piątek, 14 czerwca 2013

Faza depresyjna

Z sianokosów na razie nici. Ogólna koncepcja była taka, że Radek, druh mój serdeczny, na razie wypożyczy, a docelowo - sprzeda mi kosiarkę, którą zresztą trzy lata temu na kamieniu naszego Wielkiego Padoku zepsuł był i która od tej pory leży sobie u niego na podwórku. Pokosu przy pomocy tejże kosiarki dokona M. 

Który swoją łąkę już (też przy pomocy kosiarki pożyczonej od Radka, tyle że innej...) obrobił i nawet zdążył się na niej wczoraj, zgrabiając siano, utopić z ciągnikiem - nie zdołałem pojechać go wyciągać, bo zostały mi opary ropy w baku i na razie - nie mogę odpalić Wendi, jeśli nie jadę do najbliższej stacji zatankować.

Wymagało to jednak, aby Radek, druh mój serdeczny, a raczej - jego szwagier, który przyjechał mu do pomocy - naprawił ową zepsutą kosiarkę. Co się na razie nie stało i co się dzisiaj nie stanie. Może jutro...

Tyle tylko, że M., którego deklaracja skoszenia naszego Wielkiego Padoku i tak była dowodem wielkiego poświęcenia i przyjaźni - bo ma słaby podnośnik w ciągniku i ta operacja, trwająca zwykle od 8 do 12 godzin, łatwo może się dlań skończyć wymianą całej hydrauliki - wolne ma tylko do niedzieli włącznie. Potem musi wracać do pracy. A w niedzielę i tak najpierw - zbiera swoje siano...

Zresztą - z końcem przyszłego tygodnia ma się zepsuć pogoda. Może zatem zwyczajnie nie starczyć czasu...

Są dwie możliwości - albo wykluje się jakaś inna koncpecja. Albo trzeba wziąć na spokój i przeczekać. Pilnując tylko, żeby Radek, druh mój serdeczny, w końcu jednak ową kosiarkę naprawił. Zła pogoda przejdzie - a czy ja będę miał trochę lepsze, czy trochę gorsze siano - a cóż to za różnica, skoro i tak planujemy mieć na zimę wszystkiego trzy konie..?

Ale nie powiem - stres jest.

Może z powodu tego stresu, a może z powodu kapusty z grzybami - bardzo smacznej, ale jednakowoż, dość ciężkostrawnej, której się objadłem na wieczór - męczył mnie całą noc koszmar. Taki mianowicie, że przychodzi jesień, chętnych na zakup naszych chłopaków nie ma - a że oni KONIECZNIE MUSZĄ stąd wyjechać przed zimą: sprzedaję ich na ubój...

Mijan z każdym dniem piękniejszy i z każdym dniem - wyraźniej rządzi...

Właśnie, kiedy (we śnie) podjąłem mocne postanowienie tak, a nie inaczej postąpić - obudził mnie w końcu z tego koszmaru koćkodan, domagając się wypuszczenia z chatki przed 5.00 rano...

I jak tu nie mieć "fazy depresyjnej"..?

20 komentarzy:

  1. Hej! Sokoły! Czas kosy w dłonie wziąć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie, w jakieś 30 - 40 dni zdążyłbym to skosić.

      Tyle, że pewnie prędzej bym padł - nie jestem już młody...

      Usuń
  2. Jaki piękny jest ten Mijan! Mój ulubieniec :)
    Trzymam kciuki, żeby się udało skosić na czas i sprzedać przychówek. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mogę tylko trzymać kciuki... pewnie to nic nie da, ale przynajmniej ma Pan świadomość, że ktoś Wam po cichu kibicuje...

      Usuń

  3. ....a propos sprzedaży Maluchów - dlaczego nie pojawiają się wpisy na blogu angielskim nt. aktualnych przygód źrebaków i ich rodziców?

    Przecież tam jest potencjalny duży rezerwuar szans pozyskania chętnych kupców poza Polską.

    Sami z tego kanału rezygnujecie... więcej aktywności i dbania, aby blog angielski był czytany i odwiedzany przez ludzi ze Świata.

    EM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję się poprawić. Kłopot w tym, że żadne ze zdjęć, które ostatnio im zrobiłem, Lepszej Połowie się nie podoba...

      Usuń
  4. Panie Jacku, a moze by taka kosiarke konna sobie sprawic?!?

    vide: http://odkrywca.pl/forum_pics/picsforum24/gallery_12221_38_2132591.jpg

    Rozumiem, ze tekince raczej do takiej roboty sie nie nadadza ale do Wendi mozna tez podczepic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałem. Niestety, jakoś nie było okazji taki sprzęt nabyć...

      Usuń
  5. Naprawdę będziesz musiał sprzedać je na ubój?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opcje generalnie są trzy:
      - sprzedam obu drogo (tj. za cenę gwarantującą, że ich nabywcy na poważnie w te konie zainwestują, przysparzając nam sławy w przyszłości swoimi osiągnięciami sportowymi...),
      - jeśli to się nie uda, to znajdzie się przynajmniej ktoś, kto zechce zainwestować w ich utrzymanie, a potem - w karierę sportową, w zamian za możliwość ich użytkowania sportowego i udział w ewentualnej sprzedaży później,
      - no i pozostaje trzecia opcja, która na razie nie rysuje się zbyt przejrzyście: czysto teoretycznie DLA MNIE lepiej byłoby ich ubić i zjeść, niż oddać darmo lub za pół ceny, żeby przynosiły nam wstyd i kompromitowały rasę i hodowlę w jakiejś trzeciorzędnej rekreacji...

      Natomiast, czy będę umiał się zachować tak racjonalnie, w razie konieczności..? Zobaczymy...

      Usuń
  6. To nie lepiej poobcinać jajeczka? W ostateczności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też kosztuje. Na razie, to nie wiem za co im paszporty wyrobię...

      Usuń
  7. Oddać na przechowanie? Wydzierżawić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydzierżawić mogę i to na bardzo korzystnych warunkach - to jest opcja druga, o której napisałem w odpowiedzi Kirze.

      Żeby oddać na przechowanie przynajmniej jednego - drugi musiałby się sprzedać...

      Usuń

  8. Jacku,
    A czy naprawdę wykorzystujecie wszystkie Wam dostępne kanały informacyjno-promocyjne waszych koni?
    Tak szczerze.

    Grzech, że zaniedbujecie kanał bloga angielskiego.

    Komu chcecie sprzedać Maluchy?
    Koncentrujecie się na rynku polskim. Jaki to jest rynek? Ciężki. Do tego Wy sprzedajecie "dobro luksusowe" jakim jest koń wierzchowy. Żeby tego było mało - podnosicie sobie poprzeczkę trudności .... i sprzedajecie źrebaki rasy zupełnie nieznanej w Polsce. Do czego przeznaczone są achałtekińce? Bo wiadomo: folbluty są do wyścigów (ew. WKKW), araby do wyścigow i pokazow w reku, wielkopolaki-małopolaki-SP-hanowery itp do skoków i ujeżdżenia, angloaraby do WKKW. Do rekreacji wszelkiej maści półkrewki za 5-8 tys. złotych (konie zrobione już pod siodło, takie do jeżdżenia do lasu)
    W Polsce konia za 40.000 zł sprzedasz, ale musi być to koń sportowy rasy niemieckiej, uznanej hodowli, z osiągniciami w zawodach jeździeckich na poziomie co najmniej krajowym. Do tego sprzedawany przez znanego trenera rozpoznawanego w środowisku jeździeckim.

    A Ty chcesz za taka cenę sprzedać źrebaka wiek 0,5 roku, który jeszcze co najmniej 3 lata będzie "na utrzymaniu" nim zacznie pracować.

    Jeżeli cena 10.000 $ za źrebaka jest osiągalna w rasie achałtekińskiej - to musisz dotrzeć do osób, ktore sa w stanie zapłacić taką cenę za źrebaka. Tam, gdzie achałtekińce są znane i uznane a ludzie nie łapią się za kieszeń za kazdym razem, gdy ida do sklepu.
    Nie dotrzesz do nich, jeżeli nic w tym kierunku nie będziesz robić. A w szególności, jeżeli nie będziesz wykorzystywać na 110 % tych możliwości komunikacji, które masz pod ręką, stać Cie na nie i ktore Cię mało co kosztują.

    Dlaczego nie ma informacji o Waszych koniach na Facebooku? Wiem, można fb nie lubić. Ale nie można sie na ten kanał informacyjny obrażać! Zamiast tego nalezy go perfidnie wykorzystać. Dzieki niemu możesz dotrzeć (przy włożeniu pewnego wysiłku) do dużego grona miłośników achał-tekińców z całego Świata.
    Najważniejsze są kontakty, kontakty i jeszcze raz kontakty. W waszym przypadku - miedzynarodowe. Polska jest za płytkim rynkiem końskim żeby tylko skupiac się tutaj i lokalnie.

    Musisz zainteresować 1.000 osób, żeby choć jedna zgłosiła sie jako potencjalny kupiec na konie. Musisz mieć 10 potencjalnych kupców, aby choć jeden z nich sie zdecydowal na zakup konia. Taka jest prawda.

    Nie ma sie co załamywać i mazgaić - tylko zakasać rekawy i do orki (macie na to wszystko tylko 6 mies.)

    EM

    Ps. Wykorzystaj to, że Twoja Lepsza Połowa zna doskonale kilka języków. To zdecydowanie Wasz atut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informacja na facebooku jest. Blog angielski i tak w 90% czytają Polacy - i, prawdę powiedziawszy, nie bardzo sobie wyobrażam, jak to zmienić. Nie ma zresztą specjalnie takiej potrzeby o tyle, że informacja do zachodnioeuropejskich hodowców i tak dotarła - pocztą pantoflową. Już Petra o to zadbała...

      A co do tego, jaki polski rynek jest, a jaki nie jest...

      A co mnie to obchodzi..?

      Sprzedaję towar kompletnie "nierynkowy" - o tyle, że po prostu innych źrebiąt tej rasy na sprzedaż w Polsce nie ma. O jakim zatem "rynku" można tu w ogóle mówić..?

      Czy w Polse jest rynek na oryginały Van Gogha..?

      A próbował ktoś oryginał Van Gogha w Polsce sprzedawać..?

      Usuń

    2. Właśnie - dobrze napisałeś - sprzedajesz towar kompletnie "nierynkowy". To jak - w jaki sposób - chcesz go sprzedać? Masz na to pomysł?
      Sprzedaż "towaru nierynkowego" wymaga przede wszystkim pomysłu. Dobrego pomysłu.

      Bo przecież nie hodujesz koni rasy achaltekinskiej, bo masz taki akurat kaprys (bo masz zabezpieczone zaplecze finansowe i stać Cie na kaprysy i zabawę w sprzedaż luksusowych koni). To, jak rozumiem, ma być dla Ciebie i Lepszej Połowy źródło utrzymania.

      Nie wiem, czy w Polsce sprzedaje się oryginały van Gogha? Sprzedaje się u nas obrazy znanych malarzy europejskich. Pytanie, kto je kupuje i dlaczego? Czy tylko ze względu na walory estetyczne, czy bardziej dlatego że malarz jest znany, że cieszy się w środowisku zainteresowanych handlem sztuką uznanym nazwiskiem, że akurat jest na niego moda, że ciągnie się za nim legenda i prestiż? Hmmmm....

      EM

      Usuń
    3. Już bardziej zabiegać o rozgłos niż ja to w tej chwili robię - nie sposób.

      Owszem - nie jest to akurat idealnie taki rodzaj rozgłosu, jaki byłby tu optymalny. Trudno i darmo: nie mam ani środków, ani umiejętności na to, żeby zaistnieć w "wielkim sporcie".

      Zdjęcia chłopaków są w ostatnim "Końskim Targu". Zamieściłem je też na wszystkich grupach dyskusyjnych na facebooku, na których miało to sens - wraz z informacją, że są na sprzedaż i linkiem do angielskiego bloga.

      Podpaliłbym się przed Kancelarią Premiera, ale tak ten gest ostatnio spowszedniał, że i to nie gwarantuje "czołówki" w "Wiadomościach"...

      Usuń
  9. Podpalanie do bani- jeszcze rodzine kosztami gaszenia obarcza.
    Spoko- na rzeź ich nie damy*, w razie czego przechowamy :)

    * ni hu hu nie ekonomiczne
    PZDR
    MK

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...