sobota, 17 sierpnia 2013

Contra Kołakowskim, cz. 2 - O sławie

Dawno nie czytałem tylu mądrych słów tak bardzo oderwanych od istoty problemu, jak w tym właśnie "mini - wykładzie"! Czyżby profesor Kołakowski nigdy nie słyszał o "piramidzie Maslove'a"..?

Jest rzeczą dość oczywistą, że pragnienie sławy da się sprowadzić do pragnienia "zaspokojenia potrzeby akceptacji ze strony grupy". Ten, kto jest sławny, o kim wszyscy wiedzą, kogo rozpoznają na ulicach - cieszy się, bo ludzie go akceptują, może nawet kochają (a przynajmniej: sprawiają takie wrażenie, czasem wręcz zgoła nader dosłowne, jak w przypadku rockmanów, obrzucanych przez fanki stanikami...).

Pojęcie nie mam, co to za jeden - zdjęcie wypluły Gógle w odpowiedzi na zapytanie "fans throwing the bras" - ale widać, że się cieszy, nieprawdaż..?

Teoretycznie, tak się powinno dziać tylko w przypadku ludzi obdarzanych tzw. "dobrą sławą". W praktyce jednak - nie ma to większego znaczenia. Podobno ludzki umysł nie zapamiętuje przeczeń. Nie jestem tak do końca przekonany, czy to prawda - no, ale prezenterem sprzedaży bezpośredniej byłem marnym, więc co ja tam wiem!

Tak, czy inaczej, w praktyce nie ma znaczenia, czy człowiek znany jest z dobrych, czy ze złych czynów. I tak - może się spodziewać oznak uwielbienia, naśladownictwa, hołdów i innych korzyści, zwyczajowo wiążących się z akceptacją grupy.

Można to łatwo wytłumaczyć odwołaniem się do naszej ewolucyjnej przeszłości. Jak wiadomo, nasi bliscy dość kuzyni, szympansy, walczą między sobą o przywództwo nad stadem. Zwykle takie starcia są bezkrwawe, chodzi o to, żeby przestraszyć rywala groźną postawą i donośnymi rykami. Grupa behawiorystów badających szympansy w afrykańskiej dżungli zaobserwowała, jak jeden z młodych samców przegonił starego przywódcę używając wydających przeraźliwe dźwięki puszek, które zebrał z ich śmietnika. Zachował się tedy "nie fair", "oszukał" - a i tak dostał wszystko, na czym mu zależało...

Czyn bohaterski i najpotworniejsza zbrodnia wywołują wśród ludzi bardzo podobne wrażenie. Co z wielkim dla siebie pożytkiem zaobserwowali i stosowali już starożytni czy renesansowi tyrani - naprawdę, nie miało znaczenia, czy ich rządy zaczynały się od uratowania rodzinnego miasta przed wrogiem, czy od wymordowania wszystkich ojców rodzin, ciąg dalszy był w każdym przypadku taki sam!

Pragnienie sławy ma wiele wspólnego z dążeniem do władzy - i stąd, taka kolejność rozważań profesora Kołakowskiego nie jest od rzeczy. Różnica jest taka, że dążenie do sławy jest chyba powszechniejsze - nie każdy przecież stara się o udział we władzy, podczas gdy niewielu ludzi skłonnych jest do ukrywania się przed kamerami.

Ba! Nawet w przypadku ludzi niejako "zawodowo skromnych" - widać przecież niejakie dążenie do upamiętnienia ich życia i czynów, jeśli nie wśród współczesnych, to chociaż u potomności: ciągle przecież znajduje się w rzymskich katakumbach groby męczenników - są one specjalnie oznaczone, co wyraźnie dowodzi, iż współwyznawcy dokonując takiego właśnie pochówku, pragnęli zaznaczyć szczególne męstwo pochowanych w oczach swoich potomnych (przecież nie przed Bogiem, który wie wszystko...). Skoro tak robiono, stale i systematycznie przez dłuższy czas - to znaczy, że takie choćby upamiętnienie, nie było tak do końca obojętne idącym na śmierć męczeńską...


Jest oczywiście całe mnóstwo ludzi, których wystąpienie przed publicznością wykraczającą poza krąg znajomych - peszy i wprawia w drżenie. Właśnie dzięki temu zawód prezentera sprzedaży bezpośredniej był kiedyś dobrze płatny - bo nie każdy się do tego nadaje, a najlepiej nadają się do tego ewidentni socjopaci, tacy jak ja (mnie tylko gubiło zamiłowanie do ironii - to jest coś, czego "normalni" słuchacze nie tolerują: a mnie z wielkim tylko trudem przychodzi z tej maniery zrezygnować...).

Nie wydaje się jednak, aby brak śmiałości przed obcymi zaraz wykluczał JAKIEŚ dążenie do sławy. Wielka popularność takich portali jak "Fejsbók", "Nasza klasa" i temu podobne - zasadza się na (złudnym skądinąd, co profesor Kołakowski bardzo akuratnie wytłumaczył...) wrażeniu, że oferują one swoistą szansę na zaistnienie, na sławę - nawet osobom, które skądinąd niczym szczególnym się nie wyróżniają, a postawione przed stuoosobowym tłumkiem - zatną się z punktu i ani "be", ani "me" nie wybąkają.

Jak się zdaje zarówno chorobliwa nieśmiałość, jak i kompletny ekshibicjonizm, to są pewne ekstrema. Zdrowej większości natomiast - na akceptacji grupy zależy i są skłonne bardzo wiele w zaspokojenie tej potrzeby zainwestować - własnego życia nie wyłączając, jak tego dowodzą prawdziwe legiony bohaterów sławnych dopiero pośmiertnie. 


Patrząc na obrazek powyżej mam wrażenie (już kiedyś chyba o tym pisałem...), że Maslove się mylił. "Akceptacja ze strony innych" to nie jest potrzeba "wyższego rzędu" - bo ma ona bardzo wiele wspólnego nie tylko z bezpieczeństwem, ale i z czysto fizjologicznym przetrwaniem.

Metoda Monty Robertsa, o której niedawno pisałem, na tym się zasadza, że zamiast fizycznej dolegliwości, stosuje się wobec konia groźbę wykluczenia ze stada. Wykluczenie ze stada jest dla stadnego roślinożercy karą główną - bo samotny nie ma najmniejszych szans na przeżycie.

Myślicie, że walczący wszystkożerca, ale przecież też stadny, a w pojedynkę praktycznie bezbronny - człowiek - może się pod tym względem różnić jakoś od koni..?

Tak więc cały ten "respect of others" trzeba przenieść sporo, sporo w dół, do podstawy piramidy. Najwyżej na drugi jej szczebel!

Stąd - taka powszechność dążenia do sławy. No i dzięki temu właśnie, zrobił Mark Zuckerberg taki dobry interes:


Ostatecznie - najlepsze interesy robi się na najbardziej podstawowych potrzebach biednych ludzi, a nie na zaspokajaniu kaprysów bogaczy (i dlatego prowadzenie piekarni jest lepszym pomysłem na biznes niż hodowanie luksusowych koni - cóż ja biedny poradzę, że nie potrafię piec..?).

Sława, jaką można zyskać dzięki publikacji fotki - samostrzałki na "fejsie" co prawda tak się mniej więcej ma do sławy prawdziwej, jak margaryna do masła, czy kawa zbożowa do kawy - ale, skoro szerokich tłumów ani na masło, ani na kawę nie stać, to jaki mają inny wybór..?

W konkluzji stawia profesor Kołakowski dwa postulaty. Są to postulaty moralistyczne: aby - po pierwsze - starać się raczej o dobrą sławę, niż o sławę jakąkolwiek oraz, po drugie - aby dążenie do sławy nie zamieniało się w niszczącą obsesję. Jak to zwykle z moralistycznymi postulatami bywa - są one oczywiście bardzo słuszne i mądre, ale nie widać jakoś, żeby się nimi ludzkość przesadnie przejmowała...

11 komentarzy:

  1. Piramida Maslowa ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co piramida żywieniowa WHO. Jest to pewien model, dla przeciętniaków, niekoniecznie przynoszący dobre efekty długofalowo.
    Znam osoby które pominęły średnie szczeble piramidy Maslowa dążąc do samorealizacji - i są szczęśliwe, oraz mnóstwo takich których życie idealnie wpisuje się w tę piramidę - są nieszczęśliwe, choć niby zapewniły sobie to, do czego wg. Maslowa "człowiek dąży". Ale te dążenia to tylko programowanie społeczne.
    Autor tego bloga też chyba nie żyje według tej piramidy potrzeb. Jest ona według mnie kolejnym schematem do produkcji "idealnego człowieka radzieckiego", niezależnie oczywiście od czasu i miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konkretna treść jest dyskusyjna i ja się z nią w niejednym szczególe nie zgadzam.

      Ale sama idea..?

      Ani mi w głowie zajmować się polityką (co mi już zresztą parę razy proponowano...) - póki jestem zwyczajnie głodny...

      Usuń
  2. Off topic

    Panie Jacku gdzie moglbym znalezc dane demograficzne dla Wegier z ostatnich 600-700 lat?Wiem ze Wegry w tym czasie ze 20 razy zmienily granice i "polozenie" ale mimo wszystko potrzebowalbym chocby zgrubnych danych.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli czyta Pan po niemiecku, niech Pan spróbuje w jakiejś austriackiej bibliotece internetowej.

      Poza tym, jest jakiś anglojęzyczny uniwersytet, który najdziwniejsze i najbardziej egzotyczne statystyki publikuje dla dawnych czasów - ale przypadkiem, nie pamiętam który to.

      No i można jeszcze spróbować w US Department of Agriculture. Też dziwne dziwactwa publikują - i to od dawna...

      Usuń
  3. no tak, choćby taki twór jak Słowacja i Słowacy, będący wynikiem zajęcia części Polskiego terytorium przez Węgry - na tych zajętych terytoriach wytworzyła się zupełnie nowa narodowość, obecnie raczej nieprzyjazna Polsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega upraszcza tak strasznie, że aż kłamie. Część obecnej Słowacji należała do państwa Bolesława Chrobrego przez co najwyżej kilkanaście lat. Był to epizod kompletnie bez znaczenia. A że, całkowicie przypadkowo, słowacki to najbliższy polskiemu ze wszystkich języków zachodniosłowiańskich, bliższy chyba nawet od kaszubskiego na ten przykład..? I tak bywa...

      Słowaków prywatnie nie lubię. Jacyś tacy są nieogarnięci, rozmamłani, a przy tym - pazerni, aroganccy i tchórzliwi na dodatek. Najlepszego konia mnie pozbawili...

      Usuń
    2. ej jakie tam kłamstwo zaraz - widzę że temperament do dyskusji u Kolegi na dobrym poziomie - to pozytywnie - ale zaraz zaczniemy mówić o "Litwo Ojczyzno moja" i się znów pokłócimy.... :>

      Polska jako obecne państwo, w sensie kontynuacji tego tworu, uformowała się właśnie za Mieszka i Chrobrego - to taki stan startowy do którego można się odnosić jeśli chcemy tworzyć państwo jednonarodowe, wg koncepcji Polski piastowskiej

      z resztą jestem skłonny do hipotezy, że ówczesny "słowacki" niczym się zbytnio nie różnił od innych języków plemiennych polskich - pewnie to był po prostu dialekt zachodnioslowianskiego

      Polskie ziemie to wówczas był teren, gdzie mówiono po zachodniosłowiański i gdzie sięgała władza Króla, i tyle - narody w obecnym sensie ukuły się znaaaacznie później

      gdyby nie zabór Słowacji przez Wegry mielibyśmy więcej terenu na południu i znacznie więcej Górali o ogóle ludności niż obecnie

      Usuń
    3. Chrobremu przez kilka lat udało się też panować nad Łużycami, a przez około roku - nawet nad Czechami i (tyle, że to inne lata były...) nad Kijowem.

      Tyle tylko, że to było "władztwo Chrobrego". Jak słusznie Kolega zauważa, państwo polskie, to się dopiero kształtowało - i ukształtowało się ostatecznie gdzieś w drugiej połowie XIII wieku.

      Epizodyczne panowanie nad tą czy inną prowincją nic tu nie ma do rzeczy. Tym bardziej, że Słowację to Chrobry na te kilkanaście lat odebrał nie komu innemu, jak właśnie Węgrom. Jeśli więc mamy się kłócić - to bez najmniejszych wątpliwości, Węgrzy byli tam wcześniej..!

      Trwałym wkładem Chrobrego do "procesu tworzenia się państwa polskiego" było ustanowienie polskiej prowincji kościelnej, z metropolitą w Gnieźnie - i w skład tej prowincji Słowacja NIGDY nie wchodziła, zawsze podlegając węgierskiej metropolii w Ostrzyhomiu - nawet przez te kilkanaście lat, gdy trybut stamtąd wybierali i miejscowe dziewki zapładniali drużynnicy Chrobrego...

      Usuń
  4. A co do interesów luksusowych - ja sam po wielu próbach i błędach zrozumiałem, że produkt luksusowy musi mieć całą luksusową otoczkę, inaczej nici z interesu.

    Prowadząc szeroko pojęte usługi dla biznesu muszę mieć ładne biuro w ładnym budynku, szkło i chrom, przyzwoicie wyglądający samochód firmowy, inwestować w coraz lepsze wyposażenie, itp.

    Produkt kupuje się w pakiecie, choćby nikt tego oficjalnie nie przyznawał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja to racja. Ale właśnie na tym polega przewaga produktów pierwszej potrzeby, że sprzedają się same (widział ktoś kiedyś reklamy chleba albo kartofli..?) - produkty luksusowe trzeba umieć sprzedać!

      Usuń
    2. to prawda, dlatego obydwoje musimy się męczyć ze sprzedażą swoich usług

      choć prawdę mówiąc reklamy chleba w moich stronach zdarza mi się widzieć nie raz!!!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...