wtorek, 30 lipca 2013

Przed targiem w Głowaczowie

"Przed", a nie "na", bo nie na placu targowym, tylko na poboczu dojazdowej do targu uliczki i nie w czasie oficjalnego targu, tylko ciemną nocą, grubo przed otwarciem bramy.

Właściwie to sam już nie wiem i w gruncie rzeczy chciałem o to Państwa zapytać: czy tak jest wszędzie - czy to tylko podradomska specjalność..?

Dlaczego taki zwyczaj powstał, nietrudno się domyślić. Burmistrz Skaryszewa opowiadał, że moment rozpoczęcia targu przesuwał się coraz wcześniej i wcześniej, bo zawsze ktoś chciał płacenia placowego uniknąć i próbował wjechać na teren nim odpowiednie służby się pojawią. Służby zatem - pojawiały się coraz wcześniej (tym bardziej, że w Skaryszewie, co zresztą wielkim błędem jest, bo dzięki temu różni nawiedzeńcy mogą się szwendać swobodnie tam, gdzie ich być nie było - teren targu jest ze wszystkich stron otwarty...).

W Głowaczowie bramę placu targowego otwierają o 4.00 rano. Myśmy tam byli jakoś kwadrans po 2.00. Stanęliśmy na końcu dłuuugiego szeregu samochodów i ciągników z przyczepkami na poboczu. Parę sekund później M. już prezentował swoją ósemkę apetycznych prosiąt (ostatni nasz Gość, który te prosięta widział w sobotę stwierdził, że na sam widok robi się głodny...) parze handlarzy.

Pół godziny zajęło dobijanie targu. Nużące to było. A nawet z lekka irytujące. Taka namolność: "bierz pieniądze, licz pieniądze, podjeżdżaj, przeładujemy..." No, ale handlarz popełnił strategiczny błąd. Najpierw udał że "ostatnie słowo" powiedział i niby poszedł do siebie - a potem wrócił. Jak wrócił, to już było jasne, że M. wyciągnie z niego tyle, ile sobie zaplanował...

Z obyczajów do kolekcji: za pechowe uchodzi, gdy nabywca płaci "okrągłą" sumę. I stąd M., po wszystkim, oddał mu grosik, żeby równo nie było...

Ale w gruncie rzeczy - o tym już pisałem..?

Teoretycznie całkiem byłoby możliwym, żeby ten handlarz poczekał na otwarcie "oficjalnego" targu i próbował upłynniać hurtem kupione prosięta w detalu. Aczkolwiek - nie sądzę. Raz, że gdyby tak się trafiało, to przecież chłopi nie durnie, sami by do tej 4.00 poczekali i drożej posprzedawali. Dwa, że chyba jednak zbyt wielu klientów na tak małe prosięta "w detalu" to nie ma.

Raczej już - działa ów handlarz jako pośrednik, skupujący "materiał hodowlany" dla większych hodowli, które je potem tuczą i normalnie, na skup do zakładów mięsnych odstawiają...

Tak czy inaczej - jest to jednak szaleństwo..!

To nie można by tego samego zrobić o 8.00 rano - że zacytuję bodaj Konieczkę z "Włatców móch"?


Gdyby nie koćkodany nasze, a zwłaszcza ten czarno - biały, w głębi, to bym się chyba nawet i wyspał tej nocy jak należy. Bo dla mnie, cała ta operacja trwała dokładnie dwie godziny. O 1.30 odezwał się budzik w telefonie - a o 3.30 już znowu przykładałem głowę do poduszki (no, ale dokarmić trzeba było, dopieścić, ululać do snu...).

8 komentarzy:

  1. U Cyganów targowanie się trwa krócej, ale z pewnością jest znacznie bardziej intensywne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dlaczego nie kupisz sobie na takim targu prosiaka - skarmiłbyś go resztkami, czy np. tymi dyniami, które ci rosną

    prosiaka można trzymać w budce, a'la buda dla psa, Grecy tak czasem trzymają skarmianego prosiaka na długiej uwięzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy jeszcze bardzo daleko od opanowania "produkcji roślinnej". Wdawanie się w tej sytuacji w jakąś "produkcję zwierzęcą"..? Nie wygląda mi to na dobry pomysł...

      Usuń
    2. A jak wygląda ubicie obecnie? Ubój gospodarski jest bodajże obecnie nielegalny (choć oczywiście czego oczy nie widzą...- ale wtedy radzę się nie chwalić na blogu); ile by wzięli w rzeźni za taką usługę?

      Usuń
    3. Ubić można na własne potrzeby. Trzeba tylko znaleźć rzeźnika/ujbojnika z papierami który by to zrobił lub poparł swoimi papierami bodajże w Agencji Rolnej. Mowa oczywiście o trzodzie zarejestrowanej i zakolczykowanej...

      Usuń
    4. Dziadkowie jakos sobie za okupacji radzili (m.in.: sprzedajac wedliny pochodzace z uboju i bimber Niemcom). Ale za tamtej okupacji bylo o wiele mniej zakazow (i podsluchow ;) .

      Usuń
    5. W Wielkiej Brytanii jest zakaz karmienia świn "ludzkim" jedzeniem, nawet chlebem. Ubić sobie można, ale kiełbasą z własnego świniaka nawet sąsiada nie wolno poczęstować, bo za to jest więzienie.
      Znajomy rolnik wyrabia i sprzedaje kiełbasy w szarej strefie, po cichutku.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...