo - i, aby sąsiadujące ze sobą narody miały uzasadnione powody do wzajemnej wrogości. Wszędzie też starano się osadzać Rosjan, jako ludność teoretycznie najbardziej lojalną.

Tworząc "jednolitą etnicznie" Polskę - Stalin użył co prawda swojej normalnej praktyki, ale w pewien sposób - postąpił niekonsekwentnie. Powinien był zostawić w Polsce jakieś enklawy (oczywiście "autonomiczne"...) zasiedlone przez Niemców. Ewentualnie - osiedlić gdzieś Rosjan (czyżby dopuszczał możliwość, że Królewiec, po "wstąpieniu Polski do ZSRR" zostanie jej "podarowany" przez Rosyjską Federacyjną Republikę Radziecką jako "koń trojański"..?).

Widać uznał, że sam resentyment spowodowany wygnaniem Niemców wystarczy.

Po drugie - Stalin zachował się niekonsekwentnie odnośnie Królewca i ta niekonsekwencja była niejako podwójna.

"Oryginalny" plan Sazonowa RZEKOMO przewidywał włączenie bezpośrednio do Rosji całych Prus Wschodnich, z Gdańskiem na dodatek. No ale - raz, że o "oryginalnym" planie, z roku 1914, to w ogóle mało wiadomo (Sazonow w 1919 roku już niczego takiego bynajmniej nie proponował...), a dwa - że Rosja carska jako żywo: nigdy nie planowała zdominowania całych Niemiec!

W ramach "gry o Niemcy" - Stalin raczej NIE POWINIEN anektować jakiegokolwiek bezspornie niemieckiego terytorium do ZSRR. Wtedy mógłby uchodzić za "opiekuna Niemców", "krzywdzonych" przez tych złych Polaków i Czechów...

Na pewno nie chodziło o posiadanie "niezamarzającego portu" (bo co to za różnica, czy Pilawa należałaby formalnie do Polski, do NRD, czy do ZSRR: a to w Świnoujściu czy w Rostocku "Bałtijskij Fłot" nie stacjonował..?). Tym mniej - o "wielki garnizon" wiszący nad Polską i Pribałtyką: tak, jakby nie miał garnizonów w samej Polsce..?

Mam wrażenie, że dał się w tym momencie ponieść swojemu typowemu dla Gruzina, wielkoruskiemu szowinizmowi - ewidentnie traktując tę sprawę jako rzecz bez większego znaczenia...

Tymczasem: już w momencie, gdy ZSRR się rozpadał, pojawiły się próby osiedlania w Obwodzie Kaliningradzkim Niemców migrujących tam z głębi ZSRR i rewindykacji tego terytorium dla Niemiec. Na razie niewiele z tego wynikło, ale..?

Wracając zaś do tez blogera Pilastra, których dyskusję rozpocząłem wczoraj (link) - nie jest do końca tak, że Polska wypadła wśród europejskich satelitów Stalina jakoś "wyjątkowo dobrze".


Owszem - jako jedyne "państwo demokracji ludowej" otrzymała nowe terytoria: wprawdzie mniejsze niż te, które utraciła (o z górką 70 tysięcy kilometrów kwadratowych...), ale - bez wątpienia warte więcej od tych straconych (sam bym się chętnie osiedlił na Dolnym Śląsku lub w Lubuskiem i robił wino z winogron, a nie z czeremchy...).

Nie jest jednak tak, że inni byli jakoś jaskrawo w porównaniu z Polską pokrzywdzeni!

Czesi co prawda utracili Ruś Zakarpacką - ale za to: pozbyli się Niemców.

Węgrzy i Bułgarzy wrócili do swoich granic przedwojennych. Te granice są, zwłaszcza w odczuciu Węgrów, krzywdzące - no, ale: to nie Stalin przecież rozdawał karty w Trianon, czyż nie..?

Rumuni stracili (niemal) ostatecznie to, co Stalin zabrał im w 1940 roku - ale odzyskali swoje straty względem Węgier.

Polska, w myśl ustaleń Wielkich - miała była dostać jakąś "rekompensatę" kosztem Niemiec za ziemie utracone na Wschodzie. I Stalin to ustalenie wypełnił - w sposób, który sam uznał za stosowny (nie zamykając sobie zresztą drogi do przyszłej rewizji tego rozstrzygnięcia w traktacie pokojowym ze zjednoczonymi Niemcami!).

Z całą pewnością mitem jest przeświadczenie o jakiejś "równoważności" tego terytorialnego przesunięcia. Że niby Wrocław to w zamian za zabrany Lwów, a Szczecin - za Wilno.


Do tej pory NIKOMU nie udało się odnaleźć żadnych dokumentów, ani też natrafić na ustną choćby relację poświadczającą metodę, jaką kierował się Stalin wytyczając takie, a nie inne granice. Dlatego napisałem na wstępie, że nie wiadomo, dlaczego tak się stało, jak się stało.

Pytanie brzmi: czy zachowanie Polaków w czasie wojny miało czy nie miało jakiś wpływ na dokonane przez Stalina rozstrzygnięcia..?

Nie da się tego udowodnić. W żadną stronę!

Tym samym - nie sposób powiedzieć, czy gdyby Polska była sojusznikiem Hitlera, albo zachowała się biernie, jak Czesi - to miałaby gorsze granice niż obecnie. Być może tak: o ile alianci zachodni nie forsowaliby zasady, że JAKIEŚ rekompensaty Polsce się za utratę granicy ryskiej na wschodzie należą..?

Ale Stalin, jak już wiemy, miał WŁASNE powody, aby Polaków kosztem Niemców ziemią obdarzać!

To, że w Poczdamie to Stalin wymógł na Zachodzie akceptację takich, a nie innych granic (zresztą tymczasową, przecież były to - oficjalnie! - tylko "tereny pod administracją polską", a nie traktatowo potwierdzona granica!), a Brytyjczycy raczej mu się (nieśmiało i nieskutecznie) sprzeciwiali - to, oczywiście, też był element "gry o Niemcy": Zachód starał się Stalina przelicytować, zabiegając o względy Niemców.

I Zachód wygrał. Inna rzecz, że chyba porażka Stalina w tej grze była nieuchronna. Po tym, jak Sowieci zachowywali się na zdobytych terytoriach - sądzicie Państwo, że wielu pozostało przekonanych komunistów w Niemczech poza NRD, gdzie byli naziści nie mieli innego wyjścia niż się "przewerbować"..?

Tak zupełnie na marginesie: czy Stalin MUSIAŁ toczyć swoją "grę o Niemcy"? A nie mógł ich po prostu zająć zbrojnie i uznać, że "Związek Radziecki jest tam, gdzie stoi stopa radzieckiego żołnierza"?

Front wschodni przez prawie sześć miesięcy (od lipca 1944 do stycznia 1945 roku) stał na Wiśle. Była to bodaj najdłuższa "pauza strategiczna" w czasie całej II wojny światowej. NIE DA SIĘ, jak to pospolicie robią gorące głowy w Polsce, wytłumaczyć tej pauzy samym tylko czekaniem, aż Niemcy uporają się z Warszawą (powstanie skończyło się z początkiem października - a Stalin wciąż czekał, kolejne trzy i pół miesiąca...).

W tym czasie Amerykanie i Brytyjczycy zajęli całą Francję i dotarli na granicę Niemiec. Gdyby nie chęć wypełnienia postanowień jałtańskich i sztuczne wstrzymywanie prących na wschód wojsk - byliby w Berlinie przed Rosjanami!






Na co zatem czekał Stalin przez prawie pół roku nad Wisłą..? Nie wiem. Nic sensownego nie przychodzi mi do głowy. Być może - po prostu faktycznie tak długa przerwa była Sowietom na "złapanie oddechu" potrzebna..?

No cóż: jak widać po powyższym - Stalin geniuszem na pewno nie był!

W każdym razie, właśnie dzięki tej pauzie i dzięki temu, że w efekcie większość Niemiec zajęli jednak Amerykanie - nie powstała "Polska Republika Radziecka" (a nie dlatego, że Stalin bał się Polaków, czy też - że zrobiło na nim tak piorunujące wrażenie wspomniane już powstanie warszawskie...).

Co do granic zaś: obawiam się, że już nigdy się nie dowiemy jak i dlaczego tak się stało.

Nie jestem też, w przeciwieństwie do blogera Pilastra aż takim optymistą jak chodzi o przyszłość naszych stosunków z Niemcami. Wprawdzie Stalin mylił się chyba sądząc, że wypędzenie Niemców jakąkolwiek normalizację stosunków między Polską a Niemcami na przyszłość wykluczy - ale powstaje teraz pytanie: na ile obecna ugodowość Niemiec wynika z faktu, że wciąż stoją na ich terytorium obce wojska, a od 60 lat konsekwentnie indoktrynuje się ich w duchu "winy" za dokonania tego idioty Hitlera..?

Jeśli nie obecne, to następne pokolenie Niemców z pewnością się wobec takiej wizji własnej historii zbuntuje. I co wtedy..?

18 komentarzy:

  1. "Historia jest snem pijanego idioty. Państwo, doszukując się w niej głębszego sensu (choćby nawet tym sensem miał być jakiś upiorny spisek judeo-plutokracji z Wall Street...) oszukujecie sami siebie. Zamykacie się w mentalnym więzieniu!"

    Alez Panie Jacku to jest kompletnie nieudowadnialna i zupelnie prywatna opinia-taki rodzaj WIARY.Oczywiscie zwolennicy teorii spiskowych TAKZE raczej wierza niz wierza ale w naszych dyskusjach NIE MOZE Pan powyzszego traktowac jako UDOWODNIONY fakt z ktorego wyciaga Pan z calkowita PEWNOSCIA roznorakie przeslanki-to wrecz blad metodologiczny.To panska prywatna WIARA na ktorej bazujac tworzy Pan calkiem interesujace teorie ale dopoki Pan owego fundamentu nie udowodni to panskie rozwazania sa tylko bardzo ciekawymi teoriami(podobnie jak Coryllusowe a rebours).CHETNIE nawet przyznam ze niektore z nich sa nawet pewnie prawdziwe(podobnie jak Coryllusowe znowu a rebours)-w koncu nawet jesli spiski istnieja to spiskowcy bedac tylko ludzmi nie kontroluja wszystkiego wiec historia jest pewnie wypadkowa spiskow UDANYCH(jak chocby spiski komunistow czy faszystow ktorzy przeciez wladze PRZEJELI)oraz wlasnie wspomnianego przez Pana "snu pijanego idioty".Zwolennicy teorii spiskowych popelniaja blad wierzac w jeden,wszechpotezny spisek ktory wyjasnia WSZYSTKO i WSZYSTKO kontroluje podczas gdy Pan popelnia dokladnie odwrotny blad uwazajac ze NIE MA ZADNEGO spisku a niemal wszystko jest PRZYPADKIEM.Oba te SKRAJNE stanowiska wydaja mie sie nieuprawnione i nieudowadnialne.Taka jest moja PRYWATNA opinia z ktora oczywiscie sie Pan nie zgodzi i panskie prawo.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie Pan niby znalazł, jakobym ja twierdził, że NIE MA ŻADNEGO SPISKU..?

      Wręcz przeciwnie!

      Spisków jest całe mnóstwo! I głównie dlatego - ZWYKLE się nie udają.

      Prawie na pewno natomiast - nie ma JEDNEGO spisku (niezależnie od tego, czy ów "jedyny spisek" to ma być spisek żydowskich plutokratów, masonów, Opus Dei czy zgoła cyklistów...) kontrolującego całość otaczającej nas rzeczywistości. Hipoteza istnienia takiego "jedynego" spisku jest niedorzeczna - i wyjaśniałem ongiś szczegółowo dlaczego.

      Mimo to, całe mnóstwo ludzi tak właśni czyni sobie świat sensownym...

      Usuń
  2. "Front wschodni przez prawie sześć miesięcy (od lipca 1944 do stycznia 1945 roku) stał na Wiśle. Była to bodaj najdłuższa "pauza strategiczna" w czasie całej II wojny światowej. NIE DA SIĘ, jak to pospolicie robią gorące głowy w Polsce, wytłumaczyć tej pauzy samym tylko czekaniem, aż Niemcy uporają się z Warszawą (powstanie skończyło się z początkiem października - a Stalin wciąż czekał, kolejne trzy i pół miesiąca...)."

    Wyjaśnienie jest proste - trwała kampania węgierska, ostatnie wielkie starcie frontu wschodniego, walka o jedyne pozostałe Niemcom złoża ropy. Obie strony uznały ją za priorytet, Hitler w tym okresie bardziej interesował się obroną Budapesztu niż Berlina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Ale już nie chciałem tego przywoływać, bo to wyjaśnienie poniekąd "oficjalne". A w wyjaśnienia "oficjalne", jak się domyślam, większość czytelników tego bloga czegoś nie wierzy...

      Usuń
  3. Guzik prawda.
    Teoria skłócenia na wieki osób trzecich upada, kiedy przypomnimy sobie, co osoba pierwsza - Stalin zabrała osobom trzecim - Japońcom i Chińczykom.
    Postępowanie osoby pierwszej wyjaśnić można tylko na gruncie choroby podstawowej - obsesyjnego strachu przed zagrożeniem ze szczególnym uwzględnieniem choroby współistniejącej jaką było patologiczne wręcz zamiłowanie do poniżania i pastwienia się nad ofiarą. Łatwiej wtedy będzie zrozumieć, dlaczego osoba pierwsza zabierała wszystko co pomagało odsunąć to zagrożenie jak najdalej od Moskwy i mordowała wszystko co się ruszało. Nic innego jak instynkt samozachowawczy nie pozwalał osobie pierwszej na próbę zagarnięcia więcej i więcej i więcej, ponieważ osoba ta wyczuwała jak nikt inny wszelkie zagrożenia i po prostu oszacowała, że w tym miejscu bezpieczniej będzie sobie już odpuścić.

    Ugodowość Niemiec nie wynika z jakiejś tam obecności na ich terytorium cudzych wojsk. Niemcy przeszły przecież, po upadku berlińskiego muru, do cichego kontrataku. W drodze intratnych zakupów inwestycyjnych, rozwijają swoja potęgę ekonomiczną, stopniowo odzyskują równowagę psychiczną po stracie terytoriów i stają się rzetelnymi pracodawcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się pogubiłem. Może można w punktach..?

      Usuń
    2. Proszę bardzo:
      1. Bestia ustala granice.
      2. Rzetelny pracodawca nie wspomina o granicach.

      Usuń
  4. Guzik prawda.
    Teoria skłócenia na wieki osób trzecich upada, kiedy przypomnimy sobie, co osoba pierwsza - Stalin zabrała osobom trzecim - Japońcom i Chińczykom.
    Postępowanie osoby pierwszej wyjaśnić można tylko na gruncie choroby podstawowej - obsesyjnego strachu przed zagrożeniem ze szczególnym uwzględnieniem choroby współistniejącej jaką było patologiczne wręcz zamiłowanie do poniżania i pastwienia się nad ofiarą. Łatwiej wtedy będzie zrozumieć, dlaczego osoba pierwsza zabierała wszystko co pomagało odsunąć to zagrożenie jak najdalej od Moskwy i mordowała wszystko co się ruszało. Nic innego jak instynkt samozachowawczy nie pozwalał osobie pierwszej na próbę zagarnięcia więcej i więcej i więcej, ponieważ osoba ta wyczuwała jak nikt inny wszelkie zagrożenia i po prostu oszacowała, że w tym miejscu bezpieczniej będzie sobie już odpuścić.

    Ugodowość Niemiec nie wynika z jakiejś tam obecności na ich terytorium cudzych wojsk. Niemcy przeszły przecież, po upadku berlińskiego muru, do cichego kontrataku. W drodze intratnych zakupów inwestycyjnych, rozwijają swoja potęgę ekonomiczną, stopniowo odzyskują równowagę psychiczną po stracie terytoriów i stają się rzetelnymi pracodawcami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czego jak czego, ale DNów to się tutaj nie spodziewałem :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie dowiemy się jak było, ale na zdrowy rozum posuniecie było mistrzowskie: urwać z Polski ile się da sobie i oddać z nieswojego. Może i przemknęło mu przez myśl, że Niemcy i tak wrócą po swoje, ale to przecież nie miało znaczenia, skoro taki kawał ziemi dostał się już pod moskiewskie pazury.
    Żelazna Margaret lata temu powiedziała, że jeżeli Polska wstąpi do unii, szybko straci przynajmniej 1/3 terytorium. Może granic jeszcze nie przesuwamy, ale wpływy ekonomiczne tracimy w postępie geometrycznym z przyzwoleniem niemiłosiernie nam panujących.
    Narodek nasz zaś nie chce tego widzieć, bo takie spostrzeżenie wymagałoby podjęcia jakichś działań, to może być męczące, a przecież ma być fajnie.
    Na Titanicu też się bawiono do końca...

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do ogółu, czyli kierowania się przez Stalina planem Sazonowa, zgoda, ale przy wgłębianiu się w szczegóły, już nie jest to takie jasne.

    Jak sam p. Kobus zauważył, że gdyby Stalin faktycznie chciał tylko skłócić Polaków z Niemcami, to zostawiłby w Polsce niemieckie "autonomiczne" enklawy. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca, zresztą również w Czechach. Niemców wysiedlono w całości, a pozostali tylko ci, którzy byli gotowi zadeklarować swoją "polskość" (większość z nich, zwłaszcza z Mazur, i tak wyjechała później do RFN)

    I jest jeszcze jedna kłopotliwa dla "wersji Sazonowa" sprawa - Białystok. Miasto to wraz z okolicą zostało już "na wieki" przyłączone do ZSRR, zgodnie z wolą ludu pracującego miast i wsi Białostocczyzny, potwierdzoną w referendum w którym padło ponad 99% głosów za.

    I oto przywódca wszystkich ludzi pracy na całym świecie, lekceważąc pragnienia ludu pracującego i nie pytają się go powtórnie o zdanie, przyłącza jednak Białystok do zwasalizowanej i okupowanej, ale jednak odrębnej od ZSRR Polski? Komu jeszcze zrobił kremlowski satrapa taki prezent z "rdzennych terytoriów ZSRR"?

    nb casus Białegostoku pokazuje, że istniała możliwość, przy zachowaniu obecnych granic zachodnich, ugranie dla Polski więcej na wschodzie. Grodno było spokojnie w zasięgu i Lwów pewnie także. PRL, a zatem i Polska obecna wcale nie musiał być mniejszy terytorialnie od II RP

    Co do stosunków polsko-niemieckich, to oczekiwanie, ze Niemcy na serio zabiorą się do odzyskiwania Breslau, Danzing, czy Allenstein, jest tak samo zasadne, jak to, ze Polacy rzucą się wydzierać obecnym właścicielom Lwów, czy Wilno.

    Pomysł z osiedlaniem Niemców z ZSRR w Królewcu skichał się z tego samego powodu. Po prostu nikt z nich nie chciał tam mieszkać. Zresztą już w czasie II wojny św, Niemcy, wbrew intensywnej propagandzie, realnie wcale nie palili się do osiedlania się nawet w Warthegau, nie mówiąc już o takiej Zamojszczyźnie. Znalezienie chętnych było bardzo trudne. Tym gorzej pod tym względem byłoby dzisiaj.

    Niemcy obecnie dominują w Europie, ale jest to dominacja bardzo względna. I zważywszy na to, ze na Niemcy przypada raptem 14% potencjału UE, inaczej być nie może.

    A kulturowo powszechnym językiem w Europie nie jest niemiecki, tylko angielski. I tak już raczej pozostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - Białystok wcale nie jest wyjątkiem! Sowieci po II wojnie światowej uzyskali np. carskie jeszcze koncesje na półwyspie Kwantuńskim (Dalnyj i Port Artur) - które jednak potem oddali Mao.

      Po drugie - teoria Kolegi w żaden sposób NIE WYJAŚNIA, co właściwie takiego w postawie i zachowaniu Polaków mogło ZMUSIĆ Stalina do takiego, a nie innego zachowania..? Moje wyjaśnienie, że była to dla niego po prostu sprawa drugo- lub nawet trzeciorzędna, bo docelowo i tak planował wcielenie Polski do ZSRR (ale dopiero po "połknięciu" Niemiec, co by "nie płoszyć ptaszka"...) - wyjaśnia przynajmniej ogólną zasadę.

      Niedookreśloność prawna granicy między PRL a NRD mogła się jeszcze w przyszłości Stalinowi przydać. Kto wie, czy przyszła granica między Niemiecką a Polską Socjalistyczną Republiką Radziecką przebiegałaby tak, jak nasza obecna granica zachodnia?

      Przecież równie dobrze jak niemieckie enklawy w Polsce mogłyby się sprawdzić... polskie enklawy w Niemczech!

      Co to za różnica dla kogoś, kto "Żydowski Obwód Autonomiczny" tworzy... nad Amurem..?

      Zgadzam się, że teoretycznie Grodno było w zasięgu możliwości. Z tym, że jest to nader trudne do parametryzacji.

      Dyskutowaliśmy o tym problemie wielokrotnie na forum historycy.org. Konkluzja jest taka: Stalin I TAK złamałby każdy układ podpisany z Polakami z chwilą, gdy jego wojska zajęłyby Polskę.

      Jedynym zatem sensownym układem byłby taki, którego Stalinowi NIE OPŁACAŁOBY się łamać. Przynajmniej - w krótkim terminie (to jest casus trochę jak z Katarzyną II - zamiast robić Sejm Wielki, trzeba było grać na czas i czekać aż caryca umrze, a w Rosji, jak zwykle w takiej sytuacji, nastąpi tzw. "odwilż"...).

      Problem polega na tym, że niezmiernie trudno jest sobie wyobrazić taki układ, który byłby dla Stalina AŻ TAK zadowalający w roku 1941 czy 1942, żeby go Stalin NIE ZŁAMAŁ w 1944 czy 1945 - a który jednocześnie byłby w ogóle do pomyślenia dla ówczesnej polskiej elity politycznej, tak emigracyjnej, jak i krajowej!

      Sikorski oficjalnie (a choćby i pod stołem) rezygnujący z granicy ryskiej - długo by pożył, Państwa zdaniem..?

      Usuń
    2. "Niedookreśloność prawna granicy między PRL a NRD mogła się jeszcze w przyszłości Stalinowi przydać."

      Niedookreśloność? Przypominam, ze już w 1950 roku władze NRD i komunistycznej Polski podpisały układ graniczny, na pewno za wiedzą i zgodą Stalina.

      Żadnej niedookreśloności tu nie było.

      "Przecież równie dobrze jak niemieckie enklawy w Polsce mogłyby się sprawdzić... polskie enklawy w Niemczech!"

      Nic podobnego. Niemcy w każdym układzie byliby silniejsi od Polski, zatem "obrona interesów rodaków" byłaby z ich strony skuteczniejsza, niż na odwrót. To Polacy w każdym sporze musieliby się odwoływać do arbitra w Moskwie, a nie Niemcy.

      "Stalin I TAK złamałby każdy układ podpisany z Polakami z chwilą, gdy jego wojska zajęłyby Polskę."

      Owszem, gdyby korzyści z takiego łamania przewyższały straty. A skoro wg Pana traktował on problem granic wewnątrz obozu pokoju i postępu jako drugorzędny, to dla niego nie psułby sobie stosunków z USA i Wlk Brytanią, które w tym układzie byłyby gwarantem tego traktatu. Dla samego panowania nad Polską i narzucenia jej swoje władzy - tak, w tym punkcie by traktat złamał. Ale nie dla dylematu, czy Lwów ma należeć do PRL, jak sam się by na to wcześniej zgodził, czy jednak do USRR.

      "Sikorski oficjalnie (a choćby i pod stołem) rezygnujący z granicy ryskiej - długo by pożył, Państwa zdaniem..?"

      Przecież i tak nie pożył :(

      A zrzeczenie się terenów na wschód od Grodna i Lwowa, można było spokojnie opakować w jakąś bawełnę, np przewidując jakiś plebiscyt, czy referendum (a Stalin już by się postarał o jego "właściwy" wynik)

      Usuń
    3. 1. No i co z tego, że NRD i PRL coś podpisały..? Po pierwsze - podpisały w momencie, gdy Stalin stracił nadzieję na SZYBKIE zdominowanie Niemiec (więc sprawa trochę i na pewien czas "przyschła"). A poza tym - czy JAKIKOLWIEK traktat podpisany przez "państwo socjalistyczne" ma w ogóle JAKIEŚ znaczenie..?

      "Socjalistyczna teoria prawa" całkiem jawnie i oficjalnie deklarowała, że układy i prawa wiążą tylko tak długo, póki tego wymaga interes klasowy!

      No i był to układ z NRD. W świetle prawa międzynarodowego kwestia polskiej granicy zachodniej nie jest ostatecznie uregulowana DO TEJ PORY. Bo do tej pory nie mamy przecież traktatu pokojowego z Niemcami...

      2. Różnie bywało z tymi enklawami. W obie strony. Na przykład taka Osetia została podzielona między Rosję a Gruzję - i, jak widzimy, do tej pory ten podział spełnia swoje zadanie!

      3. Stalin dotrzymałby tylko takiego układu, którego złamanie byłoby dla niego nieopłacalne w świetle jego planów tyczących Niemiec i Europy. Naprawdę bardzo trudno sobie wyobrazić, żeby zimą 1941/42 ktokolwiek w "obozie londyńskim" był w stanie wyobrazić sobie, na czym polega "finlandyzacja", dlaczego trzeba zrezygnować z granicy ryskiej (skoro Stalin na razie przegrywa i wszystko wskazuje na to, że powtórzy się taki sam wynik, jak w 1918..?) i dlaczego warto zadbać o np. szczegółowe zapisy tyczące administracji "wyzwalanych" ziem, zagospodarowania mienia poniemieckiego itp., itd. - a bez tego, Stalin, mając taką możliwość - i tak robiłby to, co faktycznie zrobił...

      4. Po podpisaniu tego, co Pan proponuje Sikorski pożyłby dokładnie do momentu powrotu z Moskwy do Londynu. No, chyba żeby już w Moskwie został na stałe..? Tak, to jest pomysł! Podrzucę kolegom z działu historii alternatywnej na forum historycy.org: "Sikorski - agent NKWD"..! Zamiast Berlinga!

      Usuń
    4. "No i co z tego, że NRD i PRL coś podpisały..?"

      Widocznie było to do czegoś Stalinowi potrzebne. Inaczej by przecież nie podpisywali.

      "czy JAKIKOLWIEK traktat podpisany przez "państwo socjalistyczne" ma w ogóle JAKIEŚ znaczenie..?

      "Socjalistyczna teoria prawa" całkiem jawnie i oficjalnie deklarowała, że układy i prawa wiążą tylko tak długo, póki tego wymaga interes klasowy!"

      Ale nie w stosunkach z innymi bratnimi krajami.

      "Bo do tej pory nie mamy przecież traktatu pokojowego z Niemcami..."

      Podobnie jak Ateny i Sparta po wojnie peloponeskiej. :)

      A zamiast traktatu pokojowego, są układy z Niemcami z 1970 i 1990 roku, które pełnią tą samą rolę.

      "Naprawdę bardzo trudno sobie wyobrazić, żeby zimą 1941/42 ktokolwiek w "obozie londyńskim" był w stanie wyobrazić sobie, na czym polega "finlandyzacja", dlaczego trzeba zrezygnować z granicy ryskiej (skoro Stalin na razie przegrywa i wszystko wskazuje na to, że powtórzy się taki sam wynik, jak w 1918..?) i dlaczego warto zadbać o np. szczegółowe zapisy tyczące administracji "wyzwalanych" ziem, zagospodarowania mienia poniemieckiego itp., itd."

      No właśnie. Zabrakło tego finalnego wykończenia TEGO PLANU, ponieważ wszyscy domniemani spiskowcy zostali odsunięci, a ich następcy okazali się kompletnymi nieudacznikami. Na szczęście nie wszystko zdołali spieprzyć. TEN PLAN był bowiem ułożony jako samograj, toczący się od pewnego momentu zupełnie samoczynnie, niczym plan dla Fundacji Harriego Seldona (nb bardzo interesująca zbieżność, zważywszy na fakt, że pod koniec swojego życia Wieniawa mieszkał właśnie w Nowym Jorku ;-) )

      "Po podpisaniu tego, co Pan proponuje Sikorski pożyłby dokładnie do momentu powrotu z Moskwy do Londynu."

      Ależ skąd! Brytyjczycy nosiliby go na rękach.

      Usuń
    5. Bzdury!

      Istniała sobie przez pewien czas "Republika Dalekiego Wschodu". Jak najbardziej radziecka i nawet pewnie socjalistyczna. Istniała, może nawet i jakiś traktat graniczny z Rosją Radziecką miała (tego, prawdę powiedziawszy, nawet nie sprawdzałem...) - aż istnieć przestała i nie uchowała się w żadnej formie, nawet jako "republika radziecka".

      I co? Układy między państwami socjalistycznymi obowiązując zawsze - czy tylko tak długo, póki jest to wygodne..?

      Naprawdę: ucieka się Pan już do takiej ekwilibrystyki, że robi się to śmieszne..!

      Czy układ z Niemcami z 1990 roku pełni rolę traktatu pokojowego, czy nie - to jest rzecz, która się dopiero w przyszłości okaże. Na pewno nie wszyscy Niemcy się z taką wykładnią zgadzają..!

      Co do absurdalności POWAŻNEGO traktowania Pańskiej teorii "spisku" - to wypowiedziałem się gdzie indziej.

      A Sikorski musiałby w tym Londynie żadnych Polaków nie spotykać, bo zaciukałby go po takim układzie, jaki Pan proponuje własny sekretarz, kucharz, portier - ktokolwiek!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...