poniedziałek, 9 września 2013

Adolf Hitler - czyli o tym, że nie warto być tchórzem ani hazardzistą

Są w blogosferze tacy, którzy traktują postać bohatera dzisiejszego eseju niemalże z nabożeństwem. Przypisując mu jakąś "wielkość". Tymczasem, w rzeczy samej, był to albo pospolity tchórz - albo mały szuler z prowincjonalnej knajpy...


Dlaczego tak uważam..? Hitler posiadał oczywiście wszystkie te przymioty, które dają niejakie zadatki na wielkość. Przede wszystkim, był absolutnie przekonany o własnej genialności - a przecież: czy bez takiego przekonania ktoś, kto nie był do tego zaprawiany od maleńkości, może wymagać od swoich zwolenników ofiar i przyjmować je ze spokojem..?

Zdarzyło mi się kilka razy doświadczyć pochwał. Zawsze wprawiało mnie to w zażenowanie. Najwidoczniej - nie nadaję się na polityka!

Osiągnąwszy władzę (co nie jest w końcu niczym niezwykłym, nie tacy dziwacy dochodzili do władzy w warunkach tzw. "demokracji"...), zagrał kilka razy w pokera, stawiając na szali przyszłość narodu niemieckiego przeciw francuskim i brytyjskim bagnetom. Bluffował. Wtedy, gdy wprowadzał ponownie zakazaną traktatem wersalskim służbę wojskową, gdy wysłał wojska do zdemilitaryzowanej, na mocy tego samego traktatu Nadrenii, gdy doprowadził do przyłączenia Austrii.

Szczyt jego powodzenia przypadł na jesień 1938 roku. Gdy w Monachium Anglia i Francja - ponad głowami Czechów, a przy asyście Mussoliniego, który miał już wtedy bardzo złe przeczucia, ale pocieszał się, że przynajmniej "wygrywa wizerunkowo" - zgodziły się na te żądania Hitlera, które uznały za uzasadnione, sprawiedliwe i dopuszczalne. To znaczy, na przyłączenie do Rzeszy zamieszkałych przez niemiecką większość, pogranicznych rejonów Czechosłowacji.


Jak to zwykle bywa, szczyt powodzenia dzieli od upadku bardzo niewiele. Już w marcu następnego roku Hitler znalazł się na dnie. Gdy wysłał wojska do czeskiej Pragi, narzucając okrojonemu poprzednio państwu czeskiemu status "protektoratu Rzeszy".

Od tego momentu wojna była rzeczą pewną. Ponieważ zaś SAMA TYLKO WIELKA BRYTANIA, bez kolonii i dominiów, dorównywała w tym czasie potencjałem przemysłowym całej reszcie Europy (bez Sowietów, dla których po prostu nie ma wiarygodnych statystyk...) - Niemcy takiej wojny wygrać w żadnym razie nie mogły.

Hitler wygrywał, póki bluffował i póki jego bluffu nikt nie sprawdził. Ale kiedy złamał pakt, który sam zawarł ledwo kilka miesięcy wcześniej - jasnym się stało, że nie ma sensu wchodzić z nim w jakiekolwiek układy. Że każdy układ złamie, gdy tylko będzie to dla niego wygodne.

Dlaczego tego efektu nie wywarło już jednostronne pogwałcenie niektórych postanowień traktatu wersalskiego..?

No cóż: jak już kiedyś pisałem, okoliczności wybuchu I wojny światowej są mocno niejasne. Obarczenie całą winą za wojnę tylko Niemiec - jak to stypulował traktat - było najoczywiściej niesprawiedliwe i dobrze to wiedzieli także politycy z Paryżu czy z Londynu. Którzy mogli nawet z tego powodu odczuwać do pewnego stopnia uzasadnione wyrzuty sumienia. Hitler odrzucając te ograniczenia, które nawet w oczach Anglików czy Francuzów uchodziły za jawnie zbójeckie (z tym, że Francuzi się z tego cieszyli i żałowali, że tak zbójeckich ograniczeń nie ma więcej - a poczuwającym się do "germańskiej wspólnoty" Anglosasom było z tym trochę nieswojo...) miał po prostu za sobą moralną rację.

Wkroczenie do Pragi w marcu 1938 nie miało już jednak za sobą ŻADNEJ racji. Ani nie było tam żadnej "uciśnionej mniejszości niemieckiej" - ani też, kadłubowe, rozbrojone i sterroryzowane państwo czeskie nie stanowiło najmniejszego nawet zagrożenia dla Rzeszy Niemieckiej.

Co więcej: w dłuższym okresie - Czechy w takim kształcie, w jakim zaistniały po Monachium i tak MUSIAŁY SIĘ STAĆ NIEMIECKIM SATELITĄ.

Po co zatem wysyłać tam wojska..? Tylko po to, żeby pokazać brytyjskiej i francuskiej opinii publicznej, że rządy tych krajów ośmieszyły się, traktując poważnie najoczywistszego błazna, płaskiego szulera z prowincjonalnej piwiarni który cieszy się, bo ograł kumpli na kilka fenigów..?


To było GORZEJ NIŻ NIEPOTRZEBNE! Bismarck nigdy by tak nie postąpił. W 1866 roku stanowczo odrzucił pomysły pruskich wojskowych co do jakichś "nabytków terytorialnych" kosztem pokonanej Austrii. Zrealizował swój cel: wyrzucił Habsburgów z Rzeszy, ostatecznie poddając ją pruskiej dominacji - ale po co miałby ich jeszcze dodatkowo upokarzać, skazując się tym samym na wieczystą wrogość na południu..? Ranienie godności pokonanych nic nie przydaje nowego zwycięzcy - ale za to znakomicie służy podsycaniu marzeń o przyszłej zemście.


Z tego samego powodu był Bismarck w 1871 roku stanowczo przeciwny aneksji Alzacji i Lotaryngii. Tym razem jednak, krótkowzroczni generałowie postawili na swoim. W konsekwencji resztę swojego życia spędził kanclerz nareszcie zjednoczonych Niemiec na daremnych (w dłuższej perspektywie), acz wytrwałych i wymagających ogromnego wysiłku próbach niedopuszczenia do "naturalnego" sojuszu upokorzonej Francji z Rosją. Co mu się, oczywiście, nie udało, a młody cesarz Wilhelm realizując swój "program morski" - dodatkowo przyczynił się do zasypania tradycyjnej wrogości francusko - brytyjskiej i powstania Ententy...

Gdyby Hitler zaprzestał swojej karcianej szulerki w październiku 1938 roku, gdyby "wstał od stołu" po Monachium - zostałby zapamiętany jako wielki mąż stanu, człowiek, który przewyższył Bismarcka, prawdopodobnie największy ze wszystkich niemieckich przywódców. Kto wie..? Może nawet "ojciec zjednoczonej Europy" - Europy dużo bardziej niemieckiej niż ta obecna (która i tak jest, bo nie może nie być, "niemiecka" w bardzo wielkim stopniu: bez dziedzictwa wojny jednak Niemcy, najliczniejszy i najzamożniejszy naród kontynentu - nie musieliby się krępować i jawnie mogliby wyrażać swoje oczywiste dążenie do przywództwa - a mniejszym pozostałoby tylko podporządkować się...)?





Oczywiście, można argumentować, że gdyby Hitler nie rozpoczął wojny, to by ją w pewnym momencie rozpoczęli Francuzi i Brytyjczycy. W każdym razie: Hitler wówczas tak twierdził... Wyobrażacie sobie jednak Państwo rząd brytyjski czy francuski, który stawia w swoim parlamencie wniosek o ruinujące zupełnie podatki i kredyty oraz pobór rekruta - po co? Po to, żeby odbić dla państwa czeskiego zamieszkałą w niemal 100% przez Niemców wieś Špindleruv Mlyn (Dalibóg, nie wiem, jak się nazywała po niemiecku...), gdzieśmy ongiś z Lepszą Połową parę razy zachodzili na piwo wędrując po Karkonoszach..?

Hitler jednak nie dał szansy udowodnienia swoim partnerom z Monachium szczerości, bo błyskawicznie sam dane słowo złamał.

Dlaczego tak zrobił? Albo z głupoty - albo z tchórzostwa. Lub z jednego i drugiego naraz...

Z głupoty - jeśli po prostu szczerze uwierzył, że skoro powodziło mu się do tej pory, to będzie się powodzić nadal! Powtarzam, co napisałem: Hitlerowi udawało się, póki bluffował i póki nikt tego bluffu nie sprawdził. W prawdziwej wojnie Niemcy nie miały najmniejszych szans na pokonanie samej tylko Wielkiej Brytanii, a koalicja Wielkiej Brytanii z USA i Sowietami - to już przewaga tak wielka, że podziwiać należy doprawdy geniusz (zwłaszcza techniczny), wynalazczość i waleczność narodu niemieckiego, że zdołał się jej opierać aż tak długo...

Z tchórzostwa - jeśli wziąć za dobrą monetę to, co opowiadają niektórzy "publicyści historyczni", jakoby Niemcy były "skazane na wojnę". Bo, gdyby wojna nie wybuchła, konieczność spłaty długów zaciągniętych na zbrojenia, autostrady i inne "wielkie budowy socjalizmu" - doprowadziłaby je do nieuniknionego bankructwa gdzieś około roku 1940...

Nie do końca się z tą opinią zgadzam.

Po pierwsze - Niemcy przecież te długi (przynajmniej - zagraniczne...) i tak spłacili. Tyle, że po ruinującej wojnie, będąc pod okupacją i w wysokości powiększonej nie tylko o odsetki i kary za zwłokę...

Po drugie - co to właściwie znaczy "bankructwo państwa"..? Co - komornik przyjdzie i Kancelarię Rzeszy zajmie? Albo ulubioną rezydencję pana Hitlera w Alpach..?

Długów wewnętrznych - wszystkich tych "przedpłat", książeczek oszczędnościowych", "funduszów związkowych" (wszystkie te pojęcia dobrze są znane starszym z Państwa, którzy pamiętają PRL - socjalizmy nie różnią się od siebie aż tak bardzo, niezależnie od tego, czy ich godłem jest czerwona gwiazda, czy odwrócona swastyka...)  - co to pracowici i oszczędni Niemcy odkładali na nich na przyszłego volkswagena czy wczasy, a Hitler już w połowie lat 30-tych bezczelnie te środki ukradł, zużywając je w rzeczy samej na zbrojenia - tych długów można było spokojnie nie spłacać. Jak to się zresztą, w rzeczy samej i stało. W końcu - co: zorganizuje się jakiś "Komitet Obrony Robotników", pokrzywdzonych, bo dostali figę, zamiast "ludowego samochodu"..?

Hitler doszedł do władzy demokratycznie, ale przecież nie był (jak to określa pan Michalkiewicz) "ultrasem demokracji". W systemie, który stworzył, zagrozić mu mógł co najwyżej jakiś wojskowy pucz - ale nie "niezadowolenie wyborców"...

Co do długów zewnętrznych, to oczywiście gorsza sprawa. Skoro jednak dało się je spłacić po roku 1945 - a Niemcy bardzo szybko się odbudowały i zajęły słusznie im należne miejsce najpotężniejszego i najbogatszego narodu kontynentu - to skąd wniosek, że byłoby to niemożliwe w roku 1940: bez wojny..?

Owszem, są i tacy, którzy twierdzą, że to wszystko dzięki pracy przymusowej i rabunkowi krajów okupowanych. Nie przesadzajmy jednak! W 1945 roku Niemcy leżały w ruinie. Twierdzić, że "zarobiły na wojnie" - to doprawdy: przesadny już optymizm...


Oczywiście - zaprzestanie "gry", "odejście od stołu" - byłoby dla Niemców nad wyraz w tym momencie nieprzyjemne, skoro miałoby się wiązać z koniecznością zaciskania pasa (nawet, jeśli tylko na chwilę...), rezygnacji z marzeń o volkswagenie (na pewien czas...) i z rozszerzania "socjalistycznego frontu pracy"...

Jeśli Hitler poszedł na wojnę, bo się przestraszył utraty popularności - no to okazał się tchórzem jakich mało..! Nie pierwszym co prawda i nie ostatnim - bo politycy REGULARNIE poświęcają życie, mienie i zdrowie narodów, którym przewodzą - tylko po to, by oszczędzić sobie doraźnej przykrości spadku sondażowych słupków (na ten przykład...).

Płynie stąd zresztą i bardziej ogólna nauka. Otóż - nie ma w polityce "celów ostatecznych". Tak się bowiem zwykle w życiu dzieje, że realizacja tego lub owego celu przynosi na ogół głównie rozczarowanie. To tak jak z młodym małżeństwem które bierze kredyt na wybudowanie wymarzonego domku. Bierze ten kredyt, domek buduje, spłaca potem przez 30 lat raty - i nareszcie domek jest ich. Własny, wymarzony, nieobciążony. No i co..? I są już starzy, dzieci dawno się wyprowadziły (i same spłacają kolejne kredyty...), dom stoi pusty i samotny, nie ma co robić...


Politycy zwykli obiecywać ludziom, że starczy zrobić to lub owo ("wejść do Unii Europejskiej", "przyjąć euro", "rozliczyć komunę", bo ja wiem..? "Wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze"...) - a zaraz nastanie szczęśliwość powszechna, raj na ziemi i świętych obcowanie.

Jest to, rzecz jasna, gówno prawda. Raz, że zwykle dzieje się na odwrót. A dwa - że gdyby nawet, czystym przypadkiem, taki zrealizowany pod komendą polityków cel faktycznie w czymś ludziom pomógł, ułatwił życie - to przecież nic nie sprawi, że wszyscy staną się od tego szczęśliwi, uśmiechnięci, młodzi i bogaci...

Hitler obiecywał Niemcom pokój, szczęśliwość i dobrobyt, gdy tylko "zrzucą ograniczenia traktatu wersalskiego" i gdy "dopełni się zjednoczenie Niemiec". Nawet udało mu się te cele osiągnąć. Jasnym jednak było, że WCALE z nich nie wyniknie, ani pokój, ani szczęśliwość, ani dobrobyt...

Zamiast wziąć na klatę nieuchronne w tym momencie rozczarowanie, zamiast powiedzieć ludziom prawdę - wolał, palant jeden, pójść na wojnę!

19 komentarzy:

  1. A co myślisz o tej jego "genialności"? Domniemana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Adolf, to pewnie kto inny - po I wojnie za dużo spraw zamieciono pod dywan. A atomówek jeszcze nie było.
      Może tylko główne działania były by w Azji, a nie w Europie.

      Usuń
    2. Nie sądzę, aby Adolf Hitler był pod jakimkolwiek względem "genialniejszy" od na przykład - Jarosława Kaczyńskiego.

      A co do "nieuchronności" wojny. Na Dalekim Wschodzie być może tak (choć i to wcale nie jest takie pewne...). Ale ogólnie, to w historii nie ma takich "prawidłowości".

      Monachium MOGŁO załatwić sprawę jak chodzi o Europę - na co najmniej 20 - 30 lat. I Chamberlain, rozumując racjonalnie, tak przecież właśnie sądził...

      Usuń
  2. Został jeszcze pewien Gruzin na wschodzie, nie wiadomo co w Chinach i Indiach. I aspiracje USA.
    W Europie równie zapany jak Sudety był Gdańsk i korytarz.
    Popularność ruchów faszystowskich, nazistowskich i komunistycznych nie wzięła się z nikąd.
    Adolf Hitler był człowiekiem "na właściwym miejscu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gruzin oczywiście chciał wojny. Ale raczej sam by jej nie rozpoczął.

      Natomiast kolejne problemy zapalne w Europie zapewne byłyby z czasem rozwiązywane tak samo, jak w Monachium rozwiązano "problem sudecki".

      Polska, w obliczu stale rosnącej potęgi Stalina, wcześniej, czy później musiałaby pójść na sojusz z Niemcami, bo tylko Niemcy były w stanie (z czysto technicznych względów), cokolwiek jej pomóc. A wówczas, sprawa Gdańska i autostrady przez "korytarz" - rozwiązałaby się sama.

      Ambicje Mussoliniego raczej nie sięgały dalej niż Albania (to znaczy - ambicje na pewno sięgały dalej, ale był człowiekiem na tyle rozsądnym, że na wojnę z Francją by nie poszedł...).

      Innymi słowy: Wielcy mogliby się w takiej "niemiecko - brytyjsko - francuskiej Europie" spokojnie paść kosztem słabszych, wygrywając przy tym dzielące tych słabszych plemienne antagonizmy. Oczywiście - wspólnie i w porozumieniu. A wraz z rosnącym zaufaniem i odbudową niemieckiej gospodarki po zarzuceniu nadmiaru narodowo - socjalistycznych eksperymentów - rola Berlina tylko by rosła. Pokojowo...

      Usuń
    2. Cos takiego jak brytyjsko-francusko-niemiecka Europa jest niemozliwe.Kazdy z tych krajow ma zbyt wiele ambicji aby byc w jakiejs chocby i dwojcy na dluzsza mete a co dopiero mowic o trojcy.Za duzo by tu bylo "panow" a za malo "poddanych".Dla tych trzech krajow Europa(nawet z okolicami)to za malo-co zreszta mozemy obserwowac nawet dzisiaj(szarpaniny wewnatrz UE).UK i Francja NIGDY by wiec NIemcom nie pozwolily na "pokojowy zloty wiek"(nawet gdby Niemcy cos takiego planowali a nie planowali).Co zreszta bylo jednym z powodow dla ktorych Adolf rozpetal wojne-on zdawal sobie sprawe ze mu Anglia czy Francja nigdy nie pozwola zbytnio urosnac a raczej wrecz przeciwnie planuja go wyslac na krwawa i prawdopodobnie samobojcza "krucjate" przeciw bolszewikom.On zwyczajnie uznal ze zamiast byc narzedziem zachodnich elit finansowych lepiej byc samodzielnym graczem-pomylil sie w kalkulacjach ale byl blisko wygranej(o tym ponizej)wiec wiec w zadnym wypadku nie nalezy go lekcewazyc.

      Choc nie jestem zadnym wielbicielm Adolfa to w zandym wypadku nie byl on podrzednym szulerem.Po pierwsze podrzedni szulerzy nie dochodza od podjadania zupy w przytulkach dla bezdomnych do stanowiska kanclerza w 15 lat.Po drugie wedlug wielu ekspertow Adolf MOGL WYGRAC IIWS-wystarczylo traktowac ludnosc w podbijanych Sowietach jak sojusznikow a nie jak bydlo i ZSRR wpadl by w jego rece a to prawdopodobnie dalo by mu wygrana w IIWS-oczywiscie popelnil tu blad ale wszyscy politycy je popelniaja(w koncu Aleksander Wielki tez nie podbil Indii ani Napoleon Rosji).Zas co do potegi UK podczas IIWS to pozwole sobie pozostac sceptycznym-sila ta byla rociagnieta po calym globie i w Europie Niemcy byli silniejsi na co wskazuja niemieckie zwyciestwa nad Anglikami chocby w Norwegii,Grecji czy Francji-nawet bitwe o Anglie Anglicy wygrali duzym fuksem.Adolf to byl zbrodniarz i ryzykant ale lekcewazenie go to blad.


      P.S.A dlugi po IIWS to RFN splacilo glownie dlatego ze raz czesc z nich zostala skasowana a dwa pomogly tu inwestycje z planu Marshala.Bez tych dwoch czynnikow ich splacenie choc mozliwe wydaje sie nieco watpliwe a na pewno bolesne.Jesli Adolf mial do wyboru robienie ciec budzetowych i rujnowanie wlasnego spoleczenstwa(przypadek obecnej Grecji)a potem tanczenie jak mu Zachod zagra lacznie z krucjata w ZSRR to wybral samodzielan gre.Przegral ale to nie znaczy ze byl durniem.A ze byl nieco "swirniety" i wierzyl w jakies okulstystyczne bzdury?-coz nikt nie mowi ze byl on normalny ale coz z tego-tymi kryteriami patrzac to w ogole malo bylo normalnych postaci przy wladzy w historii ludzkosci.To czub i swir ale "geniuszu zla" raczej bym mu nie odmawial.


      Piotr34

      Usuń
    3. 1. Proszę mi wymienić choć jednego poważnego polityka na Zachodzie, będącego w tym czasie u władzy, który w 20-leciu międzywojenny słówko choć bąknął o jakiejś "krucjacie przeciw bolszewikom"! Jak Pan to sobie w ogóle wyobraża w sytuacji, gdy Rzesza do września 1939 nawet nie miała wspólnej granicy z Sowietami..?

      2. Dojście do władzy w demokracji nie wymaga żadnej genialności. Wymaga czaru, charyzmy, zdolności wpływania na kobiety i na osoby o słabych umysłach, które stanowią większość elektoratu. Eugeniusz Bodo mógłby zapewne obalić w Polsce Sanację, gdyby ktoś go w tym celu odpowiednio użył...

      3. Co do możliwości lub niemożliwości "francusko - niemiecko - brytyjskiej Europy". No cóż. Też się zgadzam, że projekt polityczny pod nazwą "Jewrosojuz" - raczej wcześniej niż później weźmie w łeb. Ale jednak - parę dziesięcioleci to już trwa (i to nawet okresu Zimnej Wojny nie licząc...). Nie pisałem o budowie "1000-letniej Rzeszy", bo to bzdura. Pisałem o pokoju na 20 - 30 lat. Tyle to by się chyba jednak dało uciągnąć..?

      4. O wojnie na Wschodzie to zdaje się, kolega Racjonalnie Oszczędzający będzie wkrótce pisał.

      5. "Plan Marshala" to takie samo hasło bez pokrycia jak "łupy wojenne": nic konkretnego z tego nie wynika. Niemcy spłaciły długi POWIĘKSZONE o reparacje wojenne (nie każdy, jak rząd tzw. "Polski ludowej" z należnych reparacji rezygnował...) i gigantyczne odszkodowania ponieważ są narodem pracowitym, oszczędnym i utalentowanym. Grekom żaden "plan Marshala" nic nie pomógł (a chyba też coś im skapło, nieprawdaż..?).

      Usuń
    4. 1.W takim UK zwolennikami antybolszewickiej krucjaty byl Churchil.Zwyczajnie faszysta byl krol Edward VIII.No i jeszcze cos co sie nazywalo Brytyjska Unia Faszystow oraz krag w kregach wywiadowczych zwany HHH.Wiem tez ze podobne grupy istnialy w USA(nawet mysleli o przewrocie w 1936).Jest tez pare ksiazek na temat roli bankow(chocby "W cienu Wall Streat...")z ktorych jasno wynika ze banki Wall Streat i City oraz przemyslowcy niemieccy sponsorowali Adolfa aby zrobil porzadek z komunistami najpierw w Niemczech a potem na Wschodzie.Wiem takze ze Francuzi ukladali plany takiej antybolszewickej krucjaty jeszcze wiosna 1940.Prosze pamietac ze Hitler szermujac takimi haslami mial masy ochotnikow z Francji,Beneluksu,Skandynawii w SS-to nie wzielo sie znikad.Pan WYBACZY ale na ten temat jest tyle ksiazek ze tu akurat sprawa wyglada na przesadzona i zupelnie jasna-to ze obecnie nikt sie do faszystowskich fascynacji nie przyznaje a z biografii politykow takie "kwiatki" zniknely nie znaczy ze ich nie bylo.A co do granicy III Rzeszy z ZSRR-coz,dlatego zgadzam sie z teza czy to Zychowicza czy nawet Coryllusa ze Zachod nas wpuscil w kanal w 1939-wlasnie chodzilo o to aby tak granice stworzyc a potem wygenerowac faszystowsko-bolszewicki konflikt,Polska byla tu przeszkoda i nalezalo ja zlikwidowac-Zachod tu duzo "dobrego" zrobil poczynajac od lipnych sojuszy i gwarancji(ktore mialy skierowac agresje Hitlera na Wschod)a konczac na "dziwnej wojnie" w 1939 ktora byla latwa do wygrania ale chyba nikt jej wygrac nie chcial.

      2.Czar i charyzma to czesc skladowa bycia sprawnym politykiem w tym takze i "geniuszem zla".NIe sadze aby Bodo wywieral na tlumy magnetyzm az taki jak Adolf.Zreszta w ogole dziwne to argumenty-tak samo mozna powiedziec ze dojscie do wladzy w monarchii wymaga tylko dobrego urodzenia,dobrych intryg gabinetowo-lozkowych oraz sprawnego machania mieczem.W kazdym systemie dochodzi sie do wladzy NIECO inaczej-liczy sie ze Adolf do tej wladzy doszedl od zera a to swiadczy ze nie byl glupcem.Byc moze nie byl Einsteinem i nie rozumial teorii wzglednosci ale z drugiej strony watpie aby Einstein potrafil hipnotyzowac tlumy tak jak Adolf.W koncu "czarowanie mas" to tez talent."Geniusz zla" niekoniecznie musi miec superwysokie IQ(w ogole ktorys z nich mial?)-wystarczy ze jest zdolny do czynienia zla na masowa skale-tu sie Adolf spokojnie "zalapuje" do pierwszej ligi czyz nie?

      3.Europa po IWS i Wielkim Kryzysie byla w duzo gorszej sytuacji niz teraz i kazdy ciagnal do siebie duzo mocniej niz obecnie.Watpie aby moglo to potrwac dluzej niz pare lat-Adolf tylko przyspieszyl tok biegu wydarzen.Czy UK moglo pozwolic aby NIemcy podporzadkowlai sobie pokojowo Eurpoe Srodkowa i staly sie najpoteznijeszym panstwem kontynentu?-bez zartow.

      4.Chetnie poczytam ale teza o humanitarnym traktowaniu sowieckich jencow wojennych jako o kluczu do zwyciestwa faszystow w IIWS ma wielu powaznych zwolennikow i sadze z jest sluszna.

      5.Trzeba by zobaczyc dokladne dane-wielokrotnie czytalem ze spora czesc dlugow wobec Zachodu zostala im skonwertowana na inwestycje wewnetrzne w ramach NATO itp(zbrojenia przeciw Sowietom).A ile zlota i innego mienia zagrabionego nigdy sie nie odnalazlo.Ze sa narodem pracowitym i oszczednym to nigdy nie negowalem-wiadomo ze len przeputa kazde pieniadze.

      Piotr34

      Usuń
    5. 1. Wie Pan, ile napisano książek o Atlantydzie albo Trójkącie Bermudzkim..? To, że o czymś jest "tyle książek" - o niczym zgoła nie świadczy. Dziwię się, że pominął pan Henryka Forda - myślałem, że od niego Pan zacznie. Natomiast brutalna prawda jest taka, że:
      - pomijając (krótkotrwałego i przecież nie posiadającego praktycznie żadnych kompetencji...) króla - ŻADEN z tych polityków nie był wówczas "na urzędzie",
      - owe "ruchy faszystowskie" miały charakter marginalny i NICZEGO nie dowodzą, poza tym, że to sam Hitler najgłośniej i najczęściej mówił o "antybolszewickiej krucjacie" - oskarżanie zatem Zachodu, że to Zachód go w tę "krucjatę" wmanewrował to - wybaczy Pan - ale zwykła sofistyka...
      - co do planów z roku 1940, to odniosę się do nich szerzej w następnym wpisie, podobnie jak do rzekomej "zdrady aliantów" w 1939...
      - Zychowicza NIE POWAŻAM, Coryllus, jak obaj dobrze wiemy - nie poważa mnie: i cóż to zresztą za argument, że oni coś o tym pisali..?

      2. W dzisiejszym wpisie przyznałem - przyznając, że przyznaję niechętnie - tę właśnie "genialność" Hitlerowi, że umiał magnetyzować tłumy. Jeśli jednak NAPRAWDĘ doszukuje się Pan w nim jakiegoś wybitnego umysłu, to obawiam się, że lektura zachowanych świadectw (w tym również tych ostatnio opublikowanych), zawierających całe mnóstwo jego prywatnych i publicznych wypowiedzi - mocno Pana rozczaruje... Był to człowiek o BARDZO wąskich horyzontach umysłowych..!

      3. Wielka Brytania pobłażliwie traktowała niemieckie próby odzyskania pozycji w Europie Wschodniej co najmniej od czasów Locarno. Monachium było logicznym "ciągiem dalszym". Dopiero złamanie przez Hitlera układu monachijskiego zmieniło ten stan rzeczy. Chciałbym w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że NA PRZYKŁAD głęboko nie zgadzam się z Profesorem Bobolą gdy ten twierdzi, że obie wojny światowe wybuchły z powodu rywalizacji o panowanie nad Europą Wschodnią. To nieprawda. Tu nie ma nic takiego, co by mogło szczególnie interesować któregokolwiek z Wielkich. Ani nie mamy jakichś wybitnych bogactw naturalnych, ani "przestrzeni życiowej", a o potencjale przemysłowym - lepiej w ogóle nie wspominać. Zresztą, w zalinkowanym pod poprzednim wpisem artykule Pilastra są wyliczenia. Opanowanie (lub zwasalizowanie) Polski zwiększało potencjał Osi o... kilka procent! Dlaczego niby Wielkiej Brytanii miałoby to sprawiać różnicę, gdyby na szali nie pojawił się jej prestiż jako wielkiego mocarstwa i głębokie przekonanie, że z "panem z wąsikiem" układać się po prostu nie da..?

      4. Podyskutuję z tą tezą kiedy indziej.

      5. Fakt. Trzeba by zobaczyć dane. Ale, jak się uwzględni transfery do Izraela... naprawdę Pan wierzy, że jest tego mniej, niż była Rzesza winna zagranicznym kredytodawcom w 1939 roku..?

      Usuń
  3. "Bo, gdyby wojna nie wybuchła, konieczność spłaty długów zaciągniętych na zbrojenia, autostrady i inne "wielkie budowy socjalizmu" - doprowadziłaby je do nieuniknionego bankructwa gdzieś około roku 1940...

    Nie do końca się z tą opinią zgadzam."


    A ja myślę, że wojna mogła się wydawać dobrym sposobem na długi (i na kryzysy wszelkiego rodzaju). Tak kiedyś myślano i była wiara w to, że może się udać. Wystarczyła wiara i przykłady krajów, które się wzbogaciły dzięki wojnie. Pytanie czy szło wtedy przewidzieć, że spłata długów nie będzie aż tak wielkim problemem? Bo przykładu tego co się działo później oni nie mieli kiedy podejmowali decyzje. Jakby wiedzieli jak się to wszystko skończy to postanowiliby inaczej.

    A Hitler chciał być kimś wielkim, jeszcze większym, był przekonany, że jest wyjątkowy. Mógł chcieć to pokazać światu i sobie myśleć sobie tak: "wygramy wojnę, zwiększymy swój autorytet, ludzie będą zadowoleni, że nasz naród odnosi sukcesy, że jest najlepszy i władza będzie pewna. Mało tego dzięki tej wojnie będę w przyszłości uważany za wielkiego wodza i stratega. Czas się wykazać przed przyszłymi pokoleniami, bo drugiego życia nie będzie. Ludzie muszą zapamiętać mój geniusz. Dzięki tej wojnie zapiszę się wielkimi literami na kartach historii jako ktoś absolutnie wyjątkowy. Pewnych rzeczy podczas pokoju pokazać się nie da".

    Takim ludziom jak Hitler lepszej motywacji pewnie nie trzeba. Poza tym miał jeszcze te swoje idee. Jakoś nie wierzę w to, że były one tylko na pokaz po to żeby dojść do władzy. On nienawidził szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostre sady o wybitnych przywodcach czasu przeszlego wypada glosic tym, ktorzy sa im w jakis sposob rowni. Kiedy red. Kobus stanie na czele Naszej Umeczonej Ojczyzny badz nawet tylko stowarzyszenia hodowcow konia takiego czy innego wtedy, byc moze, bede sluchal jego opinii z nabozenstwem. Chwilowo zas mozna co najwyzej podziwiac wirtuozerie polityczna Hitlera i jego umiejetnosc organizacji. W koncu w tym czasie Niemcy byly domem umyslow prawdziwie wielkich - mysle tu o wybitnych fizykach tego czasu (Heisenberg, Planck, Stark czy Lennard), z ktorych kazdy co najmniej biernie poddal sie urokowi Wodza. Nie brakowalo tam takze wybitnych wojskowych, ktorzy pozniej sprawdzili sie na teatrach II WS. A jednak zaden z nich nie zdolal osiagnac ani stanowiska kanclerza ani tez niemal boskiego uwielbienia tlumow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ostre sady o wybitnych przywodcach czasu przeszlego wypada glosic tym, ktorzy sa im w jakis sposob rowni."

      Na szczęście to pogląd niepopularny. W tym kraju (i w Europie) wszyscy są uważani za równych (przynajmniej wg prawa) i każdy ma prawo do wolności słowa (w rozsądnych granicach).


      "Kiedy red. Kobus stanie na czele Naszej Umeczonej Ojczyzny badz nawet tylko stowarzyszenia hodowcow konia takiego czy innego wtedy, byc moze, bede sluchal jego opinii z nabozenstwem."

      Tak? A prawo do krytykowania filmów ma tylko ktoś kto jest reżyserem? Prawo do krytykowania gry aktorskiej ma tylko aktor? Bo pogląd, że prawo do krytykowania przywódcy ma tylko inny przywódca jest na tym samym poziomie co powyższe zdania.


      "Chwilowo zas mozna co najwyzej podziwiac wirtuozerie polityczna Hitlera i jego umiejetnosc organizacji."

      Czyli "malutcy" mają prawo jedynie do podziwiania. Żeby móc krytykować to już trzeba być przywódcą. To chyba jakiś żart. Niech Niemcy sobie wybielają Hitlera i pokazują jego zalety, podziwiają, bo podziwiać wolno, a reszta niech milczy, bo krytykować nie wolno. Akurat jeśli chodzi o Hitlera to przesadne podziwianie jest zakazane w tym kraju i jest ciągle politycznie niepoprawne.

      Pewnie można sobie podziwiać, że zyskał poparcie i zastanawiać się jak tego dokonał (zgodzę się, że to nie jest wcale takie proste), ale zamykanie ust przeciwnikom Hitlera... W obecnych czasach? Po tym jak przegrał?

      Usuń
    2. Oczywiscie kazdy ma prawo do wlasnego zdania na dowolny temat. Ale uczen nie jest madrzejszy od nauczyciela a ten kto para sie polityka na codzien ma wieksza wiedze o niej niz czlowiek z tlumu. Jesli jednak zabieramy glos publicznie, bo czym takim jest blog czy lamy prasowe, to powinnismy miec jakies podstawy do wydawania opinii o tym czy owym. Jesli takich podstaw brak to zbyt radykalne uproszczenia moga znamionowac nazbyt nieuksztaltowana osobowosc. O co zreszta Szanownego Redaktora nie posadzam.

      Usuń
    3. Dla człowieka mądrego liczy się WYŁĄCZNIE treść wypowiedzi, nie osoba ową wypowiedź produkująca.

      Usuń
    4. Z całą pewnością mam WYŻSZE kwalifikacje zawodowe do sprawowania władzy niż frajter Hitler. Skończyłem z celującym wynikiem kierunkowe studia (on się na żadne nie dostał, zresztą - próbował na malarstwo...), przez wiele lat zajmowałem kierownicze stanowiska, trochę już żyję na tym świecie.

      Możemy się spierać, czy jako "naturszczyk" był Hitler genialny, czy nie. Moim zdaniem, jeśli nawet był, to była to pewna odmiana tzw. "sawantyzmu" - to taki przypadek upośledzenia umysłowego, który jednocześnie daje nadspodziewane zupełnie uzdolnienia, np. matematyczne, aktorskie - w tym przypadku: zdolność uwodzenia tłumów.

      Ale na Boga! Twierdzić, że austriacki prowincjusz bez właściwie żadnego formalnego wykształcenia który, do momentu objęcia urzędu kanclerza Rzeszy mógł sobie w cv jak chodzi o "doświadczenie zawodowe" wpisać jako najwyższe zajmowane stanowisko: "goniec kompanijny" - ma jakieś KWALIFIKACJE do sprawowania władzy..?

      On tę władzę FAKTYCZNIE sprawował. Z katastrofalnym skutkiem dla wszystkich dookoła. To prawda. Ale to świadczy co najwyżej o tym, że posiadał ZDOLNOŚCI (a nie KWALIFIKACJE). Zdolności, jak chętnie przyznaję, na pewno miał dużo większe od moich. Ja bym ludzi na śmierć posłać nie umiał...

      Usuń
  5. "Zdarzyło mi się kilka razy doświadczyć pochwał. Zawsze wprawiało mnie to w zażenowanie. Najwidoczniej - nie nadaję się na polityka!"

    Skromność to może nie aż taki wielki problem. Po tym blogu widzę, że gorzej byłoby z dyplomacją i z reakcjami na kłamstwa. Ktoś napisałby przemówienie, które masz wygłosić, nakazał co masz mówić, do czego dążyć i też byłby problem. Jeszcze zalecenia co robić żeby zyskiwać większe poparcie ludzi i później różne wygłupy. Myśleć też po co skoro inni podpowiedzą.

    Właśnie dlatego w polityce jest mało kobiet. Mężczyzna częściej jest nauczony wojskowej dyscypliny, odrzuca swoją indywidualność i może być pod rozkaz, nie dopytywać się co i dlaczego. Zrobi co mu zalecą żeby utrzymać się i tyle. Właśnie tacy ludzie obecnie się tam podobają. Ci, którzy mają coś do gadania to mniejszość. Ciekawe ilu z nich myśli o dobru kraju i ludzi, a ilu o swoich własnych interesach.

    OdpowiedzUsuń
  6. no proszę, Kolega mi zrobił ładną podkładkę blogową, by przejść z mojego wpisu o Napoleonie do szaleństwa Hitlera

    nie wiem, czy to rekompensata za rozbicie mojej teorii o dostawach przez Bałtyk, ale dzięki :>

    Jak tylko wolny czas pozwoli na Racjonalnym Oszczędzaniu zabieram się za Adolfa

    R.O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam zatem na interesujący wpis...

      Usuń
    2. miał być wpis, ale jak na razie padam z nóg i czytelników odesłałem, w nowej notce, do Ciebie

      tym razem ja bawię się w akwizytora - a to cholernie wyczerpująca praca - co nie?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...