czwartek, 22 sierpnia 2013

Końska zagadka

Powiem szczerze: obowiązek i przyzwyczajenie nakazują mi coś Państwu rano napisać. Raczej przyzwyczajenie, niż obowiązek, boż w końcu - już od dawna wiemy, że wobec Was, żadnych zgoła obowiązków nie mam (chyba, żebyście jednak zdecydowali się mi płacić...).

Tymczasem skończyłem właśnie pisać tekścik dla "KT" - co prawda króciutki - ale i tak na żadne dłuższe rozważania (w rodzaju np. dalszego ciągu cyklu o Kołakowskim...) ani nie mam ochoty, ani czasu. Laptop Lepszej Połowy, którego wciąż używamy zamiast pozostającego "w remoncie" końputera stacjonarnego - zaraz zacznie buczeć z gorąca. Niezależnie od tego, że pochłodniało, słońce wprawdzie już powoli wychodzi zza chmur, ale i tak jest, po kolejnej deszczowej nocy, bardzo mokro.

W związku z tym, poddaję Wam pod rozwagę zagadkę. Może ktoś będzie znał odpowiedź..?

Dlaczego nasze konie są takie wredne..?


Nie, nie - nikomu krzywdy nie zrobiły! Wręcz przeciwnie!

Mieliśmy wczoraj wieczorkiem niespodziewanych, tym niemniej miłych gości. I całe towarzystwo łasiło się do nich jak, za przeproszeniem, stado perskich kotów do drapaka.

Tymczasem dziś rano poszedłem na Wielki Padok sprowadzić stado na śniadanie. Trochę wcześniej niż powinienem, to prawda - ale co poradzę, że koćkodan wywalił mnie z łóżka o wpółdo szóstej? Bez sensu było się z powrotem na pół godziny kłaść, no to już poszedłem...

Znalazłem stado w tzw. "lewej kieszeni" - tam jest najzieleńsza i najbujniesza trawa. Przyholowałem je do bramy wejściowej. Puściłem Pięknego i Dzielnego Konia Lepszej Połowy, co by otworzyć przepęd przez naszą piaszczystą drogę. Akurat przejeżdżał sąsiad samochodem. Musiałem poczekać.

Piękny i Dzielny Koń Lepszej Połowy obrócił się na pięcie i spokojnym krokiem poszedł z powrotem w stronę "lewej kieszeni" - a stado za nim.

Już ich drugi raz nie ściągałem. Skoro w dupie mają śniadanie to co, dwa razy mam prosić..? (W konsekwencji spędziłem potem pół godziny nad wanną, spuszczając wodę: nasz podgrzewacz nie zawsze się uruchamia, normalne ciśnienie w hydroforze jest dla niego za słabe, dopiero gdy się pompa załączy i od nowa nabije - rusza. Zwykle dzieje się to rano w ten sposób, że poję konie pod wiatą, woda z hydroforu schodzi, pompa się uruchamia. Potem, w dzień, jak często wody używamy, jest już łatwiej - widać hydrofor jest nieszczelny i przez noc powietrze ucieka...)

I tak to właśnie z nimi jest. Normalnie w dupie nas mają, same sobą zajęte. Ale starczy, żeby się lada jaki gość pojawił, a rozpływają się w słodkościach jak bakława czy inna chałwa. Wyrachowanie..? Znudzenie..?

O co im w ogóle chodzi..?

2 komentarze:

  1. Jakbyście wyjechali na dłuższy czas to pewnie ich zainteresowanie wami by wzrosło. Że są ciekawe nowych ludzi to raczej powód do radości. Lepszy koń towarzyski niż strachliwy. Są tacy, którzy wolą mieć zwierzę tylko dla siebie. Jak zwierzę tylko ich lubi to się cieszą. Ale taka wybredność zwierzęcia jeszcze może się sprawdzać jak się ma psy, koty, ale nie przy koniach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sprawa jest bardzo prosta - konie działają chyba dokładnie tak jak dzieci, a mottem działania jest ciekawość i nowość. Ta sama prośba wypowiedziana przez mamę i osobę z zewnątrz doczeka się spełnienia jedynie dla "obcego". Ludzie widziani na co dzień nie są atrakcyjni - można ich olać - jutro też tu będą...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...