piątek, 17 maja 2013

Uwaga, uwaga, nadchodzi..!

Wygląda na to, że będziemy w tym roku mieli urodzaj. Jest wilgotno. Niestety: to także oznacza - ataki lotnicze. 


O zmierzchu i o poranku. Regularnie. Po raz pierwszy było tak źle wieczorem jak raz przedwczoraj. Ponieważ zbiegło się to z "akcją Wnusia" - drapię się teraz jak chory na świąd, tak mnie w każdą odsłoniętą część ciała paskudne sztukasy pokąsały.

Jeszcze wczoraj - poranek był spokojny, lotnictwo nas nie nękało. Wieczorem za to - stado galopowało (już w miarę zgodnie), po najdłuższej możliwej przekątnej dostępnego im w tej chwili Lebensraumu, próbując uciążliwe lotnictwo zgubić.

To pewnie kwestia temperatury - dziś poranek jest o wiele cieplejszy niż wczoraj. 

Jak to wygląda, sfotografowałem już trzy lata temu - fakt, że w innym składzie osobowym, ale teraz akurat, nie widzę powodu, aby dawać się żywcem zjadać: na wieczór zapowiedzieli się nam goście, którzy chcą wykorzystać "złotą godzinę" dla robienia zdjęć. No to będą mieli okazję coś takiego właśnie uwiecznić.

Żebyśmy tylko wszyscy nie skończyli jak Yamato:


Przez te ataki nie sposób stwierdzić, czy Margire zachowuje się niespokojnie, bo ją coś boli - czy zachowuje się niespokojnie, bo ją gryzą. I czy krew na jej tyłku to efekt czochrania się o drzewa i elementy ogrodzenia, w celu pozbycia się dokuczliwych bombowców - czy wciąż jeszcze: skutek porodu.

Spróbujemy zaraz skropić je wodą z octem.

W ogóle - zaległości różne się nazbierały, to będzie pracowity dzień...

3 komentarze:

  1. Z ziol pzydatnych w kuchni (na komary najlepiej posadzic pod oknami lub w poblizu drzwi): lawenda (tez dobra na mole - suszona nalezy w szafie powiesic), mieta, bazylia (te dwie ostatnie to na wiekszosc owodow dziala odtraszajaco); kwiatki (na komary): geranium, mirt i kocimietka (bedzie wtedy problem z kotami).

    Na muchy: wrotycz pospolity (w postaci suszu). Od nadmiaru much i innych owadow w ogrodzie mojej babci rosly: czarny bez, mieta pieprzowa (moze tez byc polna), bylica pospolita, ruta zwyczajna i piolun (oprocz tego dobre, lecz nie bardzo smaczne, ziolo na dolegliwosci zoladkowe).

    Na meszke - szalwia, bazylia, tymianek, oregano, ruta i geranium.

    Mozna tez posadzic dalej od domu (i od miejsc, w ktorych nie chcemy miec owadow) rosliny kwitnace na zolto (kolor tych kwiatow przyciaga do siebie wszelki owad).

    Dodatkowy system obrony stanowily skrawki materialu wieszane w sieni od strony drzwi wejsciowych. Nasaczano je wyciagiem z muchomora sromotnikowego (uwaga - srodek silnie toksyczny rowniez dla ludzi).

    Inna forma (odpowiednik eskadr mysliwcow) to bylo stwarzanie dobrych warunkow legowych dla jaskolek (oknowek i dymowek). Najlepiej na budynkach gospodarczych (w Panstwa przypadku wiata), bo i blizej do owadow i dom ladniej wyglada ;)

    Jesli chodzi o obrone przed nalotami, to biorac z grubsza byloby na tyle ;)

    Powodzenia w walce z nalotami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, większość z roślin o których mowa jest (pomijając te trujące) także bardzo smaczna - w związku z czym do obrony przeciwlotniczej stada koni się nie nadają, bo zostaną zjedzone.

      Prawie wszystko tu zresztą samo z siebie rośnie.

      Nam akurat nic ze strony lotnictwa nie grozi. Zeszłoroczny tytoń podziałał na okolice chatki jak napalm na dżunglę - jeno mrówki przetrwałe, a i te - trzymają się na bezpieczną odległość...

      Gorzej z końmi: i tylko o nie się martwimy.

      Usuń
    2. To chyba jedynie spytac trzebaby sie weterynarza o jakis repelent dla koni... .

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...