sobota, 11 maja 2013

Nocna zmora

Niby cudnie jest. Powietrze pachnie oszałamiająco. Ptaszęta kwilą lirycznie (za wyjątkiem gołębi grzywaczy które - po rocznej przerwie - znów się nam wprowadziły do Lasku Centralnego i gruchają z lekka złowieszczo...). Źrebaczki uciesznie dokazują na pastwisku.

Skoro tak cudnie - to czemu prawie nie spałem tej nocy, tylko goniłem galopujące myśli - jedna w drugą niewesołe..?


A śmiałem się, jak mi goście w zeszłym tygoniu, na splątane warkoczyki w grzywie Buby pokazjąc pytali, czy i gospodarza nocami zmora dusi!

Ale cóż zrobić, cóż zrobić? Matka chora - nic na to nie mogę poradzić. Małe Złe jak się nie źrebiło, tak się dalej nie źrebi - a mnie aż podrywa, gdy lada jaki odgłos od strony wiaty usłyszę. Burzy, jak nie było - tak nie ma. A nad Warką widziałem wczoraj wieczorem pioruny - nas tylko rozładowanie nadmiernej elektryczności atmosferycznej czegoś omija.

No i ta materialna niepewność: a już nawet powtarzać mi się tego nie chce (na szczęście, przypomniałem sobie, że mamy tu na miejscu od kogo pożyczyć - w razie potrzeby...).

Wypieliłem i wyściółkowałem na nowo wczoraj okolice goji i chmielu. Zaraz jedziemy na targ - siedem grządek zwykłych i dziesięć "wyniesionych" czeka na obsianie lub obsadzenie, coś na pewno przywieziemy.

Mało mi było, to uparłem się jeszcze zrobić Małemu Złemu pedicure (nie tak dawno robiłem, ale co tu kryć: poprzednia, zimowa przerwa była zbyt długa, a i ja - nieśmiało jeszcze ten róg kopytowy ucinam - i już patrzeć na jej kopyta nie mogłem...). Oczywiście - urwała kantar, gdy próbowałem ostatnie, lewe zadnie kopytko skrócić.

Na razie chodzi w dawnym kantarze Knedlika, który kiedyś prowizorycznie naprawiłem. I tak musimy się wybrać po drodze do "Sielanki", tam teraz zawody, może będzie stoisko ze sprzętem - bo źrebięcy kantarek mamy dokładnie jeden - po Małym Złym akurat, sprzed 6 lat...

Około wpółdo czwartej zaalarmował mnie łoskot i bojowe warczenie Krystyny tuż koło chatki. Ponieważ już raz, nie tak dawno, lisek próbował nam zjeść zewnętrznego kota - naciągnąłem pospiesznie spodzień i wybiegłem. A tam: Krystyny nad myszą, a kawałek dalej - tylko się oczy świecą. Jakiegoś obcego kota. Widać próbował jej łup odebrać.

To i do koni się przeszedłem od razu - wymię niby już rozbudowane, ale świeczek na razie brak.

Byłem też wczoraj w bibliotece - wygląda na to, że o coś w miarę ciekawego do czytania - coraz trudniej. Wypożyczyłem kryminał z tej samej serii wydawniczej, co powieści Krajewskiego i Lewandowskiego, któreśmy już wypożyczyli - ale nuuuda...

Blueconnect nic się nie poprawił. To nie może być wyczerpany limit - przecież do 9.00 mamy "bez limitu". Rachunek też zapłacony. Chyba jednak - to kwestia tej elektryczności w powietrzu..? Naprawdę - jest pod tym względem nieznośnie.

7 komentarzy:

  1. Na Allegro można kupić fajną książkę już za 1 zł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę się nie załamywać. Lepsze czasy powrócą może już niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jacku, powiedz, czy czytujesz ebooki, bo jak tak to moge Ci cos ciekawego zalatwic...

    OdpowiedzUsuń
  4. To jednak limit. Pojawił się komunikat. Teoretycznie, rano powinienem pracować normalnie (od północy do 9.00...), więc pewnie dam jakiś wpis jutro. Ale w tej chwili...

    Było nie wysyłać do "KT" zdjęć mailem..!

    OdpowiedzUsuń
  5. Z ksiazkami mamy ten sam problem - coz uroki zycia na emigracji.

    Bardzo wspolczuje!

    Jesli chodzi o inne sprawy - trzymam kciuki, zeby bilans przynajmniej wyszedl na "zero".

    Jesli Pan nie gral jeszcze w Lotka - niech Pan pusci jeden zaklad. Moze szczescie poczatkujacego dopisze i wypadnie "6"?!? Czego z calego serca zycze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowny Panie Jacku. Odwagi. Pozdrawiam serdecznie. Ss

    OdpowiedzUsuń
  7. Zmorę przegonić, warkoczyki rozplątać. Będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...