poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Z pamiętnika bimbrownika, cz. 6 - wino jarzębinowe

No cóż: kwestia gustu! Lepszej Połowie się nie spodobało, ale obiecuje wykorzystać do gotowania. Podobno do ryb pasuje.

Mnie tam smakuje. Ale - czy ojciec może źle mówić o swoim dziecku..? Zwłaszcza takim, które fermentowało SIEDEM MIESIĘCY..?


Kolor - jak widać. Mętny. Mimo przefiltrowania przez gazę.

Zapach dość słaby, ale - jarzębinowy. Z lekka kwaskowatymi drożdżami podszyty.

Smak? Najpierw słodycz, potem melonowo - kwaskowate orzeźwienie, na koniec mała nutka goryczki. W ustach pozostaje słodko - gorzka lepkość.

W przeciwieństwie do czeremchy, nie nazwałbym tego orzeźwiającym, letnim napojem. Ale - jak nikt inny pić tego nie będzie chciał, to się wcale nie obrażę - więcej zostanie dla mnie..!

A tak poza tym - czekamy na Pana Doktora.

U Buby pojawił się nieznaczny wysięk z pochwy. Nie wygląda to alarmująco, nic w jej zachowaniu nie wskazuje na ból czy gorączkę - ale: strzeżonego...

7 komentarzy:

  1. Jarzębinowego nie próbowałam. W zeszłym roku eksperymentowałam z winem z kwiatów czarnego bzu. Dziwne było...
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Została nam jeszcze butelczyna wina z owoców czarnego bzu. A z kwiatów planujemy zrobić, jak tylko będą...

      Usuń
    2. Najlepsze jest młode. Jeszcze lekko musujące:-)))

      Usuń
  2. Mętne, bo pewnie fermentowałeś tylko raz. Należało zlać znad osadu gdy kończyła się fermentacja i poddać II fermentacji już bez "mułu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziemy powoli doskonalić technikę...

      Usuń
  3. co do opon, to polecam zajechać do jakiejś wulkanizacji i dać je do ponownego wyważenia. powinno pomóc.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...