poniedziałek, 15 lipca 2013

"Gra o Tron" - aspekty ekologiczne

Nie pisałem ostatnio dużo, gdyż:
  • mieliśmy gości i nie było czasu,
  • dalej męczę się z małą klawiaturką, a odpalanie komputera to cały rytuał,
  • byłem w piątek w bibliotece i udało mi się dopaść dalszy ciąg "Gry o Tron" (dwa tomy "Nawałnicy mieczy").
Wciągnęło mnie to RACZEJ z uwagi na to, co autor przepisał z autentycznej historii "wojny stuletniej" i "wojny dwóch róż", niż z uwagi na smoki, Innych, olbrzymy i temu podobne dziwactwa.

Przy tej okazji jednak, nasunęły mi się pewne refleksje natury ogólnej.

Oczywiście, świat przedstawiony przez p. Jerzego R.R. Martina cechuje dziwna nieregularność i czas trwania pór roku - w zasadzie, bardzo trudno sobie wyobrazić planetę o takich cechach. A jeszcze trudniej przyjąć, żeby tę planetę porastały takie same rośliny jak naszą Ziemię, o takich samych okresach wegetacji i cyklach owocowania. No ale, jak się domyślam, ta właśnie właściwość "świata przedstawionego" odegra zapewne, razem ze smokami i "Innymi" - decydującą rolę w ostatecznym rozwikłaniu wątków fabularnych. Trzeba się zatem z tym pogodzić i "zawiesić niewiarę", jak to powiadają literaturoznawcy.



Co jednak mnie uderzyło i co uważam za autorskie niedbalstwo, to... zestaw roślin uprawnych w Westeros!

Uprawiają tam rośliny, które na Ziemi udomowiono zarówno w Starym, jak i w Nowym Świecie. Pszenicę obok ziemniaków, rzepę obok pomidorów i owies obok kukurydzy.

OK. Niech i tak będzie. Koniec końców, obie Ameryki też kiedyś, w nader odległej przeszłości, tworzyły jedną całość z Eurazją i Afryką - nigdzie nie jest powiedziane, że cywilizacja koniecznie MUSIAŁA powstać dopiero wtedy, gdy oddaliły się od siebie na tyle, że wymiana roślin uprawnych (i patogenów...) między zasiedlającymi je ludami - stała się aż tak trudna...

Tylko jedna rzecz mi tu nie gra. Ta kukurydza!

Zboża "Starego Świata", czyli przede wszystkim pszenicę, udomowiono gdzieś pomiędzy 12, a 8 tysięcy lat p.n.e. - prawie natychmiast po ustąpieniu ostatniego lodowca. Poszło to, relatywnie, bardzo szybko.

Indianie and kukurydzą biedzieli się przez czas co najmniej trzykrotnie dłuższy. I rezultaty, przynajmniej początkowo, a właściwie - przez całe tysiąclecia - były nader skromne. Jakąś poważniejszą karierę kukurydza, wciąż jeszcze niezbyt imponująca w stosunku do swych obecnych kształtów, zaczęła gdzieś tak pomiędzy 2500 a 1100 rokiem p.n.e.

Ktoś by sobie tym głowę zawracał, gdyby miał dostęp do pszenicy, ryżu i całej masy innych zbóż..?

Indianie udomowili, a właściwie - stworzyli - kukurydzę, bo zwyczajnie: NIE MIELI INNEGO WYJŚCIA. Nowy Świat posiadał "na starcie" o wiele mniej traw rodzących duże, jadalne ziarna, niż Stary (jeszcze mniej takich traw posiadała, w stanie dzikim, Australia - toteż Aborygenom, mimo że eksperymentowali jakieś 30 tysięcy lat - żadnego zboża nie udało się wyhodować...). Trzeba sobie było radzić w tym ubóstwie. Kto i dlaczego jednak, miałby oddawać się takim żmudnym i wcale nie obiecującym rychłego sukcesu eksperymentom, gdyby nie musiał tego robić, mając inne, łatwiejsze do wyhodowania i udomowienia zboża..?

Rośliny, których hybrydyzacja pozwoliła stworzyć znaną nam kukurydzę. Być może...

Naturalnie, takie wątpliwości względem literatury par excellance fantastycznej, może mieć chyba tylko czytelnik z Polski - nasi fantaści (na ogół!) wciąż jednak "trzymają poziom". Co zresztą jest chyba przyczyną, dla której (też - na ogół...) tak im marnie finansowo idzie: Hollywood w życiu nie kupi ekranizacji od Dukaja, toż w Stanach takie coś oglądaliby chyba tylko pracownicy MIT, od stopnia doktora wzwyż..!

Jest jeszcze jedna rzecz - ale to już cecha, by tak rzec, "gatunkowa", pan Martin raczej za nią nie odpowiada. Wiek jego "świata przedstawionego" i gradient zachodzących w nim zmian "technologicznych". Od wybudowania Muru, broniącego Westeros przed "Innymi" - miało było minąć 8 tysięcy lat.

Przez ten czas, jak można by sądzić, dokonał się w skali całego "świata przedstawionego" - technologiczny regres. Zapomniana została większość "wiedzy tajemnej" - łącznie z tą, która, jak się domyślam, wyjaśni na końcu zagadkę dziwnie długich i nieregularnych pór roku oraz "Innych" i samego Muru (a może nie wyjaśni..? Może wciąż jestem zbyt wymagający względem fantastycznej literatury..? Proszę mi tego nie zdradzać..!). Natomiast wiedza techniczna, choć wcześniej następował jakiś jej przyrost (broń kamienną zastąpiły noże i zbroje z brązu, a potem z żelaza i stali...) - zatrzymała się, lub nawet uległa upadkowi (zależy, czy "valyriańską stal" zaliczyć do skutków działania technologii, czy magii - inna rzecz, że magia to też technologia, tylko na innych zasadach działająca...).


Otóż - takiego zjawiska w prawdziwych dziejach powszechnych NIGDY na tak wielką skalę nie było! W każdym razie - nie w warunkach stałej lub rosnącej gęstości zaludnienia i - co wcale nie mniej istotne - ciągłych wojen.

Jeśli dochodziło do technologicznych regresów (bodaj cementu tak dobrego jak rzymski - do tej pory nie nauczyliśmy się z powrotem robić...), to miały one niedomiennie charakter lokalny i PRAWIE NIGDY nie dotyczyły - technologii wojennej. Ta RACZEJ ulegała stopniowemu, choć wcale nie zawsze tak do końca oczywistemu (przed 1648 rokiem Polacy używali broni rakietowej, sądząc po zachowanych opisach i traktatach - bardziej zaawansowanej od tych prymitywnych rac, przez które Bem został kaleką w latach 20-tych XIX wieku...) - rozwojowi.

W zasadzie jedyny znany mi przypadek dość głębokiego regresu w technologii uzbrojenia, to Japonia w czasach Tokugawów - ale to wynikło z 200-letniej, dobrowolnej izolacji i braku zewnętrznego zagrożenia. Takich warunków w Westeros jako żywo - nie ma (choć "świat przedstawiony" pana Martina, tak przesadnie bogaty to nie jest...).

Nie jest to pomysł tego akurat autora, tylko raczej - gatunkowa konwencja. Skądinąd, wielce szacowna. Dawno, dawno temu, gdy ludzie żyli bliżej natury i samych siebie - "lepsze czasy" lokowane były nie w przyszłości, tylko w przeszłości. Nawet Platon, twórca utopizmu, swoją Atlantydę, ulokował w odległej przeszłości - i tak się działo w sporej części innych utopii, nawet całkiem nowożytnych.

Lokowanie "lepszych czasów" w przyszłości - to bardzo niedawny wynalazek. Bodaj czy nie XVIII-wieczny..? A XVIII wieku, jak już Państwo doskonale wiedzą - czegoś nie lubię...

20 komentarzy:

  1. Ksiazki, nie mialem okazji jeszcze przeczytac, wiec trudno jest mi powiedziec, czy te autorskie "zabiegi klimatyczne" to efekt umieszczenia akcji tej ksiazki w przyszlosci... . Bo jesli byloby to wlasnie tak, to ma Pan, Panie Jacku odpowiedz na temat kukurydzy... .

    Moze na zakonczenie cyklu okaza sie jaki gatunek literacki powiesc tak reprezentuje... ?!?

    Choc, prawde mowiac, musze sie z Panem nie zgodzic a propos braku traw zbozowych nadajacych sie do spozycia, to chyba nie zapomnial Pan o ryzu indianskim vel ostrudzie wodnej, czy tez o ryzu peruwianskim vel komosie ryzowej. O amarantusie wspomne tylko, ze choc to warzywo, to jednak make i kasze tez daje sie z niego zrobic... .

    A swoja droga, nie dziwie sie Platonowi, ze Zloty Wiek umieszczal w przeszlosci (choc moim zdaniem mogl miec empiryczne dowody, boc to byla era wimam i innych Cudow Boskich !) a chocby i dlatego, ze nasi przodkowie znali cala mase jadalnych roslin, ktore byly powszechnie uprawiane (a dzis juz niestety zadziej albo i wcale :( .

    OdpowiedzUsuń
  2. O dżizas! A nie można tak "po ludzku" odmóżdżyć się i nie zagłębiać się w detale, których 99% społeczeństwa nawet nie zauważy? To ma być rozrywka dla wszystkich, profesor "da radę", na co dzień ma tyle "mądrości i naukowego podejścia", że dla zdrowia psychicznego z przyjemnością ogląda lub czyta "Grę o Tron". Żeby życie miało sens trzeba czasem "spuścić powietrze". Po to HBO robi takie seriale, po to Martin pisze. Dla nauki dystansu do siebie samego i swoich o świecie wyobrażeń!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Izo, nie zawsze tak bywalo! Bo fantastyka naukowa, choc oczywiscie sluzy rozrywce, to podobnie jak i bajki, ktore "bawiac ucza, a uczac bawia" przeciez jakowys sens i logike zawierac powinny. Przykladem niech bedzie 2 klasykow: J. Verne i Tolkien.

      Po za tym wezwanie: " A nie można tak "po ludzku" odmóżdżyć się i nie zagłębiać się w detale" troche nielogiczne jest, bo co innego sie rozerwac a co innego "odmozdzyc sie" (co skad inad jest dosc precyzyzjnym pojeciem medycznym opisujacym dosc niemily dla ludzi fakt).

      A swoja droga - Pani komentarz jest swietna apologia tezy Pana Jackowej o nierozumnosci natury ludzkiej...

      Usuń
    2. Jak byście nie zauważyli: ja się właśnie, pisząc ten tekścik - odmóżdżałem..!

      Usuń
    3. @Jacek Kobus: a mialem cicha nadzieje, ze to bylo tak dla jaj... !!! Lub innej uciechy ;) :P

      Usuń
    4. Kocham takie odmóżdżenia... I przepraszam że hurtem, rozbijając strukturę dyskusji, ale:
      Tolkien i nieścisłości roślinne: Główną rośliną "przeszczepioną", ważną dla fabuły jest tytoń, "fajkowe ziele": w rzeczywistości pochodzi przecież z Nowego Świata, podczas gdy u Tolkiena, trafił on do Shire (klimat środkowej Anglii, mimo dosyć śródlądowego położenia, na dodatek za Górami Błękitnymi, które powinny ograniczać opady), z doliny Anduiny, Z Gondoru, o klimacie bardziej śródziemnomorskim (w dyskusjach które czytałem doszukiwano się "bizantyjskości" Gondoru, Jackson częściowo wykorzystał to w "dizajnie" Minas Tirith i jego mieszkańców.). Przy czym Tolkien tworzył bardziej mitologię, niż funkcjonujący ekosystem, poza tym był pionierem. Muszę znowu znaleźć "Atlas Śródziemia", pamiętam że kiedyś ściągałem go na stary komputer: były tam nawet mapy geologiczne i klimatyczne. A sprawa druga, co do Dukaja: może i czytałem go za mało, ale "Lód" to dla mnie rzecz niesamowita: jest równie fimowy, co nieekranizowalny, żeby zrobić to dobrze potrzeba by było niesamowitego budżetu, czasu (serial?) i najlepszych filmowców żeby wyszedł. Ale gdyby wyszedł...

      Usuń
    5. "Fajkowe ziele" mnie nie razi. Choć, swoją drogą, to chyba czysty przypadek, że zaciągamy się dymem, a nie np. żujemy betel czy też oddajemy się któremuś z kilkunastu innych podobnych nałogów znanych na świecie..?

      Problem z kukurydzą jest taki, że gdyby istniał kontakt między Starym a Nowym Światem taka roślina W OGÓLE BY NIE POWSTAŁA. Najprawdopodobniej...

      Usuń
    6. Właśnie, właśnie... Ależ wy mądrzy wszyscy jesteście... Może by który napisał coś, na podstawie czego HBO chciało by zrobić film? Nie potraficie???

      Usuń
  3. Ach, "Gra o tron", rozrywka dla tych, którzy nie są w stanie znieść radosnego optymizmu "The Walking Dead".

    "Oczywiście, świat przedstawiony przez p. Jerzego R.R. Martina cechuje dziwna nieregularność i czas trwania pór roku - w zasadzie, bardzo trudno sobie wyobrazić planetę o takich cechach"

    Bardzo łatwo. Czy planeta orbitująca wokół gwiazdy podwójnej, na mocy zagadnienia wielu ciał, nie MUSIAŁABY wykazywać takiego zachowania?

    Od pewnego czasu (scilicet od egzaminu z astronomii na trzecim roku) korci mnie, żeby napisać opowiadanie o planecie, która w ogóle nie należałaby do żadnego układu słonecznego, tylko latała w tę i wew tę po gęstym skupisku gwiazd.

    "Otóż - takiego zjawiska w prawdziwych dziejach powszechnych NIGDY na tak wielką skalę nie było! W każdym razie - nie w warunkach stałej lub rosnącej gęstości zaludnienia i - co wcale nie mniej istotne - ciągłych wojen."

    A czy Martin w książce szczegółowo podaje historię całego tego okresu? Przez taką kupę czasu miały szansę zdarzyć się okresy spadku ludności czy nawet - zgrozo! - pokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczegółowej historii nie ma - i DLATEGO WŁAŚNIE, trochę się dziwię. 8 tysięcy lat to kupa czasu. Od wybudowania piramid minęło niespełna 6 tysięcy lat. W tak długim okresie - regres jest zjawiskiem niezwykłym i GDYBY to nie była "fantasy", tylko "hard sf" - WÓWCZAS wymagałby wyjaśnienia.

      W obrębie gatunku "fantasy" - OCZYWIŚCIE wyjaśnienia nie potrtzebuje, bo ten gatunek tak ma, że dzieje się w "wiecznym średniowieczu", gdzieś "poza czasem".

      Ja się zresztą - proszę przeczytać uważnie tekst, choć nie ukrywam przecież, że dziś jest zwykła rozrywka, a nie żadne filozofowanie - wcale owego regresu czy stagnacji nie czepiam.

      Mnie nie pasuje tylko i wyłącznie kukurydza! Kukurydza to już nie jest kwestia konwencji. To dowód na niedbalstwo i brak szacunku dla czytelnika. Nawet jeśli, skądinąd, Autor wcale nie był pierwszym, który tak postąpił (u Tolkiena są na pewno ziemniaki i pomidory - kukurydzę pamiętam z filmu: nie jestem w stanie z pamięci orzec, czy była też i w książce...).

      Usuń
  4. Raz, to fantasy, które się nie dziej w żadnym "podwóczasie", coby realia się zgadzały; dwa, trochę trąci autyzmem czepianie się szczegółów, tutaj taka jest konwencja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca! W fantastyce NIE CHODZI O TO, żeby opisywać jakieś historie, tylko o to, żeby opisywać "jakiś" świat. Tak przynajmniej najłatwiej jest zdefiniować ten gatunek - i tylko dzięki temu możemy się, jako czytelnicy, zgodzić na to, że większość fabuł fantastycznych jest płaska i przewidywalna jak szkopska autostrada.

      Oczywiście, Autor może z nas zakpić i zagadek świata, który wymyślił - nie rozwiązać. To jednak byłby z jego strony swoisty "bunt przeciw konwencji"!

      Zauważ, ile miejsca w "Gwiezdnych wojnach" zajmuje wyjaśnianie różnych zagadek "mocy": jest to istotna siła napędowa całej akcji, wręcz - biorąc pod uwagę te części, które do tej pory zostały pokazane - główny jej motor!

      Usuń
    2. E, jak widać niekoniecznie- Martin poszedł opis postaci i relacji między nimi. Jeśli szukasz fantasy "światotwórczej" to polecam Stevena Eriksona. Jeśli wolisz natomiast hard sf, to tylko Gene Wolfe.

      Usuń
  5. "Oczywiście, świat przedstawiony przez p. Jerzego R.R. Martina cechuje dziwna nieregularność i czas trwania pór roku - w zasadzie, bardzo trudno sobie wyobrazić planetę o takich cechach"

    Byl kiedys cykl ksiazek o Helikonii ktory mial ten temat - planete orbitujaca w ukladzie gwiazd podwojnym. W ogole, Zima Weyra wyjasnia regres cywilizacyjny znakomicie!

    Browning

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba przecenia Pan autorow ksiazek sf a juz szczegolnie fantasy.Ksiazka jest niestety taka sobie i juz od dawna widac ze kolejne watki w coraz to nowszych i bardziej opaslych tomach mnozone sa na sile.Poniewaz serial to wszystko upraszcza wiec jest w gruncie rzeczy bardziej spojny i ciekawszy podczas gdy ksiazka poza moze 2-3 pierwszymi tomami to typowa komercha.Martin zas to typowy sredniak w panteonie "gwiazd" sf(Dukajowi do piet nie dorasta)wiec nie spodziewal bym sie jakiegokolwiek wyjasnienia tych anomalii-ot po prostu taki sobie swiat wymyslil i tyle.Choc oczywiscie kilku komentujacych powyzej zasugerowalo juz rozwiazanie-wystarczy tylko aby planeta kiedys zostala terraformowana/skolonizowana przy pomocy statkow-ark a nastepnie w wojnie z miejscowa rasa(tzw.Inni)nastapila utrata wiekszosci technologii.Moze i Martin pojdzie w tym kierunku ale watpie-to tylko czysta,nie wymagajaca myslenia rozrywka w ktorej wcale nic do niczego nie musi pasowac.Jak chce Pan ksiazek spojnych to wlasnie panski mistrz Lem,Dukaj czy Stephen Baxter.Zreszta zeby nie narzekac i tak "Gra o tron" jest lepsza od 90% innych dziel fanatasy.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Terraformowanie i temu podobne, to byłby chwyt z gatunku "twardej sf", a nie z gatunku "fantasy".

      Natomiast, JEŚLI autorowi zależy na zachowaniu spójności "świata przedstawionego", to w ostatnim rozdziale ostatniego tomu ostatniej części powinniśmy dowiedzieć się kim są "Inni", jaka zasada rządzi zmianą pór roku tego świata (wcale NIE MUSI to być zasada fizyczna! Jej natura może mieć całkowicie magiczny charakter, byle tylko - dawała się spójnie wyjaśnić...), jaka magia pomogła wznieść i umocnić Mur oraz, oczywiście, kto jest obiecanym przez proroctwo wybawcielem (po przeczytaniu 2 części, typuję, że to będzie Deannerys i jej smoki...).

      Jak na razie, rysuje się kilka możliwości. Być może wszystkie te zagadki wyjaśnią się dzięki "trójokiej wronie", czyli dzięki spodziewanemu spotkaniu Brana Starka z Pierwszymi Ludźmi. Wówczas zapewne dowiedzielibyśmy się, że za zmianami pór roku, itd. - stoją "starzy bogowie".

      Ale być może to nawiedzona kapłanka ma rację i tym światem rządzi dwóch równie mocnych, a zwartych ze sobą w wiecznej walce bogów, na przemian dających mu mrok i noc oraz ogień i światło..?

      Obawiam się też, że udział "pierwiastka magicznego" będzie z części na część rósł. Już od drugiego tomu części pierwszej aż prosi się, aby gdzieś pod Horrenhal zebrała się armia wilków ze zmiennokształtną Aryą na czele - i, szczerze pisząc, zgadzam się, że odkładanie tego nieuchronnego wydarzenia na później dowodzi pazerności na kasę ze strony Autora..!

      Usuń
    2. Martin to w gruncie rzeczy pisarz "twardej sf" a nie fantasy wiec przypuszczam ze MOZE pojsc w tym kierunku.Taki rozwoj akcji nie bylby niczym nowym(chocby "Pan Lodowego ogrodu" Grzedowicza czy "Lowy na weze morskie" Wolvertona i paru innych).Choc nie ukrywam ze mam w tym wlasny "interes"-po prostu lubie SF a nie przepadam za fantasy wiec wolalbym zeby historia poszla w tym kierunku.

      Piotr34

      Usuń
    3. Odkąd wykluły się smoki - uważałbym takie rozwiązanie za niekonsekwentne...

      Usuń
    4. Jacek
      Przebrnąłem z dużą przyjemnością przez wszystkie tomy i to co najbardziej mnie urzekło to to że pierwiastek fantasy choć obecny i istotny dla całej historii nie jest dominujący :-) (mimo że uwielbiam fantasy)
      Jedno co mnie martwi to to że historia została tak rozbudowana, a ilość wątków tak liczna że obawiam się że autor (któremu życzę jak najlepiej) biorąc pod uwagę czas pomiędzy wydaniami kolejnych tomów nie zdąży opowiedzieć całej historii do końca ;-)

      Pozdrowienia z Stg

      Marcin D

      Usuń
  7. Jest przynajmniej kilka potencjalnych uzasadnień dlaczego świat gry o tron jest zacofany technologicznie. Nie wiem czy autor o nich pomyślał i szczerze mówiąć wątpię - w tej konwencji istnienie imperiów mających tysiące lat i stojących na tym samym poziomie rozwoju co u swego zarania, lub nawet niższym - jest typowe.
    Pierwszym wyjaśnieniem, występującym np. w cyku Xanth lub trylogii Wykucie miecza mroków, jest isnienie magii. Po co wymyślać pralkę, skoro istnieje proste "zaklęcie piorące"? Problemem jest to, że w obu wspomnianych cyklach świat jest "silnie magiczny", w grze o tron prawie nie występuje. Ale - jak zdradził autor - siła magii na świecie zależy od występowania i siły smoków (bez podania czy to jest konsekwencja istnienia smoków, czy tylko korelacja). Smoki występują w tym świecie nieregularnie. W okresie kiedy smoków jest dużo - rozwija się magia, technologia jako mniej opłacalna - idzie w zapomnienie. Smoki znikają - znika magia i rozwija się technologia.
    Drugim możliwym wyjaśnieniem jest okresowa, globalna, katastrofa. Taka jak np. w cyklu o wspomnianej już Helikonii. Raz na tysiąclecie czy dwa planeta niemal całkowicie zamarza, cywilizacja upada, resztki ludniości wyrzynają się w okolicach równika w trakcie walki o resztki zasobów. To może też wyjaśnić rozpowszechnienie tylu różnych zbóż - w takcie katastrofy ludzie z różnych rejonów się zbierają na ograniczonym terytorium i dochodzi do wymiany żarcia. Ksiązki czytałem bardzo dawno temu, ale zdaje się że była w nich sugestia iż co jakiś czas świat ogarnia wielka zima i wszystko szlag trafia. Słabością tej teorii jest to, że flora i fauna nie wygląda na dostosowaną do takiej globalnej katastrofy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...