piątek, 24 maja 2013

Przymus orgiastyczny

W jednym z odcinków serialu „Dr House“ (nie napiszę, że mojego ulubionego – bo właściwie: jest to jedyny serial jaki oglądam – dopiero teraz zresztą, kiedy jest powtarzany na tvn7…), cyniczny geniusz diagnostyczny trafia na parę młodych ludzi żyjących bez seksu, tzw. „białe małżeństwo“. Oczywiście – nie ustaje, póki nie odnajduje medycznej przyczyny ich rzekomo dobrowolnej abstynencji.

W pewnym sensie jest to metafora dużo szerszego zjawiska. Tylko dlatego zresztą, męczę Państwa z samego ranka (pochmurnego i wilgotnego zresztą: a wedle prognozy, potem ma być tylko gorzej…), opowiadając tę historyjkę.

Nie ma niczego nowego ani rewolucyjnego w tym, że ludzi lubią sobie popatrzeć, pogadać, a od czasu do czasu – nawet i pociupciać.


Skądinąd, mam nieodparte wrażenie, że podglądanie i obmawianie ZAWSZE dominowało nad faktycznym wykonywaniem czynności o których mowa. Wbrew obawom kolegi Wojtka odnośnie malejącej zawartości testosteronu w krwi współczesnych mężczyzn.[1]

Internet i  nowe technologie audiowizualne ułatwiły niewątpliwie szeroki dostęp do pornografii, podobnie jak toczenie niczemu nie służących (poza wywołaniem chwilowej ekscytacji…) dyskusji na ten temat, a jeszcze – pod osłoną oferowanej przez internet anonimowości, co pozwala wypisywać bezkarnie świństwa, za które wcześniej obrywało się w twarz.

Zmiana ta nie jest jednak aż tak rewolucyjna, jak młodzieży, nie wyobrażającej sobie życia bez komputera, może się wydawać.

Należy wziąć pod uwagę, że jeszcze kilka dziesięcioleci temu, ogromna większość populacji:
1)    O wiele ciężej pracowała fizycznie, tyrała wręcz – i to naprawdę: od świtu do nocy. To oczywiście wyrabia kondycję fizyczną, ale też – nie daje czasu na rozrywki. W istocie źródła, którymi dysponujemy, nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że nasi przodkowie, dysponując dużo mniejszą ilością czasu wolnego, miewali niekiedy wręcz problemy z tym, aby na małżeńskie czy pozamałżeńskie pożycie ten kwadrans przytomności przed zwaleniem się jak kłoda na wiecheć słomy zastępujący łoże wygospodarować. Na przykład pobożnym Żydom rabini zalecali oddawanie się obowiązkom małżeńskim w szabat, kiedy i tak – nie można wychodzić z domu. Populacji chrześcijańskiej pozostawały do dyspozycji, zasadniczo, dni świąteczne – było ich więcej niż obecnie, ale zachowane poradniki dla spowiedników dowodzą, że tak samo często, a chyba nawet częściej grzeszono pracą w dzień święty – niż np. małżeńskimi rozrywkami w dzień postny…
2)    Była o wiele gorzej ogrzana i odżywiona (fakt, że było to pożywienie wolne od tych chemikaliów, które spożywamy obecnie – coś za coś…). Dotyczy to w szczególności takich grup jak żołnierze, marynarze, aktorzy (podówczas: wędrowni komedianci, niewiele różniący się od żebraków…). A więc tych właśnie grup, które zawsze najwięcej o swoich miłosnych podbojach opowiadały. Opowiadały – bo na nic więcej nie starczało już sił…
3)    Tłoczyła się w jednoizbowych, z zasady, lokalach mieszkalnych, nierzadko nie tylko z babcią, dziadkiem, bratem, siostrą, ich potomstwem i własnym – ale i z krówką czy świnką. Zdecydowanie nie jest to otoczenie budujące intymność i pobudzające do łóżkowych wyczynów (no chyba że ekshibicjonistów…). Niby lepiej było w klasach wyższych, ale też – nie do końca: w tej samej izbie co państwo, nierzadko spało jeszcze kilkoro służby płci obojga…

Ludzie od niepamiętnych czasów uprawiali seks dużo rzadziej niż teoretycznie by mogli – gdyby nie różnego rodzaju przeszkody, wymienione powyżej – oraz, gdyby nie niechęć do płodzenia nadmiernej liczby potomstwa, charakterystyczna zwłaszcza dla ludzi żyjących ze stałych dochodów, czyli z ziemi lub z renty pieniężnej. A takich była dawniej ogromna większość.

Od niepamiętnych też czasów, większość tego rodzaju stosunków była o wiele mniej satysfakcjonująca czy godna zapamiętania, niż barwne opowieści na ten temat lub ekscytujące malowidła czy rzeźby.



Co doskonale wyjaśnia nie zanikający przez wieki popyt na tego rodzaju opowieści czy obrazki.

To co w takim razie jest nowego w dzisiejszych czasach i czemu zawracam Państwu głowę..?

Zawracam Państwu głowę, bo mam wrażenie, że z jakichś dziwnych względów, których nie potrafię zrozumieć (może Państwo mi w tym pomożecie…) pojawia się w przenikającej do nas z „rozwiniętego Zachodu“ kulturze popularnej coś w rodzaju „przymusu orgiastycznego“.

Ten, kto nie uprawia seksu tak często jak teoretycznie by mógł (choć przecież – zachowanie takie, jak już udowodniłem powyżej, nie jest niczym nowym ani dziwnym…), jest co najmniej dziwadłem, a najprawdopodobniej – człowiekiem chorym, wymagającym takiej lub innej terapii.

Tymczasem, znając ów „rozwinięty Zachód“ raczej powierzchownie, bo głównie za pośrednictwem właśnie tejże kultury popularnej – doskonale rozumiem, że istnieją bardzo poważne motywy po temu, aby okazji do seksu unikać. Skoro mężczyzna może być w każdej chwili oskarżony o gwałt lub molestowanie i uznany za winnego bez praktycznej możliwości obrony – to, prawdę powiedziawszy, strach jest do windy wchodzić, jeśli jest tam kobieta – a już objęcia posady nauczyciela na ten przykład – to sobie kompletnie nie wyobrażam! Trzeba by chyba wszystkie kontakty z uczniami (płci obojga…) dokumentować nagraniami, żeby nie żyć w ciągłym strachu.

Księża w zasadzie powinni z jakiejkolwiek „służby ołtarza“ zrezygnować – bo wszystko jedno, czy są to młodzi ministranci, czy młode ministrantki (jak ostatnio zaczyna być modne – kto wie, czy nie pod presją doniesień medialnych..?), czy stary kościelny – brak całodobowego monitoringu w zakrystii i na plebanii też może się bardzo źle skończyć!

Owszem, można „przykozaczyć“ – jak kolega Wojtek właśnie – i liczyć na to, że dostarczy się kobietom tyle rozkoszy, iż w żadnym razie z donosem nie pójdą: ale to jest postawa szczerego straceńca, samobójcy wręcz. Nikt, nigdy nie ma gwarancji co do tego, jak długo będzie w dobrej formie. Umysł kobiety wreszcie – działa w sposób dla mężczyzny z definicji niezrozumiały. Wcześniej czy później zatem – któraś z donosem poleci. To tylko kwestia czasu…

Nie wiem doprawdy, czy motyw wskazany powyżej nie jest przypadkiem dużo poważniejszy od braku czasu i sił, głodu, zimna i nadmiernego zagęszczenia lokali dawnymi czasy.

Co doskonale tłumaczyłoby, dlaczego w czasach największego seksualnego wyzwolenia popyt na podniecające obrazki i próżne dywagacje o seksie mimo wszystko wciąż rośnie, a w populacji szerzą się frustacje na nienotowaną w dziejach skalę.[2]

Czynnikiem dodatkowym jest tu oczywiście marketing. Sam to wypraktykowałem – ongiś bowiem, przed rokiem, czy przed dwoma laty, zamieszczenie wpisu o seksie, gwarantowało co najmniej 20% skok frekwencji na blogu. Teraz już tak nie jest – o wiele nośniejszym tematem okazała się bowiem dieta. Zwłaszcza – wegetariańska

Tym niemniej, jak wiadomo „seks sprzedaje“ – więc pakuje się go gdzie tylko można, a często nawet i tam, gdzie nie ma to większego sensu.

np.: można w ten sposób sprzedawać garnki - co już bardzo dawno temu zauważono...

Dalej mamy do czynienia z antynomią, ze sprzecznością. Z jednej bowiem strony w kulturze popularnej oraz w obowiązującym prawodawstwie funkcjonuje obraz człowieka (a zwłaszcza mężczyzny) jako „seksualnego demona“ – który tylko czyha na to, aby molestować, miętosić, zdzierać, zadzierać i gwałcić. Wszystko jedno: dziewczynki, chłopców, kobiety, mężczyzn, starców płci obojga, a ostatnio – także trupy i zwierzęta.

Z drugiej strony – ta sama kultura popularna pokazuje ludzi pełnych frustracji z zahamowań, którzy w żaden sposób, ani – powiedzmy – „tradycyjny“, ani „niekonwencjonalny“ – wypełniających ich płynów ustrojowych usunąć z organizmu nie są w stanie.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że u podstaw tej antynomii leży przedwczesna i niepotrzebna szczerość. Panująca dawniej hipokryzja, o czym już kiedyś pisałem, o tyle przynajmniej pomagała, że kto nie mógł lub bał się – nie czuł się gorszy od tego, kto może i lubi. Bo ten ostatni – jeśli nawet chwalił się na prawo i lewo, to przez wzgląd na tyranię dewocyjnej przyzwoitości – przecież nie mógł tego robić nazbyt jawnie i nazbyt głośno.

Być może dlatego, że „rozwinięty Zachód“ znam zdecydowanie powierzchownie – nie umiem określić, co jest rzeczywistą diagnozą, a co tylko – subiektywnym wrażeniem.

Jak chodzi o rzeczywistość polską bynajmniej – to żadnego zgoła podobieństwa między importowaną kulturą popularną, a życiem realnym nie znajduję. W końcu – tułałem się po różnych instytucjach edukacyjnych lat bez mała dwadzieścia i jako żywo: ani licealistki, ani studentki wcale nie puszczają się na prawo i lewo z kim popadnie. Przynajmniej –  naście lat temu tego nie robiły. Co, prawdę powiedziawszy, wspominam z nieukrywanym żalem, a przynajmniej – z melancholią (umiejętności w tym zakresie mam mierne – ale przecież: nigdy nie brakowało mi zapału…).

Kilka miesięcy temu zdarzyło mi się czekać na Przyjaciela w samochodzie parkującym pod jednym z żoliborskich liceów – i wygląd przechadzającej się ulicą młodzieży czegoś mnie uderzył. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegłem, czemu. Mianowicie – wszystkie praktycznie dziewczęta, a nawet część młodzieży (hmm…) męskiej – miała makijaż. Już nie wspominając o charakterystycznym, słodkawym zapachu, ciągnącym się za niektórymi grupkami młodych ludzi…

Czyżby zatem, serwowany przez kulturę „przymus orgiastyczny“ dawał, po 20 latach, nareszcie jakieś rezultaty..?

Ale to by wszystko wyglądało jak ilustracja jakiejś ponurej i absurdalnej teorii spiskowej – czego, jednak wolałbym uniknąć: wytłumaczeniem bardziej wartościowym takich zjawisk od złowrogich intencji Mr Cohn – Bendita, byłaby jakaś właściwość natury ludzkiej…



[1] Uwaga na marginesie: jeśli nawet poziom testosteronu maleje, więc mężczyźni mają coraz mniejszą ochotę na seks i coraz mniej możliwości w tym zakresie – to właściwie: czym tu się przejmować..? Jak nie mam ochoty na wódkę, to nie piję. Jak nie jestem głodny, to nie jem. Być może kobiety, zwłaszcza na tzw. „rozwiniętym Zachodzie“ cierpią z tego powodu – ale dlaczego ma to cokolwiek MNIE obchodzić, skoro ewidentnie – nie jestem kobietą..? Zresztą: radzą sobie przecież – od czego sprawni, smagłolicy mieszkańcy gorącego Południa, którzy mniej mają kontaktu z zabójczą dla testosteronu cywilizacją techniczną..? Zmuszać się do seksu – w imię czego właściwie..?
[2] Oczywiście, że produkty kultury, takie jak opowieści, obrazy czy filmy, z natury rzeczy – muszą być przerysowane, przesadne. Tym się przecież teatr od życia różni, że co w życiu realnym występuje w formie rozcieńczonej, poddaje kondensacji i wypreparowaniu ze zbędnych, a trywialnych domieszek. Czy to jednak tłumaczy całość problemu..?

24 komentarze:

  1. Eros jest jedna z kilku poteznych mocy majacych duzy wplyw na ludzkie dzialanie. Jego atrakcyjnosc wynika stad, ze Natura, Bog, kosmici etc. (w zaleznosci od swiatopogladu) "nagradza" (za podjecie trudu przedluzania gatunku) ludzi za podejmowanie tej dosc malo higienicznej, pozbawiajacej energii gimnastyki, dosc duza dawka ekstazy.

    Ale nikt przeciez nas nie zmusza przystawionym do glowy pistoletem do seksu..?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, że będziecie protestować, lecz u mężczyzn sprawa rozbija się o kilka wariantów dowolnie z sobą łączonych: może lub nie może praz wolno mu lub nie wolno. Et plus voila tout... Ten tekst właściwie do tego się sprowadza. Z moich doświadczeń (moich - to słowo kluczowe) wynika, że raczej ZAWSZE CHCECIE, jedyne, co was powstrzymuje, to najprzeróżniejsze wynikające z kultury, prawa czy zachowań społecznych zakazy. I to bardzo dobrze jest, bo kobiety właśnie NIE ZAWSZE CHCĄ... I to jest między nami zasadnicza i jedyna różnica... Bogu mogę dziękować, że do tej pory nie trafiłam na żadnego, który by mojej niechęci nie uszanował, a tym, którzy uszanowali oddzielne podziękowania!!! Taki jest tego zjawiska w skrócie opis z punktu widzenia kobiety... Różni się, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcieć, to może i chcemy - pytanie: czy warto..?

      Zasadniczo zresztą, po tym, że takie właśnie pytanie zadaje, odróżnia się intelektualistę od tzw. "normalnego chłopa". Ten drugi, jeśli tylko mu wolno - robi swoje, nie zastanawiając się, czy ten wysiłek się w jakikolwiek sposób opłaca, czy nie...

      Usuń
    2. Właśnie o tym piszę... Czy warto? Może nie być warto z różnych powodów, o których piszecie. Cieszę się, że wszyscy, których spotkałam byli, jak to ująłeś intelektualistami, że nie spotkałam żadnego bydlęcia, które by nie uszanowało mojej woli... Oby tak dalej było. Wy macie swoje zahamowania, kulturowe, obyczajowe, dowolne (intelektualne również). Dla kobiet są one gwarancją, że mogą swobodnie w waszym towarzystwie przebywać. Wiem, że to dla was dziwne podejście, ale to właśnie mój punkt widzenia, ja tak to postrzegam...

      Usuń
    3. Raczej miałem na myślę tę frazę z "Wesela" - "by się jeno chciało chcieć..."

      W towarzystwie "normalnego chłopa" też możesz bezpiecznie przebywać.

      Natomiast w towarzystwie intelektualisty możesz TYLKO przebywać...

      Usuń
    4. Spłyciłam to z poważnych powodów. Powodów osobistych... A przebywanie... Aż głupio to przyznać, ale więcej mam znajomych mężczyzn, z którymi wolałabym rozmawiać i słuchać ich, niż kobiet. A właściwie z kobiet to trzy, z czego jedna św. pamięci Renata Hr. Ostrowska może mnie najwyżej "nawiedzić" w ramach "świętych obcowania". Lubię słuchać, tego co mądrzejsi ode mnie mają do powiedzenia. Dlatego czytam ten blog. Kira to trochę dzieciak, mądry ale dzieciak bez doświadczeń, które powściągają wiele z tego, co moglibyśmy powiedzieć. Jak się spotkamy, to opowiem, skąd u mnie obawy, czy nawet strach.

      Usuń
    5. ,,ZAWSZE CHCECIE,'' to miłe że tak oceniasz mężczyzn z własnych doświadczeń i doświadczeń mojej babci ))wiem iż tak po 40 przed przekwitaniem poczujesz jak to działa u kobiet;))))

      Usuń
    6. Że będę "zawsze chciała"? Może tak, może nie, przekonam się za cztery lata, jak szczęśliwie dożyję "40-stki".

      Usuń
  3. "To co w takim razie jest nowego w dzisiejszych czasach i czemu zawracam Państwu głowę..?"

    No wie Pan, całkiem sporo rzeczy:
    1. pigułka antykoncepcyjna
    2. legalizacja aborcji
    3. zielona rewolucja (wzrost populacji)
    4. wzrost populacji + uprzemysłowienie = wysoki poziom życia
    5. popkultura
    6. prawa kobiet

    300 lat temu seks niósł ryzyko ciąży, był dozwolony (prawnie) tylko w małżeństwie i nie miał służyć przyjemności. Kobieta nie miała na ogół nic do gadania odnośnie seksu (takie było wychowanie). I tak, ludzie musieli harować by przeżyć.

    Dziś nikt się nauką "Kościoła Matki Naszej" nie przejmuje - prezerwatywy i pigułki są śmiesznie tanie w porównaniu do kosztów jakie niesie niechciana ciąża. Na Zachodzie nawet ubodzy mają na rozrywkę (tv, komputer, alkohol) i mają czas wolny. Uwolnione kobiety same decydują czy i kiedy chcą.

    Więc różnic jest sporo i ciągnie się to od lat 60

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie te przemiany o których Pan pisze, powinny sumarycznie prowadzić do tego, że mężczyźni mogliby o wiele więcej niż dawniej, a kobiet - o wiele częściej niż ongiś chciały.

      Tymczasem NICZEGO TAKIEGO NIE OBSERWUJEMY. Jeśli komuś wydaje się, że jest inaczej - to jest to tylko złudzenie, wywołane kolorową reklamą sex shopów...

      Nota bene: powszechność pornografii jest dowodem na to, iż jak chodzi o jakość życia seksualnego, to NIC SIĘ NIE POPRAWIŁO w ciągu tych 60 (w Polsce jednak 20...) lat, o których Pan pisze.

      Usuń
    2. Z całym szacunkiem, może w Boskiej Woli się nie obserwuje ale na tym świat się nie kończy. Od gimnazjum po studia (10-25lat) jest znacznie więcej seksu niż kiedyś, że zaryzykuję taką tezę. Ten makijaż który Pana zdziwił to właśnie przejaw seksualizacji postępującej w dół wg kategorii wiekowych. Owszem, Romeo i Julia mieli 13-14 lat ale śmiem wątpić żeby reprezentowali przeciętnego nastolatka w tamtych czasach. To idzie pokoleniem:

      "Średni wiek inicjacji seksualnej w Polsce dla wszystkich badanych wynosi 19,5. Im młodsi respondenci tym młodszy wiek pierwszego kontaktu seksualnego. Dla dzisiejszych 35-49 latków średni wiek wynosił 19,3, a dla obecnych 18-24 latków jest to już 17,9. rok życia."
      Badanie Durexa, źródło: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/19-5-to-sredni-wiek-inicjacji-seksualnej-w-polsce

      Nie będę się wypowiadać o jakości (jak to zmierzyć?) ale ilościowo jednak się zmieniło moim zdaniem i wciąż się zmienia.

      Usuń
    3. "Seksu" więcej ale czy aktów seksualnych też? Więcej (Bogu dzięki) puszenia piórek i "erotomanów gawędziarzy", więcej filmów, czasopism...

      Usuń
    4. Gdyby ludzie mieli sami z siebie bogatsze i bujniejsze życie seksualne niż dawniej, to by popyt na pornografię i inne formy zastępczego zaspokojenia popędu spadał, zamiast rosnąć.

      Tu żadnych badań przeprowadzać jako żywo nie trzeba. Tylko wyposzczony Beduin może wierzyć, że Europejczycy nic innego nie robią, tylko Sodomę i Gomorę, skoro Europejki chodzą publicznie nago lub prawie nago...

      Usuń
    5. Zgodziłbym się gdyby porno było zastępczą formą zaspokojenia (i dla niektórych na pewno jest) ale to chyba tak nie działa. Weźmy statystycznego Polaka - inicjacja seksualna w wieku lat 18, hormony zaczynają działać 12-13. Statystycznie przez 5 lat będzie sięgać po porno, a i potem zapewne w przerwach między związkami. Zresztą czy w USA po rewolucji życie seksualne obumiera?

      Trochę ma Pan racji bo dziś w przeciwieństwie do choćby XVI wieku zamiast orać pole albo małżonkę można zająć się masą innych ciekawych spraw ale nie widzę jak to ma doprowadzać do obumierania życia seksualnego w całej populacji (można robić jedno i drugie).

      Usuń
    6. Można - ale czy na pewno wielu się chce..?

      O ile dobrze rozumiem kolegę Wojtka, zmierza to do sytuacji, w której niewielka liczba "samców alfa" zaspokajać będzie kobiety w realu. Reszcie - wystarczą formy zastępcze. Oczywiście - przy całkowitym już oderwaniu seksu od prokreacji, do czego przecież bardzo blisko...

      Usuń
    7. Być może tak będzie. Wszystko zmienia się bardzo szybko - pamięta Pan jak mówił Pan o drukowaniu jedzenia? Proszę bardzo: http://www.space.com/21250-nasa-3d-food-printer-pizza.html

      NASA przeznaczyła grant na stworzenie drukarki 3D dla astronautów. Pierwsze drukowane danie - pizza.

      Usuń
  4. Moja odpowiedź była zbyt długa, by zmieścić się w komentarzu, więc poświeciłem temu cały wpis:
    http://daimyoblog.blogspot.co.uk/2013/05/dlaczego-warto-sie-starac.html

    Aha i dodam jeszcze tylko, że licealistki i studentki nie puszczają się z kim popadnie, a robią to z facetami o wysokiej wartości seksualnej. Sam tego doświadczyłem w liceum, gdy aż takiego dużego brania nie miałem i widziałem jak koleżankom uginają się kolana (i rozkładają uda) na widok długowłosych chłopaków, którzy grali w jakichś trzeciorzędnych lokalnych zespołach punkowych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Facetom też nie zawsze się chce, jak i nam. Znam nawet takich co ich głowa boli częściej niż mnie na ten przykład. Choć ostatnio to mnie się nie chce, a jestem raczej z tych mało oziębłych. Zdaje mi się, że niektórym z wiekiem chce się mniej, bo ogólnie są mniej chcący czegokolwiek. No chyba, że się trafi taka, co chce za nich ;)
    Co do licealistek i gimnazjalistek...na pewno łatwiej i szybciej im "to" przychodzi, a wszechobecna pornografia tylko ich nakręca.
    "Dojrzałych" facetów nakręca również, kobiety też. Grunt znaleźć bezpieczny środek, bo nie ma nic gorszego jak frustrowanie się z powodu faceta, któremu lepiej się spędza czas na stronach typu "zajrzyjwtyleknastolatce.com" niż wkładanie wysiłku w tu i teraz z całkiem fajną i dziarską dziewczyną (no tak, ale już dawno po osiemnastce....). Znam z autopsji. Tfu!
    Wszystko jest dla ludzi, choć czasem mi się zdaje, że już się i tak większość w tym wszystkim pogubiła.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Skoro mężczyzna może być w każdej chwili oskarżony o gwałt lub molestowanie i uznany za winnego bez praktycznej możliwości obrony"

    Bez przesady. Wbrew pozorom w USA udowodnienie w sądzie gwaltu nie jest takie proste. Jesli nie ma swiadkow ani obdukcji z ktorej jasno wynika stosowanie przemocy, to facet nie bedzie skazany. Podobnie jest z molestowaniem np. w miejscu pracy. Najpierw trzeba zebrac dowody a i tak jak juz sie je ma, to wymagane jest najpierw pojscie do dzialu HR, ktory odpowiednio poucza molestujacego. Dopiero kiedy po czyms takim nie zaprzestanie on swej dzialanosci, wnosi sie sprawe do sądu.

    Oczywiscie odrebna kwestia sa przypadki w ktorych w ten sposob ktos chce utrącic niewygodnego polityka. Tu nawet gwalt jest niepotrzebny, starczy ze zostanie zlapany na seksie pozamalzenskim...(vide Clinton..)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zreszta zauwaz ze nawet w wypadku Strauss-Kahna sprawe w koncu umorzono, mmo tego, ze gosciu mial opinie rznacego wszystko co mu sie w lapy nawinie.

    OdpowiedzUsuń
  8. defaultowo to mozna pojsc do wiezienia na terenie Kalifornii za gwalt tylko wtedy, jak sie uprawialo seks z nieletnia. Bo paragraf tak sformulowany, ze seks nawet za zgoda nieletniej to jest gwalt i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwagi generalne:

    1. wielka szkoda, ze ludzie intelektualisci maja taki i tyle obiekcji w sprawie podejmowania "dzialan seksualnych" - dzieki temu moze bylaby wieksza ilosc ludzi inteligentniejszych w spoleczenstwie... (pytanie tylko: na ile inteligencja jest warunkowana genetycznie?)

    2. (z uklonem w kierunku Pan: Futrzaka i Tupaii): "Bo w tym caly jest ambaras, zeby dwoje chcialo na raz!" ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ho ho ho, może i częstotliwość wejść nie większa niż zazwyczaj, ale za to ilość komentarzy - iiiha!
    jakie to szczęście, że każdy ma coś do powiedzenia na temat seksu. czy to o czymś świadczy droga Gosiu? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to właśnie liczyłem - i nie pomyliłem się...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...