piątek, 23 sierpnia 2013

Nim rosa oczy wyje...

A raczej - nim zejdzie z dachu wiaty. Bo gdy zejdzie - biorę się za smołowanie. A właściwie za "lepikowanie". Na zimno. Wolałbym zwykłą, tradycyjną, normalną smołę, taką do gotowania w starej beczce, jakiej zawsze używaliśmy z Ojcem, gdy trzeba było dachy smołować.

Obawiam się jednak, że ten produkt jest do dostania już tylko w skansenie.

A różne sprytne i technologicznie zaawansowane "dachluxy", czy jak to się tam nazywa - są zwyczajnie: drogie! Jeśli przeliczy się ich wydajność na powierzchnię. Lepiku też wziąłem połowę tego, co teoretycznie powinienem - ale zakładam, że nie potrzebuję całego dachu smarować jednakowo grubo. Problem jest tam, gdzie deski dachu schnąc powyginały się. Tam trzeba dać grubo, bo papa rozrywa się przy lada dotknięciu. Gdzie indziej - symbolicznie, o ile starczy.

Spędziliśmy wczoraj w Warce pół dnia. Załatwiając różne zaległe sprawy. Takie, których nigdy nie chciało mi się kijem nawet dotykać. Jak na przykład umowa z Plusem która, jak się okazało, wygasła mi... w grudniu 2010 roku!

W rezultacie mam nowy telefon do opanowania. O taki:

Podobno prawdziwy "telefon dla chłopa", bo ani rzucania o kamienie, ani zalewania końskimi siuśkami, ani nawet kurzu z wialni się nie boi. Zobaczymy. Na razie leży i nabiera mocy urzędowej. Muszę najpierw spisać kontakty ze starej Nokii, bo zdecydowana większość jest już od dawna w pamięci telefonu a nie na karcie sim - a szczerze mi się nie chce.

Tym bardziej, że niby wczoraj nic takiego nie robiliśmy. Wróciliśmy, na lunczyk we dwoje już się nam czterokopytnych udało przyholować skutecznie pod wiatę (nie to co rano...). Obrałem ze skóry niewielką dynię na obiadokolację - i pojawił się pierwszy Miły Gość, w dodatku z prezentami (nie powiem co to za prezenty, ale jak się coś wyprodukuje, recenzja oczywiście będzie...). A potem następni, też bardzo mili. Wszystko to było bardzo sympatyczne - ale padłem potem w objęcia Morfeusza jak obuchem w łeb zdzielony. Człowiek na odludziu odwyka od ludzi (jak sama nazwa wskazuje, nieprawdaż..?).

Zdążyłem tylko rozesłać wieczorem wici w sprawie, którą mi Ukochana Redakcja zleciła. Chodzi o odpowiedź na pytanie: dlaczego Czesi kupują tak mało koni w Polsce..?

Robocza hipoteza, którą właśnie próbuję sfalsyfikować, brzmi: bo Polacy to głupie buce, nadęte poza wszelkie granice przyzwoitości. Jak się kończył słusznie miniony ustrój, nasi "działacze" i "hodowcy" wydawali się sobie obrazem doskonałości. Bo przecież, w ramach "obozu demokracji ludowej" tylko Sojuz Nieruszymyj miał więcej koni, jeźdźców, klubów i całego tego badziewia - a kto by się tam przejmował jakąś Wschodnią Barbarią, nieprawdaż..?

Słusznie miniony ustrój się skończył, granice się otworzyły, naszym nadętym "działaczom" i "hodowcom" wydawało się, że można bezkarnie kraść, wyprzedawać za bezcen, nadymać się i ssać kasę skąd się tylko da - a i tak pozycję "regionalnego lidera" co najmniej - mają zagwarantowaną. Ponieważ zaś z definicji są najdoskonalsi na świecie, to ani do głowy im przyszło, żeby cokolwiek zmieniać. Jak można zmieniać coś, co jest już doskonałe..? Zmiana czegoś, co jest doskonałe, może być tylko zmianą na gorsze...

Efekt? Efekt jest taki, że "Hodowca i Jeździec" prezentuje wciąż niezachwiany optymizm i wiarę w świetlaną przyszłość (oraz najświetniejszą teraźniejszość...), kasa wyszarpana z budżetu służy głównie do napychania prywatnych portfeli i psucia rynku poprzez zalewanie go masą nikomu do niczego niepotrzebnych końskich kalek, wprodukowanych w ramach najdurniejszych na świecie "programów ochrony ras rodzimych" - prawdziwego arcydzieła sabotażu - a koni jest z roku na rok coraz mniej, pieniędzy krążących między hodowcami, użytkownikami koni, widzami i firmami obsługującymi ten rynek tak samo, wydawnictwa branżowe masowo nie płacą autorom ("Koń Polski" mimo, że tym razem umowa chyba dotarła pod właściwy adres - wciąż mi nie zapłacił za kwiecień...) - i za 20 lat, jak jeszcze, na początku następnej kadencji Sejmu, zgodnie z moją przepowiednią (a już się sprawdza, czego głosowanie w sprawie uboju rytualnego jest żywym dowodem...), pozwolą różnym Szyłogalisom dobrać się do hodowli mięsnej, jedynej wciąż jeszcze opłacalnej - konie będzie można zobaczyć tylko w skansenie, tak samo jak smołę...

Co my możemu światu oferować? Najtańsze w Europie folbluty i araby? "Małopolaki", które nadają się wyłącznie na mięso..? A i to - z trudem, bo nie osiągają minimalnej wagi dla rzeźni?

Czesi nie byli tacy nadęci, to i stoją w tej chwili dużo wyżej od nas. Bardzo wiele modnych obecnie ras końskich, najpierw trafiło do Czech - i dopiero z tamtejszych hodowli do Polski. To się nie tylko achałtekińców tyczy, bo my jesteśmy najbardziej niszową z nisz i nami nie ma się co w ogóle przejmować. Ale jest przecież taki, duży już sektor rynku jak konie do jazdy w stylu western: quartery, painty i cała reszta. Czesi byli tu pierwsi w regionie i chyba wciąż wiele koni tych ras w Polsce - z Czech pochodzi, nieprawdaż..?

Czy przypadkiem we fryzach nie było całkiem podobnie? I w pół tuzinie innych, "modnych" i chodliwych ras?

Bardzo proszę: pomóżce mi zaprzeczyć tej czarnej wizji! Nim rosa oczy wyje...

13 komentarzy:

  1. A czy to z kupowaniem koni w Polsce nie jest może podobnie jak z kupowaniem samochodów używanych? A właściwie z kupowaniem czegokolwiek? Wtyka się ludziom najgorszy chłam, aby tylko spełniał wymogi przynależności do kategorii. Może koniarze też raz i drugi przechytrzyli? Mam nadzieję, że nie, ale kiedy patrzę, jak WSZĘDZIE wciska się nam kit najgorszej jakości i widzę pełną demoralizację tych wszystkich, co to niby w niedzielę do kościółka, a od poniedziałku do piątku patrzą, jak tu innych "orżnąć" i dotyczy to chyba wszystkich znanych mi dziedzin: - od budownictwa, po jedzenie i kosmetyki, to pojawiają się wątpliwości, czy problem dotyczy również sprzedaży koni? Mam wrażenie, że od kilkunastu lat szerzy się filozofia - oszukaj swego bliźniego, bo jak ty tego nie zrobisz, to skorzystają na tym inni. Skoro Polak Polaka oszukuje, to co stoi na przeszkodzie wydutkać innostrańca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz więcej racji niż myślisz - i mam na to dowody...

      Usuń
  2. A czego Czesi mieli by szukać w Polsce? Maja obok rynek niemiecki i austriacki, które są im dużo bliższe (także mentalnie).
    Stan polskiej hodowli pokazuje przypadek zeszłorocznej derbistki. Kupiona za 1200 juro na aukcji w Irlandii. Wszystko.
    Jak byśmy mieli dobry towar to byśmy mieli i klientów. Dolar nie ma narodowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Ale potakiwanie (w sumie) temu, że jest źle - nie pomaga mi w napisaniu optymistycznego wedle zamówienia Redakcji artykułu...

      Próbowałem Was sprowokować do obrony narodowego honoru - i co..?

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Wciąż leży i nabiera mocy urzędowej. Strułem się przy tym "lepikowaniu" - i nie mam sił się nim zająć...

      Usuń
    2. przepisanie kontaktów, o ile na SIM się nie zapisały - to jest prawdziwy ból

      oby tel slużył, czasem stare cegły działają dłużej i lepiej niż nowy szajs

      Usuń
    3. Może można wysłać te kontakty na drugi telefon. Ja tak zrobiłam u siebie. Bluetooth jest bezpłatny. Udostępnij, a może wyślij takie polecenie powinno tam być przy kontakcie. Później na nowym telefonie trzeba zaakceptować i już jest.

      Usuń
    4. Można też zgrać na komputer kontakty i z komputera przenieść na nowy telefon.

      Usuń
  4. Aby hodować konie, brak jest w Polsce wszystkiego... Od prozaicznej "kasy" po znawców, po drodze przez prawo, związki hodowców a w końcu "sumienności w obliczu źródeł". Dyscypliny hodowlanej i selekcji. Jeśli kiepskie konie nie będą brakowane i skutecznie likwidowane z hodowli, to nic nam nie pomoże. I wbrew powszechnie panującej opinii, nie piszę o ogierach a o klaczach. Każda, byle 3 nogi miała dostaje minimum punktów i licencję. I jeszcze taka mała dygresja do programów ras zachowawczych. W jakiej innej dziedzinie nagradza się producenta za to, że w ogóle ma maszyny a nie za doskonały produkt? I to jeszcze byle jakie maszyny, odrzut, braki lub stare zużyte (jak np. myjnie samochodwe sprowadzane z zachodu). A państwo do produkcji, do tych kiepskich maszyn jeszcze dopłaca, byle by jak najwięcej "szmelcu" wyprodukować... To jak się ma dobrym przedsiębiorcom opłacać produkcja klasowych produktów, skoro na rynku pełno taniego "byle czego"? Skoro się jeszcze ten złom z poparciem finansowym społeczeństwa, z pomocą fundacji "naprawia" i z powrotem wpuszcza na rynek?

    OdpowiedzUsuń
  5. Aby hodować konie, brak jest w Polsce wszystkiego... Od prozaicznej "kasy" po znawców, po drodze przez prawo, związki hodowców a w końcu "sumienności w obliczu źródeł". Dyscypliny hodowlanej i selekcji. Jeśli kiepskie konie nie będą brakowane i skutecznie likwidowane z hodowli, to nic nam nie pomoże. I wbrew powszechnie panującej opinii, nie piszę o ogierach a o klaczach. Każda, byle 3 nogi miała dostaje minimum punktów i licencję. I jeszcze taka mała dygresja do programów ras zachowawczych. W jakiej innej dziedzinie nagradza się producenta za to, że w ogóle ma maszyny a nie za doskonały produkt? I to jeszcze byle jakie maszyny, odrzut, braki lub stare zużyte (jak np. myjnie samochodwe sprowadzane z zachodu). A państwo do produkcji, do tych kiepskich maszyn jeszcze dopłaca, byle by jak najwięcej "szmelcu" wyprodukować... To jak się ma dobrym przedsiębiorcom opłacać produkcja klasowych produktów, skoro na rynku pełno taniego "byle czego"? Skoro się jeszcze ten złom z poparciem finansowym społeczeństwa, z pomocą fundacji "naprawia" i z powrotem wpuszcza na rynek?

    OdpowiedzUsuń
  6. Też uważam, że Czesi kupują tak mało koni w Polsce, bo w innych krajach konie są lepsze. Tam bardziej się dba o jakość hodowli i nie wciśnie im się kiepskiego konia, kiedy mogą kupić lepszego.

    Co do opłacalności to z pewnością byłoby lepiej, jakby konie zacząć częściej pokazywać w serialach. Seriale ogląda sporo ludzi. Zobaczyliby i uznaliby, że to fajne i chętnie sobie pojeżdżą. Tylko, że rynkowi mięsnemu większa popularność koni wśród ludzi zaszkodzi. Miłośnicy koni uważają konia za zwierzę domowe i są zwykle przeciwnikami zabijania koni na mięso. Byłoby społeczne poparcie dla tego żeby konia wyróżnić. I znowu autor byłby niezadowolony i nieszczęśliwy. Dla autora sprawa hodowli koni to jedno, zawsze również mięsne są wymieniane. Ale tak jest, że ludzie, którzy lubią konie zwykle nie chcą w nich widzieć kawałka mięsa. Oni też są za, ale z wyłączeniem mięsnych.

    Konina była popularna w czasach, gdy były braki innego mięsa. Do tego była tania, więc było to coś dla biednych ludzi. Teraz kto to je? Muzułmanie, Żydzi. I nie tylko z uboju rytualnego. Bo nie wszyscy są przesadnie religijni. Nie można otwarcie sprzedać mięsa jako konina, więc miesza się koninę z innym mięsem żeby więcej zarobić i tak się sprzedaje. Jak ludzie to odkrywają to są w szoku. Bo ludzie chcą wiedzieć co jedzą. Wielu z własnej woli konia by nie zjadło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakby odkryli co jest w kiełbasie z biedronki za 5,99/kg to by też w szoku pewnie byli. Nie jeden naukowiec by pewnie był. I datowania węglem by musieli użyć. :-D Konina na południu europy to nie jest tani zastępując. To luksus. W Polsce jest dużo droższa od wieprzowiny czy drobiu.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...