czwartek, 18 lipca 2013

Pomona

Ogrodzenie Wielkiego Padoku jest praktycznie gotowe. Została do zrobienia tylko jedna większa rzecz: zdjąć taśmę, którą wiosną wygrodziłem Leśny Padoczek - i przymierzyć się do przegrodzenia Wielkiego Padoku na pół.

Robimy tak zawsze na pierwszy miesiąc do sześciu tygodniu wypasu tamże. Dzięki temu nawet we wrześniu konie będą miały świeżą trawę. Problem polega tylko na tym, że nie jestem pewien, czy tej taśmy z Leśnego Padoczku starczy. Zdaje się, że było jej wszystkiego 200 metrów. Wielki Padok ma jakieś 350 metrów szerokości...

No cóż: jutro o tej porze będę to już, mam nadzieję, wiedział. Jak nie da się inaczej, zawsze można rozgrodzić kawałek tylnej części pastwiska i użyć tak odzyskanej taśmy do dosztukowania tego, co będzie brakowało.

Poza tą jedną "większą" rzeczą, zostały same drobiazgi: jeszcze parę opadłych beleczek trzeba podwiesić, może gdzieniegdzie przeciągnąć dodatkową linkę (zostawiłem to na koniec nie wiedząc, czy mi sizalu starczy...), choć na ogół - powinno wystarczyć tych, które przez zimę ocalały.

Trzeba też zrobić na nowo bramę wejściową i przeciągnąć nowe sznurki między palikami przepędu. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby do tego użyć zdemontowanych niedawno, starych belek z Pierwszego Padoku..? Się zobaczy...

Umówiłem się też z Panią Doktor, jutro powinniśmy mieć odrobaczonko. W niedzielę, lub najdalej w poniedziałek - stado pójdzie wreszcie na nowe miejsce...

Trochę, przyznam, zmachałem się dzisiaj! Tym bardziej, że niemożebnie duszno i gorąco. Jak przed burzą.

Już po wszystkim zabawiłem się w doktora Mengele i dokonałem selekcji darów Pomony, te spośród nich, których nie jestem w stanie spożywać na bieżąco, a nie wygląda, aby mogły dotrwać do powrotu Lepszej Połowy w sobotę - zbierając w kupkę:


i odwożąc M. A właściwie - jego żonie. Ucieszyła się. I postawiła kawę. Z ciastem. Pierwszy raz, odkąd pamiętam - nie dałem rady opróżnić talerzyka...

No cóż - trzeba się najpierw nawodnić. Co właśnie czynię. Została mi jeszcze kanapka od śniadania, też nie mam na nią na razie ochoty.

Za to, jak już cykałem dary Pomony, to zrobiłem też zdjątko naszego najostatniej nastawionego baniaka. Z winem z żyta:


Nie bardzo to widać na zdjęciu, ale nastaw jest mętny nie dlatego, że coś się z czymś wymieszało - tylko dlatego, że tak gęsto idą do góry bąbelki gazu!

3 komentarze:

  1. Ciekaw jestem efektow. Bo choc juz fermentowane i destylowane napoje z zytka pilem, to nie bylo to raczej wino... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekty powinny być za 5 - 6 tygodni...

      Usuń
    2. Sadzac po wczesniejszych Panskich wpisach na tematy napojow rozweselajacych, mozemy spodziewac sie interesujacego sprawozdania w odpowiednim czasie...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...