czwartek, 11 kwietnia 2013

Świat realny i wirtualny

Świat realny wygląda w tej chwili najobrzydliwiej jak tylko można. Trochę lepiej jest z podkładem dźwiękowym – od kilku dni ptasiory w Lasku Centralnym koncertują co rano, może jeszcze nie na full, ale już – na ¾ „mocy“. Jak osiągną pełną głośność – nie da się rano spać! Ale ładnie śpiewają, nagrałbym i puścił Państwu – gdyby nie to, że moja stara komórka już sobie z tak wymagającymi zadaniami nie radzi.

Generalnie ma być lepiej – dziś ma się znacząco ocieplić i, wedle prognozy, już tak zostać. Zobaczymy…

A świat wirtualny..?

Świat wirtualny przypomniał mi o sobie wczorajszym „zadaniem domowym“. Jakoś się z nim uporałem, bo na szczęście – było czysto mechaniczne (prawie, bo zaraz będę poprawiał…). Teraz jest gorzej, bo wypadałoby jednak coś – na ten przykład – dla „KT“ napisać. A jak to zrobić, gdy oczy same się zamykają..?

Na marginesie tegoż „zadania domowego“ – taką mam refleksję: cały ten internet, nawet w wersji „Web 2.0“, to tak naprawdę: taka większa, wygodniejsza (bo można z kawką, w szlafroczku, albo i bez – jak kto woli…) poczekalnia w maglu.

Starożytny magiel

Na czym bowiem polega największa siła internetu..?

Na błyskawicznym dostępie do informacji? Nieprawda – nawet, jeśli ktoś ma lepsze od mojego wsiowego łącze, to i tak, przytłacza go góra bzdur, rosnąca dużo szybciej, niż ilość pożytecznej informacji.

Na możliwości kontaktowania się ludzi ze wszystkich stron świata? Ten się kontaktuje, kto chce. Na przykład – dr Ann Nyland kontaktować się nie chce. Równie dobrze mogłem jej zwykły list wysłać. Może powinienem..?

Tak naprawdę, to główna, a nawet JEDYNA siła internetu – to możliwość błyskawicznego rozpowszechniania plotek.

Powyższy wywód jest banalny i niczego w nim nie ma zaiste odkrywczego. Każdy to wie.

Ciekawsze wydają się konsekwencje tego stanu rzeczy.

KTO jest najbardziej wrażliwy na plotkę, obmowę, potwarz i pijar..?

Przede wszystkim – ten, kto nie na swoim siedzi, kto zależy od kogoś, od czyjejś subiektywnej oceny, na którą zręcznie rzucona kalumnia może wpłynąć. Pracownik najemny!

Przetestowaliśmy to przecież w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Napisałem skandaliczną prawdę o tym, jak niektórzy zarabiają na chleb z masłem i szynką. Zagotowało się. Poleciały wyzwiska, kalumnie i groźby. I co? I nic…

A gdybym nie był sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem – tylko zależał od jakiegoś szefa, który być może – straciłby cierpliwość do mnie po którymś kolejnym hejterskim ataku? To też zostało przetestowane: tak właśnie udało się „Tarówom“ zablokować niewygodny im film.

Nie byłoby w naszym świecie, tak realnym, jak wirtualnym, tyle pijaru, manipulacji i me®dialnego samogwałtu – gdyby więcej było tu sobiepanów, a mniej najemników. Zaczynając od najemników na stanowiskach dyrektorów i prezesów (których oceniają ich rady nadzorcze, ministrowie, a też i – co nie najmniej istotne, zwłaszcza przez wzgląd na polską chorobę narodową, czyli donosicielstwo – kontrole skarbowe i inne…), po „najemników“ ocenianych w wyborach.

Rzecz jasna, plotka może też szkodzić na rynku, jeśli uderza w produkt – i tu jednak: szybciej spowoduje interwencję jakichś władz, niż zmianę zachowań konsumenckich. Nie wydaje się, aby wszystkie te – prawdziwe przecież – informacje które rozpowszechniałem w ten lub w inny sposób, spowodowały spadek przychodów „Tary“ w ostatnim czasie. Jednak – kontrole, o które poprosił skaryszewski zjazd sprzed miesiąca – MOGĄ im realnie obrzydzić życie.

Jest zatem „świat wirtualny“ w postaci, jaką go znamy, produktem naszych czasów: czasów wszechobecnej regulacji, rozrosłego do granic absurdów gosudarstwa i powszechnego „wywłaszczenia“, gdzie najemników jest setki razy więcej, niż ludzi jakkolwiek bądź – niezależnych…

8 komentarzy:

  1. Nie sprowadzałbym w dzisiejszym świecie niezależności do bycia "najemnikiem". Z jednej strony jest wielu specjalistów, o których się pracodawcy biją i jak nie jeden to następny do pracy z otwartymi ramionami przyjmą. Z drugiej strony są przedsiębiorcy (nie wiem, czy nie większość), którzy w całości polegają na jednym kliencie (podwykonawcy dla przemysłu chociażby motoryzacyjnego czy AGD w Polsce) lub na lokalnej sitwie politycznej (małe i średnie firmy budowlane, robiące chodniki, drogi, kanalizacje, etc.).

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że jednak Internet (czyli "plotka", jak to nazywasz) ma potencjał zmieniania gustów i zachowań. Ostatecznie - to jedno z mediów.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Anonimowy: Czesto zaleznosc strukturalno-funkcjonalana wymusza (nawet jesli czlowiek wczesniej wykazywal samodzielnosc w mysleniu i pogladach) posluszenstwo stanowiskom nadrzednym.

    Nie tylko i wylacznie, dlatego, ze mozna stracic dobrze platna prace (choc i to przy kurczacym sie polskim /i nie tylko/ rynku pracy moze stanowic powazne zagrozenie).

    Istotne jest to, czy oprocz tego nie zalezymy od innych instytucji i ile osob waznych dla nas zalezy od nas- bo jesli wystepuje kombinacja: pracownik najemny+kredyt mieszkaniowy (a moze jeszcze i na auto itd.) + jedyny zywiciel zony i gromadki dzieci - to skutecznie ona "leczy" z wyraznych przejawow niezaleznosci myslenia i postaw. I bynajmniej nie ze wzgledu na szefa...

    Mysl, ze dzieci beda chodzily glodne, wyrzuca nas z domu, zabiora samochod a na koniec (a byc moze wcale niekoniecznie na koniec) nasza piekniejsza polowa w porywie rozpaczy spakuje walizki i gromadke dzieci i przeprowadzi sie tymczasowo do ukochanej (czesto ze wzajemnoscia ;) ) tesciowej, dziala prewencyjnie przed heroicznymi porywami "walki o prawde i wolnosc" (slowa czy jakakolwiek inna)...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo trzeba mieć w sobie "to coś" "pomimo wszystkiego"... I się nie bać!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. "Na błyskawicznym dostępie do informacji? Nieprawda – nawet, jeśli ktoś ma lepsze od mojego wsiowego łącze, to i tak, przytłacza go góra bzdur, rosnąca dużo szybciej, niż ilość pożytecznej informacji."

    Nic mnie nie przytlacza i nigdy nie przytlaczalo - ale to kwestia umiejetnosci odfiltrowania tego, co zbedne.
    Internet pod tym wzgledem jest absolutnie genialny - mozna bajecznie latwo oddalic w niebyt wszelakich oszolomow, kretynow, upierdliwcow, wariatow i innych tym podobnych (w zyciu realnym niestety nie daje sie tego tak latwo wykonac...).

    Oprocz tego Internet jest dla mnie narzedziem pracy.
    Zreszta tak wlasnie - to jest NARZEDZIE. Do czego dokladnie i w jaki sposob bedzie komu sluzyc - zalezy od danego czlowieka.
    Rownie dobrze moznaby powiedziec, ze telefon to jest narzedzie do rozpowszechniania plotek. A to jedynie NARZEDZIE sluzace komunikacji. Dla jednych bedzie rozpowszechniaczem plotek, dla innych sposobem robienia biznesu, dla jescze innych sposobem zdobywania waznych informacji. Wszystko zalezy od UZYWAJACEGO.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero co było starzeniu się science fiction, więc może to właściwy moment, by wreszcie skończyć z frazami o "przytłaczającej" ilości informacji. Bomby megabitowej nie ma, odkąd istnieje Google i Wikipedia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że bomba megabitowa istnieje. Że nie wszyscy to dostrzegamy? Bo już nas poraziła - i stąd przestał być możliwy jakikolwiek sensowny ogólny pogląd na sytuację!

      Wikipedia to fajna przypominajka jak się tworzy publicystykę - ale nawet ja nie mam z niej żadnego pożytku, jeśli chcę napisać coś choć odrobinę głębszego. Nie rozumiem, co niby mógłby z niej wyciągnąć fizyk?

      A co do Googli, to pewnie kwestia umiejętności - moje nie są duże - ale znakomita większość wyszukiwań przynosi nader jałowe rezultaty...

      Usuń
    2. Jak się wchodzi na onet, to potem się narzeka na zalew bzdur. Ja, jako student, miałbym dużo problemów gdyby nie skany książek i podręczników. A zgubić się w publikacjach nie sposób, odkąd jest google scholar.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...