poniedziałek, 27 maja 2013

Popołudnie

wczorajsze było męczące, mdłe, przykre: przedburzowo parne i duszne - ale bez burzy, która nad naszą ziemię przynajmniej - nie nadeszła. Tylko chmury wirowały na niebie:


zrobiłem te zdjęcia - i nawet nie miałem siły ich od razu Państwu pokazać...

W ogródku zakwitły irysy Lepszej Połowy:


Na pierwszym planie przesadzony z dzikiego wysypiska śmieci w pobliżu torów kolejowych asparagus, czyli szparag. Sporo roślin znajdujemy tu w okolicy - zdziczałych lub po prostu wyrosłych z tego, co ludzie ze swoich ogródków powyrzucali. Trzeba tylko od czasu do czasu spenetrować okolicę

Irysy zaś - rosły u nas "od zawsze", bośmy je odkryli zaraz po przeprowadzce. Wyrosły wokół hydroforni. Lepsza Połowa przez dłuższy czas rozdawała cebulki gościom - aż wydawało się, że już wszystkie "wyszły". Ale nie - jednak, pod mirabelką, w pobliżu przepędu dla koni - dwa żółte i jeden niebieski (który będzie kwitł za chwilę), jeszcze się znalazły.

Z bliska, irysy są bardzo dekoracyjne:


Drugą rośliną, którą mamy tu "od zawsze" jest mięta. W tej chwili zmuszony jestem w trakcie pielenia redukować jej obecność w ogródku, gdzie sama się wysiała i rozrosła - bo nie pozostawia miejsca innym, tak jest ekspansywna.

No, ale mięta jeszcze nie kwitnie (choć już znakomicie nadaje się do herbaty, z czego korzystamy - i gościom oferujemy). Kwitnie za to rabarbar, który już raz pokazywałem, choć z daleka. Tym razem, zrobiłem zbliżenia:



W przeciwieństwie do roślin którym, jak widać, atmosfera nie przeszkadzała, oraz do koni, którym teraz w ogóle mało co przeszkadza (o czym za chwilkę...), koty też nie mogły znaleźć sobie wczoraj miejsca, wszędzie było niewygodnie:


Lepsza Połowa porównuje Krystynę do kosmicznej pustki, w której tylko para oczu wydaje się istnieć realnie - co prawda, ten efekt stanowczo lepiej widać (a raczej - nie widać!) nocą, albo w głębokim cieniu, gdzie siłą rzeczy, zdjęć robić się nie da. Musicie więc Państwo wierzyć jej na słowo...


"Byt czarno - biały", czyli Sylwestra, akurat spieszyła zanieczyścić jakąś grządkę w ogródku (skoro państwo zrobili dla swoich kotów taką dużą kuwejtę, to czemu z niej nie korzystać..?).

Teraz, gdy to piszę, siedzi mi na kolanach - zwykły przejaw porannej histerii, którą tylko albo zabawa, albo głaskanie pozwalają zwalczyć.

Tymczasem nasze konie do meteoropatów się nie zaliczają, bo i wczoraj i dzisiaj - bawiły się i bawią bardzo dobrze.

Wieczorem Ostowar wybył sobie poza ogrodzenie i galopował wokół okręgu, na "tyłach" naszej działki. Rozpiąłem dolny drut ogrodzenia, a on i tak - przelazł w zupełnie innym miejscu. To tyle w temacie "szczelności" naszych ogrodzeń!

Co się i dziś rano potwierdziło. Ledwo znalazłem nasze koniowate, bo mgła była o wpół do szóstej jak mleko. Tylko cienie rysowały się gdzieś niewyraźnie i niejednoznacznie. Jednoznacznie zgrupowane wokół zewnętrznego ogrodzenia Pierwszego Padoku, od strony wsi.

Im bliżej podchodziłem z wiaderkami owsa, tym większe miałem wątpliwości, czy za ogrodzeniem jest jedno źrebię, czy jednak dwa..?

Wątpliwości rozwiały się dopiero wtedy, gdy stado raczyło mnie dostrzec i ruszyło w stronę smakołyku (ihaaa..!). Za płotem został tylko jeden cień. Ten średni. Czyli Mijan.

Uwaga, uwaga! Jego matka, zamiast histerycznie biegać wzdłuż płotu, spokojnie zajęła się konsumpcją. To dobry prognostyk na przyszłość. Być może nie będzie już więcej taranowania ogrodzeń i tabunowych ucieczek..?

Histerycznie, acz bardzo ładnie, galopował za to wzdłuż płotu Mijan, za żadne skarby nie trafiając w to przęsło, gdzie rozpiąłem mu przejście.

Ale, jeśli ktoś z Państwa rozważa zakup tego akurat z naszych źrebiąt - to proszę się tym nie zrażać. Ogiery mają z natury gorszą orientację przestrzenną niż klacze - i nie za to się je ceni...

Dopiero gdy matka zakończyła konsumpcję owsa i mogłem ją podprowadzić we właściwie miejsce - przygoda zakończyła się z góry spodziewanym happy endem.

Prognoza pogody na dziś i jutro jest tak samo niewyraźna i niejednoznaczna, jak cienie koni we mgle. Będzie słońce albo deszcz. Albo nawet i "żgmot"...

2 komentarze:

  1. A jeżeli chodzi o ogiery i ich słabe strony; czy Ty też zauważyłeś, że żarcie np. jabłek , kawałków chleba z ręki, o wiele gorzej im wychodzi niż klaczom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ręki staramy się nie karmić, ale prawdą jest, że gdy Knedlikowi wypadnie marchewka z wiaderka, to choćby odtoczyła się nie więcej niż o pół metra - inaczej niż przypadkiem już jej nie znajdzie...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...