piątek, 19 kwietnia 2013

Noc z pająkiem

Chodzi, oczywiście, o tego pająka:


jak widać - wiele się od wczoraj nie zmienił...

Jak wczoraj obiecywałem, tak zrobiłem - spędziłem noc (no - prawie całą: o wpół do piątej zrobiło się jednak zbyt zimno...) pod wiatą. Żeby być w gotowości "na wszelki wypadek".

Do niczego ta moja gotowość nie była potrzebna. Osman Guli świetnie sobie radzi z resztą stada - efektywnie trzymając je poza wiatą.

Wszystko zatem, co zrobiłem, to trzy razy podrzuciłem siana - położnicy z Małym pod wiatą, reszcie - na zewnątrz:


No i biegałem ze dwa razy za każdym koniem z osobna z wiaderkiem wody. Wet kazał "ograniczyć pojenie" położnicy, ze względu na ryzyko ochwatu po odklejaniu łożyska (od razu wyjaśniam "znawcom", że:
- parcie Osman Guli miała słabe, Bóg wie ile by ten poród trwał, gdybym za nogi nie ciągnął, a zresztą ciągnąłem, bo mi tak wet przez telefon kazał,
- łożysko siedziało twardo, przez 3 godziny nie opuściło się ani trochę i - nie mam powodu nie wierzyć lekarzowi - zapewne bez odklejania by nie wyszło).

Co prawda - być może zrobił tak, bo sądził, że my te konie normalnie poimy "z ręki" (pod wiatą nie wchodził, urządzenia pojącego nie widział...). I że, w związku z tym, jak to normalnie robią konie, które wodę dostają tylko dwa lub trzy razy na dobę - rzucają się na płyn bez opamiętania, łapczywie.

Tymczasem nasze konie wodę miały do tej pory cały czas - i piły, na ile jestem w stanie to zaobserwować - raczej umiarkowanie. Teraz dopiero zaczynają zasysać, skoro do woli wody już nie ma.

No ale - byłem zbyt zmęczony, a potem było zbyt późno, żeby to wyjaśniać. W każdym razie, samowolnie niczego nie zmienię - a na konsultacje jeszcze zbyt wcześnie. To pobiegam z tym wiaderkami (Osman Guli dając się napić "po większe pół wiadra" rano i wieczorem). Tym bardziej, że dzień dzisiaj pochmurny i nie tak gorący jak wczoraj, to i pragnienie będzie u koniowatych mniejsze, więc - nie taka to już znowu tragedia...

Nie chciałbym jej jednak przypadkiem zasuszyć. Pająk bowiem ssie na potęgę:


Dystans między stadem a szczęśliwą matką i jej potomkiem z każdą godziną się zmniejsza. Wszystko to wygląda niemal dokładnie tak samo, jak przy dopuszczaniu do stada nowego konia - cośmy przecież już kilka razy ćwiczyli.

Noc pod wiatą dostarczyła mi, oczywiście, nowych wrażeń. Na początku, zmęczony, zasnąłem w żywy kamień, z czarnym koćkodanem na piersiach. Obudził mnie BRAK odgłosu żucia siana nad głową - gdy po 23.00 Mały wyprowadził matkę na spacer. Że jednak, jako żywo, nic złego się nie działo - wróciłem na z góry upatrzoną pozycję i słuchałem.

Żaby darły się ogłuszająco. Na tym tle słychać było jak lisek obchodzi okoliczne kurniki - najpierw bowiem rozlegało się, w kolejności zgodnej z ruchem wskazówek zegara, ujadanie psów, a potem - krótkie, urywane, charkotliwe, szczekania lisa w odpowiedzi.

Imię dla pająka już mamy. Poczekam jednak z jego ogłoszeniem aż Lepsza Połowa wróci do przytomności (jej z kolei dał do wiwatu koćkodan domowy, który odmówił spoczynku z uwagi na nieobecność swojego termofora i lokaja, czyli mnie - Lepsza Połowa, która tak w ogóle, to ma alergię na koty - musiała ją niańczyć i przytulać pół nocy, a i tak - złośliwy zwierzak spać jej nie dał...). Imię jest perskie i wypadałoby podać jego znaczenie, a sam tego - nie zrobię...

Ma dzisiaj padać. Prognozy pogody są rozbieżne - jak bardzo. Jedna wskazuje nieistotną mżawkę. Druga - ulewę co się zowie.

W związku z czym - dopijam kawę, załatwiam inne sprawy sanitarne (niceśmy nie jedli od wczorajszego śniadania, bo nie było na to czasu - a mnie, jak na złość, z nerwów chyba, coś na kształt rozwolnienia dopadło...) - i idę sprzątać. Na wszelki wypadek - przygotuję też magazynową część wiaty do roli boksu. Gdyby jednak była ulewa - i gdyby trzeba było całe stado pod wiatą zmieścić...

14 komentarzy:

  1. Marchewka najlepsza na laktację!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przygotuj, przygotuj. "Wypadek to jest coś, czego nie ma, dopóki się nie stanie" zwykł mawiać mój ukochany trener... Z mamuśkami i źrebolami jest jak w rosyjskiej ruletce. Mówi ci to hodowca - praktyk.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakże on się demonicznie oblizuje. Aż strach pomyśleć, co z niego wyrośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo: sierżant. Dlatego tak dostał na imię...

      Usuń
    2. Zobaczysz, jeszcze będzie robił falę następnym źrebakom.:-)

      Usuń
  4. Ucałuj to maleństwo ode mnie, ale bym go wyściskała :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Kiedy tylko chcesz. Teraz to już w ogóle nigdzie się stąd nie ruszymy...

      Usuń
  6. A tak w ogole, czy to jest pierwsze zrebie achaltekinskie urodzone w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnym razie! Pierwsza być może była Margire (ale to tylko dlatego, że Hala, córka Hłoi państwa Kotwickich urodziła się jednak w Moskwie...) - ale aktualny stan badań wyklucza pewność w tej materii.

      Od czasu narodzin Margire w styczniu 2007 roku, urodziło się w Polsce już kilka achałtekińskich źrebiąt...

      Usuń
  7. Popieram Pania Izę i tez jako "kilkudziesiecioletni" hodowca- praktyk( stajennie i bezstajennie- w tym roku podworkowy porod zaliczony przy temperaturze minusowej, a kolejne trzy doby- sniezyce, i zatrzymanie lozyska bo mamuska mocno pelnoletnia) moge dodac ze: obecne "problemy' nie powinny sie powtorzyc w kolejnym sezonie, jak klacze nabiora doswiadczenia. cud boski ze ogier to doswiadczenie ma( nasz nie mial), pomoc porodowa, czy byla zasadna czy nie trudno ocenic na podstawie wpisu, lozysko- jesli bylo odkladane recznie( ?) niech sie Pan skonsultuje z wetem, jak z ewentualnym kryciem w pierwszej rui( moim zdaniem nalezy go klaczy oszczedzic). Bobo przystojne wielce, niech sie chowa!!!
    Ps. co Wy Ludzie z tymi gumofilcami??? Pianki żondzom!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszej rui to żaden szanujący się (się i klacze) hodowca nie kryje...

      Usuń
  8. Tfu, tfu, tfu !!!! Na psa urok !!!! Piękny Pająk !!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zwlaszcza jak ogier z klaczami chodzi mozna mu mowic o szacunku...
    pzdr

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...