poniedziałek, 13 maja 2013

Ból ogrodnika

Uwielbiam pielić ogródek. To prawie jak sprzątanie pod wiatą: od razu widać efekt (nie to co przy jakichś abstrakcyjnych pracach umysłowych…), więc i satysfakcja jest od razu, no i – codziennie można zaczynać od nowa. Póki trwa wegetacja, tej roboty nigdy nie zabraknie.

Głupawy to jest ten rysunek. Bo nie robota...

Niestety, mój niemal 40-letni kręgosłup nie podziela tego upodobania…

Przyznaję, że bywają chwile, gdy poważnie myślę o składanym stołeczku – takim, którego używają emeryci do pracy na działkach!

Co poważnie podaję pod rozwagę kandydatom na „nowych wieśmaków“. A to tylko jeden z problemów, czysto fizycznej natury, z którym należy się zmierzyć. Zardzewiałych śrubek, jak się nie praktykowało od wczesnego dzieciństwa – też się tak łatwo nie odkręci, już o tym opowiadałem.

Od jutra powinno być słonecznie. Mam nadzieję, że do tego czasu poczynię postępy w najbardziej widocznej części ogródka (którą do tej pory pomijałem, bo nic ważnego tam nie ma…), wśród krzaczorów – i będę mógł się Państwu pochwalić efektem, nim znowu zarośnie.

M. twierdzi, że to głupiego robota – czyż nie lepiej użyć chemii? To jest w zasadzie główna chyba różnica między „starymi“, a „nowymi wieśmakami“ – „nowy wieśmak“, zamiast zrobić coś możliwie jak najprościej i jak najmniejszym nakładem sił, będzie się katował robotą w kucki przez irracjonalny strach przed trucizną. No ale co zrobić? Nawet jak się nam w zeszłym roku alternaria wdała kupiliśmy, przyznaję, w zaprzyjaźnionym sklepie ogrodniczym stosowny środek grzybobójczy – a i tak Lepsza Połowa wywar ze skrzypu robiła przez cały czas, a środek – przeterminowuje się spokojnie na strychu, nawet nie napoczęty.

Nic ważnego się nie dzieje. Ostowar wybył wczoraj za ogrodzenie. Na szczęście – jego matka zachowała stoicki spokój, a nasze ogrodzenie po raz kolejny wykazało swoją przydatność.

Wybył od strony wsi. Dorosłego konia musiałbym dookoła prowadzić, do najbliższego wejścia jest stamtąd z pół kilometra. Dorosłego konia da się tyle prowadzić, bo jest do tego przyzwyczajony. Małego źrebięcia nie ma jak (choć Lepsza Połowa już mu obiecała kantarek założyć…) – a i nie byłoby to takie proste, głównie dlatego, że znudzi się taką zabawą po kilku krokach. Trzeba by kombinować z prowadzaniem matki równolegle do płotu (nie da się, po drodze jest ogrodzenie dzielące Pierwszy Padok od Padoku Zimowego – trzeba by się sporo zatem od zewnętrznego ogrodzenia oddalić, idąc do bramy, nie wiadomo, jak by na to źrebię zareagowało – biegając po drodze!). Ewentualnie – nie wiem? Przenieść ponad płotem..?

Tymczasem – co zrobiłem? Rozpiąłem najbliższy naciąg drutu – i Ostowar skierowany tam delikatnymi sugestiami Lepszej Połowy, sam przeszedł przez tak powstałą lukę. A ja za nim zapiąłem naciąg z powrotem. Ot i cała technologia. Naprawdę – polecam!

Prognoza pogody, którą wczoraj Państwu zapodałem – sprawdziła się. W nocy lało nielicho. Znakiem tego: pora brać się za pielenie, póki ziemia miękka… Ała..!

5 komentarzy:

  1. Mój kręgosłup tez wyje do księżyca. I ręce odpadają. Bo zielsko rośnie jak wściekłe. Tylko, że my mamy podział prac. Najpierw ja idę i jak buldożer wyrywam i wykopuję wybujałe chwasty, a za mną Ciocia - metodycznie, na składanym krzesełku wybiera resztę. A i tak końca nie widać...
    Miłej pracy i wytrzymałego kręgosłupa!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, znam ja już tę robotę i to nie od dziś. Wcześniej się plewiło u rodziców na działce, teraz na swojej. I faktycznie, jest to porównywalne z syzyfową pracą: na miejsce jednego chwasta wyrastają trzy kolejne. A że działka przez długi czas była zapuszczona, to i perzu się nakłączyło mnóstwo i to wszędzie. Żałuję, że weekend był okrutnie deszczowy, bo bym trochę przez sobotę chociaż coś porobiła...
    Coś te konie Wam często i gęsto uciekają... chyba sugerują, żeby im padoki powiększyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na bol plecow polecam masaz (moze byc z dodatkiem masci konskiej - testowana osobiscie!).

    A prewencyjnie, to przedluzenie trzonka haczki i grabek. Bo jak mawial poeta isc "wyprostowanym wsrod tych co na kolanach"...

    Pozdrawiam i zycze duuuzo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest jedna pozycja, ktora nie wymaga stolka a w ktorej kregoslupa sie nie obciaza: siad azjatycki. Trzeba miec tylko dosc luzne portki. Wygada to tak:
    http://johnnysideburns.wordpress.com/2012/07/02/the-asian-squat/

    OdpowiedzUsuń
  5. Może jednak trzeba było użyć chemii. Mój, też niemal 40 letni, kręgosłup się czasem buntuje i nie należy go zadręczać, bo może być licho. Piszę to ku przestrodze. Jakby co, to można znaleźć w internecie ćwiczenia "na kręgosłup"
    Życzę zdrowia i pozdrawiam:
    Michał Pluta
    michalpluta.blog.pl

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...