wtorek, 23 lipca 2013

O rządzie i nierządzie...

Wypieliłem do południa wielki kawał ogródka. Jeszcze ze dwa dni, a skończę - i będę mógł się zająć rżnięciem drewna na zimę. Leżałbym teraz plackiem na podłodze, bo plecy bolą, ale nieopatrznie wypiłem kawę sądząc, że będę jechał do majstra wymieniać przewód chłodniczy (podczas jazdy do Warszawy po Lepszą Połowę przewód, poprzednio zacerowany wziął i całkiem się rozpadł...).

Nic z tego - dzisiaj. No i zostałem z tą kawą jak nie przymierzając, Himilsbach z angielskim (nie będę tej anegdoty powtarzał, łatwo ją sobie wygooglać...). Co by tu zatem napisać..?

Trochę w nawiązaniu do niedawnego wpisu o "de-konstrukcji" rzeczywistości, a trochę - pamiętając dawne nasze dyskusje o elitach - proponowałbym ciutek pofilozofować o strukturze władzy w naszym współczesnym społeczeństwie.

Ludzie dzielą się na obdarzonych zdolnościami twórczymi (wszystko jedno jakimi! Może to być geniusz muzyczny - a może być: geniusz zbrodni lub oszustwa...) i pozbawionych tych zdolności (jak ogromna większość populacji...). Oczywiście - nie jest to podział dyskretny, tylko pewne continuum - tyle, że continuum, na którym zbiór ludzi tworzących całość naszej populacji rozłożony jest nader nierówno: bardzo wielu znajduje się w pobliżu bieguna "brak zdolności twórczych" - a tylko nieliczni - po przeciwnej stronie skali.

Ludzie dzielą się też na pracowitych i leniwych. Z takimi samymi zastrzeżeniami jak powyżej: bo i ten podział nie jest wcale dyskretny i również w tym przypadku - o wiele więcej jest "bardziej leniwych" niż "bardziej pracowitych".

Te dwa podziały są, w granicach rozsądnego błędu - niezależne od siebie. Mogą być zatem zarówno ludzie twórczy i pracowici (taki osobnik przy władzy to prawdziwa katastrofa..! Na szczęście - rzadko się tacy trafiają...), jak i twórczy i leniwi (to już o wiele lepiej - acz, z pewnymi zastrzeżeniami, o czym niżej...), oraz nie-twórczy i pracowici (ci są prawdziwym fundamentem, opoką każdego ludzkiego społeczeństwa..! Niestety - ich też nie jest zbyt wielu...) i nie-twórczy i leniwi (i to jest większość populacji...).

Zdolności twórcze wiążą się za to - niestety - niemal z reguły z niejaką asertywnością i umiejętnością wyzwalania się z panujących konwencji. Przynajmniej - w tej dziedzinie, w której funkcjonują! Może być tedy kompozytor nieśmiały wobec kobiet i sztywno przestrzegający społecznych konwenansów - ale trudno sobie wyobrazić genialnego muzyka, który by zarazem niewolniczo kopiował zastane wzorce w muzyce, niczego nowego od siebie nie dodając (bo nie byłby geniuszem, nieprawdaż..?).

Dla homeostazy naszego gatunku tak naprawdę ważna jest trwałość, ciągłość, kontynuacja.

Dlaczego tak twierdzę i dlaczego jestem tego twierdzenia więcej niż pewien..?

Ano dlatego, że twórczy geniusz jest anarchiczny. Nowe pomysły i nowe idee mogą być równie dobrze rozwijające, zbawienne i przydatne - jak i kompletnie od pały lub wręcz - straszliwe zgoła rodzące konsekwencje..!

To, że ludzie twórczy jakoś tam "popychają do przodu" na przykład technologię, której używamy - to w żadnym razie NIE JEST zasługa ich genialności..! Wręcz przeciwnie: o tym, że byli w swej twórczości genialni dowiadujemy się z zasady post factum, dzięki temu, że zaproponowany pomysł przyjął się i przyniósł korzyści.

Na starcie nie sposób odróżnić pomysłu genialnego od pomysłu szalonego i niepraktycznego - im bardziej jakiś pomysł jest genialny, tym bardziej wątpliwa jest jego przydatność i praktyczność..!

Postęp technologiczny istnieje dzięki prawu wielkiej liczby: wśród ogromnego mnóstwa nowych idei, siłą rzeczy, co jakiś czas trafiają się takie, które faktycznie mogą się na coś przydać. Jest to jednak tylko niewielki procent wszystkich jakoś testowanych pomysłów.

Problem polega na tym, że Państwo - Moi Wierni Czytelnicy - na ogół prostodusznie i naiwnie pomijacie ten jakże istotny, statystyczny aspekt Postępu. Choćby dlatego, że o ideach nietrafionych, nieudanych, takich, które nie zdały egzaminu - mało kto pamięta. Mimo, że TAKICH WŁAŚNIE było w dziejach stokroć więcej niż tych hołubionych i pamiętanych..!

Ogólnie rzecz biorąc, dla ludzi prawdziwie twórczych wystarczającą nagrodą jest samo to, że mogą sobie tworzyć. Dodatkowe gratyfikacje im się w żadnym razie nie należą - przynajmniej dopóty, dopóki ich twórcze pomysły nie sprawdzą się w praktyce (nagroda jest NIE za "twórczość", tylko za sukces..! Zresztą, w myśl biblijnej zasady: kto ma, temu zostanie dodane - a kto nie ma, temu zostanie odebrane nawet i to, co ma...) - a to dlatego, że dla prawdziwie twórczego umysłu tworzenie jest rodzajem wewnętrznego przymusu. Niby dlaczego rozładowywanie wewnętrznego przymusu miałoby rodzić po stronie społeczeństwa jakiś dług wdzięczności..?

Twórca tworzy nie dla innych, lecz dla siebie - i to mu z zasady wystarcza.

Jak widzicie - konstrukcja "praw autorskich", tak absolutyzowanych zwłaszcza w USA - NIC nie ma wspólnego z dążeniem do powiększania ludzkiej twórczości. Bardzo wiele natomiast ma wspólnego z chytrym lenistwem spadkobierców, agentów, wydawców, właścicieli firm zastrzegających patenty, itp. - nie twórców, tylko ludzi na ogół absolutnie pozbawionych jakichkolwiek zdolności, ale za to, z całą pewnością - leniwych co się zowie..!

Wiele ma to też wspólnego ze wspomnianą już Państwa ignorancją w przedmiocie prawdziwej natury tzw. "postępu". Skoro na ogół błędnie zakładacie, że jest to trend liniowy, a nie rodzaj gry losowej - to odczuwacie przesadnie nabożny stosunek do różnej maści twórców, badaczy, naukowców tak, jakby byli oni jakimiś nadludźmi którym, za sam fakt podejmowania takiej, a nie innej działalności - już się coś od Was należy.

Ta sama ignorancja co do prawdziwej natury "postępu technicznego" stoi za absurdalnym szaleństwem "merytokracji" - nad którą już się kiedyś pastwiłem.

Dowiedziono naukowo, że stado małp przypadkowo naciskających klawisze przewiduje wartość kursów na giełdzie tak samo trafnie jak najlepsi ekonomiści. Skoro tak - dlaczego zatrudnia się w ministerstwach i agendach rządowych ekonomistów, a nie małpy..?

Małpy byłyby o wiele tańsze..! Żeby skorumpować małpę, starczy dać jej banana. Pojęcie macie, ile biorą "w łapę" zatrudniani przez rząd ekonomiści..?!!

Tak więc, prawdziwą ostoją społeczeństwa i gwarantem przetrwania naszego gatunku, są przede wszystkim ludzie nie-twórczy, ale za to: pracowici.

Wielkość ustroju, który przynajmniej w Europie panował do roku 1789 polegała WŁAŚNIE NA TYM, że taka postawa życiowa była (na ogół!) dodatnio wartościowana przez panującą wówczas ideologię. Przez co, być może, siłą perswazji, przykładu i przyzwyczajenia - także część (o wiele liczniejszych) nie-twórczych leni też zachowywała się jak ludzie z natury pracowici..?

Twórczy pracuś przy władzy to największe nieszczęście, jakie tylko może spotkać ludzkie społeczeństwo.

Genialność NIC NIE MA WSPÓLNEGO z trafnością przewidywań, zdrowym rozsądkiem, umiarem i zdolnością do krytycznej analizy własnych pomysłów. Wiele za to z monomanią, utopią, anarchią i najdzikszą tyranią nieludzkiej logiki. Jeśli do tego dochodzi jeszcze naturalna, wrodzona pracowitość - nieszczęścia już na pewno uniknąć się nie da! I tylko opiece Opatrzności winien się wówczas polecać nieszczęsny lud...

Twórczy leń ustawi sobie cały mechanizm sprawowania władzy tak, żeby wyciągnąć z tego jak najwięcej korzyści i przyjemności, a jak najmniej się napracować. Nie zawsze jest to przyjemne dla biegających jak chomiki w klatce poddanych - ale, przynajmniej, nie mamy co tydzień rewolucji, a co dwa dni nowego kodeksu praw. Jest czas się przyzwyczaić..!

Władca nie-twórczy i pracowity MOŻE być dla swojego ludu błogosławieństwem, o ile został w młodości właściwie, tj. w ściśle konserwatywnym kierunku "zaprogramowany" - wówczas nie doda niczego nowego od siebie, a swoje obowiązki będzie spełniał ze wzorową pracowitością.

Jest to nudne, tacy władcy często kończą pod gilotyną lub katowskim mieczem (brak elastyczności w połączeniu z przyzwoitością nie pozwala im ani ustąpić przed znudzonym ich cnotą ludem, ani wziąć go za twarz jak należy...) - ale za to potem bywają żałowani i kochani, jak po ich trupie dorwie się do władzy jakiś pracowity geniusz zbrodni (jak Robespierre czy Napoleon...).

Generalnie jednak, władza stworzona jest wręcz dla ludzi leniwych. Gdzie indziej, niż sprawując władzę, można mieć komfortowe życie, opływać w dostatki, szybkie kobiety i piękne konie (lub samochody) - niczego tak naprawdę od siebie nie dając..?

Że zaś ludzi z natury leniwych jest ogromna większość - mamy stąd pewność, że ZAWSZE będzie istniała jakaś władza: większość populacji niechętnie bowiem odnosi się zarówno do smutnej konieczności własnoręcznego zarabiania na chleb codzienny, jak i do perspektywy braku szans na słodką synekurę, którą tylko rządowa biurokracja zapewnić może...

Dobrze by tylko było, gdyby rząd umiał zachować jakiś zdrowy dystans do samego siebie. Gdy tego nie robi - nieuchronnie popada w śmieszność. Jak Jewrosojuz dzisiaj, gdy popularne portale podały wiadomość, iż od przyszłego roku do "PKB" (bardzo ważnej, choć czysto abstrakcyjnej liczby - definiuje ona bowiem teoretyczną zdolność rządu do zadłużania się...) wliczane będą szacunkowe przychody z nierządu i handlu narkotykami...

w sumie to chciałem dać jakąś niegrzeczną panią dla ilustracji (i podniesienia czytelnictwa), ale... to jest lepsze..!

Coś takiego mógł wymyślić tylko bardzo pracowity geniusz..!

19 komentarzy:

  1. Czyli będąc u władzy narobiłby Pan samych głupot? Nie sądzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie będę u władzy, więc raczej tego nie sprawdzimy.

      Najogólniej rzecz biorąc jednak - mam dokładnie takie same szanse robić głupoty jak przeciętny szympans - i takie same, jak sam Machiavelli. To tylko kwestia statystyki..!

      Usuń
  2. a ja jak najbardziej widziałbym się u jakiejś władzy, choćby lokalnej

    OdpowiedzUsuń
  3. Poniewaz nie bardzo mam czas na dyskusje to powiem tylko ze blednie Pan zaklada ze my mamy takie a nie inne wyobrazenia na temat postepu.Nie zakladamy ze postep jest liniowy,nie zapominamy iz jest to rodzaj "gry losowej" a nawet "o zgrozo" rozumiemy dlaczego prawa autorskie sa skonstruowane tak a nie inaczej.Dosc czesto popelnia Pan pewien blad polegajacy na zakladaniu iz kazdy kto ma inna opinie niz pan na jakis temat jest koniecznie debilem-coz bywaja pewnie i takie przypadki ale nie sadze aby takie zalozenie bylo sluszne na wieksza skale.Nie pisze tego zreszta dlatego ze sie jakos obrazam bo akurat dosc gruboskorny jestem tylko aby przypomniec ze takie zalozenie(o debilizmie adwersarzy)jest raczej...niekonstruktywne.Czasami warto spojrzec na sprawe z innego punktu widzenia nawet jesli ow inny punkt widzenia zdaje sie na pierwszy rzut oka debilny(czasem zreszta okazuje sie debilny i na koncu ale NIE ZAWSZE tak jest).

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "My" - czyli kto..? No chyba, Panie Piotrze, że Pan już w liczbie mnogiej występuje..?

      Usuń
  4. Postęp techniczny, podobnie jak ewolucja biologiczna nie jest dziełem przypadku, choć przypadek odgrywa w nim pewną rolę. Ale do tego dochodzi kumulacja wiedzy i selekcja. O postępie technicznym też można powiedzieć, że rządzi nim ślepy zegarmistrz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna kumulacja wiedzy w zakresie budowy żaglowców NIC NIE MOGŁA POMÓC w zbudowaniu statku o napędzie parowym. Ten wynalazek przyszedł "z zupełnie innej bajki" - jeśli ktokolwiek wcześniej zajmował się parą, to co najwyżej - kucharze!

      Żeby mogła zadziałać jakaś selekcja, potrzebny jest losowy generator różnorodności. W ewolucji biologicznej takim generatorem jest błąd w przekazie kodu - mutacja. Chyba, że Pan/Pani ze szkoły Łysenki jest..?

      Natomiast w tzw. "postępie technologicznym", generatorem różnorodności są przypadkowe szajby natchnionych wynalazców.

      Owszem - szczegółowe opracowania i wersje rozwojowe tworzy się już niemal automatyczne, gdy tylko tzw. "mainstream" przekona się, że pomysł pioniera jest dobry (choć i tu błędami i nieudanymi konstrukcjami można by wszystkie muzea świata wypełnić...).

      Już nie chcę pisać, co jest generatorem różnorodności w przypadku tzw. "postępu społecznego" - no, ale to jest tak mętne zjawisko, że w gruncie rzeczy nie wiadomo nawet, czy działa tu jakaś selekcja - inna niż TAKŻE losowa...

      Usuń
  5. >>Żadna kumulacja wiedzy w zakresie budowy żaglowców NIC NIE MOGŁA POMÓC w zbudowaniu statku o napędzie parowym. Ten wynalazek przyszedł "z zupełnie innej bajki" - jeśli ktokolwiek wcześniej zajmował się parą, to co najwyżej - kucharze!

    Myli się Pan : ) Napęd parowy to tylko jeden z elementów statku parowego. Wykorzystano całą wiedzę dotyczącą budowy kadłuba, materiałów, wyposażenia etc. Nawet jeśli pewne elementy były zupełnie różne, to wiedziano CZEGO NIE ROBIĆ. A wiedziano to, ponieważ skorzystano z wiedzy skumulowanej przez tysiąclecia. Tak powataje większość wynalazków. Do czegoś znanego dodaje sie nowy element. Np. silnik spalinowy do wozu. Statków parowych nie zbudowali jednak kucharze.

    >> Żeby mogła zadziałać jakaś selekcja, potrzebny jest losowy generator różnorodności. W ewolucji biologicznej takim generatorem jest błąd w przekazie kodu - mutacja. Chyba, że Pan/Pani ze szkoły Łysenki jest..?

    Ja, proszę Pana, w ogóle nie wierze w ewolucję w wydaniu darwinowskim (łysenkowskim też, doceniam sarkazm) ale trochę znam tę teorię w odróżnieniu od wielu jej krytyków. Generatorem różnorodności w technice są po prostu różne wynalazki (czyli - wynalazcy) a potem różne warianty tych wynalazków. Można je potraktować jako mutacje, z czego, podobnie jak u neodarwinistów, tylko niewielka część jest korzystna. Vide - wielopłaty w początkowej fazie rozwoju lotnictwa.

    Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałbym, że zbyt Pan zawęża. Tak naprawdę, to "losowym szumem", z którego proces selekcji odsiewa rozwiązania przydatne nie jest wcale "zbiór wynalazków" - tylko o wiele większy zbiór "pomysłów na wynalazki".

      Spośród których znakomita część nie daje się wprowadzić w życie żadnym sposobem...

      I to Pan się myli jak chodzi o napęd parowy. Istotą pomysłu było zainstalowanie maszyny parowej na statku. Oczywiście - zainstalowano ją na TAKIM statku, jaki akurat był pod ręką - bynajmniej nie projektując go od początku.

      W rzeczy samej jednak, NIC w ewolucji statków żaglowych nie przygotowywało ich na pojawienie się nowego rodzaju napędu. To była rewolucja! Która, w dalszych swoich konsekwencjach, spowodowała zresztą - konieczność przekonstruowania także i całej reszty (rezygnacja z masztów, stopniowe odejście od drewna jako materiału budowlanego, zmiana konstrukcji steru itp., itd.).

      Usuń
  6. Zgadzam się, że postęp pchają GŁÓWNIE ludzie pracowici i wyobraźni pozbawieni. Ale ktoś musi dać temu postępowi początek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może robić stado szympansów losowo naciskających klawisze...

      Usuń
    2. Naciskanie klawiszy NIE jest twórczością.

      Usuń
    3. Jeśli tak piszesz, to znaczy, że nic z tej notki nie zrozumiałaś...

      Usuń
    4. Nie można porównywać analityka na giełdzie z twórcą, wynalazcą.

      Usuń
    5. Ależ można, skoro właśnie to robię..!

      W istocie zautomatyzowanie tzw. "pracy twórczej" jest - teoretycznie - łatwiejsze niż robotyzacja całej masy procesów manualnych.

      Potrzebny jest układ złożony z dwóch elementów: losowego generatora "szumów" i selektora, który spośród tak tworzonych "idei" - wybiera te sensowne.

      Cała trudność polega na skonstruowaniu owego "selektora". Bo "generatorem szumów" może być cokolwiek - z kupą łajna włącznie, jeśli tylko zapragniemy przetłumaczyć chaos cieplny, jaki w niej panuje, na elementy kodu binarnego.

      W dotychczasowej historii tzw. "postępu" - ludzie twórczy działali jak taki właśnie "losowy generator szumów". Selektorem zaś była Natura, która albo błogosławiła ich pomysły powodzeniem - albo skazywała na śmierć głodową lub zamknięcie w psychiatryku, gdy nie działały.

      Do pewnego stopnia można modelować takie procesy (np. ewolucyjne) - dawało się to zresztą robić już i pół wieku temu. Zdaje się, że zmiany radykalne będą możliwe gdy jeszcze trochę wzrośnie szybkość dostępnych procesorów - np. po wdrożeniu komputera kwantowego...

      Usuń
    6. "Ależ można, skoro właśnie to robię..!"

      Najgłupszy tekst, jaki kiedykolwiek napisałeś.


      "Potrzebny jest układ złożony z dwóch elementów: losowego generatora "szumów" i selektora, który spośród tak tworzonych "idei" - wybiera te sensowne."

      Twórczość to NIE szum.

      Usuń
    7. W dalszym ciągu nic nie rozumiesz...

      No nic - i tak planowałem wytłumaczyć to detalicznie...

      Usuń
  7. Nie mozna sie z Szacownym Autorem nie zgodzic, ze najlepszy typ wladcy w monarchii (i nie tylko), to leniwiec z dobrym instynktem zachowawczym (w sytuacji kiedy panstwo ma stabilne granice i stabilny system spoleczno-gospodarczy)!

    Nie bez kozery ukuto przyszlowie, ze: "lepsze jest wrogiem dobrego".

    Wydaje sie, ze mozemy miec tu do czynienia z pewnego rodzaju sprzecznoscia (lub niesciloscia) pomiedzy prezentowana przez Szanownego Autora oczywista doktryna niedzialania w polityce a kwestia uzyskiwania przewagi strategicznej przez sasiednie panstwa (ktore przeciez nieustannie ze soba konkuruja). Przeciez praktyczne wykorzystanie efektow tworczego szalu wybitnej jednostki pomagaly wygrac nie jedna kampanie wojenna (chocby wykorzystanie konserw w zaopatrzeniu armii, czy wynalezienie prochu strzelniczego lub szerokie zastosowanie odkryc Nobla).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie z tym wykorzystaniem wynalazków na polu bitwy było.

      Ogólnie jednak, skoro jest to proces losowy, to w zasadzie - cóż tu innego robić niż... losować..? To znaczy - oczywiście - zatrudniać uczonych (byle nie ekonomistów, ci są do niczego nieprzydatni...) - i liczyć na to, że wpadną na coś nim nas sąsiad zje...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...