wtorek, 6 sierpnia 2013

Koty

Zdarzają się niespodzianki i nawet cuda się zdarzają na tym świecie! Jak już wspominałem wczoraj, dobrnąłem z wielkim trudem do połowy "Statku" Łysiaka - i zacząłem się głośno zastanawiać, czy by jednak nie pojechać do Stromca, do biblioteki (powstrzymała mnie Lepsza Połowa przypominając, że po porannym zbieraniu siana z owej najniżej położonej części Wielkiego Padoku, którą pierwej ręcznie wykosiłem - wypiłem już dwa piwa dla ochłody...).

"Statku" jak raz nigdy wcześniej nie czytałem. Czytałem z Łysiaka wiele, choć nie potrafię powiedzieć, czy była to większość, czy mniejszość jego dzieł: w młodości dość mi się jego "napoleońskie" książki podobały, w końcu to "moja" epoka. Wziąłem ten "Statek" głównie po to, żeby ewentualnie dać Lepszej Połowie posmakować naszego współczesnego bonapartysty (nie ukrywam, że z góry zaznaczając, że to dziwak prawie jak Prusowy Rzecki - jakoś, choć cenię, to nabożnego stosunku do Łysiaka nie mam...) - ale dobrnąwszy z trudem do połowy, stanowczo zmieniłem zdanie.

To się w ogóle nie nadaje do czytania..! Chyba, że dla facetów świeżo po ciężkim i kosztownym rozwodzie...

Teza, że wszystkie baby to kurwy i wszystkie się puszczają na prawo i lewo, z typowo łysiakową brawurą opowiedziana, może być interesująca, gdy się ją przeczyta raz. Może być wciąż jeszcze zabawna, gdy się ją przeczyta dwa lub trzy razy. Ale w "Statku" to się powtarza dwa lub trzy razy NA KAŻDEJ STRONIE! Jak łatwo policzyć, utknąwszy w okolicach strony dwusetnej - zarepetowałem ją około sześciuset razy. I złapałem się na tym, że dziwnie patrzę na Lepszą Połowę...

No więc, wyglądało na to, że zostało mi do czytania "Jezioro Bodeńskie" Dygata - a to już był sygnał, że pora do biblioteki po bardziej stosowną na taki upał lekturę.

Aż tu zajeżdża pod chatkę samochód... pełen książek! Serdecznie dziękuję E.M. za prezent i wybawienie z kłopotu.

Zaraz też, gdy się pożegnaliśmy, rzuciłem się na nowe lektury - i po krótkim wahaniu stanęło na Doris Lessing "O kotach". Nie skończyłem jeszcze, choć to cieniutka książeczka - ale trzeba było zająć się wieczornym obrządkiem, a potem czegoś szybko padłem w objęcia Morfeusza: no cóż, to jest wieś, tu się chodzi spać z kurami i wstaje o świtaniu.

Starczyło mi jednak kilku pierwszych rozdziałów, by wróciły wspomnienia z dzieciństwa i młodości - kocie wspomnienia rzecz jasna. Nasze obecne podopieczne, jak sobie to uprzytomnić, to mają niezwykle długie i słodkie życie: obie wysterylizowane, więc rodzić nie muszą. Żadne poważniejsze choroby się ich nie imają. No - Murkis, który zresztą był z nami bardzo krótko - zginął, jak się zdaje zadeptany przez konia - ale tak poza tym - bezpiecznie tu jest, a ile przestrzeni. Ile myszy..!




Krystyna tej nocy przyniosła do chatki trzy. Jedną przespałem - Lepsza Połowa twierdzi, że jej też nie chciało się wstawać, gdy ją wniosła do środka przez otwarte okno i dała kotu zeżreć łup w środku. Głośne obwieszczenie drugiej już mnie obudziło, to wyrzuciłem za drzwi najpierw mysz, a potem kota. A trzecią przyniosła rano, spóźniwszy się godzinkę na śniadanie...

Koćkodan czarno - biały za to, większość nocy spędziwszy bodaj na "krześle prezesa", czyli na moim siedzisku przedkońputerowym - po rytualnym, nocnym karmieniu zasnął szczęśliwie w nogach łóżka.

Koćkodan czarno - biały jest z nami od 2006 roku, kiedyśmy jeszcze w Warszawie mieszkali. Już, gdy ją braliśmy do mieszkania przy ulicy Bagno - była kotką więcej niż dojrzałą. Lekarz dał jej ponad dziesięć lat, choć to może była i przesada, bo mieszkając na ulicy, bardzo była zaniedbaną... Co prawda bardzo schudła przez ostatnie lata - ale nie wygląda na to, żeby zbierała się umierać!

W domu rodzinnym tak długowiecznym kotów nie było. Nie pamiętam, żeby jakikolwiek dożył swoich trzecich urodzin. Dom stał tuż przy dość ruchliwej ulicy - i bardzo wiele kotów zginęło lub odniosło poważne obrażenia w wypadkach (przez jakiś czas po sąsiedzku mieszkała starsza pani, która domowym sposobem składała połamane kocie nogi w łupki - nie wiem, jak to się stało, że po jej wyprowadzce, koty czegoś przestały łamać nogi..?).

Co jakiś czas szalał koci tyfus. A bardzo wiele kotów po prostu wychodziło z domu - i nie wracało. Różne na ten temat można snuć hipotezy - nie miejsce i nie czas tu na to. W każdym razie, "kociostan" - oscylował nieustannie pomiędzy zerem a liczbą bliżej nieokreśloną. O ile dobrze pamiętam, maksymalnie było tego wszystkiego trzynaście sztuk...

Pora kończyć. Uporawszy się z zeschłą trawą, nie mam już żadnych pretekstów do odkładania tego, co nieuchronne - czas rżnąć młode brzózki i sosenki, co byśmy zimą nie zamarzli! A lepiej robić to rano, póki jeszcze jest czym oddychać.

7 komentarzy:

  1. Z tego co kojarzę, to Łysiak miał bardzo nieprzyjemny rozwód i jak pewnie nie trudno się domyślić... żona go zdradziła!

    Jeśli trafisz w bibliotece, to polecam jego "Ostatnią Kohortę" - bardzo ciekawa powieść, której akcja dzieje się u schyłku Imperium Rzymskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znakiem tego: jest dobrym przykładem złego przykładu - widać nie znał lub nie stosował się do Twoich rad..!

      Usuń
  2. ... a ja bardzo dziekuję za podarowaną dynię :)
    Wczoraj po powrocie sie z oporządzaniem jej uporałam i dzisiaj mam zamiar z niej robić purre.

    Ilość dyni nie do przejedzenia :)
    Zobaczymy.
    A książka "o kotach" Doris Lessing - bardzo ciekawa. Każdy miłośnik kotów odnajdzie w niej interesującą lekturę. Taka akurat na upał.

    E.M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lessing już skończyłem, teraz wziąłem się za Pamuka. No bo "Śnieg" - to tak w sam raz na lato (zimą by mnie odstręczało...).

      Ćwicz, ćwicz - nasza "faworytna" dynia czeka na następny raz. I wciąż rośnie...

      Usuń
    2. Ok ... na nastepny raz wynajmę kombi :)

      A purre dyniowe - pierwsza klasa! Nawet mój Krzyś, ktory jest mega konserwatystą w smakach - dał się przekonac i ZJADŁ! A to duży komplement dla purre.

      EM

      Usuń
    3. Nie przesadzajmy: jak na razie to nawet największa z naszych dyń spokojnie zmieściłaby się nawet w "maluchu"...

      Usuń
  3. Obrońcy zwierząt po raz kolejny atakują, niestety przy aprobacie wielu komentatorów na tej stronie i innych w internecie:

    http://www.wprost.pl/ar/403144/Morskie-Oko-bez-koni-Tego-chca-obroncy-praw-zwierzat/

    Wygląda na to, że przyszłość będzie tak wyglądać:
    http://www.spidersweb.pl/2013/08/syntetyczny-hamburger.html

    Fox Mulder

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...