piątek, 9 sierpnia 2013

Starość - nie radość...

Jak to szło..? Dawniej zimy były zimniejsze, lata gorętsze, a deszcz rzędami padał - i można było między tymi rzędami na sucho przejść...

Akurat, mam wrażenie, że zimy zimniejsze i lata gorętsze to właśnie przez ostatnie cztery lata, odkąd mieszkamy na wsi - i tylko deszcz, jeśli w ogóle pada (prognoza zapowiadała nam oberwanie chmury na dziś wieczór - ale już się zmieniła i nic z tego: wygląda na to, że będziemy musieli zaraz wpuścić konie na "tyły" Wielkiego Padoku, taka susza - trawa na "froncie" już się kończy...), to wciąż nie chce się w zgrabne rzędy ustawiać...

W każdym razie upadł jak wszyscy Dyabli..! Między 10.00 a 18.00 NIC nie da się zrobić. Najchętniej leżałbym na hamaku - ale właśnie się pode mną urwał i stąd, JEDNAK zdobyłem się na heroizm zasiąścia przed końputerem. Głównie, co prawda, aby sprawdzić, czy przyszedł obiecany, zaległy za trzy ostatnie miesiące przelew z "KT". Nie przyszedł. Wątpliwe, by został w ogóle wysłany - takie czasy...

Wymianę papy na dachu wiaty zakończyłem - lubo z uwagi na upał wypadło ją rozłożyć na dwa etapy. Wczoraj między 7.00 a 10.00 zerwałem starą. Dziś wstałem o 4.45 (budzik sobie nastawiałem, stąd taka dokładność...) - i do owej feralnej 10.00 zdołałem położyć nową.

Zrobiłem to z całą pewnością o wiele lepiej niż poprzednim razem. Skądinąd jednak - bardzo wątpię, czy przetrwa aż cztery lata, jak poprzednia. Nie pamiętam już, jak to było 4 lata temu, ale bez wątpienia: ta nowa papa jest cieńsza od poprzedniej - a była sporo droższa... I stąd mi się właśnie ów stary, brodaty jak Papa Smerf dowcip na otwarcie przypomniał..!

Zmieniliśmy trochę zwyczaje. Normalnie poimy i karmimy konie, sprowadzając je w tym celu z Wielkiego Padoku pod wiatę trzy razy dziennie: o 6.00, o 13.00 i o 20.00. Teraz, ze względu na upał, zabieram je stamtąd ilekroć tylko same zechcą, tzn. - ilekroć ustawią się w cieniu brzózek koło bramy wejściowej.

Wychodzi, plus - minus na to samo... Zawsze powtarzałem, że przyzwyczajenie jest PIERWSZĄ naturą każdego ssaka..!

Kończę właśnie autobiografię Monty'ego Robertsa. Wrażenie mam zadziwiająco podobne jak przy poprzedniej lekturze - obcości. Ale o tym może następnym razem. Za gorąco, żeby myśleć...


To na ochłodę...

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...