sobota, 10 sierpnia 2013

Dziwne dziwy

Sprawdziła się, o dziwo, prognoza sprzed dwóch dni - już wczoraj rano oficjalnie zdezaktualizowana i zapomniana. To znaczy - przed wieczorem niebo zasnuło się burymi chmurami. Nad Warką nawet się błyskało, a zewsząd dochodziły głuche pomruki kanonady.

Olałem to, bo to nie pierwszyzna - nie dalej jak dwa dni temu też tak groziło burzą wieczorem, a spadły może dwie krople i wszystko rozeszło się po kościach.

Tymczasem około 21.00 zaczął padać deszcz - zrazu tak sobie, ale szybko się rozkręcił. Błyskało gęściej niż flesze paparazzi na rozbieranym przyjęciu. Czasami nawet blisko - błysk i huk fali uderzeniowej dochodziły do nas jednocześnie.

Jakąś godzinę później, korzystając z chwilowego uspokojenia aury zebrałem się na odwagę i poszedłem obejrzeć stado. Nawet latarki nie brałem, ani świateł nie włączałem - widno było jak w dzień od walących praktycznie ciągle piorunów.

Stado okazało się już dostatecznie ostrzelane i nic sobie z tego nie robiło - ustawiły się półkolem dupami do wiatru całkiem niedaleko wejścia - i stały tak sobie kompletnie niewzruszone kiczowatym nieco w swojej pompatyczności widowiskiem...

Uspokojony tym widokiem przeszedłem się pod wiatę. O dziwo (drugie już!) - dach WTEDY jeszcze się trzymał. W środku było sucho...

Potem jeszcze bardzo długo i grzmiało i błyskało i lało - większość z tego spokojnie przespałem, dopiero nad ranem obudziła mnie kolejna nawałnica (tak uporczywej burzy, tak długo nawracającej to, prawdę napisawszy - nie pamiętam: dziwne to dziwy..!).


No niestety: rano okazało się, że jednak dach wiaty przecieka. Nie mogło być inaczej. Deski dachu nie tylko rozeschły się, przez co dzielą je czasem i centymetrowej szerokości szpary - ale też, słabsze z nich - powyginały się. Przez co na powierzchni dachu, który już z natury ma zbyt małe nachylenia (mój błąd - sołtys proponował dwuspadowy...) - robią się kałuże.

Jedyne co mi jeszcze przychodzi do głowy, żeby nie zrywać świeżo położonej papy i nie marnować prawie 400 złotych oraz dwóch dni roboty - to spróbować to nasmołować. Osobliwie w tych "dołkach".

Jak to nie pomoże - to trzeby papę i deski zrywać i nowe kłaść. Też niesezonowane, bo na inne z całą pewnością nas nie stać. Więc - historia i tak się wcześniej czy później powtórzy...

Na razie przynajmniej pochłodniało, jest czym oddychać, wszędzie stoi woda - a wychodząc z chatki znaleźliśmy w miseczce kota zewnętrznego żabę. Najwyraźniej była to żaba koktajlowa - bo jakoś nie umiała się wydostać na zewnątrz: Lepsza Połowa kierując się przyrodzoną kobietom litościom zmusiła mnie, żebym ją wyzwolił.

1 komentarz:

  1. a mówią tu i tam, że żabie udka smażone w głębokim oleju są pyszne

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...