piątek, 12 lipca 2013

Jest nadzieja

że popołudniu zacznie padać. Co prawda wczoraj rano to nawet JUŻ (troszeczkę...) padało, a koniec końców - nic z tego nie wyszło. Tym razem jednak, obie prognozy, które kilka razy dziennie zwykłem sprawdzać są zgodne. Z tych chmur ma dać mąkę. Czy jak tam się mówi, nieważne. I tak chodzi o trawę odrastającą na Wielkim Padoku i tamże rozsypany nawóz...

W związku z tym, że jest nadzieja na deszcz popołudniu, powinienem się zwijać. A tymczasem, co zdarza mi się wszystkiego dwa czy trzy razy do roku - zaspałem dziś haniebnie, całe pół godziny. Na szczęście koniostan, korzystając z wytchnienia od poprzednio panującego skwaru, przyjął tę drobną niedogodność ze zrozumieniem: zawołani, przyszli nasi milusińscy z pastwiska, co dałem zjedli, wodę wypili - a pięć minut później, byli już na pastwisku z powrotem.

Źrebięta bardzo pociesznie przy tym brykały - a najbardziej, co mnie sczególnie cieszy - nasza najmłodsza.

Zdjęć nie robiłem, gdyż:
  • nad nami jednolita pokrywa buro - ołowianych chmur, światło marne i nieciekawe, nie byłyby to dobre zdjęcia,
  • wciąż nie zainstalowałem dodatkowych programów na tym końputerze, więc i tak bym ich Państwu nie pokazał.
Po prawdzie, to mi się nie chce. I nawet bym nie odpalał tej maszyny (jest z tym "za dużo" zachodu - trzeba laptopa wyjąć z torby, położyć na pulpicie, podłączyć kabelki, torbę odłożyć z powrotem na miejsce - jak bym był do tego przyzwyczajony, to bym pewnie nawet nie zauważał, ale póki co, różnica w stosunku do "Behemota", gdzie wystarczyło pstryknąć jeden pstryczek jest za duża - a poza tym, klawiatura malutka i delikatna, nie na moje paluchy, "Łucznikiem 1302" w młodości ćwiczone - dlatego używam dodatkowej klawiatury bluetooth, co by maszyny nie zepsuć, a to też niezbyt wygodne - trzeba ją na kolanach trzymać, na pulpicie nie ma już miejsca, kolana szybko mi w tej pozycji drętwieją - no: masakra... a zostawić tego wszystkiego w pozycji roboczej nie sposób, bo koćkodan zaraz zrobi sobie zabawkę..!).

Nawet bym nie odpalał tej maszyny, powtarzam - skoro jednak stado zaraz po śniadaniu wróciło na pastwisko, to jakoś nie mam serca tak od razu, z marszu, porywać Buby do roboty. Niech się tę godzinkę popasie, jeszcze przed deszczem zdążymy...

W ogródku tymczasem zakwitły pierwsze słoneczniki. Jeśli prognoza się sprawdzi - pokażę je Państwu najwcześniej w poniedziałek, bo do tej pory pogody na zdjęcia ma nie być. I bardzo dobrze! Na Grunwald już raczej nie zdążymy, ale przed końcem przyszłego tygodnia, jeśli choć trochę popada - stado powinno być odrobaczone i wypuszczone na świeżą trawę. Uff! To tyle. Piosenka na dziś:


Mam nadzieję, że nie zapeszę w ten sposób..? Tfu, tfu, tfu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...