poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Nowy Ekran, czyli przygody z katolami

Bodaj to Jan Franciszek Commendone, dwukrotny legat papieski do stanów Rzeczypospolitej w połowie XVI wieku, gdy blisko było do zerwania więzi między rządzonym przez prymasa Uchańskiego Kościołem w Polsce a Rzymem – oprócz wielu innych sławnych sentencji, które w swoich „Wspomnieniach o dawnej Polsce“ zawarł, jest też autorem stwierdzenia, że katolicy polscy są letni.



Letni są – bo w jego czasach – czegoś mordować innowierców nie chcieli. Czy jest to opinia ze wszystkim prawdziwa, czy jednak trochę krzywdząca dla naszych przodków  (bo jednak mieli w tym czasie jakąś ideę fix, za którą gonili, tylko nie była to akurat idea religijna) – o tym już kiedyś dyskutowaliśmy.

Tym niemniej, stwierdzenie to – przypomniało mi się właśnie po ostatnich dyskusjach na Nowym Ekranie.

Co to jest „Nowy Ekran“? Platforma blogerska, na którą będzie ze 3 lata temu zaprosił mnie Wojtek (wtedy, żeby się tam zarejestrować, trzeba było mieć specjalne zaproszenie – teraz to chyba, jak to zwykle bywa, nie jest już konieczne). Ponieważ Nowy Ekran używa strasznie topornego skryptu – korzystałem z tamtejszego konta z umiarkowaniem i długimi przerwami: bywało bowiem tak, że przy moim wsiowym łączu, zamieszczenie lub korekta wpisu okazywało się kompletnie niemożliwe. Poza tym – przechodziła ta platforma różne koleje losu, zmiany właścicieli, awarie techniczne, spory o domenę – jak to w Polsce.

Kolega Racjonalnie Oszczędzający migruje na Wordpressa, bo mu Blogger przestał odpowiadać – a ja, dokładnie z tego samego powodu, nie zamierzam tracić sił na Nowy Ekran. Daję tam też – wróciwszy przypadkiem jakoś w końcu lutego, gdym się akurat potwornie nudził, a próba „odpalenia“ tamtej strony wypadła pozytywnie (albo skrypt poprawili – albo mnie się transfer danych polepszył…) – rzeczy, które już wcześniej były publikowane tutaj, starając się – nie ukrywam – przyciągnąć czytelników na głównego bloga.

Co się czasami nawet udaje. Jak na przykład wczoraj

Nie ukrywam, że o zdecydowanej większości piszących tam autorów oraz udzielających się komentatorów mam bardzo niskie zdanie. Trafiają się osobniki pokroju i poziomu Astromarii – jeśli mamy już o prawdziwym dnie polskiej blogosfery mówić. Sporo jest monomaniaków, z którymi nie sposób nawiązać kontaktu, bo żyją we własnym świecie i używają własnego, tylko sobie zrozumiałego języka.

Im dłużej jednak się tam udzielam, tym więcej wyłuskuję z tego popiołu diamentów – z całą pewnością warto jest zajrzeć czasem na blogi dwóch piszących pań, obu przy tym, „spokrewnionych“ przez czterokopytne ulubieńce: Izy i KOSSOBOR. Ciekawie pisuje jazgdyni, inżynier – marynarz i przez to nieodmiennie kojarzący mi się z fizykalistycznym myśleniem Profesora Boboli. Nawet tamtejszy libertarianin, GPS, wart jest czytania, bo widać, że w przeciwieństwie do p. Wozińskiego, mojego „ulubieńca“ z „NCz!“ – myśli, a nie tylko powtarza z obłędem w oczach jakieś wkute na blachę mantry.

Natychmiast po mojej ostatniej na Nowym Ekranie re-aktywacji (to trochę zabawne jest, bo licząc „czas bezwzględny“ – mam tam o wiele dłuższy staż niż większość aktualnie najaktywniejszych użytkowników – a byłem dla nich „szczypiorkiem“…) przyczepiło się do mnie kilku, pospolicie pisząc, „katoli“ – o nick, którego tam używam, czyli „Boska Wola“.

Przeczekałem w milczeniu. Bo co tu było komentować..?

Ostatnio jednak, zrobiło się jeszcze ciekawiej. Sugeruję przejrzeć dyskusję, która toczyła się pod ostatnim wpisem Izy.

Nigdy nie ukrywałem, że intelektualistą polskim jestem – i nic co intelektualne, z „ukąszeniem heglowskim“ włącznie – nie jest mi obce. Nie da się ukryć jednak, że podziwiam ludzi, którym dana została łaska bezkompromisowej, prostej wiary. Nawet, jeśli wiara ta wydaje się zarazem prostacka, a intelektualna niesprawność zdaje się irytująca.

Pojęcie nie mam, o czym właściwie ci ludzie piszą – jest to dla mnie nazbyt hermetyczne. Ale i tak ich podziwiam i – nie pierwszy już raz – prorokuję: to właśnie oni, prostaczkowie Boży – posiądą Ziemię! Gdy wszystkich innych szlag z nadmiaru dobrobytu trafi – któż inny pozostanie, prócz tybetańskich mnichów, staroobrzędowców, amiszów i ortodoksyjnych „katoli“..?

Jedno jest tylko niebezpieczeństwo. O którym trzeba by ich jakoś ostrzec. Nie wiem tylko – jak to zrobić? I stąd dzisiejszy wpis. Liczę bowiem na to, że mi Państwo pomożecie. Jakąś skuteczną formę perswazji wobec „katoli“ – proponując.


Oto: tacy właśnie „katole“ stanowili przez ostatnie 250 lat zdecydowaną większość społeczeństwa polskiego – niezależnie od tego jak definiować „katola“ i jak definiować „społeczeństwo polskie“, bo akurat w czasie tych ostatnich 250 lat i jedno i drugie pojęcie poważnie swój sens zmieniło. W każdej jednak konfiguracji – to właśnie owi „zakuci katole“ – większością byli. Być może nawet są nią i nadal – acz to kwestia na osobne rozważania, których dziś już nie chciałbym podejmować z braku czasu.

Jak to się zatem działo, że choć „katole“ zawsze stanowili większość – to jednak przywództwo nieodmiennie od czasów Augusta Aleksandra ks. Czartoryskiego – sprawowali tacy lub inni „postępowcy“..?

„Postępowcy“ zmieniali się dużo bardziej niż „katole“. Nie sądzę, aby dziś ktoś księcia Augusta o rewolucyjne ciągoty posądził, zresztą sojusz jego stronnictwa z jakobinizmem był czysto koniunkturalny i skończył się – fakt, że dopiero za czasów jego wnuka – głośnym rozwodem. Być może, cała ta afera zaczęła się przypadkiem?

Książę August przegrał tę stawkę, o którą mu najbardziej chodziło, czyli – koronę dla syna. Mógł wygrać reformy – ale nie uważał ich za godne zachodu, skoro syn korony nie miał. Przeszedł więc do opozycji, a nie mogąc „okrążyć“ mianowańca carycy z prawej strony (bo tam się już rozsiadł „obóz republikańsko – hetmański“), siłą rzeczy – poszedł na lewo, czyli w objęcia Oświecenia..?

Jeśli jednak nawet był to przypadek – i przypadkiem tylko, a właściwie: intrygą pruską – ów stoczony nieubłaganą logiką sytuacji w objęcia Oświecenia obóz „Familii“ przejął władzę w czasie „karnawału swawoli“ w latach 1788 – 1792 – zmuszając z kolei ówczesną „katolską“ opozycję, by się skompromitowała kolaboracją z carycą – to już fakt, że TEN SAM WZORZEC potwarza się w Polsce co pokolenie, od insurekcji kościuszkowskiej aż po „katastrofę smoleńską“ – przypadkiem żadną miarą być nie może.

Coś sprawia, że „katole“ w Polsce, większością będąc – wciąż i wciąż na nowo – przegrywają, dają się zmarginalizować, lub idą na pasku radykalnej czerwieni. Jak idzie na pasku radykalnej czerwieni tzw. „obóz smoleński“ we współczesnej Polsce – mając za swojego capo niejakiego Kaczyńskiego Jarosława, przecież otwartym tekstem przyznającego się do socjalizmu (tyle, że do socjalizmu narodowego…)!

Być może – kardynał Commendone miał rację – i są nasi „katole“ po prostu i zwyczajnie „letni“..? Być może jest katolicyzm polski – wbrew emocjonalnym wykrzyknikom Konecznego – tylko „religią obyczaju“, ani lepszą od wiary homeryckich Greków..?

Winni chyba wtedy pamiętać, co Chrystus „letnim“ wyznawcom obiecał… Tylko: jak im to powiedzieć, żeby zrozumieli – a nie unieśli się honorem którego, z całą pewnością, więcej mają niż rozumu..?

P.S.

5 komentarzy:

  1. "Pamiętam jak dziś" swoje pierwsze w życiu wybory prezydenckie- młodziutka byłam... Ojciec się mnie zapytał: "Na kogo będziesz głosować? Na Wałęsę, czy Kwaśniewskiego? Odpowiedziałam: "Już raz był rząd robotniczo-chłopski, na Kwaśniewskiego, tatusiu."
    Hym, ojciec się zamyślił... Wiesz, sporo w tym racji...

    OdpowiedzUsuń
  2. ponieważ prezydent w Polsce nie ma zbyt wiele do powiedzenia, to funkcja głownie reprezentacyjna, nie mają az takiego znaczenia poglądy polityczne kandydata

    jednak zachowanie i PR za granicą ma znaczenie

    nie wiem jak tam wspomniany kandydat z PR i zachowaniem - nie śledzę polityki :/

    ale na przyszłość mmyśląc, kandydatów dla których wlaściwszym miejscem jest ławka pod Żabką niż pałac prezydencki należy pogonić zdecydowanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiejszy Kościół nazwałabym letnim, a taki ma sporą szansę przestać istnieć.
    " A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,14-16)"
    Skoro ktoś nie potrafi się zdecydować kim jest (co jest ważne, jakie ma ideały) - jest nikim - idzie więc na zatracenie. I żadne ostrzeżenia nie pomogą. Dosyć ostrzeżeń Kościół udziela sam sobie. Nie da się przekonać kogoś, kto nie chce słuchać.
    Mamy więc pełno oszustów, którzy rezygnują z idei dla pełnej michy - konieczność napchania badziucha ma ich usprawiedliwiać.
    Jeszcze jako nastolatka nie potrafiłam zrozumieć, że w kraju, gdzie ponoć było 90% katolików rządziła partia oszustów, kłamców, złodziei i morderców. Chociaż statystyki się zmieniły - ludzie się nie zmienili.
    Ideały wymagają wysiłku - ludzie nie lubią się męczyć.
    Są letni, bo za grill, piwo i nowy tablet pójdą głosować przeciwko sobie - na rzeź jak banda rozproszonych bydląt.
    Żadne ostrzeżenia nie pomogą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Letnia głupota. "Jesteśmy żadnym społeczeństwem, jesteśmy jednym wielkim sztandarem narodowym"C.K.N. Będę to powtarzać. Bo najwznioślejsze ideały realizowane przez głupców, fanatyków, ortodoksów i całą resztę, same tylko siebie zniesławiają i przestają być ideałami...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...