sobota, 13 kwietnia 2013

Zmiana dekoracji

Niemal nie do wiary, jak szybko nastąpiła zmiana dekoracji! Jeszcze w czwartek rano wszędzie dookoła leżał śnieg. Ba! Jeszcze wczoraj do południa - były go całkiem spore łachy. A dziś, gdy nakarmiłem rano konie, wokół rozciągał się taki widok:




Szacowne Stado (za wyjątkiem najmłodszej, która  w tym czasie nadrabiała braki aprowizacyjne pod wiatą) po śniadaniu zażywało kąpieli słonecznej:

Buba


Piękny i Dzielny (Mimo, że Brudny) Koń Lepszej Połowy

Knedlik

Nie zdążyłem pokazać Państwu tych zdjęć rano, bo musieliśmy się zwijać. Jak co sobotę - wypadało pojechać na targ i po zakupy do Warki. Tymczasem, nasz sąsiad i przyjaciel M., poprzedniego wieczora zadzwonił z wieścią, iż w związku ze zmianą dekoracji - bierze się za wywóz makaronu. I że nasz przy okazji też opędzi.

Jak to zwykle bywa, gdy się spieszymy - wróciliśmy z Warki i tak dokładnie w tym samym czasie, co normalnie, czyli około 11.00. Kilka chwil potem, M. z bratem i z rozrzutnikiem, był już u nas. Skończyliśmy jakąś godzinę temu - a ja potem jeszcze nawapnowałem podłoże pod wiatą, pościeliłem je na nowo grubą wartstwą suchej słomy i wywiozłem dwie taczki czystego nawozu, zebranego na padoku, poza wiatą.

Ale za to mam dla Państwa bonus. Kolejny odcinek naszej telenoweli pt. "Prawdziwa Miłość":



Dziś jest też pierwszy dzień od końca października zeszłego roku, kiedyśmy (jak dotąd) - nie rozpalili w piecu. Pewnie jednak będziemy musieli to zrobić - popaduje, chwilami dość intensywnie - i zaczyna się powoli robić chłodnawo...

3 komentarze:

  1. Przygoda z ostatniej chwili. Przed 20.00 wyszliśmy dać koniom owsa. Towarzystwo, zamiast rzucić się na nas - wisi na płocie od strony Pierwszego Padoku.

    Patrzę, a tam - wzdłuż naszego płotu, na tle oziminy, przesuwa się ciemny cień. Prawie takiego samego wzrostu jak nasz płot (1,60 m).

    Znakiem tego: jałówka komuś uciekła - nie może być inaczej!

    Popatrzyłem, że nie idzie do wsi, tylko w naszą stronę - zostawiłem konie Lepszej Połowie, wziąłem uwiąz i poszedłem łapać. W końcu: tyle nam ludzie pomogli, gdy nasze konie uciekały..?

    Domniemana jałówka zdążyła się oddalić, ale cały czas widziałem ją jako czarną plamę na horyzoncie.

    Jak na jałówkę przystało - pasła się na oziminie, tylko tym razem - po drugiej stronie drogi.

    Podszedłem na 30 metrów. Może nawet mniej. Zatrzymało mnie błoto w środku do tej pory dość suchego pola. Mało w nim gumiaków nie zostawiłem...

    Kiedy się tak szamotałem w błocie, zwierzę wreszcie raczyło mnie dostrzec. I podniosło ryj. A obok zaczął skakać i piszczeć drobiazg. Co najmniej cztery sztuki. Ale za szybko biegały, żeby je liczyć.

    Locha z warchlakami. Faktycznie: wielka jak jałówka. I bardzo czarna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A trzeba ją było na uwiąz i do domu.

      Usuń
    2. No - było zostawić te gumiaki w błocie i gonić...

      Ale to typowy "esprit d'escalier"...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...