piątek, 5 lipca 2013

Niemiecki pomysł na Europę

Jakoś ostatnio dyskutowaliśmy z Lepszą Połową o procesach narodowotwórczych w Europie Środkowej. Również z perspektywy litewskiej – co akurat, nie jest może dla głównego toku rozważań najważniejsze.

Obecny kształt Europy Środkowej, a nawet, samo to pojęcie, to oczywiście pomysł przede wszystkim niemiecki (z istotnymi modyfikacjami rosyjskimi – o których już kiedyś pisałem osobno).

Z grubsza rzecz biorąc idzie o to, aby każdy na każdego warczył i szczerzył kły, szukając ochrony przed bezpośrednimi sąsiadami w jednym z Wysokich Protektorów: w Niemczech (głównie), albo w Rosji (obecnie – jednak rzadziej…).

Jewrosojuz bynajmniej tej strategii nie unieważnia – zauważcie, że sama „redystrybucyjna“ konstrukcja tej organizacji, gdzie najpierw zabiera się lwią część dyspozycyjnych zasobów, a potem je „w centrali“ rozdziela między aplikujące o to „prowincje“, tylko wzmacnia ten mechanizm – nawet, jeśli minęły już czasy, gdy po ulicach Warszawy krążyły demonstracje z transparentami „wodzu, prowadź na Kowno“.

Teraz nienawidzieć sąsiada jest z jednej strony trudniej (bo jakby „nie wypada“: idzie to w każdym razie pod prąd obowiązującej nowomowie…) – ale z drugiej strony, czyli w praktyce, dużo łatwiej. Już nie trzeba się zbroić, granicy zamykać, od ust sobie odejmować, żeby zamiast masła kupować armaty. Teraz można odjąć od ust od razu sąsiadowi – podpier..lając, to jest, przepraszam, oczywiście – denuncjując go w Brukseli.

Co jest aż nadto łatwe. Biorąc pod uwagę naturalne, ludzkie słabości zmontowanie „operacji wywiadowczej“, w wyniku której obnażona zostanie (oczywista przecież…) niekompetencja i/lub złodziejstwo GDDKiA, przez co wielomiliardowe środki „wrócą do centrali“, na szkodę nielubianego sąsiada – to zadanie w sam raz na miarę służb specjalnych, bo ja wiem..? Słowacji?

W gruncie rzeczy, coś takiego mógłby zrobić, służb państwowych, a tym bardziej specjalnych nie angażując – przywódca dowolnego ugrupowania w państwie ościennym – partyjnej kasy wcale przy tym nie nadwyrężając… Sądzicie, że tak się NIE dzieje..? Nie wiem. Być może, nie jest to nawet potrzebne – bo Polacy (Słowacy, Litwini, Czesi…) sami się na wyścigi przed Brukselą podpier…lają, to jest, przepraszam, oczywiście – denuncjują.

Skądinąd jednak, kolejne afery, a to z czeską wódką, a to z polską solą czy mięsem (ostatnio – bardzo intensywnie rozdmuchiwana przez TVN „afera weterynaryjna“…) – wglądają jak wyglądają – wnioski każdy może sobie wyciągnąć sam.

Nawet jeśli sąsiedzi nasi czyści są w każdym z tych wypadków jak ta lelija – nie zmienia to faktu, że są konkurentami do jewrosojuznego cycka, a miejsce konfrontacji militarnej zajęły (na razie!) typowo szkolne zabawy w rodzaju kopania się po kostkach, ciągania za warkoczyk i wzajemnego donoszenia do Pana Nauczyciela. Czy raczej, co by bliżej realiów pozostać – do Pani Nauczycielki, Anieli Naszej…

Jeśli coś wygląda jak słoń, śmierdzi jak słoń i zachowuje się  jak słoń – zapewne jest słoniem.

Jeśli zatem nasza pozycja w Jewrosojuzie wygląda jak nasza pozycja w Mitteleuropie wzór 1915, jeśli tym samym cuchnie i takie same daje objawy – to najpewniej jest to po prostu – kolejna, rozwojowa wersja, tego samego wzoru…

Fryderyk Naumann, twórca projektu "Mitteleuropy"

Zaraz, zaraz – powiecie – ale przecież dopiero co „broniłem“ Niemców“, „prostowałem im historię“ – a tu nagle taka wolta..?

Nie, proszę Państwa. Ja nie Niemcom „prostowałem historię“ – tylko Wam, Waszą – niebezpieczną – ignorancję.

Jeśli piszę „Mitteleuropa wzór 1915“ – to nie bez powodu tak właśnie piszę!

Przystępując do I wojny światowej (o czym obszerne ongiś rozważania wiodłem – można je znaleźć tutaj…), Niemcy, jak przystało na naród romantyków, kierujących się „Ideologią Czynu“ – nie za bardzo wiedzieli, po co to robią i czego oczekują w efekcie.

O ile zatem wrogość między nacjonalizmem niemieckim a Polską datuje się na rok 1848 – to początek projektu „Mitteleuropa“ datowałbym na rok 1915. No – może rok wcześniej. Ale dopiero w 1915 projekt ten się ujawnił, więc przy tej dacie pozostanę.

NIE MA DOWODÓW na istnienie koherentnego i kompletnego projektu „Mitteleuropy“ wcześniej. Choć chętnie się zgodzę, że przede wszystkim Austriacy – zrobili bardzo wiele, aby wymyślenie tego projektu stało się krokiem naturalnym – co najmniej od 1848 roku konsekwentnie popierając w Galicji „ukraińskość“, a nawet wręcz – stwarzając taki byt jak „naród ukraiński“ (o tym bardziej szczegółowo będzie niżej).

Jeśli Niemcy działali na tej niwie wcześniej, to raczej – jak zauważyła Lepsza Połowa skądinąd – za pośrednictwem ruchów socjaldemokratycznych. Dla których podminowanie Imperium Rosyjskiego poprzez odwołanie się do sentymentów etnicznych (robotników żydowskich mówiących na co dzień w jidisz, robotników polskich mówiących na co dzień po polsku, itd., itp.) stało się stałą strategią działania gdzieś tak na przełomie lat 70 i 80 XIX wieku.

Inna rzecz, że jeśli nawet socjaldemokracja już wtedy była infiltrowana przez służby niemieckie (podobnie jak przez rosyjskie…) – to raczej nie było mowy o takim jej wykorzystaniu, jak potem, podczas wojny światowej. Na tym polu zasługa pionierstwa przysługuje Japończykom – ówczesny pułkownik (potem generał) Akashi Motojiro wydał od 1902 do 1905 roku okrągły milion przedinflacyjnych jenów na pobudzanie ruchu rewolucyjnego wśród Polaków, Żydów, Azerów, Ormian, Gruzinów, ludów północnego Kaukazu, Ukraińców, Litwinów, Łotyszy, Finów – i Bóg raczy jeszcze wiedzieć kogo…

Generał Akashi Motojiro jako gubernator Tajwanu. Jest rzeczą symptomatyczną, że jego europejskie doświadczenie uznano za predestynujące go na kolonialne stanowisko...

Tak więc schemat jest następujący – od 1848 roku pojawiały się różne inicjatywy, by tak rzec „lokalne“: austriacka polityka „budowania narodu ukraińskiego“ w Galicji, pruskie prowokacje w Polsce, zmierzające do „uwiązania“ Rosji nad Wisłą i scementowania prusko – rosyjskiego sojuszu (gdyby nie powstanie styczniowe, Bismarck w życiu by nie zjednoczył Niemiec!) – nie było jednak „planu“, czy też „projektu“.

Wręcz przeciwnie: aż do 1914 roku WŁĄCZNIE, Niemcom w żadnym razie nie zależało na jakichś nabytkach w Europie Środkowej, ponieważ wydawało im się, że takie nabytki mogą tylko powiększyć ICH WŁASNE problemy z Polakami – za to, zależało im na „sterowaniu“ Rosją przy pomocy m.in. „zagrożenia polskiego“ (stąd też dbali o to, aby owo „zagrożenie“, nie przyjmując zbyt wielkich i przez to niebezpiecznych rozmiarów, mimo to nigdy całkiem nie wygasło…) – i, oczywiście, nie mieli nic przeciwko temu, aby podobnych „zagrożeń“, przykuwających uwagę Rosjan a to do północnego Kaukazu, a to do wybrzeży Zatoki Fińskiej – było więcej…

Zauważcie, że w roku 1866, po zwycięskiej wojnie z Austrią (wojnie, która była możliwa TYLKO DZIĘKI TEMU, że trzy lata wcześniej w Kongresówce zaczęła się niepoważna i antypolska ruchawka, która zmusiła rząd carski do porzucenia rysującego się już wówczas porozumienia z Francją i powrotu do „rosyjsko – pruskiego braterstwa broni“…), Bismarck storpedował projekty pruskich wojskowych, którym marzyły się jakieś aneksje kosztem pokonanego – ponieważ widział w państwie Habsburgów przyszłego sojusznika i ponieważ NIE CHCIAŁ wypuszczać z butelki „dżina nacjonalizmu“, do czego niechybnie by doszło, gdyby wielonarodowa monarchia naddunajska miała przechodzić jeszcze gorszy wstrząs niż przeszła!

Coś na kształt projektu „proto-Mitteleuropy“ zaczęli po roku 1890 przygotowywać Japończycy – pisałem ongiś o konnej wyprawie (ówczesnego) majora Fukushimy Yasumasy przez całą Rosję. Ich cele były jednak czysto „destrukcyjne“ – bo chodziło im tylko o to, żeby zająć czymś Rosję i sprawić jej kłopoty, przez które nie będzie w stanie wykorzystać na Dalekim Wschodzie całego swojego potencjału.

Niewątpliwy sukces akcji japońskiej skłonił Niemców do usystematyzowania i rozwinięcia tej koncepcji. Dojrzały projekt „Mitteleuropa wzór 1915“ był już nie tylko pomysłem na to, jak osłabić czy pokonać Rosję – ale także na to, w jaki sposób rządzić potem przejętymi od niej obszarami: rządzić pośrednio, wykorzystując metodę „dziel i rządź“.

Jedna z upublicznionych, propagandowych wersji planu z 1915 roku

Ten sam pomysł, prawie w tym samym czasie chcieli zresztą wykorzystać przeciw Niemcom i Austriakom Rosjanie. Zaś skutek I wojny światowej, czyli przede wszystkim – likwidacja Austro – Węgier dały ten rezultat, że stała się „Mitteleuropa“ koncepcją „obrotową“, którą RÓWNIE DOBRZE mogą wykorzystywać Niemcy, jak Rosjanie.

Już od pewnego czasu tych rozważań widzę oczyma duszy błysk w oku u sporej części z Państwa. Tak jest – zaraz będzie o „Międzymorzu“, „poziomach identyfikacji narodowej“, a nawet o „cywilizacji polskiej“…

Powiem tak: piłsudczyznę i jej nowoczesne wcielenie w postaci „myśli i spuścizny“ xięcia Giedroycia mam za intelektualne dno, gdzie śladu trzeźwej myśli próżno by szukać – i nie wiem tylko, czy miałkość myślową tego pomysłu przypisywać typowej dla skażonych romantyczną „ideologią czynu“ słabych umysłów skłonności do „wishful thinking“ – czy wprost niemieckiej inspiracji, dla której koncepcja ta jest wprost idealnym „przykryciem“…

Oczywiście, prawdą jest, że w pierwszej połowie wieku XVI mógł wielki wódz, książę Ostrogski pisać o sobie, że jest „genthe Ruthenus, natione Polonus“ – że mogła być cała masa szlachty prawosławnej i mówiącej na co dzień po rusku, a zarazem przejawiającej żywiołowy patriotyzm polski.

Konstanty Iwanowicz, książę Ostrogski, hetman Wielkiego Księstwa Litewskiego

Cóż z tego jednak, Drodzy Państwo..?

Po pierwsze – procesy „narodowotwórcze“ zachodziły już i w okresie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nie ma najmniejszych podstaw przypuszczać, iż procesy te, niezależnie od ewentualnego np. braku rozbiorów – i tak by nie przyspieszyły po (nieuchronnym raczej – bo szansa na „inne rozwiązanie problemu włościańskiego“, jakkolwiek nie całkiem zerowa, była jednak – niezmiernie wręcz mała…) uwłaszczeniu chłopów gdzieś, najpóźniej, w drugiej połowie XIX wieku.

Nawet pomysł „Mitteleuropy“ mógł się w tym samym czasie pojawić – tyle, że byłby wówczas pomysłem po prostu „antypolskim“, a nie „antyrosyjskim“ czy „antyaustriackim“.

Oczywiście – konkretny przebieg tychże procesów „narodowotwórczych“ to już osobna kwestia. W rzeczy samej poskładanie takiego bytu jak „naród ukraiński“ z różnych „Rusinów“, „Łemków“, „Bojków“, „Karpatorusinów“ i stu innych odmian żywiołu „ruskiego“ – i jeszcze, ideologiczne „adoptowanie się“ przez tak powstały byt do tradycji Chmielnickiego – było przedsięwzięciem tak karkołomnym, że bez sporych nakładów i intensywnej pracy służb wiadomych – trudno sobie coś takiego wyobrazić, a jeszcze trudniej – uwierzyć w tegoż procesu „spontaniczność“.

Pierwotnie zresztą, to znaczy jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku, wyglądało na to, że podział „żywiołu ruskiego“ będzie przebiegał po liniach wyznaniowych – grekokatolicy się spolonizują, a prawosławni zrusyfikują. Prześladowania grekokatolików w zaborze rosyjskim w pierwszej połowie XIX wieku wyraźnie na to wskazywały – Rusini wyznający obrządek unicki, chcąc uniknąć przymusowej konwersji na prawosławie (lub ową przymusową konwersję po „dekrecie tolerancyjnym“ odrzucając) – przechodzili na katolicyzm i niemal automatycznie – zaczynali na co dzień mówić po polsku.

Nie sposób na 100% powiedzieć, co by było, gdyby – nie było rozbiorów. Tak czy inaczej jednak – obrządek unicki „latynizował się“ bardzo intensywnie w XVIII i XIX wieku, bez różnicy, czy działo się to jeszcze w Polsce, czy już – pod zaborami. Jak to się stało, że ci sami, „latynizujący się“ grekokatolicy, jednocześnie nagle ujrzeli duchowego protoplastę w Chmielnickim, zwalczającym swego czasu nie co innego, jak właśnie ich Kościół (i przysparzającym mu zdecydowaną większość męczenników) – jest zaiste jedną z większych zagadek dziejów..!

Tym niemniej – erozja owej „dwupoziomowej identyfikacji narodowej“ następowała już za I Rzeczypospolitej. Przybierając formę zwykłej polonizacji – czego wyrazem było choćby porzucenie przez szlachtę Wielkiego Księstwa Litewskiego języka ruskiego jako kancelaryjnego i przyjęcie, w roku 1697 języka polskiego.

Zresztą, już w 100 lat po śmierci wspomnianego wyżej księcia Ostrogskiego takich, którzy byliby jednocześnie mówiącymi na co dzień „po rusku“ prawosławnymi i gorącymi patriotami polskimi, prawie już nie było – ostał się jeno, z „Trylogii“ znany wojewoda Kisiel jako ten ostatni z ostatnich.

Adam Świętołdycz Kisiel, wojewoda kijowski i kasztelan czernihowski

Wygląda na to, że „dwupozioma identyfikacja narodowa“, czy też „identyfikacja cywilizacyjna“, jak chcieliby inni – TAK CZY INACZEJ ulegała erozji. Można nad tym płakać, jak to niektórzy pisarze historyczni czynią – ale cóż takie płacze zmienią..?

Wynikiem tej erozji TAK CZY INACZEJ byłoby ukształtowanie się na obszarze I Rzeczypospolitej narodów „nowoczesnych“ – z tą tylko różnicą, że bez rozbiorów, naród polski byłby zapewne liczebnie i terytorialnie o wiele większy niż się faktycznie ostał (już o to by zadbało modernizujące się państwo – jak wszędzie indziej w Europie…) – kto wie: może nawet dorównując pod tym względem Niemcom..?

Po drugie wreszcie i najważniejsze – żadne płacze i rozpamiętywania minionej chwały nie zmienią faktu, że takie „nowoczesne świadomości narodowe“ JUŻ POWSTAŁY – i NIE DA SIĘ TEGO COFNĄĆ. Pomijając już wszystko inne, „nowoczesna“ świadomość narodowa jest sentymentem bardziej prymitywnym, prostszym i mniej wymagającym od owej „świadomości dwupoziomowej“ – a, jak całkiem słusznie pod tym akurat względem twiedził Feliks Koneczny – w przypadku cywilizacyjnej mieszanki, wygrywa ta, która stawia ludziom mniejsze wymagania…

W tej sytuacji rojenia o „Międzymorzu“ wyglądają wręcz na dywersję – bo właśnie, podobnie jak konkurencja do jewrosojuznego cycka, wzmacniają tylko wzajemną podejrzliwość (Państwo chyba jesteście na tyle inteligentni, żeby zdać sobie sprawę, iż żadnego „Międzymorza“ POD POLSKIM PRZYWÓDZTWEM – nikt, ale to kompletnie nikt poza samymi Polakami – NIE CHCE..? Jest to idea, którą w życie dałoby się wcielić li i jedynie PRZEMOCĄ. A niezależnie od tego, czy uważamy użycie w tym celu przemocy za słuszne, czy niesłuszne - cóż nam po tym, skoro mocy dla owej przemocy - i tak nie mamy..?).

Niemiecki pomysł na Europę działa. Podobnie jak Volkswageny, autobany i cała masa innych niemieckich pomysłów. No cóż – „dobre pachołki, nie oddadzą prochów..!“

Jest tak naprawdę tylko jedna nadzieja na przyszłość. Jak już wspominałem, naród niemiecki jest przesiąknięty tą samą romantyczną „ideologią czynu“ co naród polski – bardzo wiele mitów i stereotypów dzielimy pospólnie, nawet tego nie wiedząc.

Kto wie – może ci romantyczni Niemcy RZECZYWIŚCIE UWIERZYLI – a jeśli nawet nie uwierzyli już teraz, to uwierzą w przyszłości (nic tak nie poraża umysłu jak własna propaganda..!) – w te całe bzdety o „pojednaniu“, „pokoju“, „tolerancji“, „globalnym oci(e)pleniu“ i inne takie..? Jeśli tak – to są już bezbronni, a cały ten Jewrosojuz wraz z Mitteleuropą – to trupy chodzące, które tylko z rozpędu jeszcze utrzymują kurs…

14 komentarzy:

  1. "Po drugie wreszcie i najważniejsze – żadne płacze i rozpamiętywania minionej chwały nie zmienią faktu, że takie „nowoczesne świadomości narodowe“ JUŻ POWSTAŁY – i NIE DA SIĘ TEGO COFNĄĆ."

    Da się cofnąć w przód - jakaś ukraińska czy litewska Gazeta Wyborcza mogłaby jeszcze z tych nowoczesnych narodów zrobić jeszcze nowocześniejsze, beztożsamościowe lemingi, tak jak się to u nas w znacznym stopniu stało.

    "Państwo chyba jesteście na tyle inteligentni, żeby zdać sobie sprawę, iż żadnego „Międzymorza“ POD POLSKIM PRZYWÓDZTWEM – nikt, ale to kompletnie nikt poza samymi Polakami – NIE CHCE..?"

    Nie kompletnie. Mogłaby chcieć pewna (znikoma, oczywiście)część Białorusinów, na podobnej zasadzie do tego przechodzenia unitów na katolicyzm rzymski: w charakterze alternatywy dla ZBiR i rusyfikacji (jakkolwiek głupio to słowo brzmi w odniesieniu do Rusinów). Oni nie za bardzo mają "nowoczesną narodowość" - znamienne, że na poglądowym planie Mitteleuropy żadnej Białorusi nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do braku Białorusi na planie, to akurat czysty przypadek. Były i wersje z Białorusią.

      Natomiast jak chodzi o pierwszą z podniesionych kwestii, czyli "przerabianie na lemingi" - to czego jak czego, ale tego właśnie JESTEM ABSOLUNIE PEWIEN: nie ma takiej możliwości..!

      To znaczy: NIE JEST MOŻLIWYM, iżby "przerabianie na lemingi" szło szybciej w kraju "kolonizowanym", niż w jego hipotetycznej "metropolii".

      Stąd zresztą wniosek, że Niemcy chyba jednak rzeczywiście są bardziej "lemingowaci" niż my - i że biada im z tego powodu..!

      Usuń
  2. "Jeśli nie uda się podnieść Wrogów Ojczyzny do godności znośnych Sąsiadów, to to wszystko na nic się nie zda!" Cytuję z pamięci - więc przepraszam za ewentualne przekręcenie czegoś. Norwid właśnie tak to widział.

    OdpowiedzUsuń
  3. a jak się ma wymyślenie przez niemieckich agentów tzw. narodowości litewskiej, w sensie wrogiej Polsce

    bo przez wieki obie części RP były dość zintegrowane, sam po części także jestem z litewskiej szlachty /od strony babek/ i jakoś nikt z nas nie czuł się Litwinem niechętnym Polsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega wchodzi na śliski grunt - i nie popisuje się przy tym bystrością.

      Wspólna nazwa myli. "Polska" z początku XVI wieku, to zupełnie co innego, niż "Polska" z końca wieku XIX.

      Ta pierwsza, to pojęcie polityczne i kulturowe, które etnicznie jest neutralne. Dlatego właśnie mógł być Ostrogski mówiącym po rusku prawosławnym - i patriotą polskim jednocześnie.

      Ta druga, to pojęcie etniczne, w sensie "nowoczesnym".

      Mówienie o "antypolskości" współczesnych Litwinów to nieporozumienie. Oczywiście, że są, a nawet - z konieczności MUSZĄ być "antypolscy". W tym sensie, że tworząc własną "tożsamość etniczną" odcięli się radykalnie od owej dawnej, wielonarodowej idei - Polacy zrobili w swoim czasie TO SAMO. Że jednak zachowali nazwę, co jest mylące - to teraz się dziwią, że Litwini ich "nie lubią".

      A za co, przepraszam, mają lubić..? I czy to jakiś obowiązek jest - Polaków lubić..?

      Polaków w tej chwili nie lubi ŻADEN z sąsiadów. Bodaj najsilniejsze nastroje antypolskie są na Słowacji - Słowacy zresztą są ogólie niesympatyczni, czego sam boleśnie doświadczyłem.

      Inaczej jednak być nie może. To właśnie dowodzi, że mam rację i że "niemiecki pomysł na Europę" - działa sprawnie!

      Usuń
    2. może jestem nie-bystry, a może dalej myślę w kategoriach dawnej RP

      jestem bowiem jak widać na załączonym obrazku etnicznie wielkopolaninem-litwinem a wedle rodzinnych tradycji to nawet z domieszką tatarską, czuje się Polakiem, jestem patriotą, nie jestem w ogóle rasistą

      jeśli czegoś nie lubie, jakiejś nacji - to Niemców, przy czym w sensie niemieckiej cywilizacji, w żadnym razie niemieckojęzycznej grupy etnicznej, bo indywidualnie Niemców, jako jednostki, lubię,

      nie lubię Ruskich, jako cywilizacji, przy czym z nikim lepiej się nie imprezuje niż z jakimś bratem słowiańskim - Rusinem

      jeśli chodzi o mnie wprowadziłbym znów I RP, choćby siłą i za ryj, pod wodzą mądrego monarchy (najlepiej tego którego twarz widzę w lustrze) i mało mnie obchodzi kto co lubi etnicznie

      Usuń
    3. Świetny pomysł. Trzeba tylko spełnić dwa proste warunki:
      1) Po meteorycie (ale solidnym!) na Niemcy i Rosję tak, żeby ich zmiotło podmuchem - zostawiając w środku przestrzeń nie zniszczoną.
      2) A potem tylko trzeba naprodukować baaaardzo duuużo koksowników. Bo na każdym rogu ulicy każdej, najbardziej nawet zapyziałej wiochy od Rygi po Odessę i od Brześcia po Charków - trzeba by przynajmniej po jednym takim koksowniku (+jakiś BWP z załogą...) postawić. Profilaktycznie na zachód od Bugu też bym, przynajmniej w większych miastach parę takich ustawił - bo Bóg jeden raczy wiedzieć, co nasz prosty i wesoły lud na fakt, że w sklepach tylko ocet...

      Do zrobienia - prawda..?

      Usuń
  4. "Kto wie – może ci romantyczni Niemcy RZECZYWIŚCIE UWIERZYLI – a jeśli nawet nie uwierzyli już teraz, to uwierzą w przyszłości (nic tak nie poraża umysłu jak własna propaganda..!) – w te całe bzdety o „pojednaniu“, „pokoju“, „tolerancji“, „globalnym oci(e)pleniu“ i inne takie..? Jeśli tak – to są już bezbronni, a cały ten Jewrosojuz wraz z Mitteleuropą – to trupy chodzące, które tylko z rozpędu jeszcze utrzymują kurs…"

    Hmmm,nie sadze aby tak wlasnie bylo bo niby jakie mamy na to dowody?Poza gadanina w massmediach-zadnych(a gadac to sobie kazdy moze co mu tam sie chce/za co mu placa).Natomiast poszlak swiadczacych o tym ze jednak caly czas koncepcja jest realizowana z zelazna konsekwencja jest sporo-co by nie mowic mimo miedzynarodowych awantur niemiecki rzad wspiera z budzetu Powiernictwo Pruskie,buduje z Rosjanami Nordstream a uporczywosc uzwyania frazy "polskie obozy koncentracyjne" tez nie bierze sie znikad-podobnie jak filmy o dobrych Niemcach(chocby "Lista Schindlera")i zlych Polakach(chocby ten ostatni z ZDF).Plan jestjest realizowany i NIE jest to plan w zadnym stopniu romantyczny.Natomiast uwazam w przeciwienstwie do Pana ze Niemcy nie sa wcale zbytnio zbyt sprawni w tych grach geopolitycznych-zaraz sie na nich cala bankrutujaca UE zwali co i bylo do przewidzenia-niezbyt to "sprytne".Jak juz tak sie stanie a Turcy zaczna sie z Niemcami z maczetami ganiac po Berlinie to wtedy wybije "polska godzina"(no jeszcze pare innych warunkow musi sie spelnic jak chocby Chinczycy na Syberii ale moim zdaniem wlasnie do tego zmierza).No chyba ze UE nie padnie a muzulmanie sie zasymiluja ale jakos tego nie widze.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Piotrze!

      Czego jak czego, ale tego właśnie, że niemiecka elita TEŻ została zainfekowana własną propagandą politycznej poprawności - jest akurat pewien i dowodów na to specjalnie nie potrzebuję.

      Skąd to wiem..?

      Ano stąd, że tak się do tej pory działo ZAWSZE.

      Można pleść co ślina na język przyniesie przez pokolenie, góra dwa. Ale w tej chwili do rządów dochodzi już trzecie (a podrasta czwarte...) pokolenie chowanych w pacyfiźmie.

      Od kogo oni niby mieli się byli nauczyć "normalnego" myślenia..?

      Przykłady które Pan podaje, to są drobiazgi.

      Niemcy się zjednoczyły, a Genscher rozbijając Jugosławię zniszczył de facto przekonanie o "nienaruszalności" ładu jałtańskiego. Wydawałoby się, że po czymś takim powinni nas zjeść jak jajko na twardo z wurstem na śniadanie - tym bardziej, że mieli tu praktycznie wszystko i wszystkich liczących się trzymali w łapach.

      I co? Minęło ponad 20 lat - a wszystko, na co ich stać, to propagowanie "Parad Równości"...

      Nie sądzi Pan, że w czasach Bismarcka tak łatwo by się nam nie upiekło..?

      Natomiast ani bankructwem Jewrosojuza, ani Chińczykami na Syberii, to bym sobie przedwcześnie głowy nie zawracał. Turków też jest wciąż ZA MAŁO, żeby to oni gonili z maczetami "w godzinie stanowczej" (w ogóle, cały problem z muzułmańskimi imigrantami ma w Europie Zachodniej znaczenie tylko tak długo, póki panuje tu tolerancja i "prawa człowieka" - bo jak tylko się z tych imponderabiliów zrezygnuje, to jest to kwestia do rozwiązania w parę tygodni - i będzie to rozwiązanie ostateczne...).

      Poza tym, na coś trzeba się zdecydować. Czuje Pan w narodzie "moc", do jakichś "polskich godzin"..?

      Usuń
  5. Szanowny Autor wskazuje na ciekawy proces - tozsamosci wspolczesnych ludzi europejskich upraszczajac sie, "schodza" niejako o pietro nizej... .

    Jesli chodzi o Tukow oraz innych muzulmanow zaimportpowanych do Europy, to wystarczy, ze zniknie socjal (bo ekonomia wyraznie juz na pysk pada; sadzac zas po "oswietlanych" planach EUrofederastow to beda ja systematycznie dozynali...) i sami sie raz, dwa wycofaja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardziej złożona kwestia. Dawniej owe "świadomości narodowe" mogły być rzeczywiście bardziej skomplikowane - ale, generalnie, to dotyczyło mimo wszystko dość wąskiej elity (góra kilkanaście procent populacji - ale to i tak był skrajny przypadek...).

      Prosty chłop wiedział kto jest jego panem lub przynajmniej dzierżawcą (i dużo częściej niż to może się wydawać - odczuwał więź, przypominającą nieco więź rodzinną, ze swoim "eksploatatorem"...), wiedział że nie jest Żydem lub Cyganem i miał się za lepszego od tych "wędrownych" nacji, które czasem spotykał - a poza tym, to skalą odniesienia dla jego poczucia tożsamości byli mieszkańcy sąsiednich wsi.

      Z którymi regularnie brał się za łby w karczmie...

      Tak więc, "proces narodowotwórczy" ma dwa aspekty. Z jednej strony miejsce całej hierarchii lojalności, typowej dla wcześniejszych "klas wyższych" (najwyższym piętrem owej lojalności, była lojalność względem "Civitas Christiana" - skądinąd okazywana czasem nader żywiołowo i konkretnie, czego krucjaty i pogromy Żydów dowodzą!), zastępowało dużo prymitywniejsze, plemienne poczucie wspólnoty - ale za to, z drugiej strony - owo prymitywne, plemienne poczucie wspólnoty, ogarnęło masy ludzi, którzy wcześniej mało kogo obchodzili i którzy RACZEJ takowego poczucia nie posiadali...

      Usuń
    2. Plemienne poczucie wspolnoty moglo zostac zagubione w procesie modernizacji (wraz z pojawieniem sie miast i duzych folwarkow rolnych). Bo wczesniej to raczej ona wystepowala powszechnie...?!?

      W ten sposob w wyniku zerwania dotychczasowych wiezi spolecznych i dotychczasowych tradycji pojawili sie ludzie miejscowi (ktora to kategoria trwala co najmniej do czasow "Konopielki" a i dzis moze jeszcze wystepowac pod postacia EUropejczyka...)

      Usuń
    3. A to różnie być mogło!

      Na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego jeszcze w drugiej połowie XVII spotyka się tzw. "chłopskie wiece" - ostatnią pozostałość po dawnej demokracji plemiennej, więc i po plemionach - działające jak chłopskie sądy graniczne i polubowne.

      Ale w Polsce - mam wrażenie, że pamięć o Lędzianach, Polanach i innych takich - zatarła się już gdzieś w okresie rozbicia dzielnicowego, gdy władza książęca znalazła się bliżej poddanych i przeszła wielka akcja kolonizacyjna.

      Od tamtej pory w zasadzie ważne stały się dwie identyfikacje: wyznaniowa (odróżniająca chrześcijan od Żydów, którzy się właśnie wtedy pojawili jako swoisty paradygmat "obcego" - bardziej niż Niemcy, bo Niemcy co najwyżej bywali przejazdem - prawda, że czasem dość uciążliwym - a Żydzi stale mieszkali obok i można ich było prawie codziennie zobaczyć...) i "miejscowa" (wiejska, miasteczkowa, "dominialna").

      Przy tym ten "patriotyzm miejscowy" okazał się na ogół dużo silniejszy od (wyłączwszy Żydów i innych innowierców, tam gdzie występowali...) różnic etnicznych - bo np. koloniści niemieccy, jeśli tylko nie różnili się od sąsiadów wiarą, wtapiali się w otoczenie niemal od razu...

      Usuń
    4. Widze tu niejaki uboczny wplyw dyskusji "polsko-niemieckich", bo w owych czasach obcy z bardzo zlymi notowaniami byli Tatarzy (i na bazie wlasnie tych "wizyt" ukuto powiedzenie, ze "Gosc nie w pore, gorszy od Tatarzyna"... .) .

      Co do procesow zwiazanych ze zmianami tozsamosciowymi, to faktycznie moglo byc roznie, w roznych regionach (rejony relatywnie bardziej izolowane przed wplywami zewnetrznymi a juz to przez odciecie ich przez wiekszosc roku przez nieprzekraczalne /szczegolnie przez obcych/ blota, a juz to przez trudno dostepne przelecze gorskie /lub inne naturalne bariery ograniczajace dostep do danych spolecznosci lokalnych).

      Dzis, nawet przy podobnych barierach naturalnych, technologia pomaga je przekroczyc wladzy panstwowej, jej propagandzie oraz wplywowi globalnej popkultury... .

      Dzis poniekad dana spolecznosc lokalna musialaby dokonac samoizolacji (powiazanej z samoograniczeniem technologicznym) i odnalezc zachowane resztki pogranicza... .

      I wychodzi moje zafiksowanie na pewnym temacie ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...