czwartek, 1 sierpnia 2013

Równowaga

Ludzie zwykle osiągają to, czego chcą. Problem polega na tym, że na ogół - nie zdają sobie do końca sprawy, czego tak naprawdę chcą...

Toteż nic dziwnego, że skutki realizacji takich zamiarów, bywają nader zaskakujące.

Ten, kto niczego nie pożąda usilniej niż bogactw, rozkoszy i przyjemności - ma bardzo wielkie szanse umrzeć w najgorszej nędzy. Jak to się niezliczonym legionom kondotierów, poszukiwaczy Eldorado i graczy w ruletkę przytrafiło. Zbyt licznym - aby podawać jakieś konkretne przykłady...

Żyjący na wciąż prolongowany i wciąż powiększany kredyt tzw. "świat rozwinięty" - jest takim utracjuszem - poszukiwaczem przygód. Nie trzeba być geniuszem by dostrzec, że to się nie może dobrze skończyć.

Ten zaś, kto niczego tak nie pragnie jak ubóstwa i prostoty - ma niemalże gwarancję osiągnięcia ogromnych bogactw..! Czego najlepszym przykładem są zakony żebracze, bynajmniej nie tylko chrześcijańskie: przez ostatnie 2,5 tysiąca lat, im który miał surowszą regułę, tym szybciej dochodził do wielkich bogactw.

Ostatnio setki milionów pracujących za przysłowiową miskę ryżu Chińczyków po raz kolejny praktycznie udowodniło słuszność tej tezy!

Zwolennicy przywrócenia dawnego protekcjonizmu, zamknięcia granic przed "chińską tandetą" i ograniczenia chińskiego eksportu do wyrobów z laki czy papieru ryżowego (co w praktyce oznaczałoby skazanie paruset milionów ludzi na śmierć głodową...) - powinni zdać sobie sprawę z tego, czego się tak naprawdę domagają. Nie tylko ludobójstwa i niesprawiedliwości (bo pracowici i skromni mają być ukarani za to, że... są pracowici i skromni!). Ale też: oczywistej niemożliwości.

Bogactwa wcześniej czy później przejdą od hulaków i utracjuszy do pracowitych i skromnych. To jest prawo natury, a nie "prawo moralne" - i działa w dziejach z nieomylną, choć stuleciami mierzoną regularnością. Przemoc, spryt, "historyczna przewaga" - mogą działanie tego prawa opóźnić - ale na dłuższą metę nie są w stanie mu zaprzeczyć. Jeszcze nie było w dziejach takiego imperium, takiej korporacji czy takiej dynastii - która by w końcu z hukiem nie upadła..!

Zaprawdę, słusznie napisane jest: ktoby chciał zachować duszę swoje, straci ją, a ktoby stracił duszę swoje dla mnie, najdzie ją (Mt. 16, 25).

Tyle, że tutaj, na tym świecie - tak się przejawia całkiem ziemska i całkiem naturalistyczna równowaga.

Co piszę, oczywiście, w nawiązaniu do wczorajszych rozważań o demografii, podróżach na Marsa, stadninach, torach i filharmoniach. Przy czym, przyznaję, że początek i konkluzja tego wpisu - przyśniły mi się dzisiaj.

Dlaczego jednak w tym śnie był jeszcze papież Franciszek i Donek T...? Dalibóg - nie śmiem nawet przypuszczać, a szczegółów już nie pamiętam... Lepsza Połowa twierdzi jednak, że jest cała w sińcach, tak się rzucałem - a pościel rano była zmięta i przepocona jak borsuczy barłóg...

No cóż - na pocieszenie wszystkich fanów koleżanki Olgi, których kilku się objawiło ostatnio, zapraszam na jej bloga, a także na photobucklet, gdzie dała nareszcie pełną fotorelację z ostatniej u nas wizyty.



A następnym razem, kontynuując służewiecko - achałtekińsko - resentymentalno - rozliczeniowy cykl, który za przyczyną grzejącego się leptopa i mojej przyrodzonej rozwlekłości, trochę już mi się wymyka spod kontroli - spróbuję wrócić do tematu ściśle końskiego i snobistycznego i opowiedzieć trochę o tym, jaka była naprawdę ta tradycja hodowlano - wyścigowa, która nam teraz na oczach ginie - i dlaczego nie będzie raczej możliwe jej odtworzenie, gdy już zginie całkiem do końca. Nie obiecuję jednak, że uda się to zamknąć w jednym odcinku i pojęcia nie mam, co z tego koniec końców wyniknie...

7 komentarzy:

  1. Ja tam z uporem maniaka będę twierdzić, że jesteśmy jako społeczeństwo zbyt biedni (i nadal okradani), i dlatego ginie w nas fantazja ułańska. Niejeden pewnie marzy o koniu, a tu pospolitość skrzeczy.
    Jak wiadomo, nie wystarczy mieć fantazję, trzeba jeszcze mieć pieniądze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzdura! Większość moich sąsiadów - sadowników z okolic Warki bez zmrużenia okiem więcej wydaje na niespecjalnie szpanerskie wakacje co roku, niż ja sobie za źrebięta zażyczyłem. Samochodem tak tanim - każdy z nich wstydziłby się jeździć..!

      Usuń
  2. Ciekaw jestem pańskiej (jako historyka - amatora) opinii na temat postania. Dziś jest rocznica, w sieci aż huczy od dyskusji, zwłaszcza po książce Zychowicza. Pisał Pan coś na blogu na ten temat?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśmy na Kociewiu też mieli powstanie. Nie piszę przez wielkie "p", bo było naprawdę malutkie - trwało jakieś dwie godziny. Dwaj panowie spod Starogardu spili swoich chłopów wódką i poprowadzili do ataku na pruski garnizon w mieście.

      Niestety - podczas marszu na mrozie chłopi wytrzeźwieli i gdy doszli do miejskiej bramy - rozeszli się sami bez wystrzału. Panów aresztowano. Posiedzieli dwa lata w Berlinie, potem i tam wybuchła rewolucja i rozentuzjazmowany tłum uwolnił ich z tiurmy (przy okazji doszło do największej kompromitacji WSZYSTKICH wywiadów europejskich: ówże sam tłum bowiem, rozbił arsenał i wyciągnął stamtąd parę tysięcy odtylcowych iglicówek, trzymanych pod największym sekretem w skrzyniach jako najnowsza Wunderwaffe - a NIKT się tym wynalazkiem nie zainteresował na ościennych dworach...).

      Potem panowie już się zajmowali wyłącznie porządną "pracą od podstaw" i pomnażaniem majątku, dzięki czemu piszę dziś po polsku a nie po niemiecku...

      Ale Wy tu w Kongresówce, to macie jakieś inne obyczaje, prawda..?

      Usuń
    2. w Starogardzie przy wejściu do parku - jest taki wiadukt i stary "tunel" pod nim - jest pompatyczna tablica, że stamtąd dowodzono atakiem na pruski garnizon.. :D

      Usuń
    3. To jest właśnie ten punkt, gdzie chłopi wytrzeźwieli - i dali nogę...

      Usuń
  3. >> Ale Wy tu w Kongresówce, to macie jakieś inne obyczaje, prawda..?

    Niestety, wygląda na to, że z XIX wiekiem przeminęły jakiekolwiek obyczaje...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...