sobota, 25 maja 2013

Zasada kopernikańska

Wczoraj minęło 470 lat od śmierci szacownego kanonika warmińskiego. To dobry moment, żeby przypomnieć fundamentalną zasadę WSZELKIEJ nauki. Od czasów Kanta łączoną właśnie z nazwiskiem Kopernika.[1]

Wedle tej zasady, jeśli chcemy myśleć naukowo, musimy odrzucić założenie, iż czy to my sami (jako obserwator świata), czy to przedmiot którym się zajmujemy – jest w jakikolwiek sposób OBIEKTYWNIE (tj. niezależnie od naszych wyborów) wyróżniony względem całej reszty rzeczywistości.



Dzięki przyjęciu tej zasady prawa wykrywane przez naukę (niezależnie od tego, czy jest to fizyka, astronomia, ekonomia, historia czy socjologia), o ile tylko spełniają pozostałe kryteria „naukowości“ (tj., przede wszystkim – o ile istnieje możliwość ich obalenia w drodze testu eksperymentalnego lub obserwacji) – uważamy za obowiązujące dla całego świata dostępnego naszym zmysłom.

Jest to zatem zasada wprowadzająca niejaką ekonomię myślenia do nauki – tak samo jak znana wszystkim „brzytwa Ockhama“. Jak do tej pory – nikt nigdy skutecznie „zasady kopernikańskiej“ nie zakwestionował (na gruncie nauki rzecz jasna…).

Istnieje niejakie napięcie pomiędzy „zasadą kopernikańską“, z której wynika i to, że Wszechświat w żadnym razie NIE MOŻE zajmować się ze współczuciem i sympatią swoimi ewentualnymi mieszkańcami (bo byliby wówczas niewątpliwie wyróżnieni i uprzywilejowani), a tzw. „zasadą antropiczną“ w kosmologii.

Ponieważ jednak nasza wiedza kosmologiczna jak na razie nie jest wielka – można tę sprzeczność uznać za typową chorobę wieku dziecięcego – i liczyć na to, że przyszłe badania wyjaśnią, jakim to sposobem i dlaczego zdają się być prawa fizyki tak przychylne zjawisku życia.

Oczywiście, że istnieje bardzo poważne napięcie pomiędzy „zasadą kopernikańską“, a wszelkim myśleniem nienaukowym. To właśnie „zasada kopernikańska“ jest tym kryterium, które wygoniło z królestwa nauk teologię wraz z dyscyplinami pokrewnymi – i które sprawia, że ŻADEN z istniejących na świecie podręczników szkolnych do historii (na przykład…), a i spora część literatury historycznej niesłusznie uważanej za „poważną“ – nie przedstawia najmniejszej zgoła wartości naukowej.

Co do teologii, pozwolicie Państwo, że tym razem skorzystam z okazji, aby milczeć.

O historii natomiast – kilka słów opowiem, bo po to właśnie siadłem do klawiatury.

Aplikacja „zasady kopernikańskiej“ w naukach historycznych nie jest rzeczą prostą. Po pierwsze dlatego, że sama materia rzeczy, stawia tu zaciekły opór. Historyk, badając świadectwa pozostałe po naszych przodkach, natrafia na ich intencjonalne lub nie-intencjonalne, ale zawsze przecież – subiektywne świadectwa. Poprawnie wykonana krytyka źródeł pozwala subiektywizm tych świadectw przezwyciężyć – ale ileż to wymaga pracy..?

Praca historyczna może być zatem „nie-kopernikańska“, czyli pozbawiona waloru naukowości, po prostu dlatego, że została źle napisana i zbyt dowierza jakiejś, jednostronnej relacji, nie weryfikując tego, co ludzie powszechnie na swój temat zmyślają.

Po drugie dlatego, że historia, opisując czyny ludzi, pisana jest przez ludzi i dla ludzi – i zawsze jakaś przymieszka subiektywizmu, siłą rzeczy nawet do dobrze wykonanej pracy – może się wkraść.

Nie jest przypadkiem, na co narzekał ostatnio nasz młody kolega, że miłośnicy historii z Polski, zajmują się przede wszystkim historią Polski. Historia Wysp Owczych, jako żywo – mało nas interesuje, a i znawców historii Chin – choć łatwiej o takich – też nie ma wśród Polaków zbyt wielu.

Osobnym zupełnie przypadkiem, jawnie gwałcącym „zasadę kopernikańską“ jest, gdy autor pracy historycznej wprowadza do swojej narracji „zasady porządkujące“ i „aksjologie“, inne niż te, które bezpośrednio wynikają z badanego materiału.

Tym sposobem nienaukowym bełkotem jest np. „mesjanizm narodowy“ Józefa Hoene – Wrońskiego, o którym wspominałem dwa wpisy temu. Generalnie, jak gdzieś widać takie sformułowania jak „cywilizacja polska“, „przeznaczenie narodu“, „duch narodu“, itp. – to już nie ma co dalej czytać, od razu wiadomo że wariat i że czytelnik, który nie jest psychiatrą klinicznym i nie studiuje przypadków manii – może z lektury takiego tekstu odnieść co najwyżej szkody na umyśle.

Jest natomiast pracą jak najbardziej naukową – tyle, że – po ponad pół wieku – negatywnie zweryfikowaną, a więc, należącą do historii historiografii – np. dzieło „O wielości cywilizacji“ prof. Feliksa Konecznego.

Koneczny zbyt mało wiedział o innych niż tzw. „łacińska“ cywilizacjach, by zadanie ich opisu wykonać poprawnie. Nawet jego „Cywilizacja bizantyńska“ jest rozpaczliwie wtórna, oparta na dawno zakwestionowanych, prymitywnych opracowaniach, pozbawionych obecnie najmniejszego znaczenia jak chodzi o wartość poznawczą. Opis „cywilizacji turańskiej“ który dał, tak się ma do rzeczywistego życia ludów Wielkiego Stepu Eurazjatyckiego, jak Kolumba rewelacja o odkryciu drogi do Indii do prawdy. W efekcie całość „teorii wielości cywilizacji“ pozostaje pewną propozycją metodyczną bez treści. Kto powołuje się na tę teorię jako na „ustalony fakt naukowy“ – bredzi, bo takiego statusu w chwili obecnej mieć ona żadną miarą nie może.

Sam Koneczny jednak, choć zbłądził na koniec, przecież usiłował swojej historiozofii, czyli właśnie „zasady porządkującej dzieje powszechne“ – dojść na podstawie faktów. Błędu w metodzie zatem – nie popełnił. Tyle, że faktów znał zbyt mało.

Prawdopodobnie zadanie, które sobie postawił – było zwyczajnie niewykonalne dla samotnego badacza, którego pod koniec życia komunistyczny reżim nawet do biblioteki uniwersyteckiej nie wpuszczał…

Niewielką lub żadną zgoła wartość naukową posiada obecnie prawie cała nasza historiografia wieku XIX i zdecydowana większość publikacji wydanych w wieku XX.

Historiografia polska wieku XIX pochłonięta jest sporem o przyczyny upadku I Rzeczypospolitej. Zarówno o owych przyczynach, jak i o pospolitych błędach historyków, którzy je opisują – całkiem niedawno oddzielnie pisałem.

Historiografia polska wieku XX to w dużej mierze „propaganda historyczna“, a nie nauka.

Jest pewną utartą praktyką, co najmniej od czasów „nauczyciela spod Sadowy“, a kto wie, może i od czasów Marcina Lutra – używać opisu dziejów do pobudzania lojalności, patriotyzmu i oddania poddanych gosudarstwa. Oczywiście, takie pisarstwo to w najlepszym razie apologetyka (jak nie bajkopisarstwo wręcz…) – a nie nauka.

I właśnie „zasadę kopernikańską“ gwałcą owe podręczniki szkolne i owe publikacje pozornie naukowe, a w rzeczy samej – wychwalaniu (lub poniżaniu, bo i takie mamy – już za komuny wiele takowych się pojawiło, a ostatnio to wręcz modne…) dziejów własnych poświęcone.

Z „zasady kopernikańskiej“ wynika, iż w żadnym razie NIE MOGĄ być dzieje Polski w jakikolwiek bądź sposób „wyróżnione“, „niezwykłe“, „obarczone szczególną misją“. Gdybym usiłował teraz dyskutować rzecz tę w szczegółach, wyszłoby jakieś „opus magnum“ na wiele dziesiątków stron co najmniej. Poniekąd zresztą – nie muszę robić wszystkiego naraz, mogę się odwołać do wcześniejszych na ten temat publikacji – a jeśli jakiś szczególny wątek będzie Państwa interesował, zawsze możemy do niego wrócić w przyszłości.

Chciałbym tylko zwrócić uwagę – po raz kolejny! – na oczywisty zdawałoby się fakt, że fałszywa historia jest matką fałszywej polityki. O czym też pisałem wiele razy.

Jeśli nawet taka „historyczna apologetyka“ pozostaje nieodzowną dla utrzymania mas poddanych w stanie pożądanego przez władzę oddania i lojalności (mam co do tego wątpliwości – ale to też temat na osobną dyskusję…) – to, na Boga, dokąd mogą zaprowadzić ten naród ludzie pretendujący do bycia elitą, ludzie którzy pragną formułować jakieś programy na przyszłość, jeśli posługują się wyświechtanymi kliszami myślowymi rodem z podrzędnej publicystyki historycznej – zamiast prawdziwej wiedzy..?


Co by ułatwić Państwu zrozumienie, dam – na razie bez szczegółów – zgubny spis wybranych „błędów i wypaczeń“ względem „zasady kopernikańskiej“ na podstawie jednego tylko tekstu z „Nowego Ekranu“ i dykusji, jaką wywołał:
  1. Rzekomy brak „instynktu państwowego“ u Polaków to teza wywodząca się z XIX-wiecznej „szkoły krakowskiej“, rozwinięta potem przez Jasienicę. Pięknie to się wkomponowywało w narodowo – państwowy nurt propagandy PRL i kult silnej władzy. Źródła historyczne w sposób oczywisty tej tezie przeczą.
  2. Teza o wyjątkowości ustroju „demokracji szlacheckiej“ – nie ma podstaw źródłowych. To czysty przypadek, że u nas pewne rozwiązania ustrojowe, które były powszechne co najmniej w całej Europie Środkowej (a sporą część da się zidentyfikować wszędzie, od Atlantyku po Ural, albo i dalej…), nie zanikły w XVII wieku jak gdzie indziej, tylko trwały JEDNO stulecie dłużej.
  3. Niemieckiej „V kolumny żyjącej wśród nas od wieków“, przez wzgląd na tytułowego Kopernika, to już wręcz – wstyd komentować…
  4. „słowiańska Polska“ i „Polska żydowsko – niemiecka“ – taa…
  5. rzekoma różność cywilizacyjna Polski od całej reszty świata – no właśnie…
No i tym sposobem – zdaje się, że po raz pierwszy popełniłem wpis, który w zasadzie w pierwszej kolejności powinien pójść na „Nowy Ekran“..?

No cóż – i tak zapewne, podobnie jak wczoraj, ciekawsza dyskusja będzie przecież – tutaj…



[1]Acz nie zawsze i niekoniecznie - zależy to do pewnego stopnia od zastosowania – por. dość zgrabne ujęcie angielskiej Wikipedii jak chodzi zarówno o „zasadę kopernikańską“, jak i jej bardziej ogólne sformułowanie, które tu nas interesuje.

32 komentarze:

  1. Podsumowujac pewne koncepcje z zakresu fizyki teoretycznej (oraz eksperymentalnej) jedna z podstawowych zasad - jest zasada entropii. W zwiazku z tym powstanie zycia, nastepnie inteligencji, ktore prowadzi do powstanie sztucznej inteligencji oraz cyberprzestrzeni jest w pewien sposob "nieunikniony", choc ten proces nie jest celem a raczej produktem ubocznym i zdaje sie, ze koniecznym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry wpis. Z tym że dziś niemal nikt poniżej 30 roku życia nie bierze na poważnie tej wyjątkowej roli Polski, także ta koncepcja jest na drodze do obumarcia z przyczyn biologicznych. Swoją drogą zawsze mnie bawiło to, że Polska miała być przedmurzem chrześcijaństwa, bo automatycznie negowało to chrześcijańskość ortodoksów (Ruś i Bizancjum) i dodatkowo ignorowało całkowicie rekonkwistę.

    O łamaniu zasady kopernikańskiej i wyjątkowej roli tego lub owego narodu na wesoło: http://youtu.be/ZgFX8h6b2Wo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, bo do tej pory wydawało mi się, że obecnie większość polskich nacjonalistów zawiera się w przedziale 15-30 lat.

      Usuń
    2. @Jeremak:
      To, że większość nacjonalistów ma poniżej 30 lat nie znaczy że większość ludzi poniżej 30 roku życia ma poglądy nacjonalistyczne ;)

      Usuń
  3. Ups, zły link; ten jest właściwy - http://youtu.be/VZnEQ8wknmg

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakos nie moge sie zgodzic-przeciez zasada kopernikanska to nie prawo grawitacji-o ile jestem pewien ze pewne takie ogolne prawa w naukach spolecznych funkcjonuja o tyle traktowanie ich jako obowiazujacyh ZAWSZE jest wedlug mnie bledem.Nawet jej kiedys uzywalem do "wyliczania" czasu trwania poszczegolnych trendow historycznych ale do niczego innego bo choc wielce interesujaca moim zdaniem do niczego innego sie nie nadaje.Zreszta znamy caly szereg cywilizacji ktorych istnienie "gwalci" zasade kopernikanska-czyz fakt ze historia Europy poznej starozytnosci obraca sie w 99% wokol Rzymu owej zasady nie gwalci?A to ze cywilizacje technicza ostatnich trzech stuleci stworzyl glownie tzw.Zachod czyz nie jest jej zaprzeczeniem?Czyz fakt ze Watykan byl przez ponad tysiac lat centrum Europy owej zasady nie lamie?A fakt ze od dwoch stuleci kapitaly,technologia i wladza koncentruja sie raptem w kilku miejscach(Londyn,Nowy Jork i ze dwa,trzy inne)owej owej zasady nie podwaza?LATWO zauwazyc ze w historii(ale takze chocby ekonomii)istnieja miejsca i okresy wyraznie rozniace sie od innych.Wiec dlaczego nie ma byc tak ze pewnym okresie dziejow(wielu wskazuje na wiek XVI)historia Polski byla "osia dziejow" i pepkiem swiata?Moim zdaniem zasada kopernikanska jest zwyczajnie za slaba aby na niej opierac tzw.nauke o cywilizacjach-w sumie to mi nieco "nieswojo" z owa krytyka zasady kopernikanskiej bo czasem sam jej uzywam ale moim zdaniem idzie Pan za daleko z jej zastosowaniem-w naukach humanistycnzych to ciekawa ale tylko dosc ogolna zasada od ktorej istniej masa wyjatkow.

    P.S.Zaciekawila mnie panska krytyka Konecznego a szczegolnie jego opisu cywilizacji turanskiej.O ile zdaje sobie sprawe ze on pewne sprawy nieco upraszczal(wspomniany przez Pana brak wiedzy)to czyz jego opis nie pasuje niemal perfekcyjnie do obecnej polityki i organizacji panstwa rosyjskiego?Chetnie bym widzial ten(nieco poboczny-fakt)watek przez Pana bardziej rozwiniety.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A swoja droga ciekawe by to bylo jakby narodowcy bronili sie przed zarzutem antysemityzmu poprzez zastosowanie zasady kopernikanskiej-przyznaje ze proba wyobrazenia sobie tego przyprawia mnie o ataki smiechu.

      P.S.Czyli widze sie polecony przez nie blog spodobal i zaciekawil?-nie dziwie sie;)Corylus wydal te ksiazke "Basn jak niedzwiedz"-trzy tomy,tez polecam do "weryfikacji" i polemiki.

      Piotr34

      Usuń
    2. Ależ Panie Piotrze!

      Przecież z "zasady kopernikańskiej" NIE WYNIKA, iż w historii nie ma ważniejszych i mniej ważnych wydarzeń, obszarów i okresów, które jak najbardziej, mogą się od siebie różnić (aczkolwiek, jak wykazałem jakiś czas temu na przykładzie "niewolnictwa" - owe rozróżnienia aż nazbyt często bywają nacechowanymi ideologicznie konwencjami...).

      Chodzi o to, aby badacz starał się, w miarę możliwości, podchodzić do badanego materiału bez uprzedzeń i z góry przyjętych założeń, które zresztą z zasady utrudniają zrozumienie świata - a przynajmniej, aby miał świadomość, co sam wnosi do analizy sytuacji, a co narzuca ma sam analizowany materiał...

      Usuń
    3. "Ucieka" pan nieco na minimalistyczne pozycje.No ale jak Corylusowi(a wczesniej Nickowi-moze Pan zna)wychodzilo ze jednak to Polska jest "Chrystusem narodow"(czy raczej zeby byc precyzyjnym mozliwym ziarnem przyszlej cywilizacji PRAWDZIWIE chrzescijanskiej)i dlatego byla niszczona przez wraze sily od stuleci to co Pan powie?Bo ja w ich metodologii bledu nie widze-ze to momentami lekko naiwne,megalomanskie i "transcendentalne" to sie nawet zgodze ale ich argumentacji obalic nie potrafie ani nawet nie chce bo zdaje mi sie prawidlowa.Skoro kiedys Rzym czy Watykan lub Londyn to czemu na jakims tam poziomie nie Polska?Trzeba by tu wejsc w szczegoly takie jak chociazby wspomniany przez Pana fakt iz nasza demokracja szlachecka to nie byl zaden ewenement tylko przezytek-nie jestem tu pewien panskiej racji-czy aby ten "przezytek" nie mial szansy wyewoluowac w cos co spedzalo sen monarchia absolutnym calej Europy?A nasza co by nie mowic nieludobojcza kolonizacja Ukrainy-jakze rozna od anglosaskiego tepienia tubyloc niczym dzikej zwierzyny?A nie majace sobie podobnych na swiecie haslo "za wolnosc wasza i nasza"?Czy aby mowiac Toynbeeem aby nam sie tu nie wykluwala jakas nowa cywilizacja i czy ramach "wojny cywilizacji" komus nie zalezalo aby ta cywilizacja stala sie "cywilizacja poroniona"?Nie mowie ze tak na pewno bylo bo sam mam watpliowsci ale pociaga mnie ta wizja naszej historii a do tego zdaje mi sie pewna "zacieklosc" co niektorych wrogow polskosci tlumaczyc lepiej niz tylko tradycyjna realpolitik.Ale moze sie myle.

      Piotr34

      Piotr34

      Usuń
    4. W kwestii tego, w co miał, a w co nie miał szansy wyewoluować ustrój I Rzeczypospolitej, prowadzimy z kolegą Jeremakiem, który już się tu wypowiadał, kilka eksperymentów myślowych na forum historycy.org

      Generalnie - wszystko zależy kto, kiedy i co. Na żadną "dziejową konieczność" - jeszcześmy się przez ładnych parę lat gimnastyki - nie natknęli...

      Usuń
    5. Chetnie poczytam wiec prosze o linki.

      " kiedy i co. Na żadną "dziejową konieczność" - jeszcześmy się przez ładnych parę lat gimnastyki - nie natknęli..."

      Nie mowie rzecz jasna o KONIECZNOSCI ale tylko o dosc prawdopodobnej MOZLIWOSCI.Na tyle prawdopodobnej ze wywolala reakcje u roznych wewnetrznych i zewnetrznych sil politycznych obawiajacych sie tej MOZLIWOSCI zrealizowania(nawet jesli nie bylo to zbyt prawdopodobne).Co by nie mowic ja takiej MOZLIWOSCI w zyjacych od ZAWSZE mitem "rasy panow" Niemczech czy barbarzynskiej Rosji nie widze podczas gdy w Polsce....byc moze.

      Piotr34

      Usuń
    6. Nie ma dowodów na istnienie mitu "rasy panów" w Niemczech przed, powiedzmy, Heinem. Co do "barbarzyńskości" Rosji, to podbój mongolski faktycznie cofnął ich pod tym względem w okolice epoki brązu - ale, wbrew pozorom, szybko potem nadrabiali.

      Lubię i Rosję (oczywiście - południową...) i Rosjan. Nie lubię rosyjskiej policji drogowej. Ale Rosjanie też jej nie kochają...

      Co do naszych "ćwiczeń w historii alternatywnej", to jest to nieposilna lektura, bo wątki mają po 100, a czasem i po kikaset stron - czytać to od początku do końca, niemal się nie da...

      Przy tym, tak naprawdę, żaden z tych eksperymentów nie został zakończony. Co jakiś czas dochodzi do rewizji - i zabawa zaczyna się od początku - nie brak też fałszywych tropów i błędnych rozwiązań, które dopiero po wielu dziesiątkach stron zażartej dyskusji podlegały korekcie i ponownemu napisaniu.

      Ale cóż...

      Polecam:
      http://tiny.pl/h83nh - "Kazimierz Wielki - dziedziczenie inaczej"
      http://tiny.pl/h834z - "Gdyby jednak Jagiełło zdobył Malbork?"
      http://tiny.pl/h83nx - "Dom Jagielloński"
      http://tiny.pl/hpvbr - "Dynastia Sobieskich"
      http://tiny.pl/hpvb7 - "Nie ma Tylży"
      http://tiny.pl/hpvb9 - "Królestwo Kongresowe"
      http://tiny.pl/h83nt - "Królestwo Polskie" (ten ostatni właściwie tylko z uwagi na zawarte w nim rozważania na temat optymalnej polityki rolnej w okresie międzywojennym...)

      Usuń
    7. Dzieki za linki.

      Natomiast co braku mitu "rasy panow" przed Heinem to sie nie zgodze-co prawda nie byl on ze tak powiem wartykulowany w literaturze ale latwo dostrzec go w postepowaniu Niemcow na wszystkich terenach wschodnich ktore bylo nawet jak na tamte czasy dosc ludobojcze.Niemcy mieli byc tam panami a reszta ktorej sie wyrznelo miala robic za bydlo(panstowo krzyzackie to dosc oklepany ale wiele mowiacy przyklad).Oczywiscie Niemcy mieli nawet podowczas pewna przewage cywilizacyjna nad Polska(nie z wlasnej zaslugi zreszta a raczej jako "spadek")ale to nie tlumaczy chociazby brutalnych "krucjat" przeciw Slowianom polabskim ktorzy przeciez byli chrzescijanami i to raczej cywlizowanymi(vide Szczecin).Rosja zas(a szczegolnie jej elity panstwowe)nigdy zaleglosci MENTALNYCH po podoboju mongolskim nie nadrobily-materialne i oragnizacyjne a jakze ale mentalne-szczegolnie w "dziale" polityka,relacje wladza-lud oraz stosunki miedzyludzkie nigdy.

      Piotr34

      Usuń
    8. Mieszko I, Bolesław Chrobry, a po nich nastu innych piastowskich władców wspierało niemieckie krucjaty przeciw Połabiu. Które to krucjaty zresztą - niczym szczególnym się nie wyróżniały w relacji do tego, co działo się w innych częściach Europy w podobnych okolicznościach.

      W szeregach armii krzyżackiej nawet pod Grunwaldem - było co najmniej tylu samo posługujących się na co dzień językiem polskim, co językiem niemieckim. A podbój Prus udał im się tylko dzięki wybitnemu wsparciu tak ludzkiemu, jak materiałowemu z Polski i z Czech.

      Usuń
    9. Tylko zapomina Pan ze inni budowali lokalne monarchie(w tym i my)a Niemcy juz wtedy budowali Cesarstwo ktore w zamysle mialo objac cala Europe(czyz nie takie pomysly mial Otton i nie to "szeptal" do ucha Chrobremu?).Nam sie takie odchyly nie zdazaly a takim Francuzom czy innym raptem od czasu do czasu.Tymczasem Niemcy buduja te swoje pangermanskie/paneuropejskie Rzesze z uporem maniaka raz po raz-najczesciej mieczem(II i III Rzesza a wczesniej Cesarstwo),czasem mariazem(Habsburgowie),czasem pieniadzem(jak teraz)-Mitteleuropa to cel minimum-od tysiaca lat nic tu sie nie zmienilo-to ich narodowy cel strategiczny podobnie jak dla Rosji takim celem jest "zbieranie ziem ruskich" tylko jakims "dziwnym przypadkiem" dotarli az na Kaukaz i Altaj.Ale zdaje sobie sprawe ze pewne wydarzenia historyczne mozna roznie interpretowac-jednoznacznej oceny brak.

      Piotr34

      Usuń
    10. Reasumujac oni zawsze widzieli sie jako spadkobiercy Rzymian(nie na darmo ich cesarstwo zwalo sie tak jak sie zwalo) i nowi PANOWIE Europy,reszta mogla tylko pelnic role poddanych.

      P.S.Musze juz uciekac.

      Piotr34

      Usuń
    11. Teraz to Pan pomieszał dwie kompletnie różne sprawy.

      Uniwersalne cesarstwo to marzenie Ottonów, Hohenstaufów, Luksemburgów, Habsburgów - realizowane WBREW interesom niemieckich książąt i KOSZTEM niemieckiej krwi - całkowicie irracjonalny i kompletnie przeciwskuteczny wylew niemieckiej krwi gdzieś na bezdrożach Italii, Anatolii, Ziemi Świętej, który w efekcie nie przyniósł NICZEGO.

      Podbój niektórych ziem słowiańskich - to efekt działania lokalnych partykularyzmów, książąt i margrabiów głodnych ziemi i złota: w praktyce Niemcom udało się podbić Połabie właśnie wtedy, gdy ich uniweralistyczny sen się (przejściowo) załamał i do rzecz mógł się wziąć taki Henryk Lew, osobnik do bólu pragmatyczny i żadnych zgoła imperialnych zamysłów nie żywiący (Otton III, gdyby wtedy żył i panował, skróciłby go o głowę za sam tylko brak wyobraźni...).

      Nie twierdzę wcale, że tak było ZAWSZE. Prusy, a potem II i III Rzesza to inna bajka.

      No ale właśnie - 1000-letni "Drang nach Osten" to bajka o żelaznym wilku, jak już przy bajkach jesteśmy...

      A że my takiego "imperialnego snu" nie śniliśmy..?

      Wybaczy Pan: wedle stawu grobla...

      Usuń
    12. Szczerze mowiac to nie bardzo moge zrozumiec panski punkt widzenia-w koncu coz dla POLSKI polityczna i militarna ROZNICA czy najezdzali nas w imie uniwersalistycznych projektow czy czysto "pragmatycznie" dla ziemi i bab?-w sumie nawet jesli jakas to raczej niewielka.Tudziez czy robia to od tysiaca lat czy "tylko" od pieciuset?
      A ze my cos tam sobie snilismy?-to byl "sen" tak ulotny i sniony przez tak niewielka czesc spoleczenstwa ze zupelnie nieistotny-u nas niewielki procent spoleczenstwa "snil" a Niemcy realizowali-ze nie trwalo to tysiac lat a "tylko" ostanie 500 to ja sie nawet zgodze ale czyz to malo(zreszta wiekszosc "mejsanistow" tez widzi ow "punkt przelomu" jakies piec stuleci temu w czasach mniej wiecej holdu pruskiego).
      Ale ciesze sie ze wysuwa Pan argumenty nieco burzace moj "obraz swiata"-zawsze daje to cos do myslenia-ze ja niestety nie moge sie zrewanzowac tym samym to szkoda ale Pan jest skrajnym racjonalista podczas gdy ja poszukuje w "swiecie idei"-czy cos tam znajde i czy cale to poszukiwnie w ogole ma sens to sie oczywiscie dopiero okaze(mam NADZIEJE)ale jak na razie jestem dobrej mysli i chyba nawet stalem sie WIERZACYM(w szeroko rozumianym tego slowa znaczeniu)-zdaje sie iz uwaza Pan ze to nie dla Pana-coz moze tak a moze nie-kto wie?

      P.S.Zreszta nie ide na latwizne i NIE szukam tam pociechy a "tylko"...ktoz wie?

      P.S.S.Ale przypominam ze NIEAKTUALNOSCI Konecznego JESZCZE Pan nie udowodnil.

      Piotr34

      Usuń
    13. Różnica jest taka, że w przeciwieństwie do umoralniającej czytanki dla dzieci - człowiek dorosły nie powinien patrzeć na historią jako na "walkę dobra ze złem", w dodatku całkowicie bezpodstawnie zakładając, że sam jest akurat po stronie Rebelii, a nie Imperium (bo to się różnie jeszcze może okazać...).

      Niemcy na ogół nie snują i nie snuli planu podboju Polski nie tylko od 1000, ale i od 500 lat - to kompletna bzdura! Nawet rozbiory były w interesie Prus czy Austrii, a nie "Niemiec", bo taki byt jak "Niemcy" chwilowo akurat wówczas praktycznie nie istniał.

      O jakichkolwiek złowrogich intencjach Niemców jako "Niemców" wobec Polaków można mówić najwcześniej od obrad frankfurckiego "Zgromadzenia Narodowego" w 1848 roku.

      Przy tym, owe "złowrogie intencje" - nie były pozbawione pewnej moralnej racji (przynajmniej - z punktu widzenia Niemców, ma się rozumieć...).

      Co do Konecznego - jest to temat na osobny wpis i to jak będę miał dużo wolnego czasu, na co na razie się nie zanosi...

      Usuń
  5. Jak można oczekiwać zrozumienia takiej abstrakcji jak "zasada kopernikańska" w metodologii humanistycznej, gdy brakuje go nawet na poziomie elementarnej fizyki - przecież powszechnie wmawia się dzieciom w szkołach, że "Ziemia krąży wokół Słońca, a nie Słońce wokół Ziemi"!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem nawet gdzie zaczac bo co slowo to blad! Owszem, metoda naukowa polega na uogolnianiu (czyli stereotypizacji)obserwacji jednostkowych. To jednak nie znaczy, ze wplyw obserwatora na stwierdzenia czy to pomiarowe czy na spoleczno-historyczne uogolnienia jest pomijalny albo powinien byc pomijalny. Mechanika kwantowa wlasnie zostala tak skonstruowana jak jest bo rola obserwatora wedlug niektorych fizykow kwantowych (ja sie do niech nie zaliczam) jest kluczowa. Najlagodniejsza wersja tego pogladu nosi nazwe zasady nieoznaczonosci. Po drugie dzieje Polski moga miec elementy wspolne z dziejami innych narodow (europejskich i nie tylko) ale dla Polaka i Narodu polskiego sa dziejami najwazniejszymi. Obiektywizacja historii jest sposobem na wynarodowienie populacji i taka role spelniaja wysilki Ministerstwa Oswiaty obecnie.

    Zasada wzrostu entropii mowi nam, ze procesy naturalne, czyli wystepujace samorzutnie w przyrodzie prowadza do degradacji istniejacego porzadku. Powstawanie zycia czyli struktury wysoce uporzadkowanej, z elementow prostszych (bo z pokarmu rozkladanego na czynniki proste w ukladzie trawiennym) idzie wbrew zasady entropii. W swietle historycznym panstwo jest struktura uporzadkowana, ktora tworzy sie ze spoleczenstwa anarchicznego w dzialaniu celowym . Jest to takze proces anty-entropowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież wyraźnie napisałem o braku OBIEKTYWNYCH (a więc właśnie - NIEZALEŻNYCH OD OBSERWATORA) wyróżnień w procesie obróbki danych...

      Stawia Pan zarzut przeciwny niż postawił Pan Piotr powyżej.

      Co w sumie razem tylko mnie upewnia o konieczności starannego trzymania się metodologii...

      Usuń
    2. @Bobola: Szanowny Panie Profesorze! Nie twierdze, ze nie popelnilem bledu w rozumowaniu. Ale, jak mawia moja Babcia, na nauke nigdy nie jest za pozno ;) .

      Biorac pod uwage Panska powyzsza interpretacje entropia dazy (w wielkim uproszczeniu) od zlozonego i utrukturalizowanego systemu do chaosu pedzacych w rozne strony atomow (lub wrecz mniejszych elementow).

      Ale jak to wytlumaczyc, ze zamiast krysztalu doskonalego na poczatku istnienia wszechswiata, mielismy Wielkie Buum... ?!?

      Chyba jedynie tym, ze kazdy ze stanow rownowagi stanowi uklad chwiejny...?!?

      Usuń
  7. Zabawnyś SZ.P. Jacku, na swój sposób. Obiektywnie czytanie pańskich teoryj historycznych na sens tylko w jednym przypadku, jeśli chcemy wskazać duby smalone w pozory naukowości obrane, Waćpana teksty wówczas najpierwsze!
    Ja myślę że to przez pychę, bo historię waćpan znasz bardzo dobrze i widać/słychać/da się dostrzec żeś oczytany. I to chyba właśnie przez to oczytanie, nie poparte zrozumieniem a tak zniekształcone przerośniętym "Ego", takie kloce waść sadzisz. Choć to tylko domniemanie oczywiście. Nie chce mi się polemizować, szkoda mi czasu, zresztą @Bobola już panu parę oczywistości wyłożył. No ale nie ma tego złego! Szukając pańskiego wpisu o Piłsudzkim znalazłem blog pana Pluty, i to chyba nawet jako przez pana polecany.
    I jeszcze wracając do Piłsudzkiego, gdyby był pan tak łaskaw to prosiłbym o przypomnienie bądź zalinkowanie do artykułu w którym zamieściłeś waćpan kwintesencję swojej metody naukowej - dla przypomnienia włożyłeś w usta ŚP. Marszałka Piłsudzkiego słowa których jako żywo nigdy nie powiedział, bezczelne kłamstwo zasłaniając, jakże naukowym, "gdzieś czytałem". Nie żebym miał żal czy coś! Blog ciekawy, pióro lekkie, ino czytać. Ino wątki historyczne z duzą dozą spetycyzmu. I z wyłączeniem wątków relacji intymnych bo w nich to... nawet nie dokończę i nie napiszę jaki to poziom pan prezentuje. "Po trzydziestce każdy facet robi się oblechem" powiedział kiedyś Marek Oramus. I coś w tym jest. Tylko jeśli nie Wilde'a to przynajmniej Oramusa klasę oblecha chciałbym sobą reprezentować. Pozdrawiam serdecznie. S_S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kpi czy o drogę pyta..?

      Usuń
    2. Jedno i drugie. Niestety teraz to już kpię bardziej, sam się o to prosisz. Nie ma czegoś takiego jak obiektywny punkt widzenia. Obiektywnie to kot żyje i nie-żyje. Jest tylko obiektywny punkt widzenia. Widzisz, zatem decydujesz.
      "Cytowałeś" słowa Piłsudzkiego których nigdy nie powiedział. I wiesz, pamiętasz to przecież. "Gdzieś czytałem". Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami w krainie bajkowej, w rzeczywistości alternatywnej. Sztab Generalny WP, po rozpuszczeniu wojska, z szablami w rękach broni Warszawy 18 września 1939. Dalej pamięć szwankuje? Pechowo się składa że ja mam całkiem dobrą i raczej nie krótką. Przy całej swojej wiedzy, której nie neguję, zarzynasz wszystko swoją skłonnością do upiększania, imaginacją piękną lecz zbędną. Dla historyka zbędną, wręcz niepożądaną; dla pisarza, felitonisty jak najbardziej właściwą. Przypomnij ten swój "cytat". Będzie zabawa. A Kopernik, choć po polsku nie mówił i rodziców miał Niemców, był Polakiem. Udowodnił to jako dowódca obrony Fromborka :) S_S

      Usuń
    3. No i co z tego..?

      Nie lubię bandyty spod Bezdan - i nigdy nie udawałem, że jest inaczej.

      Poza tym, o ile pamiętam, dodałem słówko "podobno": po tym panu zostały takie stosy dokumentów i wspomnień, że z całą pewnością nie żyje taki, który by wszystkie wypowiedzi "Ziuka" na pamięć znał - a czy ta jest prawdziwa, czy nie - nic nie ma do rzeczy.

      Co do polskości czy niemieckości Kopernika, to dywagacje na ten temat będę bez miłosierdzie kasował - ostrzegam tylko raz.

      Tylko jeszcze tego brakowało, żeby się tu zrobiła kolejna odsłona debaty o wyższości świąt Bożego Narodzenia, nad świętami Wielkiejnocy...

      Usuń
  8. Tak swoją drogą - wpis trafił oczywiście na stronę główną na "Nowym Ekranie" (link do mojego bloga tamże jest w tekście, łatwo zatem sprawdzić) i wzbudza furię.

    Jest też najbardziej komentowanym i równie wzbudzającym największą furię spośród tekstów, jakie do tej pory zamieściłem na "salon24.pl".

    Czyżby aż tak bolał ten mesjanizm..?

    OdpowiedzUsuń
  9. W celu latwiejszego zrozumenia do analizy dziejow ludzkich nalezaloby uzyc wspolczynnik humanistyczny Znanieckiego (i wtedy mesjanizm tlumaczy nam wiele bezsensownych decyzji politycznych z punktu widzenia zasady przyczynowosci).

    Do "obiektywnej" oceny faktow historycznych nalezy uzywac zasady przyczynowosci a do tego by rozumiec, dlaczego do nich doszlo nalezy uzyc wspolczynnika humanistycznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co, tak na marginesie, raz jeszcze potwierdza słuszność stosowania "zasady kopernikańskiej" w historii.

      Polacy mają się za wyjątkowych przez swoją (rzekomą! Bo dowodów na to brak!) romantyczność, skłonność do bezcelowych i przeciwskutecznych porywów.

      Ale co powiedzieć w takim razie o Niemcach, którzy dla nierealnych mrzonek dwie wojny światowe wywołali - i przegrali. A teraz finansują - i prawdopodobnie zbankrutują - Jewrosojuz..?

      Usuń
    2. Jesli chodzi o problem ideologizacji historii:

      1. Lubie czytac Kraszewskiego i Sienkiewicza (ale wiem, ze jest to pewna wizja artystyczna, lekko zmitologizowana...)
      ale
      2. taniej jest sie uczyc na cudzych bledach (tym bardziej jesli byli to nasi przodkowie - cos tam po nich jednak odziedziczylismy - szczegolnie jesli chodzi o pewne przywary!).

      Dlatego dla budowania lepszej przyszlosci jest konieczne poznanie naszej prawdziwej historii. Naszej - czyli historii ludzkosci... .

      Usuń
    3. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że historia uczy tylko jednej rzeczy - że jeszcze nigdy ludzie niczego się z historii nie nauczyli...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...