niedziela, 21 lipca 2013

De-konstrukcja rzeczywistości

Od 200 lat świat w którym żyjemy stoi na głowie. Państwo w większości tak się już do tej pozycji przyzwyczaili, że bardzo trudno jest Wam chociażby wytłumaczyć jak to było, kiedy jeszcze stał na nogach!

Od 200 lat coraz potężniej życie, zrazu tylko zbiorowe, a ostatnimi czasy także to najbardziej nawet prywatne (ba! intymne wręcz...) rządzone jest metodą, którą nazywam "konstrukcjonizmem". Konstrukcjonizm polega na tym, że instytucje (w socjologicznym sensie tego słowa), obyczaje, wzorce zachowań, mody - najpierw powstają jako plan, projekt w czyimś umyśle - a dopiero potem wprowadzane są w życie praktyczne.

Zawsze tak było! - słyszę uszami duszy.

Nieprawda - odpowiadam - i podawałem już wcześniej na to przykłady. Do roku 1789 regułą było, że NAJPIERW powstawała pewna praktyka, a dopiero potem - ewentualnie - podlegała kodyfikacji (niekoniecznie zresztą formalnej, bo nie tylko i nawet nie przede wszystkim o prawo tu idzie!). Oczywiście i od tej zasady istniały wyjątki, spośród których największym była bodaj Reformacja: stąd, pod pewnymi względami, można korzeni "konstrukcjonizmu" szukać już w wieku XVI.

Jednak wprost zasadę, iż życie ludzkie powinno być rządzone przez racjonalny rozum, a więc również i zwyczaje, instytucje, wzorce ludzkich zachowań, powinny być rozumne - sformułował nie kto inny jak Immanuel Kant. Od niego zatem, a potem od anty-francuskiej rewolty roku 1789 zaczyna się dominacja "konstruktywizmu" w naszej części świata.

"Konstrukcjonizm" jest pojęciem szerszym od "utopizmu" - bynajmniej NIE WSZYSTKIE przez człowieka wymyślone instytucje i zwyczaje zaraz muszą koniecznie okazywać się zgubne w skutkach i rodzące efekty przeciwne do pierwotnych zamierzeń (aczkolwiek takich właśnie, utopijnych rozwiązań, funkcjonuje w naszym życiu zaskakująco wiele: gdyby nie postęp techniczny, zachodzący zdecydowanie NIEZALEŻNIE od "głównego nurtu" przemian - nazwijmy to - obyczajowo - społecznych - społeczeństwo TAK ŹLE zorganizowane jak nasze - nie miałoby najmniejszych szans na przetrwanie...).

Z mojego punktu widzenia jest rzeczą mało istotną, czy proponowane przez "konstrukcjonistów" rozwiązania są realnie możliwe do wprowadzenia, czy też pozostają tylko mrzonką lub też spowodują w praktyce skutki odwrotne od deklarowanych zamierzeń. Zgubna jest JUŻ sama zasada!

Zasada "konstrukcjonizmu" jest zgubna najpierw dlatego, że bazuje na nieuprawnionym metodologicznie generalizowaniu. Nasza wiedza naukowa na temat relacji pomiędzy jednostką a grupą ludzką jest wciąż relatywnie niewielka. Z tego jednak, co wiemy, jasno wynika, iż jest to obszar pełen nieredukowalnych indeterminizmów, a zależności jakie się w nim daje wyodrębnić, mają niemal zawsze charakter nieliniowy.

Występować z jakimiś "twórczymi" programami w tym zakresie, to jak urządzać bal na polu minowym - z góry wiadomo, że będą fajerwerki, tylko nie da się przewidzieć, kto wyleci w powietrze pierwszy!

Po drugie, "konstrukcjonizm" NIE MOŻE działać bez ciągłego używania i nadużywania przemocy. Właśnie DLATEGO tak łatwo upowszechnił się już w wieku XIX w całym "świecie cywilizowanym". Niezależnie bowiem od tego, jak szlachetne intencje przyświecały i przyświecają proponentom kolejnych rewolucji - KAŻDA taka rewolucja, z konieczności odwołując się do przemocy - ZAWSZE I ZA KAŻDYM RAZEM: rozdyma, rozszerza, powiększa - niemiłościwie nam panujące gosudarstwo.

Jest zatem "konstrukcjonizm" instynktownym niemal wyznaniem wiary każdego funkcjonariusza. Jak może być inaczej..? Cokolwiek by nie było przedmiotem "reformy" - za każdym razem: powstają wszak nowe etaty dla funkcjonariuszy..!

Jeśli sprzeciwiam się formułowaniu jakichś programów, wizji, projektów na "lepszą przyszłość" - to NIE DLATEGO, że takie wizje są w tej chwili nierealne (wszak rządzi i rządzić będzie tak czy inaczej jakaś lewica - niezależnie od tego, czy jest to lewica post-PPS-owska, jak PiS, czy post-internacjonalistyczna, jak PO, Palikot i wszystkie inne Millery...) - tylko dlatego, że aby zmienić coś naprawdę istotnego - należy się NAJPIERW uwolnić od intelektualnej tyranii "konstruktywizmu". Należy zerwać z oświeceniowym przesądem, wedle którego ludzie są rozumni i rozumnie powinni swoje życie urządzać.!

NIE WIADOMO, czy ludzie są rozumni. Z całą pewnością - swoje życie powinni urządzać JAK SAMI CHCĄ, a nie - jak to sobie wyobraża twórca programu "cywilizacji polskiej" (co za bełkot w samej nazwie..!), czy też - twórca programu "libertariańskiego".

Trudno sobie wyobrazić gorszy przykład pychy, niż przekonanie - żywione przez pomysłodawców wszystkich takich "projektów" - że samym sobą reprezentują swoisty "wzorzec z Sevres" całej ludzkości i co im się podoba, zaraz musi się wszystkim innym egzemplarzom gatunku podobać tak samo.

Żeby była jasność: ja wcale nie postuluję jakiejś anarchii! Znacie przykłady z dziejów dawniejszych niż ów nieszczęsny rok 1789, żeby gdzieś na świecie istniała trwała anarchia..? Wręcz przeciwnie!

Jasnym jest, że ludzie nie powinni biegać po ulicach z siekierami, grabić i mordować. Skoro zaś mamy ów postęp techniczny, a raczej jego jakże kuszące owoce - to nie jest też specjalnie trudnym ani kosztownym postulatem, aby nie zdychali z głodu pod płotem (choć też nie widzę żadnego racjonalnego powodu - he, he... - dlaczego mieliby w tym celu dostawać coś więcej niż suchą bułkę raz na dzień...).

Rzecz w tym, żeby dać sobie spokój z pomysłami "wyzwalania człowieka" (spod rzekomej "tyranii" rodziny, obyczaju, konwenansów, instytucji...), a tym bardziej - "wyzwalania zwierząt". Praktyka ostatnich 200 lat dowodzi, że z całego tego "ruchu wyzwoleńczego" nic dobrego wyniknąć nie może (nawet zniesienie niewolnictwa wcale a wcale nie było takim prostym, bezkosztowym i bezbolesnym krokiem, jak to się może DZISIAJ wydawać - i oczywistą oczywistością jest, że koszt tego kroku ponieśli byli niewolnicy - podobnie jak byli chłopi pańszczyźniani ponieśli koszt uwłaszczenia: nawet tam gdzie, jak w zaborze rosyjskim i austriackim - zaborcze rządy zrobiły co mogły, aby dokopać "polskim panom"...).

Rzeczywistość, która nas otacza wymaga "de-konstrukcji". Skądinąd - całkiem świadomie nawiązuję tu do (lewackich) pomysłów Jakuba Derridy - otaczający nas świat tak bardzo jest już przesycony skutkami szalonych eksperymentów jego ideowych kolegów, że analizując go w ten sposób, wręcz nie da się nie zauważyć, jak słabe i wątpliwe są jego fundamenty...


Że taka "de-konstrukcja" może się udać i że skutkiem tego kroku będzie JAKIŚ ład (nie przesądzając w żadnym razie, jaki to ład będzie - czy będzie to nowe wcielenie tradycyjnej monarchii, czy samorządna federacja demokratycznych gmin, czy jeszcze co innego...) - tego akurat jestem całkowicie pewien. Historia naszego gatunku DAWNO już by się zakończyła - gdyby nie nieskończona niemal zdolność przystosowawcza i plastyczność ludzi. Realny socjalizm i jewrosojuzny homokomintern ludzie przeżyli - to nie poradzą sobie ze zorganizowaniem życia na nowo, gdy tyrania permanentnej rewolucji ustanie..?

13 komentarzy:

  1. "Z całą pewnością - swoje życie powinni urządzać JAK SAMI CHCĄ, a nie - jak to sobie wyobraża twórca programu "cywilizacji polskiej" (co za bełkot w samej nazwie..!), czy też - twórca programu "libertariańskiego"."

    Czy libertarianizm nie polega na tym, że ludzie mają prawo urządzać swoje życie jak sami chcą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie do końca! Nie wolno im oddać się pod władzę Tyrana, choćby i chcieli.

      Co gorsza - od lat każdego napotkanego libertarianina usiłuję wypytać, jak sobie wyobraża dopilnowanie tej zasady - kto będzie pilnował, żeby ludzie pozostali wolni i kto ich do tej wolności (której RACZEJ ani pragną, ani wyglądają...) w razie potrzeby przymusi..?

      Usuń
    2. A jeśli 93 % chce władzy tyrana, to te 7 % ma się dostosować, tak? Dobre...

      Usuń
    3. @Eryk: Libertarianie maja sposob na praktyczne testowanie wlasnych idei - "Wyspa Wolnosci" w Detroit. Tylko czy sie na to odwaza?

      @Kira: to 7% ma przeciez wyjscie: dostosowac sie, zbuntowac sie (i zginac) lub wyemigrowac. Oczywiscie moga tez przyjac strategie przetrwania polegajaca na pozornym dostosowaniu sie do panujacego systemu i probowac przeczekac do lepszej okazji... .

      Usuń
    4. Te 7 % to ci, których przeklina pan Kobus, gdyż to oni "niszczą" Tradycję.

      Usuń
  2. Swietna, moim skromnym zdaniem, egzemplifikacje stanowiska Szacownego Autora w kwestii "rozumnych urzedowych konstruktorow" jest upadek latami kwitnacego miasta Detroit (wiecej szczegolow z terenu: https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=VKdojK-m2XU) .

    OdpowiedzUsuń
  3. Moglby Pan cos wiecej napisac na temat tego jak Pan sobie wyobraza ow de-konstruktywizm od strony praktycznej?Ma Pan na mysli jakies konkretne dzialania(lub "dzialania" czy tez niedzialania)czy tez mowimy "tylko" o nowym nurcie filozoficznym?

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilowo możliwy i realny jest tylko bierny opór i mały sabotaż. I walka do upadłego o każdy wciąż jeszcze nie-uregulowany i nie-zreformowany kawałek rzeczywistości - niezależnie od tego, czy jest to prawo Żydów do podrzynania gardeł krowom, czy prawo matek do chodzenia z dziećmi do kościoła...

      Gramy o czas. Obalić tej nie-rzeczywistości się nie da. Ale im dalej od "awangardy postępu" będziemy, gdy owa nie-rzeczywistość wreszcie się zawali - tym dla nas lepiej!

      Usuń
    2. @Jacek Kobu: Inna strategie (stosowana rownolegle) jest emigracja zewnetrzna (zbieranie doswiadczen, umiejetnosci, kapitalu), ktora moglaby wrocic w odpowiednim momencie "na Ojczyzny lono".

      Usuń
  4. Duża część libertarian, których Pan tak krytykuje, liczy na to, że system zawali się pod własnym ciężarem - będzie zbyt złożony, żeby sprawnie funkcjonować. Oczywista rzecz, myślę, że to jest dobry trop. Niestety, wygląda na to, że na gruzach tego molocha szybko wykarmią się drapieżniki które wprowadzą TERROR, więc nie wiadomo, co lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Przejście od obecnej nie-rzeczywistości do libertariańskiej utopii jest skrajnie nieprawdopodobne (i dlatego właśnie ten pomysł - "konstruktywistyczny", choć przyznaję, że ze wszystkich tego rodzaju, relatywnie najmniej agresywny - jest utopią...).

      System obecny NIE MUSI upaść. Może się przekształcić w Tyranię Doskonałą w rodzaju Korei Północnej i w takim stanie trwać teoretycznie - bardzo długo..!

      Jeśli jednak upadnie, to najbardziej prawdopodobnym wariantem jest rozkawałkowanie nadmiernie obecnie rozrosłej władzy na sprawniejsze, mniejsze (i terytorialnie i kompetencyjnie) "księstewka".

      Czy będzie to przyszłość lepsza czy gorsza od stanu obecnego - a, to już zależy, jak daleko do tej pory zajdzie Nieubłagany Postęp...

      Usuń
    2. System w znaczeniu systemu ogolnoswiatowego nie moze trwac "dlugo" w formie takiej jak w Korei Pn. Tamten system jest totalnie niewydolny i bez stalych dostaw energii i zywnosci juz dawno by upadl.

      Browning

      Usuń
  5. A jednak jestem pewna, że żaden człowiek, który byłby zagrożony niewolnictwem (czarny na przykład) nie życzyłby sobie powrotu do dawnego prawa. Dlatego Twoje opowiastki, że "NIC dobrego nie wynikło" można włożyć między bajki. To, że państwo NADMIERNIE ingeruje, jest szkodliwe. Ale że ingeruje w ogóle - też potępić?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...