wtorek, 9 lipca 2013

Dlaczego nienawidzę „Oświecenia“?

Ledwo wstałem i odpaliłem końputer, a szlag jaśnisty przeszył mnie na wskroś! Oto sympatyczna skądinąd pani Natalia z kwartalnika „Hodowca i Jeździec“ pisze do mnie – po tym, jak przypadkiem zoczywszy w necie, że puszczają w ostatnim numerze mój artykuł, sam się o to do niej zwróciłem – że owszem, pisemko mi wyślą, ale płacić za ten tekst nie mają zamiaru. Bo, „decyzją Zarządu“, poszedł jako „głos w dyskusji“.

Noż kurwa wszeteczna i wszyscy dyabli!

(A miałem unikać wulgaryzmów na blogu i gdzie indziej. No i poszło się pier…lić moje noworoczne postanowienie w ten sposób… I kto jest winien? No kto..?)

Na szczęście, oba nasze koćkodany wyczuły sytuację („zwierzęta mają instynkt“..!) i zaimprowizowały na szybko małą scenkę rodzajową, żeby mój (słuszny i sprawiedliwy) gniew rozładować.

Otóż wieczorem zewnętrzna kota, Krystyna, walczyła z jakimś zwierzęciem. Nawet wyszedłem popatrzeć czy nie potrzebuje pomocy – nie potrzebowała, ale tak była wściekła, że nie dała się pogłaskać. A rano nie przyszła na śniadanie.

No cóż – nakarmiliśmy kotę wewnętrzną, Sylwestrę – i zajmujemy się swoimi sprawami. To znaczy – ja właśnie odpisuję na tego o pomstę do Nieba wołającego maila, kiedy… za plecami rozlega mi się radosny miaukot i gardłowe pomrukiwania.

Co się stało..? Nasza ciapowata weteranka, co to, zdaniem zaprzyjaźnionego weta „stawy już się jej ze starości nie smarują“ – właśnie zeskakuje z okna z… myszką w pysku! Którą to myszkę z radością nam prezentuje, jako swój „wkład do kotła“.

Już mi się trochę polepszyło – bo jak tu się wściekać przy takiej scenie?

Ale – to wcale nie był koniec!

Ledwo wyrzuciłem najpierw myszkę, a potem kota na zewnątrz i ledwo polałem jej ostatnią resztkę mleka, która mi została w nagrodę (samemu z mleka do porannej kawy rezygnując) – a za plecami ponownie rozlega się radosny miaukot i gardłowe pomrukiwanie..!

Odwracam się, patrzę – a tam Krystyna, oczywiście z myszą – i oczywiście: z myszą WIĘKSZĄ od tej, którą jej starsza koleżanka przyniosła!

No to mi przeszło…


W związku z czym, zrezygnowałem z wygłaszania jeremiad o tym, co ja właściwie myślę o „dyskusjach“ i „Hodowcy i Jeźdźcu“ – i w miarę spokojnie (w żyłach krąży mi teraz dziwna mieszanina adrenaliny z endorfiną, istny „koktajl Mołotowa“, nawet kawa bez mleczka w sumie nie była potrzebna…) mogę wrócić do tematu, który nasunął mi się przy okazji wczorajszej dyskusji „śmieciowej“ – lubo raczej tej na „Nowym Ekranie“, niż u mnie.

Jak raz znalazłem w literaturze klasycznej bardzo stosowne cytata. Intronizacja rozumu jako władcy – mówi w „Głosie Pana“ profesor Rappaport – jest równoznaczna z oddaniem się w opiekę obłędowi logiczności.

Jak już niejeden raz pisałem – ludzie nie są Z NATURY rozumni. Zdolność racjonalnego myślenia to ewolucyjnie późny „wynalazek“, zdecydownie niedoskonały i zdecydowanie – przeceniany.

Instynkty działają nieomylnie. Co przecież na powyższym przykładzie z życia wziętym i całkowicie autentycznym – widać jak na dłoni. Wykazały nasze koćkodany „inteligencję emocjonalną“..? Wykazały! Nieważne, czy chodziło im o mój nastrój, grożący potencjalnie tragicznym w skutkach wybuchem (miałem już plany co do tej stówy z groszami, której spodziewałem się od „HiJ“…), czy o wewnętrzną konkurencję między sobą – w każdym razie: doskonale im to wyszło.

Natomiast logika, w zasadzie NIEUCHRONNIE (jeśli trafiają się myśliciele, którym udało się tej pułapki uniknąć, to WYŁĄCZNIE dzięki temu, że przyjmują, explicite lub milcząco – jakieś wstępne założenia, działanie logiki ograniczające!) prowadzi do szaleństwa.

W życiu społecznym – do zbrodni lub do utopii. Co zresztą – na jedno wychodzi, bo czy możliwa jest utopia, która nie będzie zbrodnicza w skutkach..?

Platon „popłynął“ na swojej logice – i stał się twórcą – założycielem utopizmu.

Arystoteles, a za nim św. Tomasz – wstrzymali się, a raczej – wstrzymani zostali przez przyjęte z góry założenia (pierwszy – przez założenia natury epistemologicznej, które drugi wzbogacił o założenia metafizyczne).

Potem nadszedł czas empiryzmu, który dopuszcza możliwość kwestionowania wszelkich aksjomatów – w imię doświadczenia, rozumianego jako radykalna forma konfrontacji „tego co w myśli“, z „tym co w rzeczy“.

Bardzo szybko, bo już na przełomie XVII i XVIII wieku zaczął empiryzm owocować utopiami jak Maciejowa grusza na miedzy – ulęgałkami. Wolność kwestionowania aksjomatów zniosła bowiem nie tylko ewentualne ograniczenia, jakie mogły stać na drodze poznania – ale też, w sposób nieuchronny – wszelkie ograniczenia, jakie mogły powstrzymywać ludzi przed wypróbowaniem w praktyce tego, co odkryli.

Problem jest w zasadzie nierozwiązywalny. Aksjomatów niepodważalnych nie ma. Co więcej – nauka, czasami uzurpując tylko swój empiryczny autorytet (jak np. psychoanaliza, czy całkiem spora część ekonomii i socjologii…), a czasem nawet i rzetelnie – nieustannie dostarcza nowych propozycji „racjonalnej organizacji“ ludzkiego życia.

Ponieważ nie sposób ani na pierwszy, ani na drugi rzut oka rozstrzygnąć, co jest propozycją w jakimkolwiek sensie tego słowa rzetelną, a co tylko szamaństwem, ani tego, gdzie użyto rzetelnej metodologii, a gdzie – tylko jej pozorów (wymaga to na ogół wiedzy specjalistycznej co najmniej dorównującej tej, jaką posługują się autorzy danej propozycji – a co najmniej, takiej samej biegłości w używaniu „naukowego“ żargonu…): właściwym postępowaniem wobec tak podejrzanych propozycji, powinna być NAJWYŻSZA NIEUFNOŚĆ.

Tymczasem – w praktyce widzimy, że jest zgoła całkiem odwrotnie! Nie ma takiej bzdury, takiej zbrodni ani takiego szaleństwa – które nie byłoby uzasadniane i usprawiedliwiane „ustaleniami nauki“.

Dlatego właśnie – nienawidzę „Oświecenia“. I STANOWCZO WOLĘ w tej nienawiści przesadzać – niż pozostawić zbyt szeroko uchyloną furtkę, przez którą parszywy „racjonalizm“, obłędna „logiczność“ i nieludzka „nowoczesność“, mogłyby wtargnąć podstępnie na moje podwórko i zacząć tu jakąś krecią robotę.

Dlatego właśnie – od kilku już lat, na ile potrafię, obnażam przed Państwem mechanizmy „modernizacji“, której ulegamy krok po kroku, od XVIII wieku począwszy – pokazując, jak owa „modernizacja“ wyglądała w rzeczy samej i jakie powodowała koszty. A także – na ile była tak naprawdę przypadkowa i niekonieczna!

Być może przymuszenie Państwa do sortowania i przechowywania śmieci, być może tresowanie Państwa dwa razy do roku piramidalnie bzdurną i szkodliwą „zmianą czasu“, być może tyranizowanie nas wszystkich tysiącami pozwoleń, egzaminów i zaświadczeń – to są elementy jakiegoś dyabolicznego spisku. Być może. Choć szczerze wątpię – i też o tym całkiem niedawno pisałem.

NA PEWNO jednak: są to wszystko działania „naukowe“, „racjonalne“ – i jeśli nawet ŻADEN dyaboliczny spisek za nimi nie stoi – to Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ, stoi za nimi „ogólna atmosfera intelektualna“, dominująca wśród niemiłościwie panujących nam elit. Stoi za nimi „Oświecenie“. Stoi za nimi NICZYM NIEUZASADNIONE przekonanie, że „ludzie są rozumni i rozumnie mogą kierować swoimi sprawami“!

11 komentarzy:

  1. Gratulacje dla kockodanow za tak udane lowy !) .

    Jesli chodzi o Oswiecenie, to wiecej ono mialo wspolnego z pozniejsza powszechna poprawa oswietlenia niz z oswieceniem umyslowym... .

    Raczej wywolalo "kult umyslu racjonalnego", rodzaj wiary religijnej, ktora do dzis ma swych wyznawcow wsrod zawodowych naukowcow oraz kadry nauczycielskiej (roznego szczebla), w roli kaplanow tej wiary... .

    "Racjonalny umysl" w takim ujeciu jest wprost anty-ludzki (poniewaz w tej koncepcji brak jest empirycznie dowodliwej emocjonalnosci i nieracjonalnosci ludzi) i ludziom wyrzadzil wiele szkod (idee oswieceniowych "przedszkoli" dla niedostosowanych spolecznie, funkcjonujacy w roznych krajach do dzis, pod roznymi nazwami a znany w Kraju nad Wisla pod nazwa KZ-lager lub lagra) i wiele szkod jeszcze wyrzadzic moze (chocby w postaci 'oswieconego' ruchu depopulacyjnego rozwiajajacego sie pod czujnym okiem Gate'sow...).

    OdpowiedzUsuń
  2. Racjonalnym i logicznym należy być, owszem, ale dopiero, kiedy już się wprowadzi jakieś (nieweryfikowalne, rzecz jasna) założenie. Często - moralne.

    Trudno nie zmieniać czasu, kiedy wszyscy to robią. Durne to, ale jakie wyjście?

    A co do śmieci, to nie ma rady, publiczne śmietniki znikają, więc - płacić trza. Ewentualnie - wrócić do recyklingu w obrębie gospodarstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego "trza"..? Bo władza tak każe? Ale władza w tej akurat sprawie posługuje się demagogią i oszustwem. Albowiem NIE JEST PRAWDĄ to, czym się pod poprzednim postem zachwycał komentator Artur z wieloma x-ami, iż system "jest dobry", bo "powszechny" i "tani".

      Stawki rzędu 6 zł/miesięcznie są możliwe TYLKO DLATEGO, że oszacowania tyczące produkcji śmieci w gospodarstwach DRASTYCZNIE ZANIŻONO, kupując w rezultacie ZBYT MAŁO USŁUG ich wywozu.

      3 worki śmieci na 2 tygodnie na 6-osobową rodzinę: cóż to jest..?

      Albo mieszkańcy będą musieli dopłacać firmom śmieciowym prywatnie, albo - cena BARDZO SZYBKO wzrośnie.

      Tak, czy inaczej - ŚMIECI WYLĄDUJĄ W LESIE.

      Q.E.D.

      Usuń
    2. "3 worki śmieci na 2 tygodnie na 6-osobową rodzinę: cóż to jest..?"
      Nie zauważyłem wcześniej Twoich wątpliwości. :)
      Gmina musi odebrać od Ciebie każdą ilość śmieci w ramach tej stałej opłaty. Jak wystawisz 20 lub 2mln worków muszą to odebrać. Jeżeli śmieciarka przyjmuje tylko 1 worek od mieszkańca gmina musi uruchomić gminny punkt odbioru odpadów, czy też odebrać je w inny sposób, ich obowiązek.

      Usuń
    3. Nic mnie tak nie irytuje jak optymizm, wiara w człowieka i przez człowieka stworzone instytucje!

      Naprawdę Kolega wierzy, że ktoś będzie za 6 zł miesięcznie kursował częściej, niż to w grafiku podał..? Szczęścia w życiu zatem życzę...

      Usuń
    4. artur xxxxxxx13 lipca 2013 15:39

      Nie, bo ta firma ma podpisaną pewnie umowę tylko na te kursy i na konkretną ilość worków. Nie zmienia to faktu, że gmina musi przyjąć nadwyżkę śmieci od gospodarstw domowych. Jak to zrobi, to już ich sprawa. Tak jest zapisane w ustawie, odebranie śmieci (ale nie koniecznie fizycznie spod drzwi) jest ich obowiązkiem, niezależnie ile tych śmieci będzie.

      Usuń
  3. CZYTAĆ TO COŚ WIĘCEJ NIŻ PISAĆ

    Coraz większą moją uwagę wzbudza niejaki Falco.
    Znikomą zaś uwagą darzę niejaką — aż tak pretensjonalną — Indiankę. Czy pan Jacek Kobus jest masochistą?
    Albowiem pokaż mi z kim się spotykasz, a powiem ci kim jesteś! Skoro już muszę poprzestać na tym skrócie.

    Gerwazy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że jest kilku internetowych zgniłków, którzy wyłażą ze skóry, aby inni czytelnicy przestali czytać mojego szczerego bloga. Gerwazy należy do tych zgniłków. Jak się Gerwazemu (co za pretensjonalny przydomek!) nie podoba mój blog, to niech na niego nie wpełza. Są setki innych blogów, gdzie może się zaczytywać pasjami całymi dniami. Obecność na moim blogu nie jest obowiązkowa.

      Pan Jacuś czyta mojego bloga, bo widać jest mu bliska szczerość moich wypowiedzi :), poza tym jest w podobnej, aczkolwiek nie takiej samej sytuacji jak ja. Po prostu zna życie wiejskie mieszczucha od podszewki, więc rozumie, o czym piszę. I to, czego nie napiszę wprost – potrafi sobie sam dopowiedzieć.

      Usuń
  4. NA TEMAT

    A tzw. Oświecenie?

    Coś się na nim skończyło, coś się nie zaczęło. I teraz tkwimy w tej czarnej Dupie!
    Historia to, zaiste, niezły afrodyzjak.

    Gerwazy

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Jacku, przy okazji realizacji "panstwowej rewolucji smieciowej", wyszlo, ze jest to regularna wojna, ktora wymaga zatrudnienia nastepnych zastepow "zolnierzy " zajetych walka na "smieciowym froncie"... .

    Tylko jakos nikt nas sie nie pytal, czy za te ekstrawagancje Jasnie Oswiecanych bedziemy chcieli placic... .

    OdpowiedzUsuń
  6. INDIANIZM PO POLSKU

    Oto wśród różnych izmów napotkałem i taki. Kłopt z tym izmem rzekomo indiańskim jest taki, że trafiłem na ten izm za sprawą czysto techniczną, czyli przeglądem polecanych przez Jacka Kobusa blogów.Skoro więc tutaj zabieram głos, to wyłącznie z dwóch przyczyn.

    Pierwsza to jest ta, że tzw. Indianka, w słusznej trosce o dobre mniemanie o sobie, nie przepuści żadnego głosu, który nie jest afirmacją jej sposobu myślenia i własnej osoby.
    Druga to jest ta, że nie zwykłem nadużywać czyjejś gościnności. W tym wszakże przypadku odpowiedzialność spada na Indianki promotora.

    Albowiem:
    Poznając blogi polecane przez Jacka Kobusa kierowałem się zapewne niezbyt zdrową, ale bezinteresowną ciekawością.
    Blogu rzeczonej Indianki na pewno nie polecam i czytać nie będę, albowiem uważam, że jest to blog dla ciężko upośledzonych na umyśle. W dodatku dla takich specyficznych wiejskich "nuworyszy".
    A ja przecie nie chciałbym uchodzić — nawet we własnym mniemaniu — za masochistę.

    Gerwazy

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...