czwartek, 4 lipca 2013

Stado leniwych

koni - i nie tylko. Bo i ja się wczoraj nie przepracowałem. Woli mocy starczyło mi, żeby wsiąść na Bubę i kwadransik poczłapać po Padoku Zimowym. Potem jeszcze posprzątałem, co tam czterokopytne pozostawiły pod wiatą i wokół, otworzyłem im boczny mały padoczek, gdzie została wysoka trawa, żeby mogły sobie ją powyjadać - i na tym się moja aktywność w zasadzie zakończyła.



Robię tak, to znaczy - wypuszczam koniowatych na ten boczny padoczek - codziennie od ponad tygodnia (chyba, że akurat nie ma czasu). Trzeba im tam, niestety, towarzyszyć, bo ogrodzenie jest słabsze niż gdzie indziej. Toteż zwykle taki wypas ogranicza się do około godziny. Wczoraj jednak - dałem im się paść, ile same chciały.

Rozchodzi się o to, że Melesugun, czyli Piękny i Dzielny Koń Lepszej Połowy, matka Mijana "Niebieski Oko" - dostała była poprzedniej nocy rui. Jak raz - natychmiast po tym, jak się przed kamerą pożaliłem, że nie mogę telewidzom jakiejś erotycznej akcji z życia koni pokazać, bo wszystkie kobyły już NA PEWNO źrebnę...

Gucio prawda!

Ze sromu sączy się śluz:


Kobyła posikuje co jakiś czas, a wokół rozchodzi się intensywna woń muskusu.

Knedliczek, oczywiście nie pozostawał nieczuły na te zaloty. Zaczynając od tego, że sam natychmiast obsikiwał każdy taki "ślad zapachowy" pozostawiony przez kobyłę:


Przez czułe spojrzenia, obwąchiwanie się, obcieranie - aż do samego aktu, którego kochankowie dokonali parę minut po dwunastej, prawie że w samo południe.

Po tym właśnie - poszedłem do domu po aparat. Licząc na to, że zechcą swoje amory powtórzyć - a ja będę mógł poepatować Państwa kolejną porcją zwierzęcej pornografii (zawsze potem rośnie liczba wejść z Niemiec...).

Nic z tego! Owszem, trochę się jeszcze pokręcili po padoczku:



cyknąłem Najmłodszą, co by pokazać, że je (poprawia jej się zresztą stopniowo):



Interesuje się zresztą otoczeniem, parę razy pobrykała z braćmi, mnie dwa razy obwąchała:


A stado około 13.00 przemieściło się pod wiatę, co by napić się wody:



Wszystkie źrebięta w tej chwili, oprócz zasysania pokarmu ze swoich "stacji dokujących" - piją też normalnie wodę z wanienki.

Potem, towarzystwo rozłożyło się pod wiatą:


Niektórzy, w nader figlarnych pozach:



Niebiesko oko Mijana "Niebieskie Oko".

Natomiast - amory, aktywność w ogóle jakaś..? A gdzie tam!

Teraz nie wiem: zrobili to tylko raz - i starczy, sprawa załatwiona. Czy po prostu im się w taki upał więcej nie chciało..?

A w nocy przecież nad nimi z aparatem nie stałem. Raz, że i tak przecież zdjęć się robić nie da - a dwa, że chyba się przeziębiłem w czasie tej zwózki siana. Na tyle, że Lepsza Połowa musiała mnie ratować prochami i wypacaniem pod szczelnie owiniętą kołdrą (brrr... nawet koćkodan zrezygnował tej nocy z przytulania się do tak cuchnącego potem pana...).

Teraz czuję się lepiej. Za to Lepszą Połowę zaczyna, jak to się popularnie mawia, "rozbierać".

Póki jest czym oddychać, póki trzymam się na nogach - "zadzieram kiecę i lecę". To znaczy: jadę po "Kosa" i biorę się za rozrzucanie nawozu...

1 komentarz:

  1. Malutka jest cudowna! Dobrze, że jej się poprawia!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...