czwartek, 25 lipca 2013

Dynie atakują!

Skończyłem pielić "tyły" ogródka. Dzięki temu widać teraz rozmiary dyniowego pieprznika, który przełazi przez płot w każdym kierunku i dziarsko przekroczył też rów, którego używam do odprowadzania wody zalewającej nam hydrofornię:













Co ciekawe, mam wrażenie, że owocują głównie odnogi wysuwające się poza dyniowy matecznik:


Wewnątrz dyniowego gąszczu, jego owoce są dużo ciemniejsze ("dyniowe" właśnie, a nie żółte) - i sporo mniejsze od tych "kolonijnych":


Niewiele widać, ale tam, do środka - po prostu nie ma jak wejść..!

Co poza tym..? Poza tym, gdzieś tam są zapewne konie:


(nie chciało mi się do nich wchodzić...)

W szklarni dojrzewają owoce tomatillos:


Wypieliłem oczywiście także kiwi:



oraz mieszany zakątek lnu, chrzanu i krzaczorów:


Na grządce "eskperymentalnej" pyszni się ostatni kard:


Albo się już zestarzał, albo po prostu tak ma, jeśli go nie sparzyć - bo ciutek zepsuł Lepszej Połowie dzisiejszą zapiekankę z cukinii, mielonego mięsa, ziół i pomidorów (poza mięsem - wszystko z ogródka!): był gorzki i sos, który z zapiekanki wypłynął uczynił gorzkim. Wcześniej tak nie było (ale wcześniej, Lepsza Połowa zawsze podawała go po sparzeniu - czego nie zrobiła tym razem, parząc cukinię...).

Lepsza Połowa suponuje, że może lepszy się okaże jako dodatek do pasztetu lub wątróbki..?

Spod chwastów i wszędobylskiej mięty pokazały się nasze w tym roku sadzone (mamy i starsze i te wcześniej już pokazywałem) poziomki:


(krzaczor po lewej, w głębi, to tzw. "wiśnia stepowa").

Całkiem niespodziewanie odkryłem też owocujące czarne porzeczki - aleśmy je zużyli od razu i nic nie zostało do pokazania. Pokazać za to mogę nasze pierwsze, niedojrzałe jeszcze żurawinki:


i nie mniej pionierskie borówki:


W cieniu słoneczników dojrzewają też pierwsze maliny - ale tam mi się z aparatem nie udało wejść, za ciasno:


(jak widać "front" ogródka, do którego i słoneczniki należą, walnie już zarasta - widać po ścieżce...).

Więc tylko słonecznik na słoneczne zakończenie:


Dzisiejszą pocztą wrócił do mnie list, który wysłałem prawie dwa tygodnie temu do redakcji "Konia Polskiego" - z umową, którą po prawie trzech miesiącach kołatania do mnie raczyli byli przysłać.

List wrócił z adnotacją "adresat wyprowadził się".

Nie zamierzam tego nawet komentować..!

Na szczęście, wygląda na to, że nasz jedyny duży baniak właśnie przestał fermentować:



Przydałby się co najmniej jeszcze jeden taki, bo teraz muszę wybrać - czy po rozlaniu o butelek tego, co jest w środku, nowy nastaw robimy z jeżyn (tak by było politycznie, bo sąsiedzi słodkie wino z jeżyn lubią nade wszystko!) - czy jednak ze zdziczałych wiśni dwóch gatunków, które niedawno odkryłem po sąsiedzku (tak by było ciekawiej...)?

Ale co zrobić - taki baniak to minimum kilkadziesiąt złotych, bliżej nawet 100 - nie sprawię sobie na razie drugiego, nie ma za co...

A na drugie pocieszenie po tym "adresacie nieznanym" - uwieczniłem wszystkie ozdoby naszej chatki na jednym ujęciu:


Nie wiem co piękniejsze: koćkodan - czy zasłona z powojników..?

2 komentarze:

  1. Pytanie od laika: czy szczątki roślin (zgniłe łodygi, obierki z ziemniaków, etc) są dobrym nawozem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrym. Ale to się raczej Wojtka pytaj - on, zdaje się trochę heretyk pod tym względem, bo nie uważa, że zawsze koniecznie trzeba wszystko kompostować.

      My mamy tyle gówna, że szczątków roślinnych używam do celów bardziej długofalowych: zasypuję nimi pozostałe jeszcze doły po wybieraniu piasku w tej intencji, żeby za kilka lat poszerzyć w tamtym kierunku ogródek.

      Na pewno trzeba uważać, co się wyrzuca - bardzo wiele chwastów potrafi "odbić z korzenia", a i nasiona na wierzchu takiej kupy szczątków kiełkują błyskawicznie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...