sobota, 3 sierpnia 2013

Kośba i duśba

Żaden ze mnie kosiarz, a i nasza kosa z supermarketu to raczej zabawka niż użyteczne narzędzie:


Ale do tego, żeby pościnać suche badyle pozostałe w najniższej części Wielkiego Padoku, gdzie Radek, druh mój serdeczny, nie skosił trawy w czasie sianokosów, bo woda tam stała - musi wystarczyć.

Już prawie kończę:



Porządnie, do gruntu skosić tej trawy oczywiście nie jestem w stanie - ale przynajmniej, jeśli badyli się pozbędę, to z resztą konie już sobie łatwo poradzą.

Szła by mi ta kośba zgrabniej, gdyby nie duśba jaka panuje. Konie większość dnia spędzają pod swoimi ulubionymi brzózkami, tuż przy wejściu na Wielki Padok, drzemiąc:


Jakoś nie potrafimy się ostatnio zgrać w fazie, bo co wychodzimy je na pojenie przyprowadzić, to zawsze okazuje się, że już zgłodniały, poszły gdzieś trawę skubać i szukać ich trzeba!

Duśba w każdym razie okrutna. Płuca wyrywa spod żeber ledwo człowiek parę razy kosą się zamachnie - a znowuż po ciemku trudno to robić, nie mówiąc już o tym, że więcej wtedy w powietrzu komarów niż powietrza (za dnia tylko gzy i bąki tną z rzadka, lecz okrutnie...).

Koszę zatem po godzince, po dwie rano, nim jeszcze najgorszy upał przyjdzie. Jutro, jak sądzę, powinienem już skończyć.

Wziąłem się za to, bo jeśli nie spadnie deszcz w ciągu najbliższych 10 - 14 dni, trzeba będzie przyspieszyć wpuszczenie koni na tylną część Wielkiego Padoku, której częścią jest też i ta łączka: wyjedzą w tym czasie całą trawę z "frontu", bo bez wody - nic a nic nie odrasta!

Tymczasem, Lepszej Połowie zakwitły mieczyki:



Szkoda zresztą, że się zdjęciami nie da przekazać zapachu. W naszym ogródku wonieje w tej chwili iście upajająco! A wśród kwiatów dyni, bardzo licznych, uwija się całe mnóstwo owadów pasiastych (lubo pszczoły miodnej to chyba wśród nich nie widziałem...):




(Skądinąd - chyba ze dwa razy już się do mnie ktoś zgłaszał z pomysłem ustawienia u nas pasieki. Mam do tego mieszany stosunek o tyle, że owady pasiaste zdecydowanie wolę omijać szerokim łukiem - ich użądlenia, to jedyne, na co mam alergię! Nie dlatego jednak na razie nic z tego nie wyszło. Po prostu - nie było dalszego ciągu, choć wcale nie powiedziałem "nie"...)

Mamy też tych dyń zatrzęsienie. Owszem, bywa że jedna lub druga urośnie kapkę i zgnije:


Ogólnie jednak, trzymają się zdrowo i rosną. Aktualna rekordzistka z moim chodakiem (rozmiar 43):


A nie jest to wcale jej ostatnie słowo..!


Tuż obok rozkładają się zresztą kolejne kandydatki...

Zaprawdę: jeśli ktokolwiek przyjdzie i poprosi - z pewnością się z nim dynią podzielę! Nie trzeba w tym celu podjeżdżać do nas skrycie i wysyłać młodzieży męskiej do ogródka w celu obrabowania nas z ostatnich w tym roku ogórków:


Lepsza Połowa udzieli instrukcji, jak zrobić z dyni pikantną zakąskę pod wódkę. Świetnie jej takowa wyszła. Podobnie jak dziś zrobione dyniowe powidła.

Ogórki, nota bene, nie tylko się nam już kończą ale też, zdaniem Lepszej Połowy, która w miarę możliwości wciąż dłubie co ma do dłubania - wykazują cechy świadczące o niedoborze potasu w naszej glebie. Znakiem tego - trzeba będzie coś dorzucić na wiosnę!

A ja dzisiaj, osiągnąwszy już podczas kośby w panującej duśbie stan bliski palpitacji serca - zrobiłem sobie przerwę i nazbierałem dodatkową łubiankę jeżyn. Jeżyn ci u nas więcej niż dostatek:



i na razie nie zamierzają się kończyć.

Prawie wszystko co nazbierałem, dorzuciłem do niedawno nastawionego baniaka:


bo cóś mi ten płyn blady się wydał: dodałem jabłek, a za to mało cukru, żeby nie było tak słodkie jak w zeszłym roku - ale wcale mi nie chodzi o to, żeby znowu wyszedł sok jabłkowy...

3 komentarze:

  1. bardzo pozytywny widok na ostatnim zdjęciu, jak na post w sobotni wieczór!

    OdpowiedzUsuń
  2. to ja poprosze o przepis na dyniowa zakąske do wódki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o kornwalijskie pikle dyniowe. Przepis jest dość długi. Przypomnisz mi maila..?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...