wtorek, 2 lipca 2013

Czarno – biały świat…

Jak futro naszego koćkodana (no dobra, „jak dominujące barwy futra naszego koćkodana“ – bo w naturze, jako że jest brudasem, nosi na sobie także różne odcienie żółci i brunatnego, zwłaszcza na łapach…).

Który to koćkodan ostatnimi czasy przechodzi jakieś emocjonalne załamanie. To kwestia wieku..? Pory roku..?

W każdym razie, budziła mnie tej nocy co godzinę. Nawet ją wyrzuciłem za drzwi w końcu. Z takim skutkiem, że przyśniła mi się burza pustosząca nasze wyschłe już siano – a to był koćkodan formalnie trzęsący oknem naszej chatki!

Teraz siedzi mi na kolanach i mruczy. Zaraz będę musiał pójść wyłączyć pompę wylewającą wodę z hydroforni, to siłą rzeczy przyjdzie ją z kolan zdjąć.

Spróbuję może przy tej okazji strzelić parę fotek – choć widzę świat w czerni i bieli i wątpię, by zdjęcia się udały. W każdym razie, do pisania jakichś „problemowych“ tekstów z całą pewnością nie jestem w tej chwili zdolny.


Rozbójnik Sylwestra


Rozkwita malwa


Zakwitło też więcej dalii


i pierwsze powojniki.

Tymczasem wśród koniostanu:


trwa Nieustający Konkurs Na Najgłupszą Minę Roku


Mijan "Niebieskie Oko" demonstruje, w jaki sposób przechodzi się pod ogrodzeniem. Akurat w tym miejscu to jest ogrodzenie między Padokiem Zimowym, a Pierwszym Padokiem - niech sobie przełazi..!

Gorzej, że tak samo radzą sobie obaj z bratem z ogrodzeniami zewnętrznymi. Nakupiłem dodatkowych naciągów i śrub rzymskich, żeby te druty były możliwie jak najmocniej napięte - ale nic to nie pomaga...

No cóż: już za dwa tygodnie - zobaczymy jak sobie radzą z prądem...

Ogólnie, chłopaki rosną jak wybujałe dziczki polne - żadnego moresu nie znają, wyglądają fatalnie, cali w zadrapaniach i pręgach powyrywanego futra, ale za to przybierają na masie i mięśniach niemal w oczach (gorzej, że na rozumie jakby mniej...).

Martwi nas natomiast dziewczynka:


Urodziła się jako największa w całym roczniku - ale od tamtej pory mało co urosła. Przednie nóżki jakoś jej się nieładnie rozjeżdżają. Wygląda to na wadę rozwojową w obrębie obręczy barkowej.

Na razie, ponieważ wciąż zmuszeni jesteśmy odkładać wizytę weterynarza, spróbowałem zadać jej trochę ruchu. Faktycznie, jak ją trzy razy przy matce przelonżowałem trochę na lonżowniku - była poprawa.

Cóż, kiedy za czwartym razem skumała, że pod drutem stanowiącym ogrodzenie lonżownika też da się przejść (Mijan skumał to po piątym kółku, Ostowar pod koniec sesji, przy ostatnim nawrocie - obaj za pierwszym razem, gdy tylko się tam znaleźli: to pokazuje różnicę...) - i na tym się na razie nasze sesje skończyły.

Na Osman Guli, ponieważ lonżować z synem jej się nie da, wsiadam teraz codziennie, na razie na Padoku Zimowym (zamkając tylko przezornie przejście, co by Szanowny Ojciec Rodziny nam nie przeszkadzał - zresztą, coraz mniej go to interesuje...). Ostowar w tym czasie, wedle swobodnego własnego wyboru, albo towarzyszy matce, albo pasie się nieopodal. Przełażąc, oczywiście, pod ogrodzeniem metodą wyżej ukazaną.

Warto by było spróbować wyjść poza ogrodzenie. To jednak wymaga przytomności. Więc - raczej nie dziś!

Dziś zresztą, czeka nas pracowity dzień, a raczej - pracowita druga połowa dnia.

Najpierw, około wpół do jedenastej, ma przyjechać M. i zacząć zgrabiać siano na wałki:


Do tego czasu muszę wyjaśnić czy i na kiedy możemy liczyć na prasę do siana - oraz: gdzie my to całe dobro będziemy składować, bo stodoła M., z której korzystaliśmy przez trzy lata, w tym roku, odkąd sam M. wziął się za bydło - jest już w dużej części zajęta. Nie tylko wszystko się nie zmieści, ale i - rozsądniej byłoby nie sprawiać mu takiego kłopotu, bo kto wie, do czego jeszcze ta przestrzeń magazynowa będzie mu potrzebna..?

Są po sąsiedzku podobno jeszcze dwie puste stodoły - cóż, kiedy do tej pory nie udało się zdobyć namiaru na ich właścicieli, którzy w stolycy zabawiają na co dzień.

Co gorsza - nie mam najbladszego nawet pojęcia, ILE tego siana będziemy mieć. Brak punktu odniesienia. Jeden jedyny raz, na cztery lata naszego gospodarowania, kiedy faktycznie udało się nam siano zebrać, było go prawie 2000 kostek. Ale jak to przeliczyć na baloty, które teraz będziemy robić, mam nadzieję..? I czy aby na pewno mamy aż taki urodzaj? M. twierdzi, że z 60 balotów wyjdzie jak nic. Ja tam nie chcę zgadywać - Radkowa prasa też nieco niestandardowa. Trzeba poczekać i policzyć, jak już te baloty będą.

No i zwieźć je, jak najprędzej - z tym, że w praktyce możemy liczyć tylko na naszą własną przyczepę, bo ona ma trap, po którym balota da się do środka wtoczyć. Zatem, JEŚLI mamy urodzaj, JEŚLI Radek przyjedzie z prasą i JEŚLI znajdę stodołę - to może nas czekać baaaaardzo długa noc...

A tymczasem na 13.00 zapowiedzieli nam się Goście - i to tacy, na których tochę nam zależy, a że przyjeżdżają służbowo i mają plany ściśle ustalone, nie da się tej wizyty przełożyć. Chwilowo nie mam pomysłu, jak to wszystko zmieścić w czasie. Ale przecież, jak słusznie mawiał dobry wojak Szwejk - jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.

6 komentarzy:

  1. Chyba sobie przypomnę Wojaka Szwejka, mądrość jego wypowiedzi jak zwykle powala na kolana. Powodzenia z sianem. U nas znowu dzisiaj: zaganianie stada na pastwisko przy stajni, szczepienie, werkowanie( ale tylko jednej), opis i przegląd, chipowanie źrebaków i wszystkie przyjemności z tym związane. I pewnie jeszcze parę innych...

    OdpowiedzUsuń
  2. żrebak klaczka faktycznie wygląda dość nędznie. Jakby mało pokarmu miała matka. Czy też zarobaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy ty się małej przyglądałeś jak je? Oglądałeś wymiona klaczy? Czy ssie często, czy nie? Bo jak mało mleka, to będzie często "zaglądać" do cyca z powodu "nienajedzenia". "Po kropelce", co się oczywiście odbija na kondycji. Pomijając pokarm matki, widziałeś, żeby sama trawę jadła? Czy traktuje to "oględnie"? Odrobaczyć można, ale jeśli wyjdzie z powrotem na to samo pastwisko, to bez sensu wyrzucone pieniądze. Zanim wezwiesz weta, sam ją obserwuj, bo niby co mu powiesz? Musisz sprawdzić wszystko sam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak pokarmu to było pierwsze, co mi przyszło do głowy. Ale nie. Nie pije częściej od braci (uwzględniając fakt, że jest o miesiąc młodsza - a to wciąż prawie połowa ich życia!). Kobyłę nawet zdoiłem, żeby to sprawdzić - leci jak z sikawki strażackiej, aż się cały upaćkałem przy tym!

      Trawę też je - przeżuwa starannie i z namysłem, więc raczej nie jest to tylko zabawa.

      W sumie jedyna różnica "środowiskowa" to ta, że matka rzadko ją wprowadza w cień pod wiatą, a najczęściej - jak to ostatnie w stadzie, prażą się na słońcu.

      Mostek jest jakiś taki... lużny..?

      Usuń
    2. Rozumiem, że "luźny" w porównaniu do mostków ogierków? Myślę, że bez badania krwi się nie obędzie. Oczywiście warto odrobaczyć i oby to tylko o to chodziło. Ona od początku wydawała mi się taka rachityczna, ale, że pierwszy raz w życiu źrebięta tej rasy widziałam i że malutka jeszcze była, to myślałam, że to może tak ma być. Ale chyba nie. Może i mleka dużo, ale może słabej jakości. Nie chcę cię martwić, ale zadzwoń do swojej "odknedlikowej" znajomej i poinformuj o kondycji źróbki. Niech zadecyduje, czy podejmować jakieś konkretne kroki. Nawet jak na "tą rasę" to chyba nie jest w granicach normy. Oby chodziło o robaki!!!

      Usuń
  4. to pozostaje kwestia zarobaczenia skoro mleka matka ma pod dostatkiem. Zarobaczenia np. węgorkami przez mleko matki (http://hij.com.pl/pasozyty-u-zrebiat/)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...