piątek, 17 maja 2013

Z pamiętnika bimbrownika, cz. 7 - wino z jabłek Zulusa i dzikiej róży, z niewielkim dodatkiem tarniny

Fermentowało od początku listopada - bo napełniłem baniak w czasie, gdy Lepsza Połowa była w Wilnie, a ja kwitłem na farmie odcięty od świata po pamiętnej awarii i "marszu onirycznym", a skończyło akurat fermentować "duże" wino z czeremchy. Zulus mnie wtedy odwiedził i sprezentował skrzynkę bodaj antonówek. Jeszcze go bezczelnie wykorzystałem, żeby podjechać po gaz...

Dzikiej róży i odrobiny tarniny dosypałem do baniaka jakieś dwa tygodnie później - zebraliśmy to całe dobro pod Chynowem, testując odebrany z naprawy samochód.

Fermentowało to wszystko całą zimę na strychu. Przestało puszczać bańki kilka dni temu. Dopiero dzisiaj zebraliśmy się na siłach, żeby rozlać to wino do butelek:

(Wyjątkowo pokazuję w butelce, a nie w szklance, bo tę właśnie butelkę - wina zlanego z górnej części baniaka, więc i mocniejszego i bardziej klarownego, niż to z dołu - wstawiłem do lodówki w oczekiwaniu na gości. Sam w tym czasie kontentuję się tym, co zlaliśmy z samego dołu - a co nie jest tak reprezentacyjne...).

Pachnie intensywnie owocowo. Nawet Lepsza Połowa, której zawsze bardzo przeszkadza zapach drożdży w młodym winie - tym razem nie narzeka.

O dziwo nie jest słodkie, tylko przyjemnie kwaskowe i orzeźwiające. Będzie co pić w czasie upałów!

15 komentarzy:

  1. Tak, jabłka są świetną podstawą smakową dla innych owoców. Potrafią nawet złamać czarny bez. ;-) ES

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech idzie na zdrowie!!

    Po tym opisie az poczulem ten aromat... .

    OdpowiedzUsuń
  3. I jakie przezroczyste w porównaniu do poprzednich wyrobów. Na zdrowie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak można ludzi drażnić widokiem winka w tak ślicznym kolorze. Toż to płynna światłość. Tylko ślinkę przełknęłam i poszłam zobaczyć, że barek nadal jest pusty.
    Na zdrowie!

    OdpowiedzUsuń
  5. ponoć właśnie za takie artykuły adsense daje banana,

    złe wieści u mnie: na odbanowanie oszczędzanie biz mogę oczywiście liczyć zgodnie z deklaracją najjaśniejszego google, z tym że czas bliżej nieokreślony (pół roku? rok, dwa? trzy lata...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zastanawiałem sie dlaczego bananują za alkohol i jedyne co mi przychodzi do głowy to obraza pewnej mniejszości religijnej (gdzie indziej niedlugo chyba już większości)

      Usuń
  6. wyłom: telepnęło mną jak spojrzałam kaprawym okiem. tak uświętowałam ostatnie narodziny, że mam rehab.

    a z innej beczki. wybacz Jacku, jeśli to sprawa niepubliczna, i oczywiście zrozumiem, jeśli nie zechcesz się do tego odnieść, ale nie mogę się powstrzymać.
    stado - to już nie przelewki.
    czy możesz uchylić rąbka tajemnicy odnośnie planów hodowlanych? wspominałeś, że pajęczyca wybierze się zapewne na riwierę czeską. knedlik - się rozumie takoż. czy któryś w wnuczusiów zostanie? czy knedlik ma stanąć na wysokości zadania (zabrzmiało to jakoś... dosłownie) wobec wszystkich małżowinek?

    no i jeszcze Cię pomęczę o jedno. wdepnęłam w achałce okrutnie, gdyż piękne one som, ale, jak wiele osób tu zaglądających - jestem laikiem. czy mógłbyś ocenić przychówek okiem hodowcy i trochę nam przybliżyć Twoją opinię o tych zabiedzonych biedakach? jesteś zadowolony z wyniku? w "psim" podwórku bardzo często można ocenić "jakość" miotu właśnie w pierwszych dniach po narodzeniu, kiedy młode nie wchodzi jeszcze w różne dziwne fazy rozwojowe rozciągające lub obkurczające proporcje w różnych przedziwnych kierunkach :)

    ps. jestem naprawdę pod wrażeniem, bardzo Wam gratuluję i trzymam kciuki. Siedmiu Wspaniałych na jednej łące - mi robi. zatem ogłaszam koniec rehabu!

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plany są takie, że Knedlik powinien zrobić dobrze wszystkim trzem małżowinom po raz drugi.

      Powiem szczerze: to jest koncepcja, która urodziła się latem zeszłego roku głównie z przyczyn terapeutycznych. Otóż nasze zapasione i leniwe kobyły przez całe lata owszem lubiły seks (jak je zawiozłem do Czech...) - ale: bez konsekwencji.

      Raz się udało, obecność Knedlik (no i cóż, że traktowanego jak worek treningowy..?) miała tu znaczenie nie tylko sprawcze, ale i - psychologiczne. Chodziło o to, żeby ciężarówki czuły się komfortowo (zawszeć to lepiej, gdy jest na kim frustracje wyładować, nieprawdaż..?) i żeby żadnej nie przyszło do głowy - zresorbować płodu, poronić czy inne głupoty wyczyniać.

      Powtórka z rozrywki ma je - teoretycznie - "wciągnąć w rytm": żeby już zaźrebianie się i utrzymywanie ciąży aż do szczęśliwego rozwiązania stało się ich nawykiem - nawet i bez obecności Knedlika. Mam bowiem nadzieję, że jego wyjazdu, będąc znowu źrebne i przy źrebiętach - zbyt dramatycznie tym razem nie przeżyją.

      Jeśli to się uda - w przyszłym roku będziemy już mieli większą swobodę manewru. To znaczy - będziemy je mogli inseminować. Na razie w grę wchodzą przede wszystkim nasi Przyjaciele z Estonii, którzy mają tu sporo do zaoferowania. Ale może - dogadamy się z Petrą i np. pobierzemy świeże nasienie od któregoś z jej bardziej utytułowanych ogierów..? Bez przyczepy to góra osiem godzin jazdy samochodem... Na to jest jeszcze czas.

      Na razie się martwię, bo choć Osman Guli miała już dwie ruje, a Melesugun jedną - nie widziałem, żeby cokolwiek z tego wynikło, poza kolejną serią blizn na skórze ogiera. Inna sprawa, że przecież - widzieć nie musiałem...

      Usuń
    2. Co do źrebiąt: wybór Knedlika na reproduktora nie był podyktowany jakimś zauroczeniem jego wielką karierą, bo żadnej kariery, jako żywo - gdy do nas przyjeżdżał, nie miał. W źrebięctwie uległ wypadkowi, więc ani nie startował w żadnych pokazach, ani nawet - nie jest jeszcze ujeżdżony, więc i o sporcie mowy być nie mogło.

      Wybraliśmy go spośród dwójki kandydatów, których Petra mogła poświęcić na tak niebezpieczny dla ogiera eksperyment, kierując się rodowodem i eksterierem.

      Oczywiście - zakochaliśmy się w nim nieprzytomnie, gdy tylko wysiadł z przyczepy - bo jakże takiego słodziaka, który w dodatku ma aż tyle powietrza pod brzuchem, nie kochać..?

      Tymczasem w zeszłym roku jego brat został czempionem Europy (fakt, że wirtualnym - dlatego nic o tym aż do niedawna nie wiedzieliśmy, bo na skutek lenistwa Francuzów, normalnego czempionatu nie było, sędziowie ocenili przedstawione do konkursu konie zdalnie, na podstawie zdjęć i filmów).

      No i - przyznaję - jak na razie jesteśmy zszokowani jakością uzyskanych źrebiąt. Tfu, tfu, tfu!

      Wszystkie trzy są przede wszystkim bardzo mocne. Nie na darmo podawałem, przy opisie pierwszego porodu, kiedy Ostowar wstał, kiedy zaczął ssać, itd. To są dość ważne prognostyki na przyszłość. Nie znam tych danych w odniesieniu do pozostałej dwójki, ale w obu przypadkach - całość akcji porodowej i "po-porodowej", czyli wszystkiego tego, co kończy się obrazkiem źrebięcia ssącego matkę i dowodzącego swej pełnej sprawności fizjologicznej - zamknęło się w czasie krótszym od godziny.

      Klaczka ma wszelkie dane na bardzo wysoką bonitację. Jest absolutnie typowa, będzie miała bardzo ciekawą maść - i wyrośnie na kalibrową (jak na achałtekińca), mocną kobyłę.

      Ostowar to oczywiście "mistrz pierwszego planu", jak stwierdziły fotografujące go wczoraj dziewczyny - będzie z niego ogrzysko jak się patrzy.

      Mijan na razie pozostaje w cieniu brata. Szybkością jednak i zwinnością, zdaje się go przewyższać. W najgorszym razie - powinien być doskonałym koniem użytkowym. Tym bardziej, że jest ciekawie i obficie malowany - a to się w Polsce podoba.

      Petra jest bodaj w Taszkiencie, bez uzgodnienia z nią nic więcej powiedzieć nie jestem w stanie. Z całą pewnością, mamy co najmniej jednego odsadka płci męskiej na sprzedaż.

      Klaczkę oczywiście bardzo chętnie bym zatrzymał, ale - zdziwiłbym się, gdyby Petra jej nie chciała. Jeśli zostaną ogierki, to w Boskiej Woli trzymać ich nie jestem w stanie. Z czysto technicznych względów. Jeśli się nie sprzedadzą od razu, będę miał dla jednego lub dwóch znajomych rajdowców bardzo ciekawą propozycję...

      Usuń
  7. Ja z pytaniem laika odnosnie nowo narodzonych koni: dlaczego one sa tak potwornie chude, ze mozna im wszystkie zebra policzyc? Czy to normalne dla tej rasy? Bo przeciez kobyl jako zywo nie glodziliscie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kobyły są obrzydliwie zapasione. Źrebięta wyglądają normalnie.

      Usuń
    2. Ok, to ja nie wiem. Kobyly zapasione a zrebaki chude ze zebra widac? Bo widac. Kobyl nie morzycie glodem, wiec..?
      Serio pytam. Na oko laika urodzone toto chude jak tragedia grecka. Ani chybi czegos NIE WIEM.

      Usuń
    3. A Twoim zdaniem tęga matka koniecznie musi rodzić tęgie dziecko?

      Tłuszczyku nabywa się od dobrego życia. Źrebięta wyglądają tak, jak zdrowe i silne źrebięta tej rasy wyglądać POWINNY.

      Natomiast ich matki - to inna sprawa: one na swój wygląd zapracowały latami słodkiego nieróbstwa i obfitości...

      Usuń
    4. Przeciez mowie, ze nie znam sie. Jesli mlode wygladaja jak powinny - ok. Tylko sie zdziwilam, ze takie chude po urodzeniu. Zastanawialam sie: wiekszy, a wiec tlustrzy zrebak nie da rady? Bo za duzy bedzie? Nie wiem.
      Pogratulowac, ze wszystkie TRZY zywe i udane :) Niech rosna :)

      Usuń
  8. dzięki za info.
    "zabiedzone biedaki" były żartem. głupawym przyznaję, wiadomym bowiem było (choćby z dysput na re-volcie), że pojawią się pytania o wagę. no co począć, takie życie - bulteriery za grube, achałteki za chude, jamniki za długie, oszaleć można.

    Joanna

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...