poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Contra Kołakowskim, cz. 4 - O tolerancji

Tolerancja jest zawsze złem. Ktokolwiek twierdzi inaczej - nie tolerancję propaguje (jak słusznie w tym przypadku zauważa profesor Kołakowski), lecz obojętność, tumiwisizm, zgnuśnienie, marazm.

Ten bowiem tylko może widzieć w tolerancji dobro, komu jest wszystko jedno, w co ludzie wierzą, co czczą, czego się lękają i jakie mają pomysły na organizację życia wspólnego. To są rzeczy bezsporne i ja się w tej materii jak najbardziej z autorem "Mini wykładów o maxi sprawach" zgadzam. Jeśli znowu jakiś wielbiciel "umowy społecznej", czy innego pseudofilozoficznego bełkotu zechce wnieść zdanie odrębne - niechże to Kołakowskiemu na grobie robi, a nie mnie tutaj, na blogu!


Piszę ten cykl wakacyjnych i niepoważnych wpisików PRZECIW Kołakowskiemu - więc pomijam te rzeczy, gdzie się z nim zgadzam. To chyba jasna, czy co dwa zdania muszę o tym od nowa przypominać..? Idąc wedle kolejności esejów w jego książeczce, pominąłem właśnie esej zatytułowany "O kłamstwie" - bo nic zgoła nie mam na ten temat do powiedzenia...

Jak chodzi o tolerancję, to moim zdaniem Kołakowski pobłądził w dwóch miejscach. Po pierwsze - zbyt późno, zbyt blisko naszych czasów lokuje korzenie tego zjawiska.

"Stanem naturalnym" jest nie tyle "nietolerancja", co pewna jednolitość, homogeniczność poglądów: tak samo bowiem jak naturalnej dla ludzkiego stada hierarchii społecznej uczą się dzieci od rodziców, tak też dzieci od rodziców przejmują ich światopogląd. Jest to fundament jakiejkolwiek możliwej do pomyślenia TRWAŁEJ organizacji społecznej. Eksperymentowano w XX wieku i eksperymentuje się nadal - czasem były to eksperymenty masowe i okrutne, dziś robi się to zwykle nieco dyskretniej i w sposób zawoalowany, ale robi się przecież nieustannie - nad "wychowaniem nowego człowieka". Takiego, który by pozbawiony był "dziedzicznego obciążenia" po przodkach.

Były te eksperymenty i są nadal bardzo ważne dla tych, licznych dość utopistów, którzy uważają, że "człowiek jest z natury dobry" - a zło, którego doświadczamy w życiu społecznym, pochodzi od instytucji. Ponieważ zaś najważniejszą ze wszystkich instytucji jest rodzina - to ją najpierw trzeba zniszczyć, przerywając w ten sposób transmisję międzypokoleniową memów.

Ale problem dostrzeżono o wiele wcześniej. Nie od parady proponował Platon, by jego idealni "strażnicy państwa", produkt przemyślanego programu eugenicznego, bo sprawni i w matematyce i w robieniu włócznią - nie znali swoich rodziców, a całej wiedzy i wszystkich memów, uczyli się od państwa..!

Jest kwestią dyskusyjną na ile szeroka może być "wspólnota naturalna". Taką "wspólnotą naturalną" jest właśnie rodzina - czy jest nią także sąsiedztwo..? Klan..? Naród..? Będę się nad tym szerzej zastanawiał we wpisie "O wielkiej zdradzie".

Tutaj, dość jest stwierdzić, że przez większość dotychczasowej historii ludzkości, na wzór i na bazie "rodziny nuklearnej" funkcjonowały rozmaite wspólnoty wyższego rzędu, w których stosunki międzyludzkie organizowane były analogicznie jak w rodzinie. Takimi "wspólnotami wyższego rzędu" były różnego rodzaju struktury klanowe i plemienne. Taką "quasi-rodziną" był folwark pańszczyźniany czy niewolnicze latyfundium. Na wzór rodziny wreszcie - zorganizowana była tradycyjna monarchia, z królem jako ojcem wszystkich poddanych.

Oczywistą oczywistością jest, że w rodzinie pożądana jest jednolitość poglądów. To znaczy - członkowie rodziny winni podzielać poglądy jej szefa. To chyba jasne..?

Jak to wyglądało w praktyce, to na ten przykład pan Honoriusz Balzac opisał lepiej ode mnie - co będę po takim mistrzu powtarzał, sami możecie sobie Państwo przeczytać!

Im szersza była taka "quasi-rodzina", tym trudniej jej przychodziło utrzymać wewnętrzną homogeniczność poglądów. Już w przypadku mieściny wielkości mojego prawie-że-rodzinnego Starogardu Gdańskiego, więc starożytnych Aten epoki klasycznej - nie dało się tego zrobić bez ostracyzmu, cykuty i temu podobnych "pomocy jeździeckich"!

Były zaś, od głębokiej starożytności, takie twory społeczne, w przypadku których o narzucaniu jakkolwiek rozumianej jednolitości światopoglądu - mowy być nie mogło. Chodzi o imperia.



Imperium jest albo tolerancyjne - albo nie ma go wcale. Żadnemu imperium w dziejach nie udało się jeszcze narzucić ludności, z definicji rozmaitej - jednego poglądu na świat. Toteż dziwić się należy nie temu, że imperium sowieckie upadło - ale temu, że upadło DOPIERO po 70 latach. Bez broni atomowej i telewizji - połowy tego czasu by nie przetrwało zapewne...

Kościół w średniowieczu wyciągnął wnioski z porażek rzymskich cezarów doby chrześcijańskiej, którym nie udało się narzucić wszystkim poddanym nawet tylko jednego wyznania wiary (mieliśmy wszak kolejne kontrowersje na ten temat w starożytności chrześcijańskiej: do dziś istnieją na Bliskim Wschodzie Kościoły z tych kontrowersji wyrosłe - lubo jeszcze kilka lat szerzenia przez Imperium Amerykańskie ideologii "liberalnej demokracji", a pewnie żywa noga z tych chrześcijan nie ujdzie...) - i dopuścił wewnętrzny pluralizm w postaci rozmaitości obrządków.

Był tedy Kościół, w pewnych, dość szerokich granicach, tolerancyjny: budziło to zresztą nieustanne, wewnętrzne dyskusje. Tolerancja jest z pewnością złem. Pytanie, co jest złem większym: dopuszczać do wiecznej zguby pewnej liczby dusz tkwiących w błędzie - czy też godzić się na wojnę, potrzebną aby błędne poglądy wyrugować..?


W praktyce poza nawiasem Kościoła znajdowały się te sekty czy grupy - które same tego chciały, zwierzchność Rzymu stanowczo odrzucając. Tak się też stało i w przypadku ostatniej kontrowersji, luterskiej - z tą różnicą, że w przeciwieństwie do różnych tam bogomilców, albigensów czy innych husytów - lutrów i kalwinów nie udało się pokonać zbrojnie i tym samym - ich herezje utrwaliły się.

Nie jest jednak w żadnym razie tolerancja wynalazkiem XVI-to, czy wręcz XVIII-to wiecznym, jak podaje Kołakowski. Jako zjawisko - istnieje od tysiącleci.

Drugi błąd profesora, nader zresztą charakterystyczny, to niejakie przemilczenie. Opisuje on dzieje tolerancji tak, jakby to był proces spontaniczny, oddolny zgoła.

Nic z tych rzeczy..! Jako się rzekło powyżej - imperia nie mogą nie być tolerancyjne, jeśli chcą istnieć choć trochę dłużej. Państwa europejskie doby nowożytnej - stawały się właśnie wtedy imperiami. Im bardziej zaś stawały się imperiami - tym bardziej zależało im na religijnym pokoju wśród poddanych...

Mało tego..! Krzepnącym i szybko obrastającym we wciąż nowe kompetencje gosudarstwom Europy nowożytnej - zależało nie tylko na pokoju religijnym. Jak najbardziej zależało im i zależy - na religijnej OBOJĘTNOŚCI poddanych. Dlaczego? Dlatego, że wyrugowanie religii - a już szczególnie: religii niezależnej od gosudarstwa - stwarza puste miejsce, które może zająć statolatria. Kult państwa.


Stąd też, szerzenie się zarówno tolerancji, jak i tzw. "tolerancji" (czyli obojętności...) - to są zjawiska nierozdzielnie związane z rozrastaniem się nowożytnego gosudarstwa. Gosudarstwa owe, w toku swojego rozwoju, zniszczyły przez ostatnie 300 lat WSZYSTKIE owe, wyżej wspominane, wspólnoty "quasi-rodzinne" - obecnie zaś usiłują zniszczyć także rodzinę. Idzie o to, aby - jak to otwarcie przyznał  Mussolini - nic w życiu człowieka nie działo się przeciw państwu i poza państwem.

Strategia szerzenia "tolerancji" na tyle jest przy tym sprytna, że uderza właśnie w różne światopoglądy "tradycyjne" - od państwa niezależne, bo zwykle odeń o wiele starsze. Rozpowszechnieniu zaś nowego konformizmu, zbieżnego z celami i ideologią państwa - wcale nie przeszkadza. 

Widzieliśmy to przecież wczoraj w klinicznej wręcz postaci - skoro "prawo czegoś zakazuje", "autorytety społeczne potępiają", "większość tak uważa" - to znaczy, że to właśnie jest prawda, twierdzi komentator Akara. Zaprawdę! Największym sukcesem gosudarstw nowożytnych jest to właśnie: wychowanie legionów takich idiotów...

15 komentarzy:

  1. "Widzieliśmy to przecież wczoraj w klinicznej wręcz postaci - skoro "prawo czegoś zakazuje", "autorytety społeczne potępiają", "większość tak uważa" - to znaczy, że to właśnie jest prawda,"

    Nie pisałam o prawdzie w ten sposób. Autor uważa, że prawda jest jedna, ja uważam, że do jednej prawdy, którą poprą wszyscy ciężko jest dojść. Jedną prawdę dla wszystkich znajdzie się w matematyce i chemii. Wydarzenia historyczne też mogą mieć jedną prawdę. Ale nie poglądy i filozofia. Dlatego tworzy się kompromisy. Nie uważam też, że większość ma zawsze racje. Uzasadniałam w poprzednim wpisie głównie wprowadzenie dążenia do równości ludzi. Co decyduje o tym czy należy coś wprowadzać, czy nie. Nie może każdy robić wszystkiego co sobie wymarzy. Taka jest cena przyłączenia się do społeczeństwa.

    Nie uważałam tego zdania za prawdziwe:
    "“Żadnych złudzeń Panie i Panowie! Uzasadnienia dla równości nie znajdzie się na tym świecie”."
    To jest zdanie autora, a nie Kołakowskiego. Autor nie znajdzie uzasadnienia, ale dla innych uzasadnienie takie jest jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro już wiadomo, że z kobietą sprawa, to nie ma się co dłużej spierać. Spieranie się z kobietami jest bezsensowne.

      Usuń
    2. Zabawne. A faceta można sobie nazywać „idiotą” i to jest fajne? Przypisywać mu coś czego na myśli nie miał? Na blogu znajdzie się fajne ciekawostki historyczne (jak np. obalanie mitu o prawie pierwszej nocy), ale na podejście do czytelnika to już szkoda słów.

      Usuń
  2. "Imperium jest albo tolerancyjne - albo nie ma go wcale. Żadnemu imperium w dziejach nie udało się jeszcze narzucić ludności, z definicji rozmaitej - jednego poglądu na świat".

    Z tym się zgadzam. Ale nawet tolerancja tutaj nie pomaga, jak ludzie nie czują się wspólnotą. Jak nie są powiązani kulturą. Wprowadzenie zmian świadomości to zbyt długi okres. Ludzie wolą własne państwo zamiast podporządkowania. Moim zdaniem Rosja nawet dzisiaj jest zbyt różnorodna, więc nie zdziwi mnie jak w ciągu najbliższych 100 lat jej granice się zmienią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem na myśli raczej utopijny projekt imperialny znany np. w Rosji pod nazwą "Jewrosojuz"...

      Usuń
    2. A ja miałam na myśli to, że imperium sowieckie upadło, ale to nie koniec. Moim zdaniem granice samej Rosji też nie są pewne. Problemy ciągle istnieją. Właśnie takie problemy, które zostały w tym tekście poruszone. Unia Europejska ma problem np. z muzułmanami, ale to jeszcze nie to samo.

      Usuń
  3. "twierdzi komentator Akara"
    Jeszcze jedno. Komentatorka. Autor może nie zauważył, ale jestem kobietą. Ewentualnie Pani komentator Akara. Nie mam nic przeciwko pisaniu do mnie "Pani". Do zwracania się do mnie po męsku nauczona nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bynajmniej nie wynikało gramatycznie z poprzednich wpisów...

      Usuń
    2. Wynikało z końcówek. Ale tak to jest, jak ktoś się nastawia na to, że głównie mężczyźni będą się wypowiadać.

      Usuń
  4. "Imperium musi byc tolerancyjne"

    Interesujaca teza i ROZUMIEM przeslanki ale czy aby na pewno?A Asyria?Sowietow,niemieckich nazistow oraz Tamerlana i Inkow nie licze bo to bylo mgnienie oka(choc jak sie zyje w takich czasach to takie "mgnienie oka" moze niezle dac w kosc i zrujnowac zycie paru pokolen) a znowu Aztekowie zadnym imperium nie byli i przy takim podejsciu do podbitych mas chyba nigdy szans na to nie mieli ale ta Asyria mi spokoju nie daje.No i jeszcze niezbyt przyjazne dla chrzescijan rzady muzulmanskich Arabow ktorym w sumie udalo sie przy pomocy ucisku ekonomicznego nawrocic na islam podbite masy.Ale rozumiem przeslanke i dlatego pytam-z czego ta nieco domniemana odmiennosc Asyrii i Arabow moglaby wynikac?

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arabowie przyszli po wyniszczającej, trwającej przez kilka dziesięcioleci wojnie między Biznacjum a Sassanidami. Prawdę powiedziawszy - dla ludności miejscowej wszystko już było lepsze od tego, co mieli wcześniej...

      Przy tym - nie jest prawdą, że byli nietolerancyjni. A że odnieśli sukces "misyjny"..? Na to się złożyło wiele czynników. Prostacka dość prostota Islamu - na pierwszym miejscu: to im wciąż daje przewagę, bo wbrew temu, co kolega Woody parę wpisów temu komentował, konwersji na wiarę Proroku dokonują coraz częściej młodzi blondyni, na co dzień mówiący po francusku, niemiecku lub angielsku - a nie tylko młode blondynki zafascynowane śniadymi partnerami...

      O Asyrii wiem zbyt mało. Być może w ujęciu popularnym tylko jej taką "gębę" straszną przyprawiono..?

      Usuń
    2. Mało to świrów na świecie? Nie wierzę, aby religia zabraniająca spożycia alkoholu mogła zdobyć popularność w Europie, to po prostu za duże wyrzeczenie.

      Usuń
    3. Starożytni Egipcjanie czy mieszkańcy Mezopotamii też za kołnierz nie wylewali. W końcu - gdzie wymyślono Napój Bogów, czyli piwo..?

      A jednak - w większości na Islam przeszli.

      I... dalej za kołnierz nie wylewają..! Tak że - strachy na Lachy...

      Usuń
    4. Faktycznie- ale mieli oni w zamian niższe podatki. Przejście na islam jak na razie z ulgami w Europie się nie łączy...

      Usuń
    5. Podane przez Pana fakty sa mi znane i swietnie tlumacza fakt zdumiewajaco latwego podboju Bliskiego Wschodu przez Arabow.Ale juz ich utrzymania sie przy wladzy a nawet "przerobienia" na swoja modle podbitych populacji(znacznie liczniejszych niz najezdzcy)juz nie tlumacza moim zdaniem.Ale ja sam takze odpowiedzi nie mam.

      Piotr34

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...