wtorek, 23 kwietnia 2013

Zew natury

Noc spędziłem prawie bezsennie. Bijąc się z myślami. I koniec końców, postanowiłem: muszę coś w moim nic nie wartym życiu zmienić! Ot: potomka spłodzę, pracę normalną znajdę, dom zbuduję, drzewo posadzę…

Zacząłem od wyrzucenia za drzwi koćkodana. Który żadnym znanym i wypraktykowanym sposobem nie dawał się uspokoić i zagonić do łóżka. Nie pomagały łapówki w postaci chrupków, czy mleka, nie pomagało głaskanie i przytulanie – byt czarno-biały konsekwentnie biegał po chatce, tupiąc przy tym jak jeż, przewracając sprzęty i wydzierając się jak kocur w marcu…

Efekt? Drzwi mamy do wymiany (jakby wcześniej nie były…), gówno się wyspałem (też mi nowina…), Lepsza Połowa tak samo (bo drapanie w drzwi tak samo głośne było, jak harce po chatce…), a z mojej wewnętrznej bijatyki nic konkretnego i tak nie wynikło – bo postanawiać, to ja sobie mogę. Co tylko chcę. Ale akurat „mocy sprawczej“ miałem dokładnie na to, co faktycznie zrobiłem – czyli: na wyrzucenie koćkodana za drzwi!

Przynajmniej, okazało się, że metoda wychowawcza Iwana Groźnego wciąż działa, bo koćkodan, jak już został z powrotem do domowej konfidencyi dopuszczony po śniadaniu – łaził za mną i łasił się. Prewencyjnie widać. Żebym go znowu nie wyrzucił. Teraz – śpi grzecznie na swojej podusi i udaje, że go nie ma…

Lepsza Połowa twierdzi co prawda, że to wszystko wcale nie jest żadne tam „postanowienie przemiany (wewnętrznej)“, tylko – efekt mętnego płynu, którego dwie czy trzy szklanki przyjąłem wczoraj wieczorem do organizmu.

To by dobrze o moim mętnym płynie w takim razie świadczyło..!

No cóż – bardzo chciałem się wczoraj rozluźnić: Bubie co prawda chyba raczej nic nie jest (Pan Doktor prewencyjnie wstrzyknął jej dezynfekującą piankę do macicy i po antybiotyku domięśniowo w każdy półdupek – orzekł też, że jeśli dostanie rui, to nie ma żadnych przeciwwskazań co do krycia…) – ale, cośmy się zdenerwowali, to nasze.

No i – obie pozostałe zaczęły wykazywać wyraźne oznaki zbliżającego się rozwiązania. Jeszcze nie dziś może – ale to już kwestia dni, a nie tygodni…

Mam nadzieję, że nie do każdej trzeba będzie weterynarza wzywać, bo robi się to z lekko drogawe – a potem przecież, trzeba będzie zrobić wszystkim źrebiętom badania polimorfizmu krwi, wyniki posłać do Riazania, razem z opłatami – na same tylko paszporty rosyjskie wyjdzie tysiączek… No i – Knedlika trzeba będzie odwieźć do domu, jak już zrobi swoje (a Pan Doktor potwierdzi, że zrobił, co należy…) – a to, bez wymiany opon, wydaje się mało realne (pomijając już, w przybliżeniu, 200 litrów paliwa, które na to pójdzie…).

Z grubsza: ze 3 tysi na same tylko formalności i podróże powinniśmy tego lata wydać. Opon nie licząc.

Tymczasem: czekamy. Czekamy na wyźrebienia. Czekamy na nawozy, które miały były być czwartek – piątek, a teraz mają być jutro (o ile będą…). Czekamy na trawę, żeby wreszcie wypuścić towarzystwo na pastwisko. Czekamy też na jakiś cud, albo chociaż cudzik, który pozwoli wszystkie wydatki opędzić i w coraz gorsze długi nie popadać.

Do tej pory – zawsze się taki cud, albo chociaż cudzik zdarzał. Mocno wierzę, że zdarzy się i tym razem. Ale, jeśli ktoś z Państwa pomyśli, że chciałem dziś po prostu wykpić „techniki motywacyjne“ – to, oczywiście, ma rację…



Koćkodan zaś, tak okrutnie tej nocy potraktowany – poczuł był widać „zew natury“. Jej dużo młodsza i dużo drapieżniejsza koleżanka przynosi teraz codziennie po 3 – 4 myszy lub jaszczurki jako łowieckie trofea. Jaszczurek trochę mi żal, bo pożyteczne – ale, widać, skoro robi tak nieprzerwanie od kilku lat, a łupy się nie zmniejszają, istnieje równowaga pomiędzy Krystyną a populacją jaszczurek na naszej ziemi.

6 komentarzy:

  1. Ładnie wyglądacie z Lepszą połową w tych zamszowych ubrankach.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba!

      Pomyśleć tylko - dlaczego komuś to przeszkadzało..? Lata dwudzieste przecież...

      Usuń
    2. Jak na wojownika (sztylet u pasa) to ma paskudny brzuszek...

      Usuń
    3. To dobrze w takim razie, że mojego nie widziałaś..!

      A swoją drogą: czy Wy poznajecie, kogo przedstawia ten fotos filmowy sprzed niemal 100 lat..?

      Nie chodzi mi o aktorów, tylko o postaci, które grają...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...