niedziela, 9 czerwca 2013

Poziomki i inne takie

Czyli stan ogródka dziś rano.

Poziomki w rzeczy samej i kwitną i owocują:



zakwitły też pomidory:


Za to padły prawie wszystkie ogórki - chyba było im za mokro w tym roku..?

Dość niespodziewanie zakwitł bób. Wygląda lepiej niż w zeszłym roku, ale i tak - urósł raczej karłowaty, a i termin kwietnienia nieco przedwczesny.


No i, niestety, oblazły go mszyce:


Trzeba będzie zrobić oprysk z mydła potasowego i skrzypu - jak wszystko trochę podeschnie (bo teraz znowu pada i ma padać do jutra wieczór). Inna rzecz, że takie opryski niewiele w zeszłym roku pomogły...

Za to topinambur rośnie bujnie i wydaje się niczym nie przejmować:


Zagadką jest dla mnie natomiast goji. Krzaczor ten egzotyczny przyjął się u nas wręcz doskonale - rośnie też bujnie we wszystkich kierunkach, tylko wbrew swojej botanicznej nazwie: "kolcowój" - nic a nic nie chce się wić, choć podstawiłem mu stosowne podpórki. Kwitnie też - i to dwukolorowo, bo ma kwiatki bladofioletowe i białawe:



Kwitł jednak i w zeszłym roku - a jagód nie dał. Aż się czasami zastanawiam, czy aby na pewno dostałem tę roślinę, którą zamawiałem..? To, co się wije na zdjęciu powyżej to akurat chmiel, który rośnie tuż obok.

Tuż obok rośnie też lucerna, która też już kwitnie:


Chmiel jest zdecydowanie najbujniej rozrosłą rośliną w całym ogródku:


Ten akurat, to chmiel "cywilizowany", któryśmy w zeszłym roku kupili od plantatora z Lubelszczyzny. Mamy też drugi, "dziki", przesadzony z grabowej alei prowadzącej do stacji kolejowej. Tamtemu nawet przejściowe podtopienie nic a nic nie przeszkodziło, rozkrzewił się nawet bardziej i zaanektował jeszcze jedną tyczkę.

Podtopienie nie wyrządziło szkód stosunkowo niedawno posadzonemu lnowi - owszem: rośnie szybko


(pomiędzy rządkami lnu chrzan. A właściciwie, to na odwrót - pomiędzy kępami chrzanu, który sam się nam rozsiadł i rozrósł - posiałem grządki lnu...).

Za to gorczyca w większości zżółkła i więdnie. Nawet ta jej część, gdzie woda nie sięgnęła - wyrosła o wiele mniejsza niż w zeszłym roku i już kwitnie:


co nas o tyle martwi, że nie próbowaliśmy do tej pory pozyskiwać z niej nasion - natomiast wcale spore liście, których się dochowała w zeszłym roku, były bardzo fajnym składnikiem sałatek...

Dość dobrze się ma odrosły "z korzenia" po zeszłym roku szczypior:




Te kwiaty są zresztą bardzo smaczne!

"Właściwy" kącik kwiatowy Lepszej Połowy onegdaj w piątek na nowo wypieliłem, przygotowując go pod kolejne, czerwcowe zasiewy:


Irysy już przekwitły, ale niemal natychmiast - pojawiły się nowe:


Choć, naturalnie, w tej chwili dominują wciąż goździki:


Nie mogłem się powstrzymać i cyknąłem parę zbliżeń - co jeden, to przecież inny..!






Oprócz pielenia ogródka, zebraliśmy wczoraj kwiaty czarnego bzu na wino i nastawiliśmy zalewę. 

Jak chodzi o koniowate, to nie dzieje się nic istotnego. Co jakiś czas "orda" młodzieżowa wybywa w szeroki świat - albo gubi się któraś nieogarnięta matka.

Jak raz w piątek rano zastałem za płotem... Margire! Jej córeczka miała przekomiczną minę patrząc na ten wybryk swojej Niestetecznej Matki - i trochę się napociłem, zanim udało mi się je połączyć.

Wczoraj popołudniu dla odmiany, za ogrodzenie wylazła Osman Guli razem z obu chłopcami (funkcjonuje tu u nas coś w rodzaju "przedszkola", najczęściej dwójką starszych źrebiąt zajmuje się tylko jedna z ich matek, a druga odpoczywa - i co jakiś czas się zmieniają...). Ponieważ "Buba", w przeciwieństwie do Margire, normalnie nie potrafi przejść pod górną belką ogrodzenia - musiałem ją doprowadzić do najbliższego wejścia, bagatelka - pół kilometra.

W piątek po południu sąsiad opryskiwał kukurydzę. Musieliśmy zatem zebrać stado z Pierwszego Padoku. Żeby się tak całkiem nie nudziło (z doświadczenia już wiemy, że trochę ta operacja trwa - zbiornika starcza na pół pola, a zanim sąsiad pojedzie do domu, zbiornik ponownie napełni i wróci, to ho, ho...) - wypuściliśmy je na Mały Padoczek, przy "okręgu".

Wyrosła tam bardzo bujna trawa, miejscami powyżej końskich brzuchów. Oświetlone prawie poziomymi promieniami zachodzącego słońca, na tle zielonej ściany Lasku Centralnego, stado wyglądało przepięknie. Cóż - kiedy zdjęć robić było nie sposób: "orda" tylko czyhała, żeby wysmyknąć się na zewnątrz - a że tam jest mało solidne ogrodzenie (muszę koniecznie dokupić naciągów do drutu...) - trzeba ich było pilnować.

Co zresztą, paskudniki, wykorzystały bez krzty miłosierdzia, wymuszając na nas nieustanne pieszczoty. Jak się to wreszcie skończyło, ręce miałem czarne jak górnik przodowy po szychcie...

4 komentarze:

  1. Kolcowój się nie wije, tylko ma wiotkie pędy. A owoce zaczyna dawać dopiero po 4-5 latach od zasadzenia, ale wtedy już obficie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A na koniu nie mogłeś podjechać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś po ostatnim razie ochota na jazdy na oklep i bez ogłowia lekko mi przeszła...

      Usuń
  3. Całkiem zacny ogródek....

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...