niedziela, 21 kwietnia 2013

Liczy się systematyczność

A przynajmniej – mam taką nadzieję. Bo kiepski ze mnie robotnik. Jeszcze wczoraj mogłem się tłumaczyć, że jestem niewyspany, że pogoda kiepska – ale co ma mnie wytłumaczyć dzisiaj..? A jednak – przekopałem raptem kilka grządek w ogródku, i – dętka…

Pięta dalej mi doskwiera. No i pewnie lenistwo. Ale właśnie – pocieszam się, że brak wielkiego zapału nadrobię systematycznością. Koniec końców, choć nawet nie próbowałem się napinać, sadzik już doprowadziłem do kultury, szklarnia i „stary“ ogródek gotowe na zasiewy – ogólnie, choć powoli, ale widać systematyczny postęp.

Ponieważ napisałem wreszcie z dawna zapowiadany tekst dla „KT“ – i był to, zgodnie z pomysłem „Tani“ z forum Re-Volta.pl tekst o zimie – miałem okazję dokonać pewnych podsumowań.

I tak: nasze konie zjadają średnio dziennie po zaledwie 0,6 kg owsa (i, dodatkowo, po 0,5 kg marchewki…) oraz zużywają tylko 1,5 kg słomy dziennie na łeb. Za to – aż 15 kg siana na każdy koński ogon dobowo u nas schodzi. Ewidentnie – dlatego, że spora część siana zużywana jest przez koniowate na ścielenie. Mimo paśnika.[1] Którego ruiny mogliście Państwo widzieć na zdjęciu wczoraj. No cóż – okazał się fenomenalnym drapakiem do futra…

Rocznie wywożę spod wiaty i z Padoku Zimowego nieco ponad 1000 taczek nawozu. Średnio po 5 taczek dziennie (tak bliżej 5,5 taczki…) przez sezon, który trwa około 200 dni. Napisałem przecież na samym początku – liczy się systematyczność…

Jeszcze ze 4 – 5 lat, a cały obszar, gdzie brakowało gleby po pierwszym przeoraniu, w 2007 roku – będzie równomiernie pokryty grubą na kilkadziesiąt centymetrów warstwą próchnicy..!

Mam nadzieję, że tak samo – systematyczność liczy się jak chodzi o naszego „Starszego Sierżanta“. Systematycznie, co kwadrans (z dokładnością do pięciu minut) zasysa cycka. Przez dwa dni w żaden widoczny sposób nie urósł. Ale – wszystko przed nim, nieprawdaż..?


Mniej optymistycznie tytułowe powiedzonko wygląda w bardziej ogólnym kontekście…

Mój pierwszy Redaktor Naczelny, pan Tadeusz Majewski z „Gazety Kociewskiej“ w Starogardzie, zwykł był mawiać, że redaktorzy pisemek parafialnych to mają dobrze – jak nic nie ma do wydrukowania na pierwszej stronie – to zawsze mogą dać aktualne czytanie mszalne i też będzie dobrze!

Trochę podobnie jest na tym blogu. Jak nic ważnego nie mam do napisania – to zawsze mogę dać zdjęcia koni, albo ogródka, albo kotów, albo okolicy – i też będzie dobrze, nieprawdaż..?

Tymczasem, gdzieś tam wybuchają bomby, gdzie indziej gwałcą, albo ziemia się trzęsie. Trudno czasem w tak gwałtowne wydarzenia, siedząc w Boskiej Woli i nasłuchując, jak lisek krąży po okolicznych kurnikach – uwierzyć… Jak to było..? „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna…“

Ale – nie powiem, nie powiem, do pewnego stopnia oczywiście i nas sytuacja ogólna interesować powinna. Aczkolwiek, przyznam się, że gdzieś tak około poniedziałku (zabijcie, ale już nie pamiętam dokładnie, za wiele się po drodze działo…) zastrzelił mnie kompletnie nasz Przyjaciel z Warszawy, objawiając mi przez telefon, że nadchodzą lata tłuste – oto białoruski bank centralny obniżył stopy procentowe…

Za tym szła całkiem sensowna eksplikacja, wedle której – „quantitative easing“ w tylu krajach świata naraz realizowany (tzn. – głównie w USA i w Japonii…) w końcu doprowadzić miał do sytuacji, w której wielki międzynarodowy kapitał zaczął pożądać ryzyka. A co za tym idzie – zysków. I będzie teraz napływał na „rynki wschodzące“, co w połączeniu ze spadającymi cenami surowców (fakt: ropę ostatni raz poniżej 5,40 kupowałem – miejscowego „szejka“ nie licząc – jakoś tak ze 2 lata temu w „Tesco“…), MUSI dać wspomniane właśnie „lata tłuste“.

Wszystko pięknie, ale – nie wierzę. Bo – proszę Państwa – liczy się systematyczność!

A jaka to niby ma być „systematyczność“, jeśli o „tłustości“ lub „chudości“ ma u nas decydować kapitał spekulacyjny, który lekki jest i niezwiązany z ziemią niczym ta piana, z której boska Afrodyta narodziła się u wybrzeży – nomen, omen – Cypru..?

Popatrzmy zresztą na podstawy. Czyli na „cykl życia produktu“. Wysokie zyski, ale też i – największy ryzyko – niesą za sobą innowacje, czyli „produkty młode“. Takimi „młodymi produktami“ były swego czasu i przyprawy przywożone z Indii, i linie kolejowe i komputery osobiste. Ponieważ pamięć ludzka jest wybiórcza – zwykliśmy pamiętać wyłącznie o innowacjach udanych, które innowatorom przyniosły multimiliardowe fortuny i pamięć potomnych.

Dziesięć, sto, czy tysiąc razy większa liczba tych, którzy też mieli nowe, rewolucyjne pomysły, ale te pomysły okazały się gówno warte i zaprowadziły ich wyłącznie do domów wariatów, ośrodków pracy przymusowej (nader popularnych w nowożytnej Europie Zachodniej…), albo i na stryczek – nie trzyma się naszej pamięci, bo też i – kto i dlaczego, miałby o tym smutnym zastępie widm pamiętać..?

Z czasem, produkt który odniósł sukces „starzeje się“ – zyski jednostkowe spadają, zaczyna się liczyć koncentracja, optymalizacja i minimalizacja (kosztów). Czyli – nudy, przeciętność, zysk na poziomie zbliżonym do aktualnej stopy procentowej…

Gdzie w tym wszystkim wielki, międzynarodowy kapitał spekulacyjny..?

Wielki, międzynarodowy kapitał spekulacyjny rzadko kiedy obstawiał „produkty wschodzące“ – a przynajmniej: nigdy nie robi tego „na 100%“. Bo przecież, pamiętając dobrze, że innowacją udaną jest jedna na 100 czy na jedna na 1000 – to z całą pewnością – nie wygląda to na dobry interes!

Z kolei „produkty dojrzałe“ to, jak już wiemy – nudy i zysk na poziomie bankowej stopy procentowej. Za czym tu gonić..?

Wielki, międzynarodowy kapitał spekulacyjny może spekulować tak naprawdę w dwóch obszarach.

Jeden obszar do interesy z rządami. Zwłaszcza – ze słabymi rządami. Które będą gotowe i chętne oddać w pacht monopolom swoich poddanych w zamian za takie czy inne paciorki. Ostatnimi czasy, taki rodzaj interesów robi się powszechnie – ale kompletnie nie rozumiem, co niby dobrego dla mnie osobiście mogłoby wyniknąć z faktu, że „najlepszy minister finansów w Europie“ taniej i łatwiej zroluje swoje długi?

Co – da mi jakąś kasę do ręki..? No – jakoś: nie spodziewam się…

Na zatrudnienie w rządowym „think tanku“ też nie liczę – choćby dlatego, że nie słyszałem, aby temu rządowi (ani też, któremukolwiek z rządów poprzednich…) do czegokolwiek było potrzebne – myślenie…

Drugi obszar, gdzie „wielki, międzynarodowy kapitał spekulacyjny“ – ma szansę osiągnąć zyski, które by mu odpowiadały – to eksport technologii. Ot – wybudowaliśmy już linie kolejowe w Wielkiej Brytanii – wybudujmy je teraz w Rosji..!

Strategia tego rodzaju łączy zalety „produktu wschodzącego“ i „produktu dojrzałego“. Wiemy bowiem dobrze, że dana technologia sprawdziła się i że jest na nią popyt. A jednak – na którymś z „rynków wschodzących“ wciąż jest to nowość, za którą ludzie gotowi są zapłacić więcej, niż w mateczniku tejże techniki, gdzie zdążyła ona spowszednieć i gdzie panuje mordercza konkurencja…

Powstaje tylko pytanie – czy jest jakaś innowacja technologiczna, w świecie już wypróbowana, której nie ma na razie w Polsce i która potencjalnie mogłaby zainteresować międzynarodowych spekulantów..?

Tylko nie piszcie, proszę, że budowa dróg i autostrad..!

Mnie – nic kompletnie nie przychodzi do głowy…

A jeśli tak – to co za różnica, czy „wielki, międzynarodowy kapitał spekulacyjny“ napłynie do Polski, czy nie napłynie..? Napłynie – wypłynie – ja tego w Boskiej Woli nawet nie zauważę…

Ogólnie zatem – wciąż nie rozumiem, co niby właściwie nasz Przyjaciel z Warszawy chciał mi przekazać..? Jakie znowu „lata tłuste“..?

No nic – mimo wszystko, mam nadzieję, że jednak – przede wszystkim, liczy się… systematyczność..!


[1] Lepsza Połowa właśnie wykoncypowała konstrukcję dodatkowego, zewnętrznego paśnika ze starej opony od traktora, która „od zawsze“ leżała u nas w Lasku Centralnym (kiedyś były dwie, ale drugą zabrał M., kiedy próbował oprzęgać swoją Karą Bestię…). Na razie oponę umyliśmy z glonów, które ją porastały – i teraz schnie…

3 komentarze:

  1. Pięta, a ja dziś kopyta robiłam i roczniaczka przywaliła mi w duży palec u prawej nogi tak pięknie, że coś mam uczucie że pęknięty :)) A uczucie znam, bo już to przechodziłam :)))

    Takiego bólu nie miałam od 2006 roku jak to mi się łąkotka przestawiła w kolanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie współczuję...

      Usuń
    2. Dziękuję kolego, a paznokieć zdaje się ze zejdzie szybko ;))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...