poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Bez szans na wielkość.

Z góry zaznaczam, że piszę teraz trochę jak ślepy o kolorach. "Wielkość" to nie jest kategoria ekonomiczna, to nie jest nawet - kategoria polityczna. To czystej wody metafizyka.

Tymczasem metafizyka mnie - w tym akurat kontekście - kompletnie nie interesuje. No ale... Istnieje swego rodzaju teoria geo-ekonomiczna, popularna szczególnie wśród wiernych czytelników Jasienicy, więc wśród ludzi o poglądach - powiedzmy - narodowo - socjalistycznych. Jest ich w Polsce niemało - a ostatnio jakoś mi się to przypomniało, zresztą - bez konkretnego powodu.

Teoria owa głosi, że już nawet Kazimierza Wielkiego zabór Podola był zgubnym błędem. A unia polsko - litewska - to wręcz: spisek szatański, którego skutkiem była zguba Polski!

Wedle tego poglądu, w Polsce w wieku XIV zachodziły procesy, których skutkiem mogła być w nieodległej perspektywie rewolucja przemysłowa - a tym samym: umiejscowienie Polski wśród "rozwiniętych narodów Zachodu".... W tym miejscu Jasienica, który zresztą bodaj nigdy tego poglądu sam nie sformułował wprost tymi właśnie słowy - ale sugerował - zawiesza znacząco głos. Jego wierni czytelnicy, wprawieni w czytaniu między wierszami dopowiadają resztę: gdyby Polska była jednym z "rozwiniętych narodów Zachodu" - no to wtedy owszem, wtedy "mogłaby by brać na swoje barki ciężar cywilizowania Wschodu". Ale zrobiła to przedwcześnie, istniejący (rzekomo) potencjał zmarnowała - i utknęła na niższym, feudalnym szczeblu rozwoju, co z fatalistyczną pewnością zaprowadziło ją do ostatecznego upadku...

Jakie to były, wedle wiernych czytelników Jasienicy procesy, które już w XIV wieku zapowiadały w nieodległej perspektywie rewolucję przemysłową w Polsce..?

Demograficzny rozwój, kolonizacja wewnętrzna, spadek płac realnych, akumulacja kapitału - jednym tchem wymieniają w tym momencie zwolennicy owej teorii, dumni i pewni siebie, że tak mądrymi terminami, każdego wroga pognębią..!

Jak się zapewne Państwo domyślacie - uważam i mam na to dowody, że są to zwykłe duby smalone, plewy, mowa - trawa!

Pan Piotr34 zaraz mnie nazwie "deterministą geograficznym". No trudno. Jakoś to zniosę. Na pewno geografia jest ważną nauką, a w przypadku Polski wręcz bardzo ważną - a lepiej już być "deterministą geograficznym" niż, na ten przykład - "rasistą", czy wręcz "antysemitą". Za "geograficzny determinizm" jeszcze póki co żaden paragraf nie grozi..!

Skądinąd - jak chodzi o wiek XIV, to "determinizm geograficzny" z takim lub owym "rasizmem" dziwnie się łączą. Przeczytajcie, Drodzy Państwo, co anglojęzyczna Wikipedia zapodaje na temat "Czarnej Śmierci"  - a zwłaszcza, zwróćcie proszę uwagę na piękną, animowaną mapkę zasięgu tej zarazy:


Nie mam pojęcia, czy uda mi się to przekopiować tak, żeby się owa animacja pokazywała. Najwyżej zobaczycie sobie na oryginalnej stronie: oczywiście, że chodzi mi o największą w całej Europie "zieloną wyspę" - obszar, którego pandemia czarnej ospy NIE OBJĘŁA.

Jest to Polska - i, powiedzmy, dzisiejsza Białoruś.

Dlaczego tak się stało istnieje ochnaście teorii - w tym również teorie, jak najbardziej "rasistowskie". Coś tu może być na rzeczy o tyle, że sama tylko mała gęstość zaludnienia czy izolacja od szlaków handlowych, bynajmniej przed rozwojem pandemii nie chroniły: Ruś, wcale nie zaludniona gęściej od ówczesnej Polski, czy Skandynawia, wcale nie mniej izolowana od reszty świata - swego losu wówczas nie uniknęły...

Dlaczego tak się stało, to jednak mało mnie w tym momencie obchodzi. Istotne są konsekwencje.

Konsekwencją podstawową zaś jest to, że dystans tzw. "cywilizacyjny", dzielący państwo Kazimierza Wielkiego od reszty Europy - uległ w ciągu tych kilku lat błyskawicznemu zmniejszeniu!

Stało się to, co prawda, metodą Kargula i Pawlaka, bo to nie Polska się rozwinęła (nie tak od razu...) - tylko Zachód zbiedniał. Ale liczą się fakty. Jeszcze za Łokietka Krzyżacy wchodzili w Polskę jak w masło - pod (zmitologizowanymi) Płowcami udało się zaskoczyć i pobić krzyżacką straż tylną, ale gdy siły główne wróciły - nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, do kogo należy pole bitwy!

Kazimierz, wcale nie genialny polityk i nawet nie dobry gospodarz - mógł sobie już jednak pozwolić na niejedną lekkomyślność i nawet niejedną głupotę (akurat zaboru Podola bym do zbioru tych głupot nie zaliczył - o czym niżej...): uchodziło mu to bezkarnie, bo jego zasoby wciąż rozwijały się - podczas gdy wszyscy sąsiedzi nagle stali się od 30 do 60% biedniejsi...

Dodatkowo, nastąpił przypływ tzw. "know-how" i nawet odrobiny kapitału: Żydzi, okrutnie prześladowani przez dziesiątkowanych zarazą zachodnich Europejczyków - poczęli napływać do Polski, przywożąc ze sobą swoje kontakty i umiejętności.

Owszem - "Czarna Śmierć" miała też i dobre strony dla Zachodu: znacząco spadły ceny nieruchomości w całej prawie Europie. Wzrosły za to płace realne (z tymi płacami realnymi, to zwolennicy "determinizmu ekonomicznego" zaiste pocieszni są: jak spadają - cieszą się, bo to "przyspiesza akumulację kapitału" - a jak rosną - też się cieszą, bo to "zwiększa presję na technologiczne innowacje"...). W połączeniu z "wojną stuletnią" akurat w tym samym czasie - ów "wzrost płac realnych" praktycznie dobił zachodnioeuropejski feudalizm. Przy malejącej liczbie poddanych - renty feudalne spadały jeszcze szybciej niż gęstość zaludnienia (bo panowie poczęli ostro między sobą konkurować o tych zdolnych do pracy wieśniaków, którzy jeszcze pozostali...), a jak po jednym czy drugim Crecy i Poitiers przyszło do płacenia sutych okupów - francuscy baronowie bankrutowali gęściej niż maklerzy giełdowi w Nowym Jorku 1929 roku!


Tak więc: fart za fartem - i Grunwald babach... Gdyby nie niefart w postaci niemożliwej do przewidzenia, niezwykłej, bohaterskiej postawy Henryka von Plauena (był to pierwszy z długiej serii alogicznych i niezgodnych z "prawidłami" procesu historycznego cudów, które ostatecznie doprowadziły do potęgi Prus i zjednoczenia Europy pod przywództwem Berlina właśnie...) - mogłoby być całkiem pięknie..!

Czy jednak rzeczywiście była szansa na "dołączenie do rozwiniętych narodów Zachodu" - a tylko ci rozmamłani Jagiellonowie i ich wschodnie awantury ową szansę pogrzebały..?

Nie. Nie było takiej szansy! Co gorsza - jeśli cokolwiek polityce Jagiellonów można zarzucić, to z całą pewnością nie były to "wschodnie awantury" - tylko raczej: zbyt łatwe odpuszczanie Moskwie a to Nowogrodu Wielkiego, a to Złotej Ordy...

Szansy na wielkość w tym momencie nie było z przyczyn czysto materialnych, technologicznych i klimatycznych.

Polska leży za daleko od Atlantyku. W efekcie zwierzęta gospodarskie przez prawie pół roku trzeba karmić paszą zgromadzoną w sezonie wegetacyjnym - sianem lub słomą lub ziarnem. Na Wyspach Mglistych, w Bretanii, Normandii, a nawet nad Renem, tudzież w zachodniej części Skandynawii (Dania) - sezon wegetacyjny trwa dużo dłużej. Do tego stopnia dłużej, że można tam mówić o "całorocznych pastwiskach". Nawet bowiem, jeśli zimą wartość paszowa tych pastwisk nie jest wielka - to da się na nich krowy czy konie przetrzymać, a i tak będą wyglądały lepiej niż krowinki polskiego wieśniaka w tym samym czasie: wiele źródeł opisuje, jak na wiosnę krowy, trzymane w chłopskich chatach, trzeba było wynosić na pastwisko, tak były osłabłe z głodu..!

Na Zachodzie można było wówczas trzymać dużo więcej bydła. Więcej bydła - to więcej nawozu. A więcej nawozu (w połączeniu z dłuższym sezonem wegetacyjnym) - to lepsze działanie ówcześnie dostępnej technologii rolniczej, czyli trójpolówki.

Zachód mógł wyżywić więcej ludzi - a więcej ludzi to więcej idei (jak już wiemy - przychodzących w gruncie rzeczy losowo, więc głównie od liczebności zbioru zależy, ile tych idei powstanie...).

To, że potem, w wieku XVI, Zachód wyspecjalizował się głównie w produkcji rzemieślniczej i w handlu, pewną część żywności (która jednak NIGDY nie była podstawą wyżywienia ludności...) importując ze wschodniej części kontynentu - to przykład działania prawa przewagi komparatywnej Dawida Ricardo. O czym już zresztą pisałem - Zachód był lepszy ZARÓWNO w produkcji rzemieślniczej, jak i w rolnej. Ale w produkcji rzemieślniczej jego przewaga była większa, więc choć Polacy (Litwini, Rusini, itd.) produkowali potrzebne Zachodowi zboże mniej wydajnie, niż dałoby się to zrobić na miejscu - i tak opłacało się, zamiast podjąć ten wysiłek, kupić pszenicę i żyto w Gdańsku, a "zwolnionych" w ten sposób z pracy na roli parobków - zatrudnić w warsztatach i manufakturach.

Ta przewaga "klimatyczna" Zachodu obecnie już nie istnieje i jest tylko faktem historycznym. Zniosła ją rewolucja rolnicza wieku XVIII: kiedy to upowszechniły się na kontynencie nowe rośliny paszowe sprowadzone z Nowego Świata - i nowe technologie uprawy roli, wykorzystujące nowe gatunki roślin.

Co prawda - i ta rewolucja zaczęła się na Zachodzie, a do nas dotarła z około 150-letnim opóźnieniem.

Trudno i darmo: taka jest logika geografii! Zachód, pomimo "Czarnej Śmierci" i tak pozostał bardziej ludny od Wschodu - szybciej zatem generował nowe idee, które dawały mu coraz to większą przewagę nad Wschodem.

Zachód wykorzystał tę przewagę pobudzając rozwój wschodniej części kontynentu jako swoistej "gospodarki peryferyjnej": ponieważ, przy bardzo niskiej wydajności uprawy ziemi na wschód od Łaby i przy bardzo chaotycznym przebiegu tego procesu (praktycznie nie sposób było przewidzieć, jakie będą plony - czy wystarczą i czy nie wystąpi klęska głodu..?), wygospodarowanie nadwyżek, które z w miarę rozsądną pewnością czekałyby co roku na Wyspie Spichrzów na holenderskie statki wymagało pewnej dozy organizacji, a przede wszystkim - gospodarki wielkoobszarowej - Zachód dostarczył potrzebnego do organizacji takiej gospodarki kapitału. Kredytując przez kilka stuleci rozwój wschodnioeuropejskiego "feudalizmu" (konieczny tu jest cudzysłów, gdyż z "klasycznym" feudalizmem francuskim, upadłym de facto dwa stulecia wcześniej - gospodarka folwarczno - pańszczyźniana niewiele miała wspólnego...).

Taki model gospodarki zdominował CAŁĄ wschodnią część Europy. Absolutnie niezależnie od tego, jaką politykę prowadziły miejscowe władze - czy wdawały się we "wschodnie awantury", czy zgoła wcale (jak w Czechach, na Węgrzech, czy np. w Saksonii).

Jedyna alternatywa jaka istniała w końcu XV wieku, to był wybór między stagnacją - a takim właśnie, "peryferyjnym" modelem rozwoju. Nie widzę najmniejszych szans na inny rozwój sytuacji. Co bardzo wielu moich dyskutantów konsekwentnie ignoruje.

Wyspecjalizować się w produkcji rzemieślniczej, olewając rolnictwo, skoro z definicji nie może być tak wydajne jak na Zachodzie..? To mrzonka! Nawet Holandia, kraj z najlepiej wówczas rozwiniętym transportem wodnym - zdecydowaną większość konsumowanej żywności produkowała wówczas sama. Poza tym - nowe idee w dziedzinie rzemiosła powstawały głównie na Zachodzie. Miał Jagiełło  lub Zygmunt Stary szpiegostwo przemysłowe uprawiać, kradnąc nowe pomysły na konstrukcje statków czy warsztatów tkackich..? A któż niby miał mu powiedzieć, że takie rzeczy warto robić..?

Raz mieliśmy farta, Zachód wykrwawił się w wojnie i uległ hekatombie zarazy - ale, na Boga, nie sposób oczekiwać, że tak będzie cały czas..!

To, że doszło do unii z Litwą i że po ponad 150 latach owej unii - doszło też do inkorporacji Ukrainy: to była dla Polski wielka szansa, a nie - "trwonienie zasobów".

Owa wielka szansa WCIĄŻ JESZCZE aktualna w połowie wieku XVI (choć zdecydowanie większą szansą była - stulecie wcześniej, nim doszło do odkrycia Nowego Świata i morskiej drogi do Indii) leżała na wybrzeżu Morza Czarnego - tam, gdzie docierał doń stary Jedwabny Szlak...

Oczywiście: to też nie był żaden "patent na wielkość". Nie da się ukryć jednak, że do Morza Czarnego jest dużo bliżej niż do otwartego Atlantyku. Nie sposób sobie praktycznie wyobrazić, by Polska, w jakimkolwiek momencie swoich dziejów, wzięła znaczący udział w ekspansji zamorskiej - dającej nowe rośliny uprawne, nowe rynki, nowe idee. Ale - pośrednictwo na końcowym etapie transportu towarów drogą lądową z Chin i Indii - było też coś warte...

Niestety: tutaj na przeszkodzie stali Tatarzy. W konsekwencji, po słusznym kroku Kazimierza Wielkiego - kroku w stronę Morza Czarnego - nie nastąpiły, bo nastąpić nie mogły, kroki następne. Dopiera Katarzyna Wielka opanowała wybrzeże Morza Czarnego - dla Moskwy. I w niewiele lat później - Polski już na mapie nie było...

Swoją drogą: to już nie mogli mniej zapadniętego grzbietu pod całkiem dorzeczne ciało tej modelki znaleźć..? Ech: jak można ładną dziewczynę na brzydkiego konia wsadzać...

Jeśli ktoś chciałby się doszukiwać jakichś analogii z sytuacją obecną - to proszę bardzo, choć nie w tym celu to pisałem. Aczkolwiek - prawdą oczywiście jest i to, że Chiny i Indie wracają na należne im miejsce centrum cywilizowanego świata, więc komunikacja z nimi staje się coraz ważniejsza. Prawdą też jest, że znad Morza Czarnego blisko do ropy i gazu. I prawdą jest - że tak samo jak w wieku XIV, tak i w wieku XXI: realnych, materialnych szans na wielkość dla Polski - nie dostrzegam.

20 komentarzy:

  1. To ze nazwalem Pana determinista geogoraficznym nie znaczy ze ja takowym po trosze nie jestem.Obecnie ow determinizm w krajach o pwenym poziomie rozwoju juz nie gra roli ale jest calkiem oczywiste ze przed rewolucja przemyslowa(a po czesci i nawet pozniej)ow determiznim geograficzny mial decydujaca role.W sumie to chyba pije Pan do Coryllusa bo choc odzegnuje sie on od Jasienicy to glosi takie mniej wiecej poglady.Choc zauwaza on(tak jak i ja)ze szansa lezala na Wschodzie-w swoich ksiazkach wychwala on pod niebiosa Batorego gromiacego Moskwe(oraz sugeruje dokonane na nim morderstwo polityczne na zlecenie zdaje sie Habsburgow).Szansa lezala w podboju Moskwy choc czasami zastanawiam sie jakie to byloby panstwo-czy aby nie kolejna "Moskowia"-z masami rabow i tym razem krolem-batiuszkom tyle ze tym razem w "sarmackim" wydaniu.A tego bym sobie nie zyczyl.Ale to przeszlosc-teraz "Coryllusowi" licza na muzulmanow podpalajacyh Zachod i jak Pan wie nawet sie z nimi zgadzam(choc oni widza to jako wydarzenie zdecydowanie pozytywne podczas gdy ja niekoniecznie bo mozemy oberwac "odlamkami")-ale o tym juz dyskutowalismy.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podbój Moskwy wydaje się przedsięwzięciem więcej niż wątpliwym. Zresztą - kluczem do rywalizacji polsko - moskiewskiej był Krym. Gdyby nie awanturnictwo Władysława IV i sprowokowanie przezeń wojen kozackich - była duża szansa na skolonizowanie i spolonizowanie Ukrainy, a w drugim kroku - "ostateczne rozwiązanie kwestii krymskiej".

      Raczej nie dałoby to szans na zdobycie Moskwy - ale ustalenie się jakiejś w miarę trwałej równowagi w obrębie wschodnioeuropejskiego "heartlandu" - czemu nie..?

      Jak Pan wie, w kwestii muzułmanów na Zachodzie się z Panami nie zgadzam: to jest drobiazg, którego rozwiązanie nie zajmie więcej niż miesiąc, góra dwa...

      Usuń
    2. "Jak Pan wie, w kwestii muzułmanów na Zachodzie się z Panami nie zgadzam: to jest drobiazg, którego rozwiązanie nie zajmie więcej niż miesiąc, góra dwa..."

      To dlaczego rozwiązania takiego nie przyniosły dotychczasowe wielkie zamieszki w miastach Zachodu, stanowiące niewątpliwie sytuacje "without rule of law", gdy nikt fizycznie białego plebsu nie powstrzymywał przed jego wdrożeniem, a muzułmanie sami dostarczali motywacji?

      Usuń
    3. Jakie zamieszki? Może ja po prostu nic nie wiem o takich rzeczach.

      Skądinąd jednak - po ostatnim zabójstwie żołnierza na Wyspach Mglistych, przynajmniej jeśli wierzyć temu, jak to relacjonowały me(r)dia w Polsce - rząd brytyjski zajął zdecydowanie promuzułmańskie stanowisko, w sposób tchórzliwy i obrzydliwy podlizując się mniejszości.

      Czy to można zrozumieć jako "niepowstrzymywanie białego plebsu"..?

      Raczej, wydaje mi się, że tajne służby państw Zachodu głównie prześladują rodzimych "neonazistów", a policje - do nikogo nie strzelają tak chętnie, jak do białych kiboli...

      Usuń
    4. Zdaje sie ze dokonalem pewnego nieszczesliwego dla coryllusowych pogladow skrotu myslowego.Otoz o ile "widzi" on takie protokapitalistyczne procesy w XIV i XV wiecznej Polsce o tyle uwaza on je na SZKODLIWE.Szkodliwe poniewaz dokonywane one byly "rekoma" mieszczanstwa pochodzenia niemieckiego(oraz Zydow)ktorego lojalnosc ciazyla raczej ku Czechom i panstwom niemieckim(szczegolnie Habsburgom)co powodowalo ze zyski z owego protokapitalizmu plynely wlasnie tam a nie do Korony/Rzeczypospolitej.Czesto pisze on wrecz o "miejskich mafiach" ktore niszczyly kraj swa "interesownoscia" i sprzedajnoscia.Zdaje sie ze "idealny plan"(wedle Coryllusa)bylby taki-Unia realna Polsko-Wegierska+"komponent wschodni"(litwesko-"ukrainski")-niekoniecznie na rownych prawach+ziemie zabrane Moskwie.To pozwolilo by na opanowanie wschodnioeuropejskich szlakow handlowowych oraz potem odepchniecie Turcji i zmiazdzenie Habsburgow(ktorzy zeszliby do roli lokalnych wasali Rzeczypospolitej).Mniej wiecej taki plan przypisuje on Batoremu.To bylalby taka wieksza,ludniejsza i rozleglejsza RzeczyPospolita szlachecka-ale ja jakos tego nie widze szczerze mowiac.


      Piotr34

      Usuń
    5. Coryllus przesadza. Jak chodzi o "miejskie mafie", to mamy jeden bunt w Krakowie i dwie wojny Gdańska z Rzecząpospolitą. Jak na paręset lat - to nie za dużo!

      Natomiast faktem jest, że mieszczaństwo miast Rzeczypospolitej (poza Prusami) było w pewnym sensie "dziwne". To znaczy: patrycjaty zgodnie, choć niekoniecznie w porozumieniu, zajmowały skrajnie libertariańską postawę względem państwa - nie chciały mieć z nim nic zgoła wspólnego..!

      Przedstawicieli miast nawet próbowano zapraszać na Sejm - uciekali. Dobrze wiedząc, że jeśli przyjmą na siebie ciężar współdecydowania - to i finansować będzie trzeba. A podatki od miast, teoretycznie wysokie - w praktyce, w drodze "dobrowolnych porozumień" między zainteresowanymi a podskarbim, który zawsze coś z tego miał do prywatnej kiesy - były symboliczne lub zgoła żadne.

      Dokłdanie to samo zresztą i Żydów (tworzących odrębny "stan" Rzeczypospolitej) tyczyło...

      Miasta wolały, żeby im Sejm uchwalał np. "taksy wojewodzińskie" (prawo, które zezwalało wojewodom na nałożenie cen urzędowych na produkty rzemieślnicze), czy zakazy wyjazdów kupców zagranicę - dobrze wiedząc, że z urzędnikami i tak się dogadają i prawo takie pozostanie na ogół na papierze - niż występować otwarcie jako strona w "dialogu politycznym".

      W konsekwencji był stan mieszczański, tak samo jak Żydzi - raczej "pasażerem" podróżującym na grzbiecie Rzeczypospolitej, niż jej faktycznym członkiem.

      Prawdą jest też, że było mieszczaństwo Rzeczypospolitej raczej siłą najemną pracującą na zlecenie i na rzecz obcego kapitału. To jednak akurat szlachty dotyczy nawet bardziej: myśli Pan, że skąd faktorzy tak chrześcijańscy, jak i żydowscy mieli pieniądze na kupowanie zboża "na pniu"..? Oczywiście, że z Amsterdamu...

      Usuń
    6. Ja określenie miejskie mafie rozumiem dokładnie tak jak to tu opisałeś- po prostu- spójne grupy interesów odcinające sie od wspólnoty państowej (czy jakkolwiek to nazwać) i realnie pasozytujące na społeczeństwie. Ta właśnie izolacja- z dodatkiem religijnej i językowej uniemozliwiła realny rozwój handlowy i przemysłowy- bo każdy był zamkniety w swoim stanie. Teoretycznie możliwy co najwyżej by był rozwój w stylu Anglii późnego średniowiecza, gdzie wiejska wytwórczość (w RP dodatkowo bez bariery kulturowej) by zniszczyła cechową gospodarkę miast. To jak wiadomo nie nastąpiło, a w końcu dopiero w XIX w. i tylko w wielkopolsce powstały miasta bez tej bariery i swobodny przepływ ludzi i kapitału pomiędzy miastem i wsią dopiero ruszył gospodarkę. Za problem uznaję jak najbardziej właśnie kolonialno- surowcowy styl gospodarku (Kapitan Oczywisty na tropie...)- ale być może sytuacja by była zupełnie inna bez tej dodatkowej bariery językowo-religijnej pomiędzy państem i szlachtą a miastami?

      Usuń
    7. Pomimo owej bariery miasta pruskie (które zresztą w swoim sejmie prowincjonalnym wręcz przewodziły...) sfinansowały Kazimierzowi Jagiellończykowi wojnę 13- letnią. Gdańsk, któremu zdarzyło się i wojować z Rzecząpospolitą - wykazał się daleko posuniętą ofiarnością i patriotyzmem w czasie kolejnych wojen ze Szwedami, a także - w czasie tzw. "polskiej wojny sukcesyjnej", po śmierci Augusta II, gdy było to już tak naprawdę na grzybka potrzebne.

      Rodzina Schopenhauera uciekająca z Gdańska w 1792 przed Prusakami nie była wyjątkiem.

      Podobnie Lwów - zasadniczo: rusko-żydowsko-ormiański.

      Unikałbym więc zbyt daleko idących uogólnień! To się od przypadku do przypadku - różnie działo.

      W czasie konfederacji barskiej Poznań i Toruń, choć głównie niemieckojęzyczne i luterańskie - posyłały konfederatom proch: tak wynikało z przepisów prawa, miasta były do tego zobowiązane wobec legalnej władzy, a konfederacja - była legalną władzą...

      Rozwój wytwórczości wiejskiej (a raczej: wytwórczości miast prywatnych, magnackich) zapewne by następował, gdyby nie dwa problemy:
      - Holendrzy na to nie chcieli dawać kredytów,
      - jak już się wydawało, że da się bez tego obejść - zaczęło się "stulecie wojen" - i było po ptokach...

      Usuń
  2. Umówmy się, że tworzące się Państwo Polskie zbyt pokaźne nie było, a że leżało gdzieś na peryferiach świata (Rzym, choć upadł, zrobił swoje) nie mogliśmy się równać z zachodem techniką i rzemiosłem, choć niczego nam nie brakowało (klimat "nastych" wieków łagodniejszy był od obecnego i winnice mieliśmy nawet na północy kraju). Przyłączenie ogromnych połaci żyznej ziemi stawiało nas ekonomicznie dostatecznie wysoko, by zbudować sobie zaplecze i zasoby zapewniające wysokie miejsce w siłowej mapie Europy. Dopiero szwedzka szarańcza, która spustoszyła nam państwo, doprowadziła do tego, że wypadliśmy z handlu zbożem, a rozrastająca się i silnie działająca Hanza zapewniła skup zboża dla zachodniej Europu, z terenów dalej położonych na wschód niż nasze zniszczone państwo. Jak mogło być dalej już się nie dowiemy, bo wybieraliśmy na królów tych, co nam państwo przejadali (czemu radośnie towarzyszyła nasza "śmietanka"), a potem już było za późno. Jako, że i dziś ludzkość ma nawyk jedzenia, posiadanie państwa w dawnych granicach nie umniejszyłoby naszej pozycji gospodarczej. Być może to do nas wyciągałby rękę zachodni rynek spożywczy, mający w zanadrzu jedynie wyeksploatowaną glebę zatrutą środkami chemicznymi. Ale tego chyba się już nie dowiemy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę w Pani wywodzie nieścisłości jest...

      W każdym razie: szwedzka szarańcza owszem tak - ale w czasie Wielkiej Wojny Północnej, jak dowodzą najnowsze badania - o wiele dotkliwsza była sojusznicza szarańcza moskiewska...

      No i jeszcze kilka drobiazgów - ale mniejsza o to...

      Usuń
    2. Dokładnie. Co do tego handlu zbożem to też już nie przesadzajmy. Chyba Davis w Historii Polski podaje dokładne zestawienia wyeksportowanego zboża. Na romantyczne spływy zagrodowych szlachetków i jeden, niezły przyznaję, poemat w sam raz tego zboża było.

      shape_shifter

      Usuń
  3. fajna modelka, ale ci się obrazek rozjechał, na moich kompach ok 1 cm wystaje na prawy panel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłem. Dopiero teraz, bo rano już się śpieszyłem do roboty...

      Usuń
  4. Wielkosc panstwa zalezy od polozenia geograficznego i mocy jego sasiadow ale nie sa to czynniki najwazniejsze. Najwazniejsza jest wola stania sie mocarstwem i wiara, ze to jest do osiagniecia. Rzeczpospolita Szlachecka i II Rzeczpopolita mialy taka wole. Zas obecna Polska i Polska Ludowa maja spoleczna mentalnosc niewolnicza. Jest ona swiadomoscia wyuczona a raczej wtloczona do glow plebsu przez rzadzacych w Polsce agentow - czy to ZSRR czy UE - w interesie obu stron lezy bowiem ubezwlasnowolnienie krajow Europy Wschodniej.
    Stad tyle "madrych glow" mowiacych obecnie o roznych niemozliwosciach - od sensu Powstania do braku szans ze wzgledu na geografie.
    Tymczasem Wielki Wodz narodu Niemickiego mowil, ze "slowo niemozliwe nie nalezy do jezyka niemieckiego. Wszytko jest mozliwe jesli sie tylko chce!" I mial swieta racje. Polska moze sie wybic nie tylko na niepodleglosc ale i na mocarstwowosc jesli tylko wlozymy w to potrzebny wysilek i nie bedziemy ogladac sie na dobra wole innych. Na nia bowiem mozemy czekac dlugo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj ciekaw jestem jak się autor tego bloga będzie na to zapatrywał

      bo w przypadku o który mówimy odzyskanie naszego Wilna to sprawa honorowa

      Usuń
    2. Polacy, Niemcy i Żydzi to narody pod względem psychicznym najbliższe sobie, wręcz bliźniacze. My też, tak samo jak Niemcy i jak Żydzi - chorujemy na "ideologię czynu", na perwersyjne dążenie do samozagłady w wyniku jakiejś kolejnej "demonstracji woli".

      Pan Profesor jest z całą pewnością Polakiem w każdym calu. Albo Niemcem. Lub Żydem. To wszystko jedno!

      Ja tam jednak stanowczo wolę brytyjskie podejście do problemu: "wojna nie polega na tym, że giniesz za swój kraj. Wojna polega na tym, że tamten drugi sukinsyn ginie za jego kraj!"

      Usuń
    3. @Bobola

      Ja bym tak geniuszu Adolfa nie wychwalal.Stracili 9 milionow ludzi,stracili Pomorze,50 lat byli pod okupacja,placa miliardy Zydom za holokaust a do tego kazdy ich ruch polityczny zaraz wywoluje ducha Hitlera(ostatnio w Grecji)co czesto im rece wiaze.NIc na tym Adolfie nie zyskali a przez 50 lat robili tylko za chlopakow do bicia w Holywood.Ze wspolczesni Polacy maja menatalnosc niewolnicza to nawet sie zgadzam ale gadajacy o "woli mocy" Adolf to nienajlepszy przyklad do nasladowania-trzeba nam raczej wiecej wspomnianej przez Pana Jacka ZIMNEJ BEZWZGLEDNEJ brytyjskiej kalkulacji a nie niemieckiej egzaltacji i rojen o rasie panow i Lebensraumie.

      Piotr34

      Usuń
  5. >> Stad tyle "madrych glow" mowiacych obecnie o roznych niemozliwosciach - od sensu Powstania

    Chciałbym widzieć tych wszystkich mędrków broniących powstania jak atakują gniazda karabinów maszynowych bez broni. Takie rzeczy były na porządku dziennym, np. na Szucha w pierwszym dniu. Mędrkowie ci jednak nikogo nie zaatakują bo jedyne co umieją to onanizm ideologiczny. A jeśli dziwnym trafem dorwą się do władzy - posyłają na śmierć innych a sami wypinają pierś do odznaczeń. Bardzo typowe i dobrze w Polsce przećwiczone. Stąd mała wiarygodność a niekiedy komizm spowodowany manią wielkości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez chwilę chciałem bronić naszych "patryotów" - w końcu, głupota niekoniecznie musi być skorelowana z osobistym tchórzostwem!

      Po namyśle jednak - muszę Panu/Pani przyznać rację. Nawet, jeśli poszczególni wodzowie wykazywali się odwagą fizyczną, to jako "klasa" - od czasów Kołłątaja mają brzydki zwyczaj zwalania winy za klęskę na podwładnych. Ewidentnie zatem - brak im odwagi cywilnej...

      Usuń
    2. "Chciałbym widzieć tych wszystkich mędrków broniących powstania jak atakują gniazda karabinów maszynowych bez broni."

      To już była konsekwencja głupoty na poziomie czysto taktycznym, zupełnie niezwiązanej z zagadnieniami strategii i polityki - broni było pod dostatkiem, ale nikomu tam najwyraźniej nie przyszło do głowy, że do walki siły trzeba skoncentrować.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...