piątek, 28 czerwca 2013

Etnografia i łowy

Mieliśmy dziś niepowtarzalną okazję wysłuchać kilkudziesięciu różnych piosenek, wierszyków i kupletów ludowych z ust autentycznej, prawdziwej, nie podrabianej - ludowej poetki. 

W dodatku - mokry sen każdego prawdziwego hipstera - nie odkrytej. Dopiero planuje zapisać się do lokalnego koła gospodyń wiejskich - ale musi w tym celu nabyć pojazd mechaniczny, bo ma za daleko, żeby rowerem dojeżdżać...

Niestety, nie było czasu notować - ale, mamy nadzieję, nic straconego. Bo tu jaką telewizję chyba warto by było zainteresować, czy inne muzeum etnograficzne..!

Z pamięci zapodaję jeden przykładzik kuplecika weselnego (pewnie będą się nam następne w kolejnych dniach przypominały, to nie omieszkam...):

Daję ci ja młody małego ogórka,
Żebyś zawsze wiedział, gdzie ta słodka dziurka

Resztę dnia wypełniły nam głównie łowy. Na odrobinę dobrej pogody. Na komary, które prawie mnie zjadły żywcem, gdy - po deszczu - przerzucałem skoszoną trawę z najniżej położonego miejsca Wielkiego Padoku, żeby w wodzie nie leżała.

Wreszcie - na Radka, druha mego serdecznego. Które to łowy - jak na razie - zakończyły się powodzeniem. Bo przyjechał i kosi dalej. To znaczy kosił. Przez ciut ponad godzinę. Potem znowu coś się urwało i pojechał wymieniać...

Bóg jeden raczy wiedzieć, co z tego wyniknie - może padać i jutro, powinno padać w niedzielę. No cóż - najwyżej zbierze się to przyczepą samozbierającą i wy..doli w cholerę. Grunt, żeby pastwisko za dwa tygodnie dla koni było..!

Na sam koniec dnia, jakąś godzinę temu - wzięło i rozpogodziło się słonecznie. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie strzelić kilku foci...


Nagietek (i maciejka w tle)


Dalia


Dynia


Dyniowo - fasolowo - kukurydziany gąszcz (który już znowu od spodu wypełniają też i chwasty...)


Fasola


Wiesiołek

No i nasi milusińscy:


Osman Guli z Ostowarem


Melesugun z Mijanem


Margire z Madeszir


Przedszkole w całej okazałości


Gdzie można wetknąć głowę...


I ojciec rodziny do kompletu. Niech Was nie zmyli ta zieloność..! Niestety, ale na Pierwszym Padoku zielone zostały głównie chwasty, których konie i tak nie jedzą. Stąd - nie ma się co pieścić z Wielkim Padokiem i trawą na nim, musi być skoszona i uprzątnięta jak najszybciej...

1 komentarz:

  1. Panie Jacku - piekne okolicznosci przyrody udalo sie Panu sfotografowac!

    Na komary widze, ze wprost na gwalt potrzebny jest jakis skuteczny repelent na komary (podobnie jak na terenach malaryjnych!!).

    A z ta poetka ludowa - trzymam kciuki! Przeciez potrzebny jej jest jakis impresario...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...