środa, 28 sierpnia 2013

Rozbitkowie

MGM przypomniało wczoraj wieczorem "Rozbitków" z 1986 roku (taki jestem mądry, bo sprawdziłem teraz w programie - jak to wczoraj włączyłem, to wyświetlało mi się "brak informacji", a ani początku, ani końca nie oglądałem...).


Nie będę się wypierał - w pierwszej chwili zwróciłem uwagę głównie na panią, przez większość chyba filmu biegającą bez stanika:


a momentami także i bez majtek.



W pewnym momencie jednak, bohaterów odwiedziła na ich wyspie dwójka Australijczyków, pływających wypasionym katamaranem:


W celu (uwaga, uwaga, bo to samo w sobie jest już przejawem absurdu...) dostarczenia im formularza spisu powszechnego...

Po wypłynięciu gości między bohaterami (starszym panem, jak przeczytałem teraz w opisie filmu, pisarzem - aczkolwiek fragment, który obejrzałem rzeczywiście pozwalał z łatwością wywnioskować, że to intelektualista - i wynajętą przez niego z ogłoszenia "towarzyszką życią"...) wybuchła karczemna awantura.

Lucy (czyli Amanda Donohoe) zarzuciła swemu sponsorowi, że musiała się go wstydzić przed gośćmi.

Po prawdzie, to starszy pan w rzeczy samej - niewiele robił. "Schronienie", które sklecił zamiast namiotu było tylko dwoma kawałkami blachy falistej. O uprawie roślin więcej gadał, niż cokolwiek faktycznie zrobił. Bohaterowie byli skrajnie wychudzeni i wyczerpani, cali w ranach, truli się jedząc nieznane, dziko rosnące rośliny, kąsały ich dzikie pszczoły i szkodziło mięso rekina (starszy pan miał na nie uczulenie...).

Jak się Państwo zapewne domyślacie, to właśnie jest powód, dla którego o tym filmie piszę. Dalej już nie oglądałem - spać mi się chciało. Sądząc z fotosów, źle to się skończyło:


No cóż. My przynajmniej nie jesteśmy wychudzeni. Nawet, powiedziałbym, wprost przeciwnie - zawsze miałem zdrowy apetyt i nie brakowało mi ciała, ale odkąd mieszkamy na wsi, wyjąwszy tylko okres najgorszych upałów, które mamy już w tym roku stanowczo za sobą - żrę za dwóch.

Nasz ogródek też lepiej wygląda niż marne grządki pokazane na filmie. Choć z pewnością wciąż nie dalibyśmy rady przeżyć tym tylko, co sami uprawiamy (inna sprawa, że nigdy nie stawiałem sobie takiego celu...). Nastawiliśmy wczoraj nastaw wieloowocowy, a jak tylko drożdże zaczną wreszcie pracować - nastawimy też wino śliwkowo - jabłkowe.

Co do ran, to w niedzielę przy kolacji wlazła mi na nogę Madeszir - a byłem w klapkach. Ale goi się to na mnie jak na psie, nic też mi to nie przeszkodziło podwoić przez dwa kolejne dni zapas narżniętych polan (nie ma to jak nowa prowadnica i nowy łańcuch...): dziś już trzeba to porąbać i ułożyć pod wiatką na drewno, bo nie bardzo jest gdzie zrzucić ewentualny kolejny transport.

No właśnie: porąbać. Pieniek do rąbania mam bardzo marny. Lepsza Połowa twierdzi, że gdybym się wystarał o lepszy, to ona by rąbała, a ja bym tylko rżnął. Czy powinno mi być wstyd tego pieńka..?

Czy powinienem się wstydzić naszej malutkiej chatki? Są tacy, którzy nazywają ją "slumsem"...

Taki durny film, a taki myślotok powoduje, nieprawdaż..? Pora kończyć. Lepsza Połowa podała śniadanie...

4 komentarze:

  1. „Lucy (czyli Amanda Donohoe) zarzuciła swemu sponsorowi, że musiała się go wstydzić przed gośćmi.”

    Nie chce mi się oglądać filmu, ale co do wstydu to niedawno przeczytałam i jeszcze otrzymałam wyjaśnienia, że to co się zyskuje takim sponsorowanym związkiem może bardzo przesądzać o dobrym samopoczuciu i wzroście wartości we własnych oczach. Dziewczyny, które tak pracują tego potrzebują. Jak widać ta z filmu zyskała zbyt mało.
    Parę dni temu trafiłam na blog takiej właśnie prostytutki „towarzyszki”. Kilka było wpisów antyfeministycznych, wyśmiewających feministki i chciałam zobaczyć jakie ma zarzuty, co jej się nie podoba, ale jak już tam byłam to przeczytałam więcej.
    Ona sypia z wieloma, ale wszyscy klienci bogaci i na poziomie, sponsor ma być taki żeby go się nie wstydzić. I to właśnie czyni ją tą dobrą i wartościową. Zaskoczyło mnie to jak dzieliła ludzi na lepszych i gorszych. Wcześniej myślałam, że prostytutka to jednak jest bardziej tolerancyjna dla innych. Ocenianiem moralności innych również sama sobie może szkodzić. Ale nie. Oceny moralności były. Oceniła źle swoje koleżanki po fachu (te, które obsługują biedniejszych), kobiety, które ośmielają się nie wołać pieniędzy za seks, tylko robią to dla rozrywki (puszczalskie i inne brzydkie określenia), takie, które źle wybiorą sobie faceta do związku i mają z nim dziecko też źle oceniła (marzy sobie, żeby rodzice wybierali im faceta, dawnym zwyczajem, bo niby wybraliby lepiej, kogoś ustawionego i odpowiedniego). Mężczyźni źli, więc małżeństwo nie dla niej (bo kobieta w małżeństwie zwykle staje się niewolnicą), ale później nowy wpis, że zdradzie winne są żony i masa wymagań co do żon i te porównania „umiem posługiwać się szczypcami do skorupiaków i potrafię dobrać wino do mięsa”, „A Wy?”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem w sieci już kilka blogów różnych niby prostytutek, które ostatecznie okazywały się być zwykłymi kobietami szukającymi atencji i zysków z reklam. W końcu seks to świetny wabik, o czym wie także Pan Jacek. Radziłbym nie brać na serio wpisów tej blogerki, jeśli nie udowodniła kim jest naprawdę. A wątpię, żeby to zrobiła. Jak chcesz poznać przedstawicielki tej profesji to niestety musisz się bardziej postarać.

      Fox Mulder

      Usuń
    2. Słusznie zauważone. Możliwe, że tak jest. Też pomyślałam na początku, że to prowokacja. Ta wyrazistość na siłę. Ale nawet jak to taki trollik to trudno. Teraz to jest wszędzie. Prawie wszystko w Internecie jest na słowo. W telewizji też prawie wszystko reżyserowane, planowane (bo nie zawsze, co jakiś czas zdarza się ktoś, kto sam z siebie mówi co myśli, od czasu do czasu media kogoś załatwią na serio), a ludzie, mimo że wiedzą to się podniecają np. ustawianymi kłótniami w programach rozrywkowych. Chociaż może być z tego zabawa. Czasem się specjalnie połknie przynętę i przynajmniej można się zastanowić nad kontrowersyjnym problemem. Na blogu tej prostytutki żadnych reklam nie widziałam. Jak już to może sobie trolluje dla przyjemności, a może propozycji reklamowych brak. W te podziały na lepsze i gorsze akurat wierzę, bo wiem, że w środowisku gejowskim też się to dzieje. Niektórzy geje dla akceptacji społeczeństwa poniżają innych gejów bardziej niż gnębią ich ludzie hetero. Porównuję ich tylko jako dwie dyskryminowane grupy, bo więcej podobieństw. Duża część historyjek o spotkaniach z facetami na pewno jest tam zmyślona, a może podkoloryzowana, przechwałki o sztukach walki też, to jak doradzała w interesach też obstawiałam od razu, że bajeczka. Ale jakiś tok myślenia tam przekazywała. Możliwe, że jakąś prostytutką jest. Co jakiś czas wymienia się liczby ile to ich w Polsce jest, co która studentka tak zaczyna pracę itd., więc w Internecie też mogą być. Ja wcześniej jak już czymś się zainteresowałam w tym temacie to prostytucją w kontekście handlu ludźmi, bezprawnego zmuszania. Pamiętam, że blog o dobrowolnej prostytucji pisał pewien facet i tam ciągle było lokowanie produktu. Wiadomo było, że zależy mu na zysku. Ten to dopiero musiał nawymyślać i koloryzować, no ale coś mu się udało, bo wydał nawet książkę.

      Usuń
  2. "No cóż. My przynajmniej nie jesteśmy wychudzeni."

    Co kto lubi. Pewnie zwolenników też by mieli. Ta Lucy może się podobać, może się nie podobać, ale wiadomo, że jej piersi miały przyciągnąć ludzi do filmu. Szkoda, że nie ma tam jakiegoś przystojniaka biegającego nago. Ja z patrzenia na biust nie mam nic, a film nieszczególnie dobry, więc nie obejrzę. Mogłabym jeszcze popatrzeć tylko dla miłych widoków, ale w mój gust też nie trafili. Już sobie na zdjęciu oceniłam tego staruszka i wrażenia wzrokowe jakie może zapewnić.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...