środa, 31 lipca 2013

Musi to na Rusi...

Dziś chciałbym o skutkach. O skutkach tego fatalnego XX wieku po prawdzie - choć, oczywiście, nie tylko...

Już kiedyś pisałem (tylko nie potrafię tego wpisu znaleźć...), że nie wystarczy - moim zdaniem - zlikwidować ZUS i odciążyć Polaków fiskalnie, by zaczęli płodzić dzieci: przyczyny, dla których Polacy obecnie płodzą dzieci rzadko i niechętnie, są o wiele bardziej złożone i nie ustaną ot tak, tylko dlatego, że w kieszeniach młodych ludzi pozostanie trochę więcej pieniędzy, a ich poświadomość homo oeconomicus nie będzie już deprawowana perspektywą emerytury na koszt cudzych dzieci.


Sam jestem dobrym przykładem złego przykładu pod tym względem - w końcu dzieci nie mam i mieć raczej już nie będę - i wcale nie dlatego, że płacę ZUS (bo nie płacę! KRUS-u zresztą też aktualnie zapłacić nie jestem w stanie: trudno się mówi, zapłacę z odsetkami jak przyjdą dopłaty...).

Dla pokolenia, które płodziło dzieci w czasie gierkowskiego boomu i dało początek ostatniej w naszych najnowszych dziejach eksplozji demograficznej tzw. "wpadka" była najgorszym bodaj życiowym przekleństwem. Wiem to po częstotliwości z jaką słyszałem tego rodzaju przestrogi od rodziców i dziadków (najzupełniej niepotrzebnie zresztą: koleżanki z liceum zaświadczą, że nie było się o co martwić - ale już mniejsza o większość...). Już wtedy bowiem ujawniła się sprzeczność między jakże pożądanym "awansem materialnym" - a posiadaniem dzieci. Niby dlaczego sprzeczność ta miałaby nagle ustać, tylko dlatego, że problemem dnia nie będzie zapłacenie - umiarkowanej przecież wysokości - daniny, jaką jest KRUS, a na ten przykład - uciułanie na egzotyczne wakacje w Tajlandii..? No, w moim przypadku pewnie prędzej na jakiegoś nowego, fajnego konia - ale o przykład chodzi.


Skala biedy, tak samo jak skala bogactwa - to są rzeczy względne. Co dla jednego jest już ostatnią nędzą, dla drugiego będzie zbytkiem. To tylko pewne, że mało kto uważa, że posiada "w sam raz" - i że nie musi zabiegać o więcej...

Są ludzie, jak na przykład nasz sąsiad i przyjaciel M., zresztą żyjący bardzo skromnie, z pielęgniarskiej pensji i tych niepewnych dochodów, jakie ze sprzedaży świnek i innych gospodarskich pożytków osiąga, którzy cieszą się dziećmi i płodzą je niezależnie od okoliczności. Widać doszliśmy już w rozwoju naszej cywilizacji do takiego punktu, w którym tacy właśnie - "posiądą Ziemię". Inni zaś, mniej odporni na pokusy materialnego dobrobytu - sczezną bezpotomnie i tyle na ten temat.

Drogą donikąd jest też zresztą - jakże popularna w kręgach tzw. "prawicy" - "polityka prorodzinna". Mnożąc zasiłki, becikowe, benefity - możemy zafundować sobie co najwyżej to, co już jest na Zachodzie, a zwłaszcza na Wyspach Mglistych (z doniesień kolegi Wojtka, który ma przecież informacje z pierwszej ręki, wnioskując...). Sytuację, w której płodzenie dzieci stanie się rodzajem zawodu. W dodatku - ponieważ w obecnej sytuacji zdecydowanie trudno sobie wyobrazić brak preferencji dla samotnych matek (czy tam, po poprawnopolitycznemu - dla "samotnych rodziców") - łatwo też przyjść może do dokładnego skopiowania stanu, w jakim znajdują się mieszkańcy (ongiś...) robotniczych przedmieść Londynu czy Edynburga: formalnie "samotne" kobiety żyjące z benefitów, zapładniane w systemie haremowym przez lokalnych "samców alfa".

Zdecydowanie NIE JEST to sposób na pozyskanie "obywateli wysokiej jakości": dzieci tych kobiet NIGDY nie będą pracować. Z głodu prędzej padną, niż czymkolwiek innym od handlu narkotykami, kradzieży lub - co najprędzej - składania wniosków o zasiłki, splamią swoją godność urodzonego proletariusza.

Nic się nie da zrobić. Ani gatunkowi ludzkiemu, ani "cywilizacji białego człowieka", ani nawet - narodowi polskiemu - żadna "demograficzna katastrofa" bynajmniej nie grozi. Nie ludzie, nie rasy i nie narody wymierają bowiem - tylko ci, którzy okazali się nieodporni na pokusy materialnego dobrobytu. I bardzo dobrze! Za lat 100 liczba ludności znowu zacznie rosnąć - tyle tylko, że teraz, będą to ludzie już odporni na tego rodzaju demoralizację. Lepsi.

Tak samo, jak po epidemii czarnej ospy w połowie XIV wieku - ludność Europy szybko zaczęła ponowie rosnąć tyle tylko, że posiadając już, odziedziczoną po przodkach, którzy przeżyli - odporność na ten patogen. Gdyby nie "czarna śmierć" - czy udałoby się potem Europejczykom opanować i zasiedlić Nowy Świat? Indianie "sprzedali" białym syfilis - ale sami padli jak muchy skoszeni zarazkami, które u białych wywoływały co najwyżej lekkie choroby. Wolelibyście, żeby było odwrotnie..?


Kto wie przed czym, i przed jak strasznym zagrożeniem - uodporni ludzkość obecny "kryzys demograficzny"..?

Jak chodzi zatem o tzw. "politykę demograficzną", to zdecydowanie zalecam - brak jakiejkolwiek. Im szybciej to się przewali, tym lepiej. Cokolwiek będzie robione - dać może co najwyżej fatalne skutki!

Owszem: jest to podły, brutalny darwinizm. Nie przesadzajmy jednak! W końcu, TYM RAZEM, nikt nie umiera w męczarniach, tylko tak jakby - wprost przeciwnie. Co zaś do obaw o przyszłe emerytury czy spłatę długów, to frajerami jesteście, jeśli wciąż jeszcze wierzycie, że COKOLWIEK jest w stanie owe emerytury uratować, a długi pospłacać...

Z czego oczywiście NIE WYNIKA, iż chcę utrzymania ZUS (skoro nawet na zapłatę w terminie KRUS-u mnie nie stać...) oraz wszystkich innych danin, tak niemiłosiernie zdzieranych GŁÓWNIE z ludzi biednych w Polsce przez niemiłościwie nam panujące, a sklerotyczne i nepotyczne gosudarstwo!

Natomiast bardzo wątpię w to, czy rzeczywiście - jak to na każdym kroku powtarza JKM - starczy tylko znieść nadmierne daniny i odchudzić nadto roztyte gosudarstwo - a zaraz zapanuje szczęśliwość powszechna, a "Polak za 5 lat poleci na Marsa".



To wcale nie jest takie proste..! I nie, wcale mi nie chodzi o to, że pewnie prędzej się doczekamy "interwencji humanitarnej" NATO i Jewrosojuza, niż uda się zrealizować choć 1/5 tych postulatów (JKM proponuje na to sojusz z Chińczykami - no dobra: przy pewnych dodatkowych założeniach, to się TEORETYCZNIE - może udać...). To są kwestie dość powierzchowne i możliwe do rozwiązania.

O wiele gorzej, że żeby "Polak poleciał na Marsa" - a także, żeby, co mnie najbardziej interesuje - funkcjonowały i stadniny i tory wyścigowe i filharmonie - najpierw Polacy muszą tego w ogóle chcieć.

Teraz, kiedy Polacy generalnie nie mają pieniędzy, a władzę tak polityczną, jak i ekonomiczną zawłaszcza "nowa klasa" - można sobie wszystkie niepowodzenia i biedy złą wolą, kolonialną zależnością i złośliwością "nowej klasy" tłumaczyć.

Przecież jednak, niepowodzenia i biedy nie skończą się tylko dlatego, że się "nową klasę" odstrzeli, pieniądze zostaną w kieszeniach Polaków, a władzę obejmie ktoś rozsądniejszy (mniejsza o to kto i jak...). Jak wtedy będziemy sobie owe niepowodzenia i biedy tłumaczyć..?

Polakom nie chce się mieć dzieci (chyba, że się im za to zapłaci - jak na Wyspach Mglistych, gdzie też, w rzeczy samej - Polki płodzą na potęgę...). Sądzicie, że będzie im się chciało latać na Marsa? Utrzymywać jakieś stadniny, tory czy filharmonie?

A nie lepiej kupić za to wypasionego merca..? Albo nowego krasnala do ogródka przed domkiem (KONIECZNIE z kolumienkami i podjazdem..!)?


Jak już pisałem - ciągłość kulturowa została zerwana. Tym samym - nie ma co liczyć na kontynuację tych wzorców użycia, czy nawet nadużycia majątku i wpływów, o jakich możemy sobie poczytać w "Lalce" Prusa, na ten przykład.

Oczywiście - możemy mieć nadzieję. Jak Pan podporucznik z "Nowego Ekranu", który nadzieję pokłada we wnukach swojego kaprala - konfidenta. Ale - nie ma że musi. Musi, to na Rusi...

Nie jest to argument za utrzymaniem po wiek wieków państwowych stadnin, torów wyścigowych czy filharmonii. Jak jednak wybrnąć z tego pata - Dalibóg, nie mam pojęcia! Zdarzały się w dziejach powszechnych równie, albo i bardziej radykalne zerwania z przeszłością. Ludzkość to jakoś przetrwała i jeśli tylko brać dostatecznie długi okres za punkt odniesienia - niespecjalnie jej to szkodziło (choć dla mnie wielką szkodą jest, że hetycką sztuka treningu koni została na tak długo zapomniana...).

Kimże zresztą ja jestem, żeby osądzać krasnale i merce jako gorsze od stadnin, torów i filharmonii..?

Poza tym - problem jest mocno teoretyczny, jako że na razie "nowa klasa" ma się dobrze, a w teorię "rewolucji w jednym kraju" - przyznam się Państwu - nie wierzę...

17 komentarzy:

  1. Polacy nie polecą na Marsa, ale by nie być w tyle w osiąganiu postępu stworzą nowy Urząd i nową Służbę umundurowaną, która będzie pilnować porządku segregacji śmieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że problem jest jeszcze bardziej złożony. Problemy z demografią (czyli zachwianiem tzw. naturalnego porządku) zaczęły się wraz z rozwojem miast. Moim zdaniem jakiś rodzaj atawizmu każe mieszczuchom płodzić z umiarem a czasami nie płodzić w ogóle. Ciasnota, stres, hałas, konieczność ciągłej pracy itp. Oczywiście niektórzy nie mają wyboru, muszą płodzić bo nie sięgają myślą dalej niż do następnego ranka. Inni płodzą, bo maja wszystko "za darmo" (emigranci) i kolejne dzieci nic nie zmieniają w ich sytuacji. Ale ci, którzy muszą wychować swoje potomstwo własnymi siłami i widzą jaki czeka je los w mieście stosują umiar. Mercedesy i krasnale są na dalszej pozycji, jest wielu ludzi zamożnych którzy mają jedno (lub wcale) dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wsi wcale nie jest więcej dzieci niż w mieście.

      Usuń
  3. Pisałem jakiś czas temu w komentarzu, że ustawa śmieciowa jest inną formą spisu powszechnego.
    Niech Pan zerknie na to;

    http://biznes.onet.pl/gdzie-sie-podzialo-10-proc-obywateli,18493,5567368,5535500,474,1,news-detal

    Wszystko jest pod kontrolą, żaden kilogram obywatela nie umknie czujnemu oku władzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam! Udławią się tymi danymi jak zbój Gębon...

      Usuń
  4. Niemiłosiernie panujący zostali wybrani przez mieszkańców ziem leżących między Odą, a Bugiem - mają więc, co chcieli. Albo dalej będą głosować na gruszki na wierzbie, albo zginą. To co fundują nam aktualnie, bez skrupułów przypięci do żłobu, mogłoby się jeszcze odwrócić, bo ludzka siła przetrwania jest ogromna - trzeba by tylko odciąć od stołków jakieś 300 tysięcy nikomu nie potrzebnych urzędników - już widzę to larum. Przy zmniejszonych obciążeniach podatkami (warunek konieczny!) takie rzesze ludzkie, albo wzięłyby się do roboty, albo pleśniały na zasiłkach, które byłyby i tak mniejszym obciążeniem dla państwa, niż bieżące pensje. Przy niewielkim obciążeniu dochodów naród łatwiej zarobiłby na siebie. Dziś nie opłaca się mały biznesik, handelek, przynoszący 1 - 3 tysiące złotych, bo po pierwsze większość/całość tej kwoty trzeba oddać Baalowi i w kieszeni nie zostaje nic, Są rodziny, dla których 2 tysiące złotych są już kwotą pozwalającą na życie. Dziś są obciążeniem dla budżetu, bo pracy na etacie nie ma, a własny biznes z założenia nie pozwoliłby na nakarmienie zusopotwora. Pozostaje szara strefa - czyli stanie się przestępcą z woli przetrwania.
    Przyrost naturalny od zawsze na wykresie wyglądał jak sinusoida, z tym, że zwrócić należy uwagę, że jest pewien poziom niskiego stanu przyrostu, po którym sinusoida zacznie się wyłącznie spłaszczać i nie pomoże już nic. My niedawno przekroczyliśmy ten stan. Polki musiałyby teraz rodzić po więcej niż troje dzieci. To się nie stanie - w pierwszej kolejności z przyczyn ekonomicznych. Mercedesy i wyspy szczęśliwe to margines - instynktu nie da się oszukać, co przy stworzeniu właściwych warunków mogłoby przynieść dobre efekty. Po drugie - to media stwarzają model rodziny i życia. Wystarczyłoby kilka przykładów na szklanym ekranie, by ludzkość podążyła za lansowaną modą.
    Po mojemu niszczenie naszego narodu jest planowe, podobnie, jak zniszczony już przemysł i nieustannie niszczone więzi rodzinne i międzyludzkie.
    Może się po czasie niektórzy obudzą z wytrzeszczonymi oczyma - "co to SIĘ stało?" - ale i tak będzie już za późno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie rasy koni, wcale dziś liczne, które udawało się odrodzić z pojedynczych egzemplarzy. Np. wszystkie żyjące fryzy to potomstwo bodaj jednego tylko ogiera i nie pamiętam już ilu, ale - kilku tylko klaczy.

      Poza tym - a patriarcha Noe to co..?

      Tak więc - żadnym "spłaszczeniem sinusoidy" się przejmować nie zamierzam!

      Odcinać od żłoba (a raczej - żłób wreszcie zlikwidować) oczywiście trzeba. Ale bez złudzeń, że z tego zaraz nie wiadomo jakie spłyną na nas błogosławieństwa...

      Usuń
  5. Wszystko prawda jest jednak jedno "ale".Owa odrodzona za sto lat Europa to bedzie Europa nawolujacych do modlow muzeinow,kobiet w burkach oraz poniewaz ropy na terenie Europy brak straszliwej biedy i walk klanowych w ktorych potomkowie bialych tubylcow beda kasta najnizsza z mozliwych-nie zycze sobie tego losu dla moich dzieci.Europejczykom trzeba dac CEL-kiedys byly to krucjaty,obrona wiary,zasiedlanie Nowego Swiata,teraz trzeba znalezc cos nowego-nie mam pojecia co to moze byc.Biorac pod uwage zderzenie z islamem sytuacja zdaje sie byc bez wyjscia-z jednej strony sugerowane przez Pana "oczyszczenie demograficzne" jest bezwzglednie pozadane ale z drugiej strony skurczenie lokalnej populacji w momencie "inwazji" z Bliskiego Wschodu to oczywisty przepis na upadek.Zreszta dlatego wcale bym sie zdziwil gdyby ktos planowal IIIWS na TERAZ-bo teraz ciagle jeszcze Zachod na przewage i jest w stanie zdominowac/zniszczyc Bliski Wschod.Choc mozliwe ze nikt juz niczego nie planuje a Zachod sobie zdycha.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Allahu Akbar!

      Ale na poważnie: strachy na Lachy. Przecież system zasiłków i benefitów załamie się ZANIM muzułmanie osiągną liczebną przewagę.

      Dzieci urodzone dla zasiłków pracować NA PEWNO nie będą i na żołnierzy też się ABSOLUTNIE NIE NADAJĄ (i stąd - żadna "polityka prorodzinna" sensu nie ma...).

      Ale do pacyfikacji obcoplemiennej i obcorasowej mniejszości, stanowiącej oczywistą konkurencję do zasiłków i benefitów..?

      Usuń
    2. Zapomina Pan ze muzulmanie maja wysoka dzietnosc takze we wlasnych krajach gdzie zasilkow brak.Benefity tylko ich rozrodczosc wspomagaja ale nie sa jej glowna przyczyna takze ograniczenie systemu benefitow moze nieco ograniczy i odsunie w czasie ich eksplozje demograficzna ale jej nie powstrzyma.

      "Dzieci urodzone dla zasiłków pracować NA PEWNO nie będą i na żołnierzy też się ABSOLUTNIE NIE NADAJĄ"

      To prawda i tu wlasnie lezy pies pogrzebany.Choc miedzy nami mowiac sadze iz ostatnie wydarzenia pokazuja ze na zadymiarzy i terrorystow nadaja sie jak najbardziej-na skundlona i sfajdana ze strachu Europe staruszkow wystarczy.Obecnie na Zachodzie muzulmanie stanowia okolo 8-9% populacji(legalni i nielegalni)choc w roku 2000 stanowili zaledwie okolo 3%(usredniam dane z roznch krajow)-wedle badaczy kiedy stanowia okolo 25% probuja przejac wladze(dobry przyklad to Liban w latach 1970-tych-75% chrzescijan,25% muzulmanow,nastepnie mamy wojne domowa i obecnie proporcje sa dokladnie odwrotne a Liban zwany kiedys Szwajcaria Bliskiego Wschodu to dzisiaj bieda i dziadostwo).Przy tym tempie przyrostu naturalnego dojscie do 25% zajmie im 10-20 lat(zalezy od kraju).Zreszta Polska akurat jest tu w dosc dobrej sytuacji oczywiscie.

      Ogolnie "oczyszczenie demograficzne" z elementow "nierokujacych" jest pozadane ale obecnie nie czas na to(mam na mysli rzecz jasna oczyszczenie samoistne,"ewolucyjne" a nie zadne projekty depopulacyjne jakie roja sie ekologom i roznym innym lewakom).

      Piotr34

      Usuń
    3. Nie zrozumiał Pan!

      NIE BĘDZIE żadnego "demograficznego wzrostu" napływowych muzułmanów w Europie PO TYM jak skończą się benefity (albo chociaż: trzeba je będzie ograniczyć...).

      Białe dzieci urodzone dla zasiłków - wyrżną w tym momencie (mając wciąż bardzo solidną przewagę liczebną i zapewne - przynajmniej milczące poparcie establishmentu, zadowolonego, że to nie jego rżną...) kolorowe dzieci urodzone w tym samym celu.

      8 - 9% mniejszości TO JEST NIC. Zipnąć nie zdążą, a będzie po nich...

      Usuń
    4. No wlasnie tu sie roznimy.Biale dziecie rodza sie glownie ze wzgledu na benefity podczas gdy dla kolorowych to tylko "wisienka na torcie".Wiec kiedy system benefitow zacznie sie zalamywac to biali niemal przestana sie rodzic podczas gdy dla kolorowych bedzie to tylko drobna niedogodnoc to raz.A dwa liczy sie jeszcze kwestia "bojowosci" danej populacji i jej samoorganizacji-obserwuje to w UK-kolorowi sa znacznie agresywniejsi i urabiani od malego islamska propaganda Eurokalifatu podczas gdy ich biali rowiesnicy w tym samym czasie maja wkladane do glowy multi-kulti.Zapomina Pan ze przewaga liczebna to nie wszystko-liczy sie takze organizacja i motywacja do walki.Poza tym niemal wszyscy znani mi kolorowi mlodziency cwicza rozne sztuki walki oraz w czasie wypadow do rodzinnych krajow cwicza poslugiwanie sie bronia(mowia o tym bez krepacji)podczas gdy ich angielscy rowiesnicy jedyne co "cwicza" to obalanie kolejnych flaszek.Bialasy to przy muzulmanach niezorganizowane i pokorne barany na rzez.A system benefitow wytrzyma jeszcze z 10-15 lat-to moim zdaniem muzulmanom wystarczy.Jesli nawet ostatecznie biali zwycieza(to nawet zdaje mi sie prawopodobne)to Europa bedzie po tej wojnie przypominac pustynie z Mad Maxa taka to rzez bedzie.

      Piotr34

      Usuń
    5. Jeszcze jedna sprawa(ale krotko obiecuje bo cos chory jestem)-struktura demograficzna/wiekowa.Otoz to nie jest tak ze oni stanowia te 8% w kazdej grupie wiekowej.Zarowno statystyki jak i moje wlasne obserwacje wskazuja ze w grupie 50+ jest ich moze z 1%(albo i mniej),20-40 bedzie ich z 5% ale w grupie 0-20 to jakies 30%(nie na darmo Mohamad to najpopularniejsze imie w UK wsrod nowonarodzonych)-za 10-15 lat te dzieci beda akurat w wieku "do zadymy".

      Piotr34

      Usuń
    6. Pańskim zdaniem kibice Herty Berlin czy Manchesteru United to też takie niewinne, bezwolne baranki, bez zastrzeżeń wierzące w "multi - kulti"..?

      Muzułmanie w Europie nie mają ŻADNYCH szans. Nie zrobią żadnej "partyzantki miejskiej", bo do dzielnic, w których mieszkają po prostu pewnego pięknego dnia wejdą różni "hooligans" czy "nazi-skins", czy inni tego rodzaju - i będą mordować wszystkich kolorowych ani się ich pytając, czy są sunnitami, szyitami, maronitami czy zgoła anglikanami nieskalanymi - już choćby dlatego, że do tak subtelnych rozróżnień ich zlasowane piwem i maryśką mózgi nie będą zdolne.

      Tam, gdzie samoobrona "kolorowych" będzie stawiała zbyt silny opór - przylecą drony lub pojawią się roboty bojowe, niby to "rozdzielające walczące strony" - ale, na skutek fatalnego błędu w sterowaniu, dziwnym trafem, niewiele po tym "rozdzieleniu" zostanie żywych "kolorowych"...

      I tyle w tym temacie. Cały pogrom miesiąca nie potrwa. Ci, którzy przeżyją - zwiewać będą, gdzie pieprz rośnie.

      Zbyt długo Pan żyje na tym zgniłym Zachodzie - defetyzm przez Pana przemawia, kiedy to takie proste i łatwe..!

      Usuń
  6. odpowiadając Anonimowi dot. jego cytatu:

    "Z ustaleniem takich faktów nie powinno być trudności. Do wszczęcia procedury wystarczy donos sąsiada, albo informacja od dozorcy. Delikwenci będą wzywani do składania wyjaśnień, co może skończyć się wydaniem decyzji o naliczeniu opłaty w trybie administracyjnym. Jej wysokość uzależniona będzie od rozmiaru "przewinienia"."

    dobre! naprawdę dobre!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieje, ze te Pana Jackowe przewidywania sie nie sprawdza. Jak skoncza sie zasilki, to wielu muzulmanow wyjedzie (wroci do swojej ojczyzny lub wyemigruje do innego kraju za chlebem...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klepanie biedy jest dużo przyjemniejsze w cieplejszym klimacie - to fakt!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...