wtorek, 7 maja 2013

Moje prywatne obsesje

Z okazji 900-tnego wpisu na blogu, należą się Państwu jakieś atrakcje. Co prawda, jak to wielokrotnie powtarzałem, dla siebie piszę, a nie dla Was (tak naprawdę ten blog powstał całkowicie przypadkowo, na skutek zbiegu trzech okoliczności:
-       pisałem i nadal piszę więcej, niż chcą mnie płatnie publikować,[1]
-       miałem i wciąż w sumie mam, choć nie takie jak dawniej, problemy z transferem danych – wykonywanie „profesjonalnej“ strony www dla naszej hodowli byłoby co najmniej uciążliwe,
-       nie mam kasy, w związku z czym – już kilka lat temu strona, którą trzymałem na serwerze Apple’a, płatnym – wzięła i się zwinęła…).

Z drugiej jednak strony, brak czytelników, obserwatorów, komentarzy, frekwencji, pików na wykresie i wirującego licznika odwiedzin – byłby faktem depresyjnym i prowokującym do kolejnych, bynajmniej niewesołych refleksji…

Jak w przypadku pana dr Michała Płuty, na którego blog serdecznie Państwa zapraszam. Tafiłem doń wczoraj, za sprawą „NCz!“, który dał na swoim „fejsie“ jego fenomenalny wpis o zbieraniu puszek – z linkiem do wcześniejszej wersji bloga. Kończącego się bardzo smutną deklaracją.

Proszę Państwa! Pan Michał przecież ma fenomenalne pióro – jak mogliście go do tej pory nie zauważyć..?

Jakie zatem mogę zaproponować Państwu atrakcje..?

Niestety – trzeci pająk (czy pajęczyca…) czegoś nie chce się ulęgnąć[2] – musimy czekać.

Chłopaki pajęczaki codziennie ładniejsze i mógłbym je codziennie fotografować. Tyle, że akurat zrobiło się pochmurno i nawet momentami popaduje – światła dzisiaj do zdjęć nie ma. Co gorsza – chłopaki pajęczaki zaczynają (zwłaszcza, gdy robi się ciut chłodniej…) zapier…lać jak głupie po terenie – bardzo jest to widowiskowe, ale Dalibóg: pojęcia nie mam, jak miałbym to sfotografować – bez teleobiektywu..?

W związku z czym, z atrakcji wizualnych: klasyka, która mam nadzieję, zadowoli obie płcie:




Atrakcją dodatkową niech zaś będzie dla Państwa zwierzenie. Otóż – mam swoje obsesje. O niektórych, jak choćby o predylekcji do rutyny i powtarzalności – opowiadam nawet dość regularnie i opowiedziałem także ostatnio.

Opowiadałem także już o predylekcji do tzw. „gdybania“. Do tej pory jednak, uzewnętrzniałem gdybania, by tak rzec – publiczne, a raczej – geopolityczne.

Ale oczywiście, mam także gdybania całkowicie prywatne. Ongiś gdybałem głównie o tym, co mogłem w przeszłości zrobić lepiej – nawet mnie to trochę martwiło, jako typowy objaw dupowołowatości. Z niejakim zdziwieniem jednak stwierdzam ostatnimi czasy metodą introspekcji (ha, ha!) – że właściwie: przestało mnie to kompletnie interesować…

No bo cóż to za wyzwanie intelektualne, gdy człowiek dobrze już wie, w którym miejscu się przewrócił, tak sobie zaplanować trasę, żeby doły i wykroty ominąć..?

Poza tym – gdybym był zamożnym i zadowolonym dupkiem, to byśmy się przecież nie znali, bo bym nie blogował…

Za to wciąż nachodzi mnie pewna myśl – i jest to myśl mroczna i obsesyjna – taka mianowicie: a cóż by się stało z naszą Boską Wolą, gdybyśmy stąd zniknęli..?

Ostatnio jeden z naszych gości z lekceważeniem wyraził się o trawie na Pierwszym Padoku – cytuję: wygląda, jak by ktoś zaorał i poczekał co samo wyrośnie.

No cóż: niewątpliwie, oba padoki dość szybko zarosłyby z powrotem „krzakami i wilkołakami“. Biorąc jednak pod uwagę, że wcześniej, pod tymi „krzakami i wilkołakami“ to nie rosła trawa, tylko mchy i porosty – mam wrażenie, że w skali tych kilkunastu hektarów, dokonaliśmy jednak, niejakiej rewolucji – i jest to rewolucja zdecydowanie pozytywna.

Las, który by tu w ciągu kilku lat powrócił, na pewno byłby o wiele bujniejszy i zdrowszy, od tych smutnych zarośli, które wykarczowaliśmy 6 lat temu. Kto wie – może nawet ktoś by się połakomił na tę ziemię i jednak – wziął ją w uprawę?

Koniec końców, około 4 tysięcy taczek nawozu, wywiezionych na południowo – wschodni kraniec naszej działki tam, gdzie po zaoraniu jesienią 2007 roku okazało się, że zamiast gleby na wierzch wychodzi czysty piasek – czyni z tej przestrzeni jedno z żyźniejszych pól w okolicy…

W ogródku, w którym spędzam ostatnio większość każdego dnia – pojawiły się w tym roku w wielkiej liczbie tłuste dżdżownice. To niby żaden sukces – jak ktoś ma „z natury“ żyzny i od wiek wieków uprawiany ogródek. Ale tutaj..? Jakeśmy zaczynali, to tam przecież – same tylko śmieci były…

Śmieci, oczywiście, powrócą – to akurat nieuniknione: skład gatunkowy „krzaków i wilkołaków“, który je będzie porastał, chyba jednak będzie bardziej zróżnicowany. Na przykład – bardzo dobrze przyjęły się u nas goji i nie wygląda na to, aby jakikolwiek rodzimy chwast zdołał je zagłuszyć nawet, gdybym przestał pielić.

Co do budowli, które tu wznieśliśmy – wydaje się, że najtrwalsze byłoby „frontowe“ ogrodzenie Pierwszego Padoku, solidnie zabetonowane i pospawane. Jak się tu ktoś nie pofatyguje z solidnym „diaksem“ – to daję mu i 200 lat… Reszta ogrodzeń zniknęłaby w czasie od kilku tygodni (wciąż niezabetonowane słupki metalowe – jak już wiemy: łakomy kąsek…), do kilku lat (słupki drewniane, które w tym czasie się rozłożą) – choć pewnie, przez czas jeszcze jakiś, dałoby się w terenie wskazać, którędy te ogrodzenia biegły.

Nasza chatka już kiedyś przez kilka lat stała pusta (nim stała się „naszą chatką“). Nie sądzę, żeby ktoś ją chciał palić. Chyba, że przypadkiem..? Postoi nawet i kilkadziesiąt lat, nim belki zmurszeją…

Hydrofornia natomiast – zawali się po kilku latach, jeśli z niej nikt nie będzie wypompowywał wody. Pustaki, z których została zbudowana, już się kruszą…

Co do wiaty, to w razie mocno śnieżnej zimy – ma wszelkie szanse zawalić się pod ciężarem śniegu na jej nazbyt płaskim dachu.

Był kiedyś taki program, bodajże na BBC – w którym pokazywano, co by się działo z Ziemią, gdyby zniknęli z niej ludzie. Oczywiście – nie w perspktywie tak krótkiej, jaką ja się tu posługuję, tylko sięgającej setek, a nawet tysięcy lat. Uważam, że wizja, którą tam przedstawiono, była mocno wyidealizowana i metodologicznie wątpliwa: zlekceważno wpływ nieuniknionych skażeń i katastrof przemysłowych, które musiałyby w tej sytuacji nastąpić, a także wielkoskalowe naruszenie równowagi po nagłym zaprzestaniu działalności rolniczej. Ekosystemy zajmujące porzucone pola – byłyby początkowo bardzo ubogie, a to – prosta droga do erozji i pustynnienia, którego odwrócenie siłami samej tylko natury, zajęłoby zapewne dużo więcej czasu, niż to się autorom scenariusza tego programu wydawało.

Mam jednak wrażenie, że nawet w takim wypadku – obszar naszej farmy: byłby oazą…


[1] Aczkolwiek, bo znowu zapomniałem się pochwalić: po raz pierwszy dostąpiłem zaszczytu wydrukowania na łamach „Konia Polskiego“ – w majowym numerze, na pewno jest już w kioskach. Inna sprawa, że ten precedens bynajmniej niczego nie przesądza na przyszłość…
[2] Ciotka „Dwupak“ Margire nie tylko przestała eksponować swoje wymię – ale ewidentnie prowokuje Knedlika, posikując mu przed nosem. Zaczyna to przypominać tę strzelbę, znalezioną na pobojowisku pod Gettysburgiem, 13 razy załadowaną – i ani razu nie wystrzeloną…

8 komentarzy:

  1. Ja zobacze, jak ten licznik bedzie dzialal na mojej reklamie... he he

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje okraglej liczby wpisow. Przyznam sie, ze i mnie czasem dopada takie troche przygnebienie na mysl, ze i po mojej smierci ludzkosc nadal (pewnie) bedzie mogla istniec dalej... Az trudno w to uwierzyc, ale tak jest!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluje! Taka piekna liczba wpisow, to efekt systematycznej i wieloletniej pracy! A ze swojej strony zycze aby mogl Pan dla nas pisac (jak najszybciej) jako (znudzony - a moze nie koniecznie ;) ) milioner... .

    Dla nas zapewne sie niewiele zmieni. Licze na to, ze dzieki stalym przyzwyczajeniom nawet w takiej sytuacji bedzie sie Pan dzielil z nami swoimi przemysleniami, radosciami i smutkami... .

    Wszystkiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
  4. A w kwestii hydrofornii - zanim sie zawali mur z pustaka wyburzyc i wymurowac nowy z bloczkow betonowych (najwazniejsze, zeby nie zapominac o izolacji poziomej na 1 ablbo 2 wartswie bloczkow).

    A w przyplywie gotowki niespodziewanej otynkowac od srodka cementem z dodatkiem szkla wodnego. Zimne to bedzie ale na pewno bardziej wytrzymale od pustakow!

    OdpowiedzUsuń
  5. Również gratuluję okrągłej liczby postów.

    Czytam Pana od jakichś dwóch miesięcy, również stare wpisy. Sporo tu ciekawych rzeczy i opinii, z którymi często się zgadzam - a jak wiadomo ludzie lubią słuchać/czytać rzeczy zgodne z ich poglądami;)


    oprócz treści, doceniam systematyczność - wg mnie to fundament dobrego bloga, a zdaję sobie sprawę, że nie zawsze się chce...

    Życzę siły i dotychczasowego zacięcia do pisania,
    pozdrawiam
    Radek

    OdpowiedzUsuń
  6. Za życzenia dziękuję, milionerem raczej nie będę (nigdy nie byłem miliarderem...), ale "benefis", jak to zwykł kolega Zoltan nazywać, z okazji 1000-nego wpisu za ok. 3 miesiące - powoli zaczynam sobie wyobrażać...

    OdpowiedzUsuń
  7. A moze by tak na ten 1000 -ny wpis jakas balange-majowke , dla czytelnikow-sympatykow oglosic ?. Kazdy /-normalny ! / cos ze soba przywiezie .Moze to byc kielbaska na grila,butelczyna ,cos przydatnego w gospodarstwie lub do "puszki ".Ja co prawda mam nieziemsko daleko ale pomimo to-jakby co ! to ja w auto wsiadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1000-ny wpis był prawie rok temu. Zbliżamy się do 1200-tnego...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...