poniedziałek, 15 lipca 2013

Bilans biomasy

Już za kilka dni nasi podopieczni przejdą na nowe pastwisko:


Popadało, nawóz się wchłonął, trawka - wolniej oczywiście niż bym chciał, ale nie można mieć wszystkiego - odrasta:


Tymczasem, już do czasu ostatniej dyskusji o nawożeniu - chodzi mi po głowie bilans biomasy w naszym gospodarstwie.

Chodzi mi to po głowie - i niezależnie od tego, czy chodzi z prawej na lewą, czy z lewej na prawą, czy też przeskakuje ruchem konika szachowego - wychodzi mi, że już od 4 lat jesteśmy importerem biomasy.

To znaczy - że więcej materii organicznej w takiej lub innej formie trafia do naszej farmy, niż zostaje z niej wywiezione.

Jak to możliwe..?

No cóż: nie odstawiam mleka, nie sprzedaję mięsa - wszystko co nasze konie zjedzą albo zostaje przetworzone na energię, albo wydalone w postaci nawozu, którego ogromna, przytłaczająca większość - pozostaje u nas.

Z tym, że ów "bilans biomasy" różnie wygląda dla różnych części naszego gospodarstwa!

Sądzę, że Pierwszy Padok, na którym nasze konie wciąż jeszcze pasą się w tej chwili - wychodzi plus minus na "zero".

Do tej pory dwa razy tylko był skoszony. Wiosną 2009 roku Radek, druh mój serdeczny, dokonał koszenia "pielęgnacyjnego" i zabrał trawę na zielonkę. Jesienią 2010 wykosił niedojady - ale większość tak skoszonej trawy pozostała na pastwisku i koniec końców, po dłuższych perypetiach - szczęśliwie sobie zgniła.

Konie trafiły tam w sierpniu 2009 roku i chodziły przez rok (nie piszę "pasły się", boż tamtą zimą mieliśmy z pół metra śniegu - nawet one nie były w stanie dogrzebać się do trawy w takich warunkach!), w sierpniu 2010 roku przechodząc na Wielki Padok.

Od tej pory, Pierwszy Padok używany jest wyłącznie do wypasu i wyłącznie w okresie maj - lipiec. Potem odpoczywa. Niedojady wykaszam ręcznie, kosą - i pozostawiam, żeby zgniły.

W tej chwili, pastwisko to jest już bardzo wyeksploatowane:


Spora część runi to chwasty, których konie jeść nie chcą (wszystko lepsze w większości wyjadły). Jest też dużo rozrzuconego nawozu:


Cały ubytek biomasy z tego ekosystemu sprowadza się do tej części gówna, którą nasze konie wyniosą poza Pierwszy Padok i pozostawią pod wiatą lub na Padoku Zimowym - do których mają na razie przez cały czas dostęp (gdy przejdą na Wielki Padok, pod wiatę będę ich wpuszczał na pojenie i posiłek trzy razy dziennie).


Sądzę, że przez około 70 dni może być tego jakieś 50 taczek. Może trochę mniej, może trochę więcej.

Tak, czy inaczej - wydaje się, że ten ubytek, podobnie jak to, co nasze konie przetworzą w "energię napędową" - da się łatwo zrekompensować nader niewymyślnym nawożeniem. Pierwszy Padok mnie przesadnie nie martwi!

Choć chętnie wykosiłbym tej jesieni niedojady kosiarką, a nie ręcznie - byłaby miększa trawa przyszłej wiosny...

Gorzej jest z Wielkim Padokiem. Ten ma bilans raczej ujemny. Co prawda, gdy konie przejdą tam już za kilka dni, to pozostaną na nim, praktycznie przez całą dobę, jak długo tylko się da. Póki nie spadnie śnieg!

Nie zmienia to jednak faktu, że zbieramy tam siano, które nie jest potem konsumowane na miejscu. Siano (zarówno nasze własne, jak i zakupione z zewnątrz), nasze konie zjadają zimą pod wiatą.

Produkt odpadowy w postaci obornika - wywozimy na bieżąco. Podobnie jak owe ok. 50 taczek wybranych wiosną i wczesnym latem i jak cała reszta tego rodzaju odpadów, trafia w pierwszej kolejności do naszego ogródka, a potem - w różne miejsca wcześniej jałowe, których do tej pory nie wykorzystywaliśmy.

Jak np. na naszą tzw. "pustynię", o której już wiele razy opowiadałem. Czy też - na spłachetek, gdzie w przyszłości (bliżej nie określonej) chciałbym posadzić orzechy. A na razie - zrobiłem pieprznik:


Trudno tam wejść bez psa - przewodnika


a wyjść bez nici Ariadny...


Nic dziwnego, że zarówno różnego rodzaju "pustynie", jak i ogródek, nabierają nam żyzności w zadziwiającym tempie. Wystarczy porównać, jak marne plony mieliśmy w zeszłym roku - chociażby z tymi dorodnymi cukiniami:


a zaraz będą obok i patisony:


częściowo wyściółkowana cebula:


(jutro trafi tam m.in. i to gówienko, którego zdjątko dałem powyżej...)

nie mówiąc już o (obiecanych, obiecanych...) słonecznikach:



i inne kwiatki:






Zdarza nam się czasem, że na wiosnę, gdy przychodzi wybierać ściółkę spod wiaty, pomagają nam w tym sąsiedzi - zabierając oczywiście wybrany nawóz. Ale to jest rozrzutnik, góra dwa. O wiele mniej biomasy, niż kupione przez nas w ciągu zimy siano (i słoma, której używamy niewiele - pomijam też w bilansie owies, bo to są symboliczne ilości...).

Wnioski? Wnioski są takie, że kluczowe znaczenie ma Wielki Padok. To na nim powinienem skupić gros uwagi - i zadbać w pierwszej kolejności o jak najlepsze jego nawożenie. Bo to podstawa całej piramidy...

A! Zakwitła nam właśnie mięta:



1 komentarz:

  1. Na pewno jest coraz lepiej. To wapno to był dobry pomysł, bo ono poprawia też strukturę gleby i dzięki temu będziecie mogli trochę więcej wody na tych waszych piaskach utrzymać. To zaś spowoduje nieco dłuższą produkcję roślinną (powiedzmy w przypadku dłuższego okresu bezdeszczowego), a w konsekwencji większą produkcję pierwotną biomasy. Siłą rzeczy więcej później będzie korzeni, które gnijąc przyczynią się do trwalszego zwiększenia poziomu materii organicznej.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...