wtorek, 27 sierpnia 2013

Contra Kołakowskim, cz. 6 - O odpowiedzialności zbiorowej

Jest to, spośród tych "mini wykładów" które przeczytałem (a przyznam, że nie skończyłem jeszcze całej książeczki, choć cienka - odrywając się od niej do lżejszych jeszcze lektur w międzyczasie...) pierwszy i jedyny, którego mogę określić jednym słowem: OHYDA!

Sami zresztą powiedzcie, jak inaczej nazwać taki (najbardziej charakterystyczny) passus: Czy wolno nam żądać, żeby ludzie, którzy w tych nieładnych poczynaniach osobiśce w żaden sposób nie brali udziału, poczuwali się do winy lub wstyd cierpieli? Czy wolno nam domagać się, żeby Niemcy narodzeni po wojnie albo krótko przed wojną, a więc dziś już 60-letni, czuli się odpowiedzialni za zbrodnie hitlerowskie? Żeby współcześni Amerykanie mieli poczucie winy za niewolnictwo czy wyrzynanie czerwonoskórych, a Polacy - za prześladowania religijne w siedemnastym wieku lub okropną politykę wobec mniejszości narodowych w latach międzywojennych? Odpowiedź chyba jest taka: nie, żądać od innych tego nie można, ale żądać od samego siebie można i należy, bo to się przyczynia do naszego zdrowia duchowego (...).

Ohyda tego rozumowania nawet nie w tym leży, że usiłuje on stworzyć jakąś pseudo-filozoficzną podstawę dla panującej dziś w tzw. "wyższych sferach" manii przepraszactwa. Je...ał pies nasze "wyższe sfery"..!

Prawdziwą ohydą jest tu przede wszystkim Pana Profesora niezachwiana pewność, że wizja przeszłości którą tu roztoczył - jest bez wątpienia słuszna i to słuszna w sposób bezdyskusyjny tak bardzo, że może rodzić jakieś "moralne zobowiązania" (o istnieniu lub nieistnieniu "moralnych zobowiązań" to sobie jeszcze przy okazji tego cyklu zapewne podyskutujemy...)!

Tym samym, Pan Profesor uprawia terror podwójny. Najpierw jest to terror "jedynie słusznej prawomyślności" - takiej, która nie dopuszcza różnic w ocenie przeszłości. A potem terror "moralnej doskonałości": patrzcie maluczcy - zdaje się mówić - kto przeprasza, ten jest moralnie doskonalszy, ja przepraszam, więc jestem od was moralnie doskonalszy...

Nieładnie Panie Profesorze, oj nieładnie..!

Ja na przykład - nie widzę NICZEGO ZŁEGO w wygnaniu arian, czy ograniczeniu niektórych praw innych innowierców w połowie XVII wieku. Wręcz przeciwnie: stało się to ZBYT PÓŹNO. Lansowana przez profesora Tazbira i jego jakże licznych wychowanków wizja "państwa bez stosów" to, jak każda idealizacja - przy bliższym spojrzeniu bzdura.

Legaci papiescy i nuncjusze przy Rzeczypospolitej, piszący swoje relacje w drugiej połowie XVI wieku mieli rację: Polacy, przynajmniej ci najbardziej prominentni, byli wówczas w znacznej mierze religijnie indyferentni - co, jak już wiemy, jest nieodłączną cechą warstwy posiadającej ambicje imperialne. Już zresztą ongiś problem ten dyskutowałem - można o tym przeczytać m.in. tutaj.


"Projekt imperialny" realizowany w ten sposób (zauważcie podobieństwo między takimi pojęciami jak "sarmatyzm", "sarmackość", a... pojęciem "amerykańskiego stylu życia"..!) załamał się jednak w połowie XVII wieku na skutek błędów Władysława IV i Jego Szalonego Kanclerza, Jerzego Ossolińskiego - i wtedy przyszło zapłacić rachunek. M.in., także za poczynione wcześniej, w imię imperialnego konformizmu, koncesje na rzecz innowierców (w tradycyjnej historiografii konserwatywnej wieku XIX, a też i u Konecznego za taką "koncesję" uchodziła przede wszystkim Unia Brzeska: bo od tej pory zwłaszcza uboższa szlachta i mieszczaństwo, zamiast przechodzić na katolicyzm, co wcześniej było dość powszechne, pozostawała przy wyznaniu greko-katolickim - ponieważ zaś popi greko-katoliccy byli tańsi w utrzymaniu od katolickich księży, wielu katolickich nawet właścicieli ziemskich, utrzymywało dla swoich chłopów cerkwie, a nie kościoły, nie odczuwając z tego powodu wyrzutów sumienia, skoro owe cerkwie też "uznawały zwierzchność Rzymu" - w ten właśnie sposób m.in., rozszerzył się "żywioł ukraiński" na sporą część Podkarpacia, tym też sposobem "ruszczyli się" mazowieccy czy wielkopolscy chłopi, osadzani w dobrach Wiśniowieckich, Potockich czy Ostrogskich na Ukrainie... Nawet jednak, jeśli - idąc za prof. Tazbirem - uznać Unię Brzeską za cios w prawosławie, to z pewnością szczytem absurdu była późniejsza polityka "tolerancji" - w imię której pozwolono na zdublowanie "wschodnich" hierarchii...).

I Rzeczpospolita, jeśli nie miała być "projektem imperialnym" (a od połowy XVII wieku jasnym było, że na to już nie ma żadnych szans...), to była państwem skazanym na rozpad za przyczyną zbyt wielkich różnic religijnych wśród jej poddanych. Nic więc dziwnego, że podjęto próbę uzyskania jakiegoś umożliwiającego w miarę normalne funkcjonowanie stopnia homogeniczności przynajmniej w łonie stanu szlacheckiego. To się nawet w pewnym stopniu udało, lubo - jak możemy to MY z perspektywy dziejowej osądzać - stało się to zbyt późno, by mogło mieć jakieś istotniejsze znaczenie dla procesów narodowotwórczych które zadziały się potem w wieku XIX.

W każdym razie: za co tu przepraszać? Za co czuć się winnym..?

Wstawki profesora Kołakowskiego o okropnej polityce wobec mniejszości narodowych w latach międzywojennych obawiam się, że nie rozumiem. Faktycznie - była to polityka okropna. Okropnie niekonsekwentna mianowicie...

Ogólnie rzecz biorąc - niech się ten wstydzi, kto nabroił. Długą listę winnych podawałem nie tak dawno, choć nie po raz pierwszy, ani nawet nie po raz drugi.

13 komentarzy:

  1. Wcale sie nie dziwie ze tego Kolakowskiego tak "elity" "lubia-mozna by rzec Kolakowski wiecznie zywy.No wezmy chodzby to co Pan tu napisal-no i jak tu sponsorowane z Berlina/Moskwy elity maja Kolakowskiego nie adorowac jesli on "mowi" ze za Powstanie Warszawskie czy Katyn przeprosin domagac sie nie powinnismy ale jednoczesnie sami powinnismy przeprosic za wypedzenia Niemcow bo to dam nam kolejne zwyciestow moralne.A niektorym sie wydaje ciagle jeszcze wydaje ze filozofia czy historia to jakies tam nauki a nie narzedzia propagandowe-ech ta ludzka naiwnosc.

    P.S.Wiem ze upraszczam sprowadzajac to tylko i wylacznie na poziom polityki ale czyz na DZISIAJ to sie wlasnie do tego nie sprowadza i do tegoz nie jest wlasnie uzywane?

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  2. "OHYDA" to może i bardzo dobre słowo. Chociaż ja tak tego nie nazywałam. Sto razy chyba słyszałam już coś podobnego do rozumowania przedstawionego w tym cytacie. A nawet lepiej. W ładne słowa ubiera się to, że najlepiej to wszystko zapomnieć. Polacy mają być na kolanach i nie odzywać się nawet wtedy gdy inne narody biorą się za historię i siebie wybielają. Im wolno, a Polakom nie. Inni zaczynają wracanie do przeszłości, ale później ogranicza się to do jednego, że Polacy znowu grzebią w przeszłości i że Polacy się kłócą. Nikogo (oczywiście to na wyrost) nie obchodzi, że temat jest nie dlatego, że to Polak zaczął. Nawet jak się odezwie jakiś historyk to dlatego, że się odezwał jest określany jako kłótliwy, wracający do przeszłości (wracanie do przeszłości jest złe bo ktoś tak postanowił). Główny zarzut jest taki, że ludzie są zamknięci w przeszłości i przez to nie mogą pracować nad przyszłością. Bo niby myślenie o przeszłości hamuje rozwój narodu. Nawet historykowi, którego wykształcenie zostało opłacone z państwowych pieniędzy i któremu za sięganie do przeszłości się płaci najchętniej zamknęliby usta i nakazali żeby zajął się czymś innym. Od dawna mi się to nie podoba. Inni historycy mogą toczyć sobie polityczną grę, ale jak Polska przypomina jak było naprawdę, albo też chce coś dla siebie ugrać to źle.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Tym samym, Pan Profesor uprawia terror podwójny. Najpierw jest to terror "jedynie słusznej prawomyślności" - takiej, która nie dopuszcza różnic w ocenie przeszłości. A potem terror "moralnej doskonałości": patrzcie maluczcy - zdaje się mówić - kto przeprasza, ten jest moralnie doskonalszy, ja przepraszam, więc jestem od was moralnie doskonalszy..."

    Jeszcze coś napiszę, tym razem na obronę, bo możliwe, że wola przy pisaniu tych zdań była dobra. Wielu jednym głosem to powtarzało i powtarza, więc możliwe, że było i jest za tym coś więcej. Profesor być może zastanawiał się jakich argumentów użyć żeby wyciszyć co bardziej wojowniczych Polaków i takie coś wymyślił. "Wy też nie jesteście bez winy, więc innym nie wytykajcie" mogło działać uspokajająco, a myśli mogły być takie, że "wybaczać i przepraszać, to będzie dobre dla pokoju w kraju", "Polacy zapomną dawne dzieje to łatwiej będzie robić interesy". Moim zdaniem całkiem możliwe, że to za tym stoi. Myśl, że Polacy będą bardziej potulni to będzie święty spokój i będzie tak lepiej. Otwarcie tego powiedzieć nie można było. Zresztą na tym blogu też była kiedyś pochwalana bierność, więc Autor chyba takie podejście rozumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze musi chodzić o prawdę i jakiś większy sens. Czasem działanie propagandowe wydają się niektórym niezbędne.

      Usuń
    2. "Niedziałanie" o którym kilka razy pisałem NIC NIE MA WSPÓLNEGO z biernością..!

      Któraś z polskojęzycznych telewizji kilka dni temu przypomniała chiński film fabularny "Opowieść o trzech królestwach". Film obejmował może 3 czy 4% całej akcji tej średniowiecznej chińskiej powieści, ale dość wiernie przedstawiał wielkie starcie lądowo - wodne między siłami Chin Północnych, zdominowanych przez generała Cao Cao, a koalicją Syczauanu i Chin Południowych na Jangcy.

      Główny protagonista tej akcji, Kongmin, premier i naczelny wódz Syczuanu TRAFNIE PRZEWIDUJE, że w decydującym momencie wiatr wiejący nad Jangcy zmieni kierunek. Dzięki temu flota północy sama się spali własnymi branderami, które miały jej otworzyć drogę na południowy brzeg rzeki. Starczy tylko odwlec początek ich akcji o kilka godzin - i trochę pomóc wiatrom, dokładając do tych północnych, jeszcze trochę branderów z własnej floty.

      W efekcie posiadająca ogromną przewagę liczebną armia i flota Północy zostaje całkowicie zniszczona - przy minimalnym tak naprawdę wysiłku ze strony koalicji.

      To jest właśnie NIEDZIAŁANIE!

      Usuń
    3. Nawet jeśli przyjmiemy taką mocno naciąganą linię obrony to nadal świadczy ona źle o tym człowieku. Nie tylko z powodu formy. Ludzie, którzy są potulni i cenią sobie święty spokój prawie zawsze przegrywają bez walki, chyba że szczęście się do nich uśmiechnie. Dlatego promowanie takiej postawy uważam za szkodliwe, ale ocena zależy mocno od punktu siedzenia - np. gdybym był niemieckim politykiem to dałbym wiele grantów i nagród dla osób propagujących bierność i marazm w Polsce. Co nie znaczy oczywiście, że właściwym postępowaniem jest rzucanie się z gołymi rękami na drony. Taką głupotę też bym wspierał jako niemiecki polityk - tylko inaczej.

      Fox Mulder

      Usuń
    4. W żadną stronę nie można przesadzać. Bardziej chodziło mi o to, że w momencie pisania tych słów możliwe, że miał przekonanie, że robi dobrze i jakoś tym sposobem wpłynie na ludzi korzystnie. Dobre chęci też są coś warte, mimo że skutki mogą być złe. Czy rzeczywiście wyszło to na dobre czy nie to można się zastanawiać. Echo jego słów ciągle słychać, a trochę się pozmieniało. Ja nie popieram tego cytatu.

      Usuń
    5. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Wszak prawie każdy kto zrobi coś złego w celu uspokojenia swojego sumienia, o ile jeszcze je posiada, dokonuje pozornej racjonalizacji swojego postępowania. Np. wg złodzieja okradziony też jest "złym" człowiekiem, bo bije swoją żonę a na dodatek sam pewnie oszukuje innych, więc ma za swoje. Inny ciekawy przykład sama zaprezentowałaś - może chodziło mu o to, może zmusili go do napisania tego, a może..? Trudno jest odróżnić szczere intencje od tych zmyślonych, ukrytych nawet przed własną świadomością, dlatego ich znaczenie jest bardzo niewielkie.

      Fox Mulder

      Usuń
    6. Przez intencje można wartościować na lepsze i gorsze pomimo tego, że nie ma pełnej pewności. Większe znaczenie mogą mieć, kiedy karą za coś jest więzienie (i nie tylko). Nie można każdego z automatu tak samo osądzić. Nawet jeśli wina jest oczywista to pozostaje jeszcze ustalenie wysokości kary. Za jedne powody może przestępca posiedzieć krócej, a za inne dłużej. Oczywiście nie tylko to jest brane pod uwagę. Zależnie od sytuacji znaczenie może rosnąć.

      Usuń
    7. Niepewność w powyższej materii daje olbrzymie pole do nadużyć i manipulacji. Dobry adwokat potrafi, dzięki nim zrobić cuda, przedstawiając oskarżonego jako prawdziwego aniołka. Co pogłębia oczywiście nierówność, za którą przecież nie przepadasz. Dobry sędzia jednak nie daje wiary bajkom i nie przywiązuje do nich wielkiej wagi.

      Fox Mulder

      Usuń
  4. "ponieważ zaś popi greko-katoliccy byli tańsi w utrzymaniu od katolickich księży"

    Ciekawe. A z czego to wynikało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beneficja, zwyczajowo przydzielane popom były dużo mniejsze od beneficjów dla księży rzymsko - katolickich.

      Pop dostawał zwykle od dworu gospodarstwo, niekoniecznie nawet duże - i to był cały wkład pana w utrzymanie parafii (no, czasem jeszcze drewno podrzucił na naprawę cerkwii, czy coś w tym rodzaju). Niektórzy popi nawet odrabiali pańszczyznę (oczywiście, że nie osobiście...)!

      Z czego to wynikało..? No cóż - przez większość czasu istnienia tego obrządku, wykształcenie popa greko-katolickiego było dużo tańsze niż wykształcenie księdza, a też i chętnych pewnie - z uwagi na brak celibatu - więcej...

      Usuń
  5. Odpowiadac mozemy za wlasne decyzje i wlasne czyny... .

    Odpowiedzialnosc zbiorowa, z ktora powiazana jest ze sprawiedliwoscia spoleczna (a ta znowu ma tyle wspolnego ze sprawiedliwoscia sensu stricte, co krzeslo elektryczne ze zwyklym krzeslem - te same podobienstwo wystepuje pomiedzy zwyciestwem moralnym a zwyciestwem) i jest mila sercu i oku homo progressivus (ktory jako zywo jest odgrzana forma homo sovieticus w nowym garniturku...) .

    Czasami moze i wstyd jest nam za naszych przodkow, ktorym nie zawsze szlachectwo rodu szlo w parze ze szlachetnymi czynami ale to wstyd calkiem prywatny i nie powinnismy dac sie obcym zwariowac (a juz tym bardziej nasze calkiem prywatne wstydy przeciw nam wykorzystywac!!!).

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...