piątek, 28 czerwca 2013

Ech...

Komputery powiadacie, technika, postęp, racjonalizm - taaak..?

Do dupy z tym wszystkim..!


Prognozy pogody TRAFNEJ na kilka godzin naprzód Nasza Wspaniała Cywilizacja sprokurować nie potrafi - to o czym my tu w ogóle rozmawiamy..?

I wcale nie chodzi o zjawiska gwałtowne i chaotyczne...

Wczoraj nasza lokalna prognoza pokazywała cieniuteńkie, wątłe kreseczki opadu (to znaczy: mżawka, opadeczek, opadziątko, bez znaczenia - w innej prognozie określone na 0,4 mm...) w sobotę po południu. Dziś miało być pochmurno i wietrzno, ale bez opadów.

Toteż, kiedy około 17.00 zjawił się u nas Radek, druh mój serdeczny, z zamiarem koszenia Wielkiego Padoku - nie protestowałem.

Co prawda, pierwotna koncepcja była taka, że mnie to nie powinno szczególnie martwić. Otóż kilka dni wcześniej, wiedząc z prognozy długoterminowej, że tak naprawdę co najmniej do połowy lipca warunków do robienia siana i tak nie będzie, bo co kilka dni coś ma spaść - a chcąc zarazem jak najszybciej przestawić nasze żarłoczne koniowate na Wielki Padok, bo na Pierwszym już nie za bardzo mają co skubać - zaproponowałem mu wymianę.

Niech sobie Radek, druh mój serdeczny, skosi trawę u nas i przerobi na kiszonkę - szybciej mu się to uda niż na jego, o wiele niżej położonej, mokrej łące. W zamian, oczywiście po odliczeniu kosztów, da nam suchego siana, gdy już je u siebie zrobi.

Uwielbiam takie skomplikowane i wymagające wyobraźni transakcje..! Teoretycznie każdy na tym wygrywał: ja miałbym pastwisko, a potem siano - taniej w sumie, niż normalnie - a Radek miałby kiszonkę wcześniej i pewniej, niż u siebie (bo już pod koniec przyszłego tygodnia, wedle owej długoterminowej prognozy, ma być co prawda o wiele cieplej - ale też: lać ma, jakby znowu nastały czasy patriarchy Noego... - czy więc Radek prędko na te swoje łąki wjedzie, to kwestia wątpliwa...).

Cóż - kiedy interes załamał się, nim się zdążył na dobre zacząć. Radek objechał dwa pokosy, ja poszedłem poszukać kamienia, na którym 4 lata temu rozbił już jedną kosiarkę, co by go oznakować - i od słowa do słowa, okazało się, że trawa u nas marna, dla krów się nie nadaje, a w ogóle, trawy przecież wszędzie dużo (co z tego, że w wodzie stoi..?).

Po dłuższych negocjacjach stanęło, że skoro Radek już zaczął kosić, to skończy, roztrząsie i nawet potem sprasuje - czysto usługowo...

Dopiero po tym ustaleniu zainteresowałem się prognozą pogody. 0,4 mm w sobotę popołudniu to nic takiego - jest szansa...

Acha..!

Leje w tej chwili i to już od godziny całkowicie pełnowymiarowy, normalny deszcz, nie żadna tam mżawka, opadzik, opadziątko! Przyrządu do pomiarów nie mam, ale po kałużach sądząc, spadł już co najmniej milimetr, a nie 0,4 (przez cały dzień!). I nie zbiera się przechodzić...

W sumie dobrze, że niewiele Radek wczoraj pokosił - bo mu się po dwóch godzinach nowa używana kosiarka wzięła i rozpadła na części...

4 komentarze:

  1. Pogoda jest warunkowana zbyt wielu zmiennymi i wszystkich zaleznosci jeszcze nie udalo nam sie poznac, w zwiazku z czym lepiej w tej kwestii wierzyc wioskowe starszyznie (lamanie w kosciach w kwestiach krotkoterminowych prognoz najczesciej jest niezawodne).

    A moze, Panie Jacku, w ostatniej prognozie byla drobna literowka?!? Ostatecznie "0" - cyfra Zefira - "nic" znaczy a przecinek jest znakiem przestankowym... .

    Zycze, zeby spadlo w sumie w najblizszym tygodniu nie wiecej niz 4mm. Trzymam kciuki! (To w kwestii racjonalizmu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W prognozy wierzysz? No, co Ty! Mając brata meteorologa, wiem z pierwszej ręki, że prognoza, to żadna pewność. I że skutecznych prognoz nie ma, nie było, i pewnie nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuteczne prognozy SA :)
      Np. dla Kalifornii przez 7 miesiecy. Na 99% prognoza pt. "nie bedzie padac" sie sprawdzi :))))

      Usuń
    2. Na Saharze pewnie też?:-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...