niedziela, 18 sierpnia 2013

Contra Kołakowskim, cz. 3 - O równości

Podstawowy problem jaki mamy z pojęciem "równości" to - jak można równość ludzi uzasadnić..? Bo przecież pierwszym, fundamentalnym wręcz doświadczeniem społecznym każdego niemal człowieka, jest doświadczenie nierówności..!

Dziecko z natury jest pępkiem świata dla swoich rodziców. Czyż nie wytwarza to w nim przekonania, że stanowi centrum całej rzeczywistości, środek Wszechświata..? Potem, na kolejnych etapach socjalizacji, młody człowiek stopniowo się tego złudzenia pozbywa - aczkolwiek wielu jest takich, którym się to do śmierci nie udaje (ci zwykli się obrażać i tupać nogami, do wyżynania, wyrzucania czy w inny sposób sekowania wszystkich, którzy im potrafią na ten przykład głupotę udowodnić nawołując...).

Przekonanie to zazwyczaj (i to jest właśnie zdrowe, normalne i oczekiwane - jak o tym będzie we wpisie z tego cyklu następnym, zgodnie z porządkiem książeczki profesora Kołakowskiego, tyczącym się "tolerancji") wzmacniane jest dobrymi radami rodzicieli: z tymi dziećmi możesz się bawić, a tamte unikaj - dzięki którym w każdym kolejnym pokoleniu reprodukuje się naturalna hierarchia ludzkiego stada, z porządku której tylko jednostki socjopatyczne potrafią się wyłamać: "awansując" społecznie - lub ginąc.

Wreszcie, jeśli się komuś wydaje, że wśród ludzi niedojrzałych społecznie da się zaprowadzić jakieś "społeczeństwo bezklasowe" i prawdziwą równość - niech sobie poczyta albo chociaż obejrzy na ekranie "Pana Much" Goldinga - to się tego złudzenia pozbędzie!


Stanem naturalnym tedy jest nierówność. Równości praktycznie w życiu nie doświadczamy, chyba że w sposób i w momentach nader abstrakcyjnych, których uprzytomnienie sobie wymaga niejakiego wysiłku intelektualnego. Na przykład przy okazji wyborów - kiedy to pp. Gugała, Miecugow i inni, do wtóru samej (ho, ho!) Janiny Paradowskiej lub innej gwiazdy naszego intelektualnego firmamentu przypominają nam, że w tym dniu - jednym jedynym raz na cztery lata - leninowska kucharka równa jest samemu Panu Premierowi...

Jeśli spojrzeć na problem od strony socjobiologicznej, to pojęcie "równości" nie ma żadnego uzasadnienia. W stadach zwierząt tzw. "wyższych" zawsze istnieje hierarchia - i ta hierarchia jest na tyle istotna dla codziennego życia tych zwierząt, że zajmowane na jej szczeblu miejsce w ogromnym, dominującym wręcz stopniu, determinuje zachowanie takiego zwierzęcia.

O "równości" możemy mówić w odniesieniu do ławicy śledzi - gdzie żaden śledź nie jest ważniejszy od jakiegokolwiek innego śledzia, a wszystkie są doskonale równe, wymienne, zastępowalne - jak seryjnie produkowane trybiki w maszynie.

Z kolei doświadczenie historyczne uczy, że "równość" po raz pierwszy pojawiła się w dziejach jako swoista cnota militarna. W falandze greckich hoplitów nie ma hoplity ważniejszego lub mniej ważnego od pozostałych. Kiedy staną w szyku i połączą swoje tarcze, winni zachowywać się jak jedno ciało, jedną tylko wolą obdarzone, choć dysponujące tysiącem rąk i nóg. Falangę łamie i klęskę sprowadza tak samo ten, który ucieka, porzucając tarczę i włócznię - jak i ten, który, porwany bitewnym zapałem, wyrywa się przed szereg, czyniąc w nim lukę.


Z tego doświadczenia wojskowego narodziła się tradycja równości politycznej - która, tak samo w polis greckich, jak i w republikańskim Rzymie, rozumiana była przede wszystkich jako instytucja antymonarchiczna i antyarystokratyczna: chodziło o to, aby ponad szeregi "równych i wolnych" obywateli nikt zbyt wysoko głowy nie wystawiał (bo mu się ją utnie...). W praktyce prawnej i społecznej, mowy nie było o żadnej "równości powszechnej" - boż najoczywiściej, nie obejmowało to pojęcie nieobywateli: czy byli wolni czy niewolni, zajedno to.

Nie jest do końca przypadkiem, że koniec antycznej demokracji zbiegł się z końcem takiego sposobu wojowania, który równość jako cnotę militarną stawiał na piedestale. Oczywiście - przyczyny były bardziej złożone, ale też nie udałoby się wdrożyć Greków, a potem Rzymian do życia w despocji, gdyby się najpierw nie zaprawili na wojnie słuchać woli wodza - której dokładne wykonanie stało się warunkiem przeżycia w nowej rzeczywistości bardziej skomplikowanego pola bitwy, odkąd najpierw tebański wódz Epaminondas, potem Filip Macedoński, a wreszcie długi szereg wodzów rzymskich udowodnił, że falangę da się pokonać taktycznym manewrem.


Pozostała też nowa monarchia rzymska prawie że do samego końca czymś, co Japończycy nazywali u siebie "rządami z namiotu": despocją militarną, na sile opartą. W rzeczy samej brak solidniejszej legitymizacji władzy, a stąd - ciągłe ryzyko uzurpacji ze strony nadto zwycięskiego wodza - najpierw położyły kres rzymskiej ekspansji terytorialnej (cesarz nie mógł fizycznie przebywać na wszystkich frontach ogromnego państwa - a jeśli pozwolił zastąpić się jakiemuś wodzowi, ten zaś odniósł sukces - mógł być prawie pewien, że właśnie wyhodował sobie buntownika...), a potem - walnie przyczynił się do upadku Imperium (oprócz całej masy innych, nie mniej ważnych czynników, o których jednak dyskutować tutaj nie ma miejsca).

Nowa rzeczywistość społeczna ta, z której już bezpośrednio wywodzi się też i nasza tradycja, rzeczywistość średniowieczna, była połączeniem spadku po barbarzyńskiej "demokracji plemiennej" i przetworzonego przez Kościół dziedzictwa filozoficznego i prawnego antyku. Dało to w rezultacie ustrój niezrównany w swej subtelności i odporności na wstrząsy zewnętrzne - czego najlepszym dowodem jest jego długowieczność.

Równość istniała w średniowiecznej Civitas Christiana jako "równość ludzi przed Bogiem". Jeśli pojawiały się elementy "równości towarzyszy broni", trochę na wzór antyczny, to albo w murach klasztornego konwentu (nawet, jeśli był to konwent zbrojny...), albo na polu elekcyjnym, co zresztą dyskutowałem obszerniej gdzie indziej.


Połączenie praktycznej hierarchii i teoretycznej równości w ramach tzw. ancient regime to był OSTATNI BEZPIECZNY DLA LUDZI ustrój Europy. Odkąd tzw. "oświecenie" zakwestionowało subtelną złożoność tego ustroju w imię mechanicznej prostoty teoretycznych konstruktów myślowych tzw. "filozofów" - miotamy się pomiędzy ekstramami. Równość, tak samo jak i nierówność w naszych najnowszych dziejach, jeśli przyjmowane są jako zasada ustrojowa - tak samo prowadzą do łagrów i masowej rzezi.

Równość ma ludobójcze konsekwencje, boż ludzie w praktyce nie są równi - żeby więc ich do konstytucyjnej zasady dopasować, nie sposób uniknąć operacji, o których lapidarnie i obrazowo opowiada Mistrz Herbert w przejmującym wierszu Damastes z przydomkiem Prokrustes mówi.


Nierówność ma ludobójcze konsekwencje, boż  każdy chce żyć - a co, jeśli ten, który uważa się za "wyższego", "lepszego" - uzna, że ci "gorsi" prawa do życia nie mają, jak to się wiele razy w ostatnich 250 latach działo..?

Demokracja liberalna, która niemiłościwie nam dzisiaj panuje wisi w powietrzu tak samo jak militarna despocja rzymskich cezarów - nie za sprawą braku wyższej racji dla władzy Cezara, ale za sprawą braku wyższej racji dla takiego połączenia równości i nierówności, które uczyniłoby życie - ludzkim.

Kołakowski szuka w swoim "mini-wykładzie" takiej "wyższej racji". Znajduje ją w przyrodzonej wszystkim ludziom zdolności dokonywania moralnych wyborów. No właśnie: znajduje ją - czy tylko tak mu się wydaje..?

Służę cytatem: Pomińmy szczególną sprawę nieszczęśliwych ludzi bardzo głęboko upośledzonych, niezdolnych do żadnego uczestnictwa w kulturze i całkowicie zdanych na innych. Nie jest niczym ekstrawaganckim przekonanie, że ludzie są zdolni do wyboru, że są odpowiedzialni za to, co czynią - zło czy dobro - i że sama ta zdolność, nie zaś sposób, w jaki jej używają, czyni ich równymi w godności (...).

Bardzo pięknie - tylko KTO będzie decydował, że ten konkretny Jasio lub Kazio - jest lub nie jest zdolny do uczestnictwa w kulturze..? Jak widzimy w praktyce - granice tego rodzaju klasyfikacji niezmiernie są płynne i podatne na wszelkiego rodzaju nadużycia.

Żadnych złudzeń Panie i Panowie! Uzasadnienia dla równości nie znajdzie się na tym świecie. Jedno z dwojga - albo jest to założenie najzupełniej dowolne, a wtedy wolno je przyjmować lub odrzucać, jak się komu podoba - albo pochodzi "nie z tego świata": tyle że wtedy, trzeba też z dobrodziejstwem inwentarza zgodzić się i na inne, nie wszystkim miłe, a "nie z tego świata" pochodzące prawidła...

26 komentarzy:

  1. Szanowny Autor zapomnial zadac tez pytanie (a moze te zapomnienie jest celowym zabiegiem technicznym...?!? ;) o " o uczestnictwo, w ktorej kulturze" Panu Kolakowskiemu chodzilo?

    Bo sytuacja, ze istnieje jedna kultura, jest wytworem wspolczesnej cywilizacji technicznej. Dawniej kazdy mikroregion wytwarzal wlasna kulture, ktorej wyrazem byl inny ubior, wzornictwo czy tez dialekt (oczywiscie mowimy tu o wloscianach, ktorych identyfikacja z konkretnym terytorium odzwierciedlala sie w ich tozsamosci - "tutejsi"). Narodowa kulture utozsamiano owczas z kultura szlachecka a role awangardy pelnili ksiazeta i dwor krolewski... .

    Upowszechnienie kultury masowej (oraz jej pozniejsza macdonaldyzacja) doprowadzily do sytuacji, ze dzis mniej osob bierze aktywny udzial w wytwarzaniu kultury niz dawniej. I dawniej nikt nie decydowal (no moze poza lokalna opinia spoleczna i to w dosc ograniczonym zakresie) kto moze a kto nie jest zdolny do uczestnictwa w kulturze... .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że Kołakowskiemu chodziło o "uczestnictwo w jakiejkolwiek kulturze". Choć fakt faktem - to wcale nie jest takie oczywiste! Czy "jurodiwy" w dawnej kulturze rosyjskiej - "uczestniczył w kulturze" - czy nie uczestniczył..?

      Usuń
    2. Za malo mam danych - choc zapewne jakiejs kultury nosnikiem byl raczej... . Bo nie spotkalem jeszcze zadnego czlowieka, ktory jakiejkolwiek kultury nosnikiem by nie byl (wliczajac rowniez potocznie tzw. "ostatnich chamow bez kultury i oglady")... .

      Usuń
    3. Kołakowskiemu chodziło po prostu o upośledzonych umysłowo. Niczego więcej, jak sądzę, nie miał na myśli. Dlatego też - nie wdawałem się w tekście w specjalne na ten temat dywagacje, bo i po co..?

      Jak dowodzi praktyka, jeśli się raz uzna precedens i wyłączy pojęciowa poza zakres ludzkiej solidarności dowolną grupę ludzi - to potem nic nie przychodzi łatwiej niż rozszerzanie granic tego wyłączenia...

      Tym samym postulat Kołakowskiego, aby za podstawę pojęciową dla "równości" uznać równą zdolność ludzi do dokonywania wyborów moralnych - pod warunkiem, że są do tego intelektualnie zdolni - idzie się je..ć.

      Usuń
  2. Zwolennikom równości polecam film "Harrison Bergeron" - wszytko na temat równości ludzi za wszelką cenę. (to film fabularny, który bardzo dobrze się ogląda). Nie ma równości i być nie może - jedyne o co można się starać to symbioza ludzkich istot - więcej nie trzeba i na więcej nie można liczyć. Nawet takie podejście wymagałoby nieprawdopodobnego wysiłku, który rzadko kto zechciałby podjąć. Nie można nawet mówić, że równość jest niemożliwa - jej po prostu NIE MA - inne twierdzenia są nieprawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Równość" to pojęcie abstrakcyjne. Oczywiście, że w życiu codziennym go nie doświadczamy, bo to niemożliwe. Co nie zmienia faktu, że możliwe jest podejmowanie pewnych działań, nieraz nader daleko idących i dotkliwych dla bliźnichy - "w imię równości".

      Co do tego, czy "równość" istnieje czy nie istnieje, to trochę zależy, jak się zapatrujemy na naturę pojęć abstrakcyjnych... Za kilka wpisów będę twierdził stanowczo, że "wolność" nie istnieje - wtedy będzie lepsza okazja, żeby o tym podyskutować.

      Usuń
    2. Nawet uzywane dosc czesto argumenty "za rownoscia wszystkich ludzi", czyli fakt urodzin i fakt smierci (wszyscy sie rodzimy i wszyscy umieramy), poprzez fakt roznych okolicznosci okazuja sie one jednak argumentem za (nomen omen) przyrodzona nierownoscia... .

      Usuń
  3. „Uzasadnienia dla równości nie znajdzie się na tym świecie.”

    Równość to bardzo szerokie pojęcie. Uzasadnienie też znajdzie się jak najbardziej. Dążenie do większej równości ma dużo dobrych stron. Założenie równości wobec prawa na pewno było dobre. Zakazywanie dyskryminacji też. Wiadomo, że nie wszystko wychodzi idealnie, ale sporo się poprawiło. Ludzie od małego reagują na nierówność. Nawet w zwykłej klasie, z małymi dziećmi, jak nauczycielka ma ulubionych uczniów, to u innych budzi się wtedy niechęć, zazdrość albo złość. Bunt. Nierówność rodzi w ludziach sprzeciw. Sprzeciw to jest częsta reakcja ludzi, którzy są pokrzywdzeni. Można powiedzieć, że to naturalna reakcja.

    Hierarchia nie jest równa nierówności. Hierarchia o której tutaj głównie pisze nie budzi buntu zawsze, bo często wynika z uzdolnień. Z tego co zauważyłam ludzie w większości nie lubią podejmować pewnych decyzji. Nie chcą brać na siebie odpowiedzialności. Nie chcą ryzykować. Osobę, która chce to robić za nich potrafią zaakceptować. Nawet osoba, która dziedzicznie otrzymuje władze woli nie ryzykować, tylko otacza się doradcami. Kiedyś osoby dyskryminowane ze względu na pochodzenie, które chciały decydować nie mogły. Nie mogły decydować nawet za siebie, bo urodzenie im na to nie pozwalało. Znajdowali się w nienaturalnej dla ich charakteru pozycji. Bo ludzie to nie jest jednolita masa.

    Wiadomo, że ludzie nie są tacy sami. To żadne odkrycie. Ale nie o to chodzi, żeby byli tacy sami. Równość to nie tworzenie armii klonów. Dzisiaj, często stawia się na indywidualność. Na tym świecie potrzebni są ludzie różnie uzdolnieni. Nie ma sensu na starcie ucinać całkowicie skrzydeł ze względu na urodzenie. To nie praca od małego, nauka, uzdolnieni rodzice przesądzają o talencie. Rosjanie myśleli, że jak dzieci od małego będą grać w szachy to wyrosną im przyszli geniusze. Nie udało im się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cóż to za "deklaracja praw człowieka i małpy ONZ"..?

      "Założenie równości wobec prawa było dobre" - no tak, ale DLACZEGO było dobre, kto to oceniał i w jaki sposób..?

      Usuń
    2. Ja to oceniłam. Tak myślę. Poza tym to jest już bardzo powszechny pogląd. W Europie uznaje się, że równość wobec prawa jest dobra. Nawet nie ma już nad tym gorących dyskusji. Jest to pewna wartość. W takim duchu mają być wychowywane europejskie dzieci. Otwiera się książkę historyczną i praktycznie każdy profesor, doktor pisze tak, że można wyczuć, że uważa równość wobec prawa za dobre osiągnięcie. Są wyjątki dla pewnych osób, ale to tylko wyjątki od reguły. Np. dla immunitetów poselskich jest poparcie, ale to, kto popiera ten wyjaśnia. Są przykłady co byłoby, jakby tego immunitetu nie było. Szczerze powiedziawszy krytykantów równości wobec prawa jest niewielu i ich poglądy nie przyjmują się.
      Można filozofować tutaj co to jest dobro. Że to dobre nie było i nie jest dla wszystkich. Z pewnością osoby tracące przywileje zmiany oceniłyby jako złe.

      Usuń
    3. Choc idea "rownosci wobec prawa i podatkow" jest rowniez bliskie mojemu sercu, co Szacownej Akarze (po wypowiedziach trudno stwierdzic plec osoby ukrywajacej sie za nazwa sympatycznej skad-inad rybki), jednak proceduralnie "rownosc wobec prawa" jest niestety mitem.

      Chocby tylko i wylacznie dlatego, ze bogacza moze byc stac na najlepszego adwokata w kraju a biedak, ktory staje z nim w szranki dostanie (czesto poczatkujacego i nie zawsze najlepszego w swym fachu) obroncy z urzedu... .

      Ale nie po raz pierwszy nasze umysly ulegaja iluzjom - rowniez tym, ktore sami sobie stworzylismy... .

      Usuń
    4. Tzw. "opinio communis" z całą pewnością NIE JEST ARGUMENTEM.

      Miliony much żrą gówno - że użyję najpospolitszej takiego rozumowania krytyki - czy to znaczy, że mamy się na nich wzorować..?

      Z faktu, że coś jest "powszechnym poglądem" wynika raczej, że to głupota - wszak, bez najmniejszej wątpliwości, większość ludzi inteligencją nie grzeszy..!

      To nie znaczy, że jestem "przeciw równości". To znaczy tylko tyle, że postulatu "równości" takim sposobem uzasadnić się NIE DA.

      Mieszamy tu zresztą różne znaczenia tego terminu - które Kołakowski w omawianym tekście starannie rozróżnił, co jednak opuściłem, uważając za rzecz zbyteczną: istotą bowiem nie jest to, jaka równość ma być - tylko: DLACZEGO w ogóle ma być jakakolwiek..?

      Usuń
    5. Tak, jak wyżej napisałam. Już małe dzieci odczuwają, że nierówność jest krzywdząca. Skoro na tym etapie rodzi się w ludziach poczucie krzywdy, to coś w tym musi być. Nie można całkowicie ignorować potrzeb ludzkich. Równość jest (można dyskutować na jakim poziomie, ale zapisana została), bo ludzie chcieli równości. Hierarchia opisana w tekście i uznanie, że jej istnienie udowadnia, że równość nie ma sensu nie jest przekonujące. Tak samo jak oczywiste stwierdzenie o różnicach między ludźmi. To nie musi uderzać w samą równość. Dla mnie ten tekst tutaj opiera się o wyniesienie pojęcia równości do poziomu absurdu.

      „To znaczy tylko tyle, że postulatu "równości" takim sposobem uzasadnić się NIE DA.”

      Da się. Bo można by się odnosić do umowy społecznej. Temat rzeka. Zgoda społeczeństwa ma znaczenie. Zaprzeczyć temu nie można. Jeśli większość osób uważa, że coś przynosi powszechne korzyści to właśnie to będzie obowiązywać. Nie chodzi o to, że od razu musi być idealnie. Na tym świecie nic nie jest idealne.
      Ludzie zgodnie, w większości uznają, że morderstwo jest złe, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto zabijał będzie. I już można by marudzić, że walka z mordowaniem to walka z wiatrakami, bo niemożliwa jest całkowita likwidacja morderstw. Następnie pokazać jak to w historii miało się morderstwo. Że było zawsze. Że występowało w każdej społeczności. Że mordowanie jest w naturze człowieka. Że każdy człowiek mógłby zostać mordercą. Tak samo z nierównością. To, że uzna się, że zawsze będzie nierówność to nie znaczy, że nic nie należy z tym robić. Należy, bo sprzeciw społeczeństwa przeciwko nierówności jest duży. Chodzi o dążenie do pewnego stanu. Zapewnienie pewnego minimum. I to minimum z czasem się przesuwa na coraz wyższy poziom. Nie chodzi o całkowite zlikwidowanie nierówności. Świat bez nierówności to jest utopia i każdy sobie zdaje z tego sprawę. Jednak pewien poziom równości być musi. Z czasem może być coraz większy jeśli będzie się nad tym pracować.

      Usuń
    6. "jednak proceduralnie "rownosc wobec prawa" jest niestety mitem.

      Chocby tylko i wylacznie dlatego, ze bogacza moze byc stac na najlepszego adwokata w kraju a biedak, ktory staje z nim w szranki dostanie (czesto poczatkujacego i nie zawsze najlepszego w swym fachu) obroncy z urzedu... ."

      Nie taki znowu mit. Starano się. W imię równości przez lata wiele się zmieniało. Jeśli chodzi o sprawiedliwość też. Obecnie jest o wiele lepiej niż dawniej. Kodeksy już nie rozróżniają kar biorąc pod uwagę pochodzenie. Sąd nie kieruje się tylko słowami obrońcy i dowodami. Dawniej nawet obrońcy nie było. Żadnego. Prawodawstwo ma ogromne znaczenie. Ustalenie wysokości kary też jest oparte o pewne zasady. Takie same dla każdego. Kiedyś oczywiste to nie było.

      Usuń
    7. Nie, nie da się. Zacznijmy od tego, że MNIE teza, iż "należy dążyć do równości", a przede wszystkim ta, iż poziom równości "z czasem może być coraz większy" - kompletnie nie przekonuje.

      To, że zapewne, gdyby przeprowadzić badania ankietowe, to większość Polaków by się pod tym podpisała - mam w przysłowiowej czarnej dupie. I mam po temu słuszną rację: większość Polaków to kretyni - kto i dlaczego miałby się przejmować ich opinią?

      "Umowa społeczna"..? JA z nikim się na nic nie umawiałem..! "Umowa społeczna" to abstrakcja wyższego rządu, byt czysto myślowy i wielce fantazyjny.

      Tłumaczenie "potrzeby równości" jakąś "umową społeczną" - to tłumaczenie nieznanego przez nieznane. Nic z tego nie wynika.

      Ludzie nie reagują na nierówność, tylko na NIESPRAWIEDLIWOŚĆ.

      A to są PRZECIWSTAWNE wartości..! Sprawiedliwym jest, że każdy dostaje wedle zasług - a nie: wedle potrzeb. Zasługi są różne, więc zastosowaniem sprawiedliwości jest nierówność (jak w szkole, gdzie ja miałem piątki - szóstek wtedy nie było - a większość moich koleżanek i kolegów: bynajmniej...).

      Usuń
    8. Akara napisała, że nawet u dzieci nierówność budzi sprzeciw. Nie jest to prawdą. Jedynie bycie na dnie hierarchii powoduje u dzieci poczucie krzywdy, bo dodatkowe niezasłużone przywileje są jak najbardziej przez nie pożądane. Podobnie jest z dorosłymi. Oficjalnie pragną równości, ale nie pogardzą wcześniejszą wyższą emeryturą, która się im nie należy. Więcej - olbrzymie grupy społeczne, kliki, lobby, grupy trzymające władzę walczą w ramach obecnego systemu o przywileje i odnoszą spore sukcesy, dlatego zamiast równości wobec prawa mamy zwierzęta równe i równiejsze jak u Orwella. A im bardziej różni "mądrzy" ludzie twierdzą, że zbliżamy się do równości, tym bardziej się od niej oddalamy, bo jest ona jedynie kamuflażem do realizacji własnych partykularnych interesów.

      Fox Mulder

      Usuń
    9. Fox Mulder oczywiście masz rację, ale chodziło mi o tych pokrzywdzonych. Chociaż wyróżnione niesłusznie dziecko może doświadczyć odtrącenia.

      „grupy trzymające władzę walczą w ramach obecnego systemu o przywileje i odnoszą spore sukcesy”.

      Wszystko do czasu. Inni ludzie to widzą i nie są wobec tego obojętni. W wielu rodzi się sprzeciw. Co do władzy i przywilejów, to jak nie było jeszcze pomysłu równości też walczyli. Więc pytanie czy jest gorzej czy lepiej niż było. Władza też ma już jakieś doświadczenia. Jak ludzie są rozgniewani, to nawet wojsko nie pomoże.
      Co ciekawe w miastach w których są największe różnice między biedotą, która nie ma prawie nic, a bogatymi przestępczość ma się najlepiej. Ofiarami przestępczości padają ci, którzy budzą niechęć swoim luksusowym stylem życia. Opłacenie ochrony od pewnego momentu nie pomaga. Zdarza się, że ochrona zdradza tego, kto ją opłaca. Dlatego władzy powinno zależeć na tym żeby ludzie żyli w miarę godnie. Bo to również dla bezpieczeństwa władzy. Nigdy nie będzie idealnej równości, ale ludzie sobie też nie pozwolą na zbyt dużą nierówność.

      Usuń
    10. Niestety nie podzielam twojego optymizmu. Niesamowity postęp techniczny jaki czeka nas za rogiem pogłębi różnice pomiędzy ludźmi bardziej niż dotychczas. Kiedyś nawet bardzo bogaty człowiek umierał z powodu łatwych do wyleczenia z dzisiejszej perspektywy chorób zupełnie tak samo jak biedota. A już niedługo ulepszeni genetycznie nadludzie będą bronieni przez roboty, podczas gdy reszta będzie wegetować na socjalu czyli "godnie żyć". Wbrew temu co napisałaś w miastach pełnych społecznych kontrastów z powodu przestępczości cierpią jedynie biedni. Bogaci siedzą w wydzielonych chronionych dzielnicach i mają gdzieś to, że są "odtrąceni". Albowiem wystarczy, że trzymają rękę na pulsie, sypną czasem groszem i głoszą w mediach równość jaka właśnie nastała, studząc tym samym nastroje ludu.

      Fox Mulder

      Usuń
    11. „Kiedyś nawet bardzo bogaty człowiek umierał z powodu łatwych do wyleczenia z dzisiejszej perspektywy chorób zupełnie tak samo jak biedota. A już niedługo ulepszeni genetycznie nadludzie będą bronieni przez roboty”

      Do ulepszeń genetycznych długa droga. Berlusconi marzy sobie nawet o swojej nieśmiertelności, ale marzono o tym od zawsze i nic z tego nie było. Wpływ bogatych na medycynę jest dobry. Ktoś musi chcieć opłacić badania i eksperymenty. Nie zawsze państwo chce to robić albo robi wystarczająco. To, że zacznie się od bogatego nie znaczy, że opracowany sposób leczenia nie będzie po latach popularny w państwowych szpitalach. Bogaci są dla rozwoju medycyny przydatni.
      Dodam, że dzięki prawom człowieka i właśnie nastawieniu na „równość” w Europie królików doświadczalnych szuka się w Indiach i w Azji. Tam testuje się leki na masową skalę i pobiera narządy od biednych dla ludzi, których na to stać. Inni mogą się śmiać z naszego wyobrażenia równości, ale w mojej ocenie u nas nawet zwierzęta mają lepiej niż ludzie u nich.

      Do porządnych robotów też jeszcze bardzo daleko. Wojsko niby zainteresowane, ale jak to wygląda każdy widzi.


      „Bogaci siedzą w wydzielonych chronionych dzielnicach”

      I każdy wie w jakich. Takie wydzielone dzielnice w razie złych nastrojów wcale nie byłyby na ich korzyść. Wystawieni jak na talerzu. Jedno z pierwszych miejsc, gdzie większy tłum by się udał. Nie wspominając, już o tym, że rozgniewani ludzie mogliby to wszystko wysadzić bez żalu, bo przecież „swoich” na tym terenie by nie mieli. Od początku kryzysu co się zaczęło dziać? Bogaci masowo budują bunkry, bo zdają sobie sprawę z tego, że różnie może być. Nie przyznają się jakie są prawdziwe powody, tylko mówią o kosmitach, żeby uspokajać ludzi i sprawiać wrażenie trochę szalonych. Lepiej udawać szalonego niż przyznać się do strachu.

      Usuń
    12. Napisałam: "szuka się w Indiach i w Azji"
      Oczywiście tam miało być szuka się w Indiach (wyróżnione bo skala zjawiska jest duża) i w innych państwach w Azji. Ten skrót myślowy wygląda średnio. Poprawione żeby później się ktoś czepialski nie oburzał.

      Dodam tylko, że m.bied na innej stronie twierdzi tak: "Równość dobrze robi na jakość życia w społeczeństwie". Zgadzam się się z tym twierdzeniem.

      Usuń
    13. O lataniu również marzono od zawsze i nic z tego nie było. Tymczasem już teraz przy zapłodnieniu in vitro wybiera się najlepsze zarodki - a jak rozwinięte drony i roboty mają Amerykanie można obejrzeć w internecie: https://www.youtube.com/watch?v=zkBnFPBV3f0
      A więc nierówność będzie się pogłębiać i nic tego procesu nie zatrzyma, ale jak sama zauważyłaś taki stan rzeczy ma swoje dobre strony np. sprzyja dalszemu rozwojowi. Dlatego ostatecznie jakość życia w społeczeństwie wzrasta bardziej niż w wtedy, gdy wszyscy są równi i nikt się nie wychyla.
      I nie martw się tak o bogatych, w razie "godziny W" ewakuują się w lepsze miejsce, gdzie nikt nie żyje mrzonkami o równości, zostawiając biednych ze swoją biedą.

      Fox Mulder

      Usuń
    14. „O lataniu również marzono od zawsze i nic z tego nie było”

      Racja, nie zawsze należy się zniechęcać, jak komuś wcześniej się nie udało, ale ile lat zajęło spełnienie tego marzenia. Berlusconi to staruszek, jest w takim wieku, że za jego życia nic z tego nie będzie. Śmieszy mnie to, że akurat on sobie myśli, że za jego życia zdążą. Co do latania nikt nie przerobił człowieka tak, że ten nauczył się latać sam z siebie. Zmienić człowieka całkowicie w maszynę się nie da. Bo co z mózgiem? Mózg umiera, mózg się starzeje. Nogi, ręce - za duże pieniądze nawet teraz żaden problem. Serce też można będzie kiedyś czymś zastąpić na stałe, bo już są ludzie, których serce wysiadło, a podłączeni do maszyny doczekali przeszczepu. Czy człowiek, którego mózg w całości zastąpi się czymś innym dalej będzie tym samym człowiekiem? Czy w ogóle będzie człowiekiem? Jakby to powiedzieć poziom trudności osiągnięcia nieśmiertelności jest wyższy. Odkryto, że ameba jest nieśmiertelna, ale co to daje? Wielu wierzy w klonowanie i dobrze. Jak klonowanie będzie powszechnie dostępne i będą klonowane organy i części ciała (tylko, że problem, bo za młodu wszystko powinno być sklonowane żeby to coś dało przy późniejszym wykorzystaniu, a przez lata przechowywać tego nie potrafią), to będzie można chociaż część organów wymieniać na młodsze. Komórki macierzyste nawet bardziej obiecujące niż klonowanie.


      „Tymczasem już teraz przy zapłodnieniu in vitro wybiera się najlepsze zarodki”

      I jest walka o dofinansowanie, żeby biedniejsi też mogli mieć dzieci. Wprowadzanie zmian genetycznych, to już coś innego. Likwidowanie przyszłych chorób na tym etapie może i będzie możliwe, bo trochę już naukowcy wiedzą co za co odpowiada, ale ryzyko zbyt duże.


      „w razie "godziny W" ewakuują się w lepsze miejsce”

      Co najwyżej częściowo, ale będą musieli się podzielić i kogoś rzucić „na pożarcie” żeby się udało. Jak gniew ludzi na nich spadnie, to nie dadzą rady uciec. Przyjaciele się od nich odwrócą. Ucieczka na miarę Kaddafiego i jego zwolenników. Kaddafi był dobrze chroniony i miał dosyć pieniędzy żeby opłacić sobie ucieczkę. To jeden ze świeższych przykładów i to nawet nie z Europy, gdzie ludzie są bardziej wyczuleni. Przed buntem wielu go kochało. Tych bogatych też. Ach, te wielkie przyjaźnie. Ach, to finansowanie kampanii prezydenckich i firm przyjaciół. Tak się ściskali i zapewniali o wzajemnej przyjaźni, że wydawało się, że facet będzie mieć sporo sprzymierzeńców, którzy zechcą mu pomóc. Jak ludzie go znienawidzili (nie będę zgadywać co naprawdę się za tym kryło), to się okazało dopiero, kto mu pomógł. Byli tacy, którzy stanęli po jego stronie i to niemało, ale to wszystko nie wystarczyło.

      Usuń
    15. Obecnie wszystko przyspiesza, może Berlusconi ma jakiegoś asa w rękawie - stać go na zamrożenie i doczekanie przełomu w medycynie. Mózg to najsłabiej poznany organ, jednak jak wynika z badań ma pewną zdolność do samonaprawiania uszkodzeń. Jego komputerowe symulacje w ramach Blue Brain Project są już prowadzone. Wszystko to sprawia, że nasze definicje stają się przestarzałe - nie pasujące do nowej rzeczywistości, ale czy utrata człowieczeństwa w obecnym rozumieniu tego słowa nie jest warta życia wiecznego?
      Oczywiście biedni też będą chcieli zaznać tych dobrodziejstw, ale gigantyczne zadłużenie państw zbytnio nastawionych na rozdawnictwo raczej nie wróży im powodzenia.
      A co do byłego libijskiego dyktatora - dorwał się do władzy pod hasłami równości wszystkich w czerpaniu zysków z ropy. Długo trzymał się przy władzy żyjąc jak król aż w końcu powinęła mu się noga. Zachód go zdradził i wydał kraj na pastwę islamistów za co srogo będzie musiał zapłacić. Jednak gdyby Kadafi nie walczył do końca to spokojnie mógłby uciec do Algierii jak jego żona i troje dzieci.

      Fox Mulder

      Usuń
  4. „Nie, nie da się. Zacznijmy od tego, że MNIE teza, iż "należy dążyć do równości", a przede wszystkim ta, iż poziom równości "z czasem może być coraz większy" - kompletnie nie przekonuje.”

    Można się przeciwko temu buntować, ale tak właśnie można uzasadniać obowiązywanie równości. Nawet tak się przyjęło uzasadniać. To, że należy dążyć do równości, jest uważane, za coś godnego aprobaty. Aprobowane w społeczeństwie są rezultaty obowiązywania. Autorytety społeczne pozytywnie wypowiadają się o równości. Równość reguluje się ustawowo. Kiedy ktoś jest przeciwko równości, np. mówi, że czarni powinni dalej być niewolnikami, to zostaje ukarany. Choćby poprzez potępienie społeczne. Właśnie na tych przykładach udowadnia się, że równość jest uzasadniona. Było zapotrzebowanie w społeczeństwie europejskim na równość.

    Zawsze tak będzie, że jednych coś przekonuje, a drugich nie. Tutaj, nie będzie pewniaków. Są tylko przekonania, poglądy. To nie matematyka albo chemia, gdzie się dochodzi do jednej prawdy, jednego wyniku, do pewnych wniosków. Jakiegokolwiek osiągnięcia kulturowego nie wybrać, to znajdą się ludzie, którzy będą niezadowoleni i będą mieli argumenty przeciwko.


    „większość Polaków to kretyni - kto i dlaczego miałby się przejmować ich opinią?”
    Państwo nie jest tylko dla ludzi mądrych. Ludzie, których uznajesz za kretynów też mają swoje potrzeby. Należy mieć na uwadze, to żeby im się dobrze żyło. Poziom niezadowolenia będzie za wysoki to pewnego dnia zechcą wyrżnąć władze i tyle z tego będzie. Poza tym są różne sposoby ustalania poziomu mądrości. Ludzie mają różne opinie na ten temat. O mądrości można też długo filozofować.


    „"Umowa społeczna"..? JA z nikim się na nic nie umawiałem..!”

    I takie właśnie były pierwsze zarzuty, co do umowy społecznej. Na umowę muszą się zgodzić wszystkie strony dobrowolnie. Ale to jest pojęcie filozoficzne. Jakieś reguły muszą być, żeby można było funkcjonować w społeczeństwie. Za kilka wpisów ma być o wolności. Właśnie wolność i ograniczanie wolności ludzi też można wytłumaczyć umową społeczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze..? Pieprzę "autorytety społeczne", a to, że coś się podoba większości lub się większości nie podoba - ani mnie ziębi, ani grzeje.

      Nie wiem, jak w ogóle nazwać taki pokręcony sposób argumentacji jak przez Szanownego Komentatora prezentowany..?

      "Lemingoza pospolita"..?

      W każdym razie, to nie jest ani relatywizm, ani żaden inny zdefiniowany logicznie pogląd filozoficzny - to zwykłe zaślepienie "liberalną demokracją". Której zgon zresztą widzimy w tej chwili na własne oczy.

      Prawda nie leży tam, gdzie to się w głosowaniu ustali - tylko tam, gdzie leży. Koniec i kropka.

      Usuń
    2. „Nie wiem, jak w ogóle nazwać taki pokręcony sposób argumentacji”

      To są podstawy. To argumentacja uzasadniająca obowiązywanie normy. Nic nowego. Miało być uzasadnienie i jest. Norma obowiązuje ze względu na UZASADNIENIE tetyczne, aksjologiczne albo może obowiązywać w sensie behawioralnym. Równość można uzasadnić na wszystkie trzy sposoby co udowodniłam. Nie mają tutaj znaczenia poglądy lewicowe. Również konserwatyści się z taką argumentacją zgadzają. Czy konserwatyści wypowiadają się przeciw równości? Nie. Równość jest im często bardzo bliska ze względu na to, że zwykle są to ludzie wierzący, a Kościół Katolicki wyraża swoje poparcie dla równości. Oczywiście ich granice tego jaka ta równość ma być mogą być różne, ale równości odgórnie nie odrzucają. Przeciwnie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...