poniedziałek, 29 lipca 2013

Ciąg dalszy nastąpił, czyli straszliwa siła snobizmu

Jest kompletnym truizmem stwierdzić, że chyba większość czynności, jakie ludzie podejmują w życiu, robiona jest "niepotrzebnie", "ze względu na opinię", "dla zaspokojenia żądzy imponowania".

I nawet nie chodzi mi tu o takie prymitywne ujęcie tematu, wedle którego człowiekowi starczy żreć, srać i kopulować, a cała reszta, czyli wszystkie potrzeby lokujące się na wyższych piętrach "piramidy Masłowa" - to zawracanie głowy, pic i fotomontaż. Koniec końców potrzeby te są przecież realne. Człowiek zaczyna je zaspokajać NATYCHMIAST, gdy tylko ma taką możliwość. James Caldwell świetnie to pokazał w swoim "Królu szczurów": handelek z Japończykami pilnującymi obozu jenieckiego daje głównemu bohaterowi nie tylko jajka, chroniące przed kurzą ślepotą, ale i rzecz dlań, jak się okazuje, o wiele cenniejszą - prestiż (w chwili wyzwolenia obozu jajka przecież zostają - ale prestiż się ulatnia...).

Problem jest tedy bardziej subtelny!



W ludzkim, praludzkim i nawet w małpim stadzie - zawsze istniała jakaś "dystrybucja presitżu", mniej - więcej pokrywająca się z "dystrybucją władzy".

Mniej - więcej, ponieważ władza jest relacją bardzo dynamiczną. Natomiast relacje wynikające z "dystrybucji prestiżu" - od najdawniejszych czasów wykazywały zadziwiającą zupełnie tendencję do petryfikacji.

Bardzo często też tak bywało w dziejach, że stara "klasa rządząca", tracąc realną władzę, zachowywała mimo to decydujący wpływ na "dystrybucję prestiżu".

Tak było u Greków w epoce klasycznej: władza realna należała do różnych "ludzi nowych" - dorobkiewiczów, rzeźników czy kupców, którzy dobrze sobie radzili na zgromadzeniu - ale stare rody arystokratyczne zachowały niektóre funkcje np. kapłańskie, przede wszystkim zaś - zachowały pozycję "arbitrów elegancji", dyktując w dalszym ciągu reguły rządzące kulturą sympozjonu (czyli "wspólnego picia"...), do udziału w którym wielu prominentnych dorobkiewiczów aspirowało bez powodzenia nieraz i przez całe życie...

O tyle jest to zjawisko ciekawe i dość nawet dobrze rozpoznane - że przecież w kręgu kultury sympozjonu narodziła się filozofia klasyczna, bez której - niezależnie od tego, co na ten temat uważają współcześni barbarzyńcy, w rodzaju blogerki Kiry - nie sposób wyobrazić sobie naszej współczesnej cywilizacji! Ci spośród arystokratów, którym nie starczało oddawanie się homoseksualnym flirtom, układanie wierszy czy piosenek, przerywane okazjonalnym (i koniec końców - bezpłodnym: przyszli Macedończycy i wzięli wszystkich za twarz...) spiskowaniem przeciw znienawidzonym demokratom - wzięli się za filozofowanie - i tak powstał sposób myślenia, któremu my dziś zawdzięczamy i lodówki i pralki i syfilis i parę innych plag trapiących nas w życiu codziennym.

Rzeczy najzupełniej praktyczne - wynikły, po długich wiekach, z czynności pierwotnie całkowicie bezsensownej i podejmowanej przez wielu młodych arystokratów bodaj głównie dlatego, że taki prostak jak rzeźnik Kleon, nie był w stanie ani jednego słowa z takiej dyskusji zrozumieć, mogli więc, bezsilni - bo to on miał w ręku zgromadzenie i władzę - przynajmniej pod tym względem uważać się za "lepszych" od niego.



Całkiem też podobnie się stało w wieku XIX z dawną arystokracją i nowym mieszczaństwem - nader chętnie kupującym lub dosługującym się arystokratycznych tytułów, inwestującym w podmiejskie pałace, wiejskie posiadłości, polowania na lisy i stadniny koni: bo był to tryb życia i odmiana kultury, która pozwalała pozować na "rycerskość" i w ten sposób, pozytywnie odróżnić się od rzesz wciąż-jeszcze-nie-dość bogatych konkurentów.

W naszej części Europy zajwisko to jest jeszcze bardziej zamotane niż na Zachodzie. Bowiem oprócz tego, że w wieku XIX miała miejsce zmiana u władzy - tośmy się jeszcze w tym czasie zaczęli "modernizować", zarówno pod dyktando zaborczych władz (którym, jak to ongiś wystarczająco szczegółowo chyba opisałem, zależało głównie na pozyskaniu więcej podatków i rekruta - i szybszym tegoż rekruta dostarczeniu na miejsce planowanej rzezi...), jak i, częściowo, z inicjatywy własnej, oddolnej.

Tak więc zachodziło zjawisko naśladownictwa i kopiowania dwojakie. Z jednej strony: awansujący materialnie i społecznie mieszczanie naśladowali arystokrację. Z drugiej zaś strony: wszyscy kopiowali styl życia i rozrywki klas wyższych francuskich czy angielskich, roniąc po drodze sporą część własnej tradycji, wliczając w to strój, zarówno codzienny, jak i odświętny, jak i mentalność czy zapatrywania na świat (jest też dla nas pod względem psychologicznym "typ sarmacki" bardziej obcy obecnie i mniej zrozumiały chyba nawet od członków owej hipotetycznej "pierwotnej hordy" - których przecież nie aż tak trudno spotkać obecnie na blokowiskach wielkich miast...).

Jak się w tym wszystkim sytuowały konie, to opowiem w następnym odcinku - nie chcę, żeby mi się laptop Lepszej Połowy zajarał, jak raczył uprzejmie ostrzec pod poprzednim tekstem kolega Tomasz Gbur - a mam do zamieszczenia parę zdjęć, które nam nasz ostatni Gość właśnie przysłał.

Jak się łatwo domyślić - zachodzi pytanie, czy po sanacji, okupacji, komunizacji i transformacji - schemat przedstawiony powyżej jeszcze w ogóle ma jakieś do naszej sytuacji współczesnej zastosowania..?

Obawiam się, że żadnych. To znaczy - ani rządząca PRL-em komunistyczna nomenklatura nie pozostawiła przy życiu, majętności i roli społecznej wystarczająco wielu arystokratów, by jej własne snobowanie się na "ziemiański styl życia" (które to snobowanie - co najmniej od czasów Gierka - oczywiście że miało miejsce, bo jakżeż by inaczej..?) było czymś więcej niż nieudolnym pastiszem, parodią wręcz - ani też, nie wypracowała owa rządząca PRL-em komunistyczna nomenklatura własnych wzorców kulturowych na tyle atrakcyjnych, by ktokolwiek miał się nimi przejmować obecnie.

Wygląda na to, że ciągłość kulturowa, której jednym z najważniejszych przejawów w dziejach jest właśnie owo "petryfikowanie prestiżotwórczej roli elit schodzących ze sceny", o którym mowa - została w Polsce przerwana radykalnie i bezpowrotnie. Żyjemy tedy na kulturowej pustyni - a straszliwa siła snobizmu sprawia, że powstają u nas najpotworniejsze gargamele udające pałace, a prawdziwe "srebra rodowe", przez brak kulturowej kompetencji u współczesnych możnych - zamieniane są na tanie świecidełka, paciorki i koraliki.

Nie wystarczy sprywatyzować, żeby Polska stała się krainą mlekiem i miodem płynącą, a nasze stadniny, tory wyścigowe i inne filharmonie - rozkwitły. Problem bowiem polega na tym, że ludzie, którzy ewentualnie mogliby wszystkie te instytucje dostać na własność - nie wiedzą, co z nimi zrobić. I nawet niewolników o wystarczającej po temu kompetencji nie ma dość wielu, by - tak jak w niewolników obróceni Grecy uczynili dla Rzymian - wytłumaczyć zwycięzcom do czego to służy.

5 komentarzy:

  1. Ano. Anglicy snobują się na konie cygańskie, właśnie podpowiedziałeś mi pomiędzy wierszami, że powinnam zacząć się reklamować w tzw wyższych sferach. Gdzie indziej sprzedam konia do Polski za ciężkie pieniądze? Konia, który ma głównie pięknie wyglądać?

    OdpowiedzUsuń
  2. w moich okolicach akurat jest tradycja, że ludzie zamożniejsi i z pozycją zaczynają interesować się końmi

    z resztą mój ś.p. dziadek także hodował konie, jeszcze za głębokiej komuny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, tak jak w przedwojennej Polsce bywało. Chłop miał konia chłopskiego, a szlachcic coś w stylu Kasztanki. Zresztą sprzedałam już konia ludziom zamożnym, koń dużo pracy na pewno nie będzie miał, jeśli wogóle. Ważne, że ma prezencję.

      Usuń
    2. tak czy inaczej obecnie konie to raczej ekskluzywna zabawa i słusznie zauważył Autor, że tu trzeba eleganckiej otoczki, kompleksowego marketingu i snobowania się, by cała zabawa osiągnęła sukces

      bez zbudowania czegoś takiego te koniki prędzej sprzedadzą się w Czechach, na zachodzie czy w Rosji lub dalej

      znajoma hodowczyni psów sprzedawała swoje psy do Meksyku lub Indii, bo w Polsce nie było chetnych na jej kombinacje cenowe

      Usuń
    3. A za jakość niestety się płaci.

      Konie cygańskie bez problemu sprzedają się do USA, one są też jakby wyznacznikiem pozycji społecznej własciciela jak kiedyś polskie araby.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...